Zdecydowałam sie na poród poza szpitalem. Albo w tzw Birth Center (dom narodzin) albo w domu, przy czym bardziej logiczne wydaje mi się rodzenie w domu, no bo co takiego jest w domu narodzin czego nie mam we własnym domu? Nic, poza cudzymi bakteriami.
Pierwsze dziecko urodziłam w szpitalu. Było ok, naprawdę nie mam traumy, ale:
- byłam przypięta do KTG - moim zdaniem niepotrzebnie
- założono mi wenflon - moim zdaniem niepotrzebnie
- urodziłam na plecach
- górne ostre światło świeciło mnie i noworodkowi w oczy - niepotrzebnie
- po porodzie o 3 nad ranem musiałam się przenosić z jednej sali do drugiej - o ile wygodniej byłoby urodzić i zostać w tym samym miejscu, bez tej całej logistyki?
- miałam mieć ZZO, ale nie miałam bo nie było czasu. Psychicznie nastawiłam się na znieczulenie i największym problemem był nie tyle jego brak ale zawód, że go nie dostałam a chciałam. Teraz z góry nastawiam sie na poród bez ZZO bez względu na to gdzie ostatecznie będę rodzić bo wiem, że dam radę.