Sprawa jest dla mnie ważna i dlatego zakładam osobny wątek.
Zasadniczo - nie boję się roślin GMO a priori. Ale nie wszystko mnie do nich przekonuje. Co mianowicie:
1) jakoś nie słyszę, żeby obecne zmiany GMO były korzystne dla użytkowników. Kiedyś pisało się o tym, że tych roślin nie będzie trzeba spryskiwać - ale okazuje się, że trzeba. Więc jaką korzyść mielibyśmy mieć z tych roślin w zasadzie?
2) jak piszę o firmie na M

, to słyszę: dajcie przykład z Europy. No, ale Europa się póki co broni. Dlaczego nie mielibyśmy obserować problemów z tą firmą w innych krajach?
3) dlaczego nie mogą być oznaczone? Skoro jest nerw, wiele osób czuje sie podejrzliwie to dlaczego ich nie oznaczać? Bo to, że niby niczym się nie różni od zwyczajnych ziaren, to być może jest fakt, ale dlaczego w takim razie bio-rośliny nie mogą być oznaczone właśnie tak, jak życzą sobie ich klienci: bio, zrobione z 'tradycyjnych', nieGMO nasion?
Przekonajcie mnie. Ja naprawdę chcę usłyszeć argumenty, a nie wyzwiska.
Ale ilekroć coś piszę, pytam - najczęściej mi nie odpowiadacie. A jeśli - to wyzywacie mnie od idiotów. No, nie przekonuje mnie to do GMO

, raczej odbieram Wam jak jakąś sektę.
A ja się po prostu boję, że będzie jak z Klewkami - jak Lepper mówił, ze samolot lądował w Klewkach, to wszyscy się śmiali, żadnemu dziennikarzowi nie chciało się tyłka ruszyć do tych Klewek. A po kilku latach - nagle, proszę.
I tu to samo. Tylko, że możemy się obudzić w sytuacji, jak w USA - 90proc rynku (to było koło 2005 roku, teraz może inaczej) zbóż należy do jednej firmy. W dodatku opryskiwanie się nie zmniejszyło. Procesy o 'kradzież' po tym, jak te ziarna GMO zanieczyściły cudze pole.
Czy naprawdę tego chcemy? Dlaczego nie przyjrzeć się problemom, które tworzą się wokół roślin GMO, nie zapobiegać im - zamiast pakować się w to, bo 'nowoczesne'. Bierzmy 'nowoczesne', ale myślmy. Myślenie uszlachetnia.