Któraś z Was przy okazji wątku o gusłach napisała, że trzeba posprzątać swój dom, jeśli chce się poukładać swoje życie.
Sprzątam. Przy zbieraniu wszystkich śmieci, które miał posprzątać już dawno małżonek (zamiast tego obejrzał ciurkiem 4 sezony House MD) ruszyło mnie. Sprzątam, ryczę i wygląda na to, że koniec świata jednak nastąpi - a przynajmniej tego, w którym dotychczas byłam. Ulało mi się, pękłam i zaczyna mi się rysować drastyczny plan zmian (drastyczny w sensie bardzo radykalnych zmian).
Posprzątam (się też), spakuję i wyniosę - najwcześniej jutro, najpóźniej w Nowym Roku. Jeżeli uda mi się zahaczyć w mniej ambitnej pracy blisko domu (okaże się w środę) - kładę wypowiedzenie w korpo. Schowam się, wyliżę rany i wrócę do gry.
Taka przestroga przed zbyt refleksyjnymi świątecznymi porządkami

.