bogusiabj
23.07.04, 15:06
Mam dwójkę dzieci (syn 2 latka, córka 6 lat) z nim i córką (9 lat wyląda na 6)
ciotki wybrałam się do sklepu Kipling (sadyba best mall), ciotka prosiła mnie
abym kupiła jej dziecku tornister do szkoły. I ..... była tam pani która
kupowała walizkę i ja i moje dzieci nie pozawlaliśmy jej się skupić. Maciek
trochę marudził i PANI zwracała mu uwagę, aby przestał wyć i była oburzona że
przychodzę z marudzącym dzieckiem w miejsce publiczne (był to sklep nie
burdel), generalnie wywiązała się pyskówka, bo od zwracania uwag dzieciom to
ja jestem. A pani sprzedawczyni stała i na to wszystko patrzyła bez słowa,
zupełny brak reakcji zupełna ignorancja. I taka ironia trójka dzieci. Czy to
jest normalne, czy jest zakaz wchodzenia z dziećmi do sklepu, czy ja jestem
rąbnięta, że z dziećmi chodzę do sklepu, może powinnam zostawiać na zewnątrz?
pozdrawiam Bogusia