Mieliśmy gości z małym dzieckiem, dwie noce byli u nas, a potem pojechaliśmy wspólnie na wyjazd do wynajętego domku.
A teraz zaczyna się historia
Ja dla Wandy zawsze mam smakołyki-przekąski: banany, rodzynki, jogurty czy smootisy owocowe i jak przychodziła pora Wandy przekąski to synek znajomych też oczywiście chciał. No OK - zaraz po ich przyjeździe do nas i na drugi dzień rano to ok - nie mają swoich zapasów. Ale potem poszli do sklepu, zrobili zakupy, mój mąż zresztą zapłacił bo ich karta nie przeszła (WTF?), ale dziecku nic nie kupili. Za to z tych zakupów obiad przygotowali tylko dla siebie - to było jeszcze u nas.
I potem znów to samo - Wanda dostała banana czy smootisa, to on też chce. I jego mama mówi "idź, spytaj cioci czy jeszcze ma", albo "no to poproś ciocię, to ci da". Ja dziecku nie mam sumienia odmówić jak na mnie patrzy psimi oczyma, ale jak np. mam dwa banany i wiem, że Wanda zje jednego dziś a drugiego jutro rano, to nie chcę, żeby jej zabrakło, no ale głupio powiedzieć zapłakanemu dziecku: wiesz Franiu, nie dam ci bo Wandzie zabraknie. Więc mu dawałam.
I to samo było przez cały wyjazd. Raz czy dwa kupili mu jogurt czy smootisa - jak zjadł a Wanda dostała swoją przekąskę to już się darł, że on też chce, to rodzice go wtedy do mnie wysyłali, bo wiedzieli, że ja mam całą siatę.
No i wku...ło mnie to, bo po pierwsze on nie jest na moim utrzymaniu (a potrafił wciągnąc 3 jogurty, kilka bananów i kilka smootisów dziennie). Jak już powiedziałam - jak byli prosto z podróży to ok, ale potem wiedzieli gdzie jest sklep, że już nie wspomnę o obżeraniu Wandy na wyjeździe - wtedy często nawet nikt nie pytał, tylko wyciągali z lodówki po prostu.
A do tego wysyłanie dziecka, żeby się mnie zapytało. Moim zdaniem to matka powinna spytać dyskretnie, żeby ewentualnie przyjąc na siebie odmowę a wtedy dziecku wytłumaczyć, że nie ma albo lecieć do sklepu, a nie mnie stawiać w sytuacji, kiedy mam powiedzieć trzylatkowi "mam ale ci nie dam, bo to dla Wadny"... A w sumie na tekst "to idź spytać cioci" powinnam mu odpowiedzieć "to idź i powiedz mamusi, że sklep jest za rogiem".
W końcu doszło do tego, ża chowałam Wandy jedzenie w naszej sypialni, żeby mieć pewność, że jak przyjdzie pora na jogurt, to będę ten jogurt dla niej miała...
Ja rozumiem uczenie dziecka samodzielności, i żeby potrafiło się samo zapytać, ale ta sytuacja wpieniła mnie na maksa.