Nie wiedziałam jak zatytułować wątek

Pokrótce chodzi o to, że mój mąż zamierza pod koniec lipca lecieć z naszym niemowlakiem do Polski na tydzień, a ja zostaję (pracuję). Wszyscy dookoła dziwią się, że mu "pozwalam", a ja nie za bardzo rozumiem o co chodzi. Dziecko jest butelkowe, od urodzenia spędza dużo czasu z ojcem (mąż pracuje popołudniami, więc jest z małym 5-6 h dziennie + weekendy), będzie też z nim w domu cały lipiec, kiedy ja wrócę do pracy, a mąż będzie miał wolne. Mąż robi przy nim wszystko, karmi, kąpie, przewija, bawi się, chodzi na wizyty lekarskie, no nie ma ani jednej rzeczy, którą robiłabym lepiej

Może poza doborem ubranek (kolorystyka). Synek z tatą świetnie się bawi, piszczy z radości, mąż czasami (bez problemu) kładzie go do spania, więc nie powinno być problemu z zasypianiem. W Polsce będą w domu teściów, którzy są na bieżąco z niemowlętami, mają wtedy wolne i nie mogą się doczekać

Słońce, duży ogród, świeże powietrze... czy naprawdę jestem wyrodną matką?