Dodaj do ulubionych

jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio serio...

11.04.13, 11:59
Witam,
Proszę o radę konkretną.. ja sama nie wiem jak się ogarnąć. Straciłam taką odwagę życiową i chęć walki jaką kiedyś posiadałałam o cokolwiek.
Zacznę może od małżeństwa jestesmy ze sobą 8 lat a 12 razem. Bywało różnie. Mąż już na samym początku zawiódł moje zaufanie i to konkretnie. Miał dział. gospodarczą i nie powiedział ze ma długi, że zatrudnił kogoś z rodziny na czarno, że nie rozlicza sie z US, Zus. To była firma transportowa. Gdy wszystko wyszło na jaw i komornik zapukał, jego tłumaczenie było jedno nie mogłem Ci powiedzieć bo by wyszło na Twoje, ze miałaś rację że to nie ma prawa bytu. Wolał kłamać jak pies. Nie wiem, czy to ma związek ale zawsze miał matkę mocno kontrolującą, nie znoszącą sprzeciwu taką ograniczającą na nic nie pozwalała nigdy. Mąż był jak sie potem okazało w liceum pośmiewiskiem, bo matkę mimo, że stać było na jeansy i adidsasy to popylał w trampkach i dresach. A te lepsze ubrania były na ndz. Takie zachowania skutkowały tym, że mąż kompulsywnie zaczął kupować elektronikę, owoce np. 2kg zje winogron, mandarynek na raz, bo w domu mimo dobrej sytuacji finansowej owoce byly wydzielane, po 1 sztuce, a zacytuję tesciową: nie dotykać bo reszta jest dla ojca. Tak jest do dziś, choć mąż ma młodszego brata i ta jednostka potrafiła walczyć.
Znając historię męża z domu, nie chcialam powielać zachowania tesciowej i nie kontrolowalam męża ufając mu w pełni. Gdy zaczęły sie poważne problemy finansowe, to ja bylam tą złą bo nie pilnowałam męża.Kurcze, a co to pies? Wtedy w oczach rodziny usłyszalam, ze meża to sie wychowuje. Koniec, końców wychodzimy na prostą.

Mąż zmienił pracę na wyjazdową( prezentacje medyczne w hotelach w polsce)jakoś ciągnełam, choć cieżko mi bylo i pracować i samej wychowywać nasze dziecko gdy ten wyjeżdzał na 10, 14 dni a potem okolo tygodnia miał wolnego. Było wszystko ok, gdy jezdził z rodziną. Potem to się urwało, miał szukać innej pracy, to leżał na kanapie i gapił sie w sufit, ja pracowałam wtedy ale jako można życ za 3/4 pensji pracownika biurowego.
W końcu się ogarnął i znów zaczął jezdzić z innymi ludzmi, wyjazdy znacznie dłuższe, lepsza kasa i palma panu mężowi odbiła. Dosłownie. Poczuł się królem i panem świata. W sensie, że zaczął pić po pracy, imprezować, kłócić się perfidnie ze mną.. ile ja nerwów straciłam. Słowem zmienił się, zaczął mi wyłaczać telefon na 2- 3 godziny. Czułam podskórnie że zdrada jest kwestią czasu. No i sie doczekalam. Przyjechał pewnego razu odmieniony, jakby dowartościowany i zaraził mnie grzybicą przenoszoną drogą płciową. Nigdy w 100% sie nie przyznał, ale wiem że toto sie z kosmosu nie wzięło. Wziełam go podstępem nie odzywalam sie jak wyjechał, on pisał listy.. oboje wiedzieliśmy ze coś sie zadziało.. powiedzialam, że mu wybaczam, że nie obchodzi mnie skąd i co itp. On sie popłakał i powiedział dziękuję.
To teoria, a praktyka juz nie byla taka różowa, co jakiś czas wracalam i kłotnie byly a potem on wpadał w histerie. Powiedzialam stop, nie mogę go ciągle traktować jak świnię.
Po tym wszystkim widzę, jak sie stara, jak sie zmienił. Samo to wydarzenie, dalo mi na tamten czas takiego kopa, schudlam 8 kg, bo mialam 2 wyjścia albo zachlać sie na śmierć, albo albo.. ćwiczylam cale noce gdy dziecko poszło spac na słuchawkach. Nie mialam siły zaprowadzić dziecko do szkoły. Dałam radę i wylizałam się. Poszłam na podyplomówkę, skonczylam wymagane praktyki w placówkach, za mną 1 semestr zaliczony pozytywnie i liczę ze od września znajdę pracę w edukacji. ( nie pracuję juz 2 lata)
Mąż przez pół roku pracował na miejscu, choć bylam zła, ze wychodzi o 8 a wraca po 20 to jednak był w domu wieczorami, obecnie znów musial wrócić do systemu wyjazdowego np jedzie na 20 dni, a jest w domu 10 i tak w kółko. Nie daję rady psychicznie... ja nadal nie mogę pogodzić się z tą pracą wyjazdową jego. Gdy wyjeżdzał to oboje płakaliśmy. Cholernie staram sie mocno nie wracać do jego wyskoków, nie sykać złośliwie czy sie dobrze bawi? itp. jak mi się to uda, bedę z siebie dumna, ze przez caly jego wyjazd nie wróciłam do przeszłosci.
Problem mam ze sobą, ze mam jakieś dziwne lęki... dostalam propozycję wolontraiatu w jednej placówce gdzie mialam praktyki z szansą na zatrudnienie. Na początku się ucieszylam, a teraz? Tysiąc myśli... na nie, a wiem że chce wyjść do ludzi, bo same zjazdy na Uczelni to nie wszystko.Myślę o kupieniu malego auta bo prawko mam juz 3 lata, ale znów lęki, czy sobie poradzę, bo przecież mąż pracuje na czarno... a oszczędności mamy( na szczęscie!) a co jak nie będzie pracował? Wiem można sprzedać auto zawsze... nie mam sił, na sprzątanie, o siebie jako tako zadbam, ale kupiłam ost. 3 lakier do pazurów i stoja i patrzą się.... nie pomalowalam ich nie mam wenysad ja wiem ze to bzdura, ale tak sie czuję...
Chyba dopadły mnie demony przeszłości bo zbliża się rocznica z wyskoku męża. Żeby nie było, że jestem taka święta to w ramach zadośuczynienie odnowiłam kontakt z bylym znajomym z ex pracy i spotkalismy sie kilka razy na kawie. On podziałał na mnie jak swoista terapia. Od razu chciało mi się żyć, ale nie nie wdaję sie w romans, bo pan kiedyś chciał, ja nie chciałam a teraz nie nie chcę sobie komplikować życia.

Ja wiem, że życie toczy się dalej, że musze byc niezależna ( wroćić do stanu z przeszłości, gdzie nie było dla mnie spraw nie możliwych do wykonania) że z meżem czy bez niego sobie poradzę. Nie mam sił... mialam nawet myśli by przerwać studia ale do sierpnia i koniec i mam papier. Mam kasę, mogę zrobić zakupy ubraniowe, ale nic mnie nie cieszy. Wiem i widze że mąż sie stara bardzo nie mogę narzekać, ale to mimo, że cieszę sie to na dłuższą metę nie ma znaczenia. Żyję jak za szybą. Już myślałam, że wyszłam na prostą a tu znów zonk.To chyba przez to, że znów zaczął wyjeżdzać...
Dziewczyny proszę o radę jakąkolwiek... jak zacząć żyć.... ja nie poznaję siebie...
Obserwuj wątek
    • frezja2013 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 12:08
      Nie mam z kim nawet pogadać, o tym co sie zadziało u mnie.. rok temu. Dwie moje przyjaciólki były w szoku a jedna to zaczęła płakać razem ze mną... zresztą powiedzialam to jej juz po czasie...W szoku że mąż taki zakochany we mnie i takie coś. Widocznie pana męża przycisnęło wtedy smile O tej sprawie wiedzą tylko dwie zaufane osoby. Rodziny nie wtajemniczałam... uznałam że to nasze brudy i my będziemy je prać u siebie.
      • kagrami Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 12:19
        Mam nadzieję że Ci dziewczyny napisza cos pokrzepiającego. Ja też marzę o tym ,żeby poczuc znów wiatr w żaglach, miec tą MOC jaka miałam przed ślubem 12 lat temu. Podcięłam sobie skrzydła.
        Tak intuicyjnie to wydaje się, że wiadomo co powinnaś zrobić. Nie pochopnie. Ale też nie można trwać w tej sytuacji. Tym bardziej, że - mam wrażenie - dałabyś sobie radę...
        Życie ucieka..
        Życzę ci dobrych decyzji (i sobie też tego życzę).
    • kosmitka06 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 12:16
      Wiesz... czytając to wszystko to tak jak bym czytała o sobie, a może bardziej o moim mężu.
      Ja też straciłam do swojego zaufanie. Dawałam szanse ale on nic sobie z tego nie robił, czasami miałam wrażenie że nawet miał z tego ubaw kiedy mnie ranił.
      Na chwilę obecną jest ciężko, właściwie jesteśmy niemalże w trakcie składania pozwu rozwodowego...
      Twój z tego co wyczytałam przynajmniej teraz się stara, mój niestety tego nie robił sad
      Całą winę zwalał na mnie, twierdził że szukał "szczęścia" itp.
      Wiem sama po sobie że nasza przyszłość nie miała sensu, ja na każdym kroku musiałabym go kontrolować, a nawet gdybym miała 100% pewności że nic nie robi to i tak bym nie wierzyła.

      JA przede wszystkim zaczęłam od siebie. Na razie szukam pracy, chociaż jest ciężko bo sama wychowuję małą i zero pomocy od nikogo.
      Poza tym zaczęłam się odchudzać, w obecnej chwili jest -14kg więc dla mnie to już mega poprawa nastroju. Też zmieniłam uczesanie, zupełnie inna garderoba itp.
      Czasami widzę jak mu gula skacze jak mnie widzi, ale cóż... teraz możesz tylko popatrzeć wink

      U mnie też nikt z rodziny nic nie wie, wie tylko moja jedna najbliższa przyjaciółka. Każdy ma nas za wzorowe małżeństwo i wiem że jak prawda wyjdzie na jaw to wszyscy będą przecierali oczy ze zdumienia. Oczywiście mam nadzieję że prawdziwy powód naszego rozstania zostanie między nami (chociażby dla dobra dziecka).
      Może zapisz się na jakiś taniec, jak będziesz wiedziała że jesteś umówiona to musisz wyjść. Może jakiś psycholog?
      Zaraz słoneczko się pojawi za oknem też nabierzesz chęci do życia wink
      • frezja2013 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 12.04.13, 10:16
        Dzięki Kosmitko za Twój wpis, dał mi dużo do myślenia. smile Super, że zaczełaś działać i myślisz tylko o sobie. Też wybieram się do fryzjera.
        Co do kłamstw męża mego, to mogłabym książkę napisać, aczkolwiek widzę, że z wiekiem ma obecnie 35 lat to idzie ku lepszemu. Taka mi sie sytuacja przypomniała. Obecnie to się z niej śmieje,ale wtedy to nie było mi do śmiechusad Mąż parę lat temu miał jechać do Stanów do rodziny i tam pracować przez jakiś czas aby spłacić długi. No i kwestia paszportu się objawiła. Musiał go wyrobić. Coś dlugo nie odbierał, twierdził, że jeszcze nie ma. Wziełam sprawy w swoje rece, wziełam dziecko na ręce i pytam urzędnika co dzieje się z paszportem, że to nie możliwe że zaginął. I pan urzędnik mówi, że takowy wniosek o paszport nie został złożony wcalesmile Porażka..
        Obecnie stara się on, nie unikać odpowiedzialności.
        Tak sobie myślę, że w tym wszystkim to tylko szkoda dzieci. Dorośli prędzej, czy pózniej wyjdą na prostą.
        Piękny wynik z tą wagą. Moje gratulacje. Super, że idziesz tak do przodu. Życzę znalezienie pracy Tobie i sobie. Też generalnie sama wychowuję syna, a jak jadę na zjazd to młody jedzie do moich rodziców którzy są aktywni zawodowo w ciągu tyg.
        Też myslę czasem o rozwodzie, ale muszę stanąć na nogi. U nas o tyle sprawa się skomplikowała, że maż po tym wyskoku to zrobił mnie współwłaścicielem mieszkania. Dążyłam do tego, bo nigdy nie wiadomo co może się stać a tak chociaż będzie male zabezpieczenie dla dziecka.
        Trzymaj się Słońce smile
    • solejrolia Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 13:31
      dlaczego nie zaczniesz od pójścia do psychologa?
      • atteilow Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 13:41
        bo ta sama pomoc może uzyskać tutaj.
        • solejrolia Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 21:36
          atteilow napisała:
          > bo ta sama pomoc może uzyskać tutaj.

          gdyby to było takie proste, to wszyscy będący na zakręcie siedzieliby tutaj, zaś psychoterapeuci nie mieli by pracy. a mają. i dobrze.
          bo dobra psychoterapia może zdziałać cuda.

          tutaj to moze dostać co najwyżej dobrą radę- jak dobrze trafi.
          a jak trafi na znudzony byt internetowy, który jeszcze jej dowali- to jej ma pomóc?
          doda jej sił? da motywację do zmian? pokaże jak nabrać dystansu do problemów?
          • kasiulka25 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 22:14
            Solej,

            zeby trafic na dobrego psychoterapeute to trzeba miec albo szczescie (jesli na nfz) albo szczescie I pieniadze (jesl prywatnie). Czasem takie anonimowe wygadanie tez jest potrzebne, nawet niekoniecznie zeby ktos cos doradzil, ale zeby uporzadkowac wlasne mysli.

            Autorce posta zycze slonca. I ulozenia tego co teraz jest nieulozone.
            • solejrolia Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 22:22
              wygadanie oczywiście pomaga, ja też je uskuteczniam (akurat nie na ematce)
              ale przesadą jest twierdzenie, że tutaj można taką samą pomoc uzyskać, co na terapii u psychoterapeuty
      • frezja2013 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 12.04.13, 10:17
        Narazie próbuję sama walczyć ze sobąsmile
    • mayaalex Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 11.04.13, 15:51
      Ja nie portafie doradzic niczego sensownego - poza tym zebys jednak sprobowala terapii u psychologa. Takie wygadanie sie fachowcowi moze czasem wiele dac, choc przyjemne to nie bedzie. Trzymam kciuki za Ciebie, walcz dziewczyno i nie poddawaj sie - ale nie walcz sama bo to naprawde trudne.
    • frezja2013 Re: jak stanąć na nogi i zacząć żyć tak serio ser 12.04.13, 10:20
      Dzięki Wam kobitki za te wpisysmile
      pozdrawiam i życze wszystkiego dobregosmile Byle do przodusmile
    • frezja2013 Kosmitko, 12.04.13, 10:29
      podasz mi namiary do siebie? jesli chcesz?fajnie byłoby czasem pogadać. Jak coś to napisz na pocztę gazetową. pozdrawiam
      • kosmitka06 Re: Kosmitko, 12.04.13, 12:10
        rezja2013 napisał:

        > podasz mi namiary do siebie? jesli chcesz?fajnie byłoby czasem pogadać. Jak coś
        > to napisz na pocztę gazetową. pozdrawiam

        Tu mój mail: agata_d@onet.pl opczty gazetowej nie używam.
        Pewnie, odezwij się smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka