nie mam obsesji i nie miałam marek. kupuję to co mi się podoba. niewazne dla mnie, czy kupione u chińczyka, w lumpeksie, czy sieciówce. jak jestem w tk maxx, tez nie patrzę na metki, tylko na ciuch.
tym samym kieruję się w wyborze ciuchów dla dzieci. no i ceną rzecz jasna. ubranie ma być ładne (obiektywnie rzecz biorąc oczywiście) i niedrogie (też obiektywnie), bo chodzi o odpowiedni stosunek jakości do ceny.
znam natomiast osoby, które zachwycone swoim sprytem, ubierają dzieciaki tylko w hilfigera i lacoste i tłumacza, ze w lumpeksie kupione, ale przynajmniej markowe.
no i dobrze. tylko tak sobie myślę, że dziecko takie przyzwyczajone do tego, że w markowych ciuchach tylko biega (znam dziewczynę obsesyjnie wręcz dbającą o metkę) , za kilka lat (powiedzmy tak w trzeciej klasie sp) stwierdzi, że co tam matka ogłupiała? w lumpeksie mu kupuje ubrania? i zapragnie nowych. a przyzwyczajone do metek, nie będzie chciało się przebrandować na no name
po co zaszczepiać w dzieciakach taki "szacunek" wręcz do metek, marek? po co? bo ja tego nie kumam. no nie pojmuje. i błagam... tłumaczenia, że taki ciuch wytrzymuje dłużej.... bo markowy... why?
nie lepiej dziecku po prostu estetykę zaszczepić?