Zastanawiałam się czy zrobić z tego wersję, że jakaś koleżanki kuzynka ma problem, ale to w sumie żaden większy problem, ot, dylemacik, więc pojadę z osobistą historią
Za kilka dni idę do szpitala na pewien zabieg. Trochę się boję, trochę jestem za słaba, żeby jechać do szpitala tramwajem

, no, wiadomo, że ktoś tam ze mną pojedzie.
Dzieci (za) małe na taką eskapadę i wrażenia, więc opcja, dla nas, oczywista - mąż mnie odwozi, dzieci zostają na godzinę z moją mamą.
I tu niespodzianka! Bo mama staje kozłem i mówi, że swoimi dziećmi ma się zająć mąż, a ona chce się zająć swoim (czyli mną). Wizja mojej mamy na oddziale to wizja straszna, myślę, że będę miała przesrane u lekarzy.
Znając układy, to pewnie pojedziemy wszyscy razem, dzieciaki dostaną histerii (młodszy, starszy już jest twardziel) lub np. rozwalą jakiś sprzęt. A mama będzie jak zwykle obrażona, że się jej nie szanuje
W takiej sytuacji - jak powinno być? Mąż z żoną, babcia z dziećmi? Ojciec z dziećmi, matka z dużym dzieckiem?
Chore układy