olena.s
03.06.13, 08:02
Wyobraźcie sobie proszę taką sytuację.
Wracacie po wakacjach do domu.
A w skrzynce pocztowej - list. Szkoła waszego dziecka wyleciała w powietrze! A całe ciało pedagogiczne wemigrowało na Zanzibar!
Na szczęście jest dla waszego dziecka miejsce w jednej z dwóch, położonych w równej odległości od domu nowiutkich szkół. Musicie tylko zdecydować, do której poślecie dziecko. Dla ułatwienia - pozostałe dzieci zostały rozrzucone równo, względy towarzyskie są takie same w obu placówkach, ale po ulokowaniu dziecka nie będzie już możliwości zmiany.
I moje pytanie: którą szkołę wybierzecie, bo są zupełnie różne.
Szkoła A:
Jej szczególne cechy to kultywowanie wspólnotowości. Najlepsi uczniowie mają obowiązek pomagać słabszym (oprócz tego szkoła ma także darmowych korepetytorów - nauczycieli). W jednej klasie będą siedziały dzieci lokalnej arystokracji i dzieci uchodźców, dzieci marginesu, a także dzieci lekko upośledzone. Dzieci mają obowiązek sprzątania po sobie klas i stołówki. Nauczyciele mają ogromną swobodę wyboru metod nauczania. Inspekcje kuratoryjne nie będą się odbywały, mimimalna biurokracja. Bardzo duża część pracy odbywać się będzie w grupach, dzieci zachęcane będą do współpracy, jest oczywiste, że lepsi będą podciągać słabszego ucznia. Nie ma ocen punktowych, tylko opisowe aż do ostatniej klasy włącznie i bardzo duzo samooceny dzieci. Nie ma też żadnych egazminów zewnętrznych (z wyjątkiem dobrowolnej matury dla tych, którzy wybierają się na studia).
Podręczniki - darmowe. Program pozwala na popełnianie błędów - nie są one karane. Sporo zajęć językowych, matematyka i fizyka na ambitnym poziomie, ale także plastyka, gotowanie, obróbka drewna. W razie problemów szkoła współpracuje z MOPSem. Aż do VI klasy włącznie jeden nauczyciel uczy wszystkich przedmiotów (z wyjątkiem języka). Klasy niewielkie, ale część lekcji wspólna dla klas z różnych roczników, nauczyciele mogą się zamieniać, jezeli którys nie czuje się pewnie w jakiejś dziedzinie. Dzieci są zachęcane do własnej pracy - nauczyciel rzadko prowadzi wykład, raczej kieruje działaniami grup uczniów. Ogromny egalitaryzm. Mniej godzin lekcyjnych niż w szkole B.
Szkoła B:
Nastawiona na sukces indywidualny każdego ucznia. Oceny punktowe, wymagania wysokie. Rozmawiając z nauczycielem uczeń musi wstać. Kultywuje się postawę szacunku, odrobinę w przedwojennym stylu dobrych gimnazjów. Uczeń może powtarzać klasę, a jeżeli wychowawca i dyrekcja uzna, że nie chce się uczyć na takim poziomie, jakiego szkoła wymaga, uczeń może zostać usunięty. Podobnie w przypadku poważnych i powtarzających się naruszeń szkolnych zasad. Duża dyscyplina. Szkołę sprzątają woźne. Program - języki, przedmioty ścisłe, przyrodnicze, historia, literatura. Nauczyciele specjaliści oddzielni do oddzielnych przedmiotów powyżej klasy trzeciej. Nie ma gotowania, plastyka traktowana po macoszemu, szkoła koncentruje się na tradycyjnie najważniejszych przedmiotach akademickich. Szkoła poddaje się kontroli inspekcji szkolnej, postępy uczniów są oceniane w skali punktowej, a ich ambicja indywidualna uważana jest za zdecydowaną zaletę. Dokładnie opisane są kryteria wiedzy, jaką uczeń powinien posiąść na kolejnych etapach edukacji i jest to monitorowane.
Szkoła pomaga uczniom słabszym na zajęciach wyrównawczych, ale oczekuje własnych wysiłków i odpowiedzialności ucznia za wyniki.
Wiecej godzin lekcyjnych niż w szkole A.
Z listu w waszej skrzynce wynika, że obie szkoły mają znakomitą kadrę - wszystko doświadczeni absolwenci najlepszych uczelni. Wyposażenie, budynki na takim samym niezłym poziomie. Obie szkoły są publiczne i darmowe.
Którą szkołę byście w takiej sytuacji wybrały?