Dodaj do ulubionych

ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie...

15.06.13, 23:20
Mam 38lat, 2 córki, męża. Jesteśmy razem 18 lat, po 8 latach związku wzieliśmy ślub. Mąż pracuje jako lider, obraca się wśród młodzieży, studentów, często wyjeżdża, ciągle ma szkolenia. Godzę się na to. Nigdy nie byłam zazdrosna (serio), nigdy nie podejrzewałam go o zdradę, wydawało mie się, że nie miałby powodu do zdrady, poza tym nie jest typem kobieciarza. Rok temu chciałam znaleźć w jego komórce starą fotkę, powiedział, że chyba jeszcze ją ma. Szukając zdjęcia natknęłam się na mms-a: zdjęcie piersi dziewczyny z tatuażem, oryginalnym, na dodatek prawie takim samym jaki ma mój mąż (a sam sobie go zaprojektował, więc było to dziwne). Zdziwiona zaczęłam szukać w sms-ach. No i chcąc-niechcąc się doszukałam. Było sporo smsów od tej dziewczyny. Niby nic konkretnego, mogły być koleżeńskie, poza jednym sugerującym, że do czegoś między nimi doszo. Biłam sie z myślami cały tydzień. Dzwoniłam do tej dziewczyny ale skubana nie odbierała. Mąż niczego się nie domyślał. Wywiozłam dzieci na wakacje do babci i porozmawiałam. Mąż powiedział, że ta dziewczyna to niedawno poznana na koncercie dziennikarka, że zauważył jej tatuaż i sam ją zagadał skąd taki ma, że miała mu pomóc pisać teksty do przewodnika, który tworzy. Ponoć spotkali się później na Open Air (umawiali się na to smsami ale mi powiedział, że jedzie sam) i tam właśnie próbowała go pocałować, ale on się opamiętał i powiedział, że ma żonę którą kocha itd itp. No i podobno tyle. Nie wierzyłam oczywiście, ale mąż mnie przekonywał że to prawda. Że mnie nie zdradził, że jest w ogóle w szoku, że tak myślę, że nie wyobraża sobie życia i inne trele morele. Wywalił nr tel dziennikarki. Minął rok. Ja nie wybaczyłam do końca, nie uwierzyłam w jego wersję. Konkakty są takie sobie, nawet nie chce mi się nad nimi pracować. W łóżku nienajlepiej, bo ciągle jakiś smród wisi w powietrzu. Wczoraj "sprzątałam" w kompie i odkryłam list. Sprzed roku właśnie. List dziennikarki, tak jakby kończący znajomość, pożegnalny. Było w nim, że kocha, ale rozumie że nie może mieć więcej, a na mniej się nie godzi, że ona wie że on nie zostawi rodziny. Że jest jej wielką namietnością i wspomnienia seksu są dla niej dalej jak "fajerwerki na 4 lipca w Stanach" (cytat). Data listu sprzed roku. List zciągnięty z maila, zapisany w Pobieranych, myślę że mąż nawet nie wiedział że jest na naszym laptopie. Mówi, że to nie jego. W liście nie ma ani odbiorcy, ani nadawcy, całość przepięknie napisana, ma k... lala talent, mąż twierdzi, że to jakieś opowiadanie, nie list. Pewnie, że nie wierzę, ale... niewiem co robić. Nie czuję zazdrości (tak już mam, nigdy nie byłam zazdrosna) czuję złość i żal, że się nie przyznał i dalej nie przyznaje. Pytam go co wieczór czy możemy porozmawiać na ten temat, czy może mi to jakoś wyjaśnić, żeby wreszcie się przyznał i zakończymy ten temat. A on niezmiennie, że wyjaśnił mi wszystko rok temu, że od tamtej pory nic się nie zmieniło. Jednak list zmienia wszystko. Co ja mam robić??? Pierwszy raz w życiu niewiem... Pomóżcie proszę...
Obserwuj wątek
    • kk345 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 15.06.13, 23:42
      Niezależnie od winy meża czy jej braku, niezaleznie od tego, czy kłamie, czy nie, chyba podjęłaś już decyzję:

      > Konkakty są takie sobie, nawet nie chce mi się nad nimi pracować.

      Pytanie brzmi, czy jest jeszcze co ratowac i czy warto...
    • podkocem Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 15.06.13, 23:44
      Najpierw odpowiedz sama sobie czego chcesz. Być z nim czy nie być z nim? Co Ci da że się przyzna? Przecież i tak wiesz, że Cię zdradził - to oczywiste. Wiesz też ze znajomość została zakończona.

      On wie, że Ty wiesz, ale nie chce o tym gadać. Wałkując temat co wieczór co najwyzej doprowadzisz do totalnego zniechęcenia. Nawet jeśli się w końcu przyzna, co to zmieni?
      • asia_i_p Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 11:09
        Najpierw odpowiedz sama sobie czego chcesz. Być z nim czy nie być z nim? Co Ci
        > da że się przyzna? Przecież i tak wiesz, że Cię zdradził - to oczywiste. Wiesz
        > też ze znajomość została zakończona.

        Jeżeli się przyzna, to udowodni, że jej samopoczucie są dla niego ważniejsze niż jego ego.

        Jest to jedna z niewielu rzeczy, której bym nie wybaczyła - rozumiem ukrywać zdradę, której się żona nie domyśla. Ale robić żonie wodę z mózgu, kazać jej wątpić we własną inteligencję czy wręcz zdrowie psychiczne, manipulować obrazem świata, robić z żony zazdrosną wariatkę po to tylko, żeby nie dać żonie przewagi przyznając się - to jest obrzydliwie podłe.
        • mynia_pynia Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 20:20
          amen.
    • cherry.coke Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 15.06.13, 23:46
      Jak masz maila, to masz adresy nadawcy i odbiorcy, wiec co ten maz chromoli?
      • zagoobiona Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 09:59
        Nie ma adresu i maila w poczcie. Jest zrzucony na dysk, z poczty usunął. Chyba, że można sprawdzić z jakiego adresu plik był zciągany? Jeśli tak to jak?
        • lauren6 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 17.06.13, 08:34
          Sprawdź w jakim formacie jest ten zapisany mail i wrzuć w google pytanie jak wyciągać metadane z tego rodzaju plików. Pewnie jest wiele darmowych programów do tego. W metadanych na pewno będzie metryczka maila, chyba że się skubany zabezpieczył i zrobił copy paste maila do nowego dokumentu np. Worda.
    • kkalipso Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 00:13
      Podkreśliłaś właśnie z dwa trzy razy , że nie jesteś zazdrosna dla mnie raczej byłaś jesteś wręcz obojętna wobec męża ,wiesz dlaczego bo jeśli kogoś kochasz i szanujesz to nie ma bata , że będzie zdradzał a Ty nie zauważysz .Nawet teraz piszesz o tym bez emocji jedyne co cię gryzie to brak posłuszeństwa męża , NIE PRZYZNAJE SIĘ tak jakby powinien bo ty mu karzesz .Nie wiem to takie pierwsze wrażenia po przeczytaniu , może się mylę.
      • kk345 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 00:18
        Mam podobne wrazenie- całkowity brak emocji...
    • hrabina_murzyna Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 04:20
      Moim zdaniem, decyzję podjęłaś rok temu, pytanie tylko czy słuszną, ale na to już sama musisz sobie odpowiedzieć. Dokładnie rok temu miałaś szansę na wyjaśnienie tematu do końca, drążenia sprawy tak długo, aż się dowiesz. Teraz... po ptakach i szukanie do niczego nie doprowadzi. Wkurzasz się, że mąż milczy, ale sama powiedz, jaka odpowiedź byłaby dla Ciebie satysfakcjonująca? Zdradził- źle, nie zdradził- też źle, bo może jednak. Nie drąż więcej, nic to nie da, Twój czas na poznanie prawdy minął i nie nękaj męża, bo on podjął decyzję rok temu- wybrał rodzinę, podobnie jak Ty.
    • irina_katodina Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 09:56
      A ja się wyłamię z powyższego chóru odradzającego dociekanie prawdy.

      Otóż mam wrażenie, ze dla autorki jest ważne, aby człowiek, z którym przeżyła 18 lat przyznał: „tak, nie mogę dłużej traktować cię jak ostatnią kretynkę, której można wcisnąć każdy kit”. Można nie rozumieć takiego stanowiska, ale po prostu są ludzie, którzy wręcz chorobliwie nie cierpią, gdy ktoś próbuje zrobić z nich półgłówka, zakładając, że łykną jako prawdę każdą bzdurę.

      Kilka lat temu obserwowałam podobne akcje u znajomej – miała silne przeczucie, że mąż ją zdradzał, dowody mniej więcej tak wiarygodne, jak w tym wątku, ale facet szedł w zaparte. A dziewczyna nie umiała odnaleźć się w sytuacji, gdy mąż karmi ją oczywistymi bzdurami, w dodatku przyrzekając na wszystkich świętych, że niewinny ci on jako ta lelija, a świat albo źli czy złośliwi znajomi chcą ich poróżnić. Nawet w pewnym momencie „przyznał”, że jest pewna dama, która leci na niego, ale ponieważ szans nie ma, bo „on oczywiście tylko żonę i dzieci kocha”, a ona taka napalona, to pewnie z bólu po odrzuceniu się mści i fabrykuje jakieś „dowody”.

      Sprawa miała tragikomiczny finał: koleżanka się wkurzyła na maksa, poprosiła kogoś (twierdzi, że profesjonalnych detektywów) o zdobycie informacji, okazało się, że pan mąż niejedno i niejedną miał na sumieniu, babka założyła sprawę o rozwód „zapraszając” wszystkie boczne dupy męża na świadków. Podobno było ciekawie, ale to znam już tylko z relacji innych, nie było mnie na sprawie. A szkoda, to mógł być niezły teatr.

      Jakiś czas po tym spotkałam ją i zadałam pytanie podobne do stawianych w tym wątku: "po co ci to było? Nie szkoda nerwów?" A ona stwierdziła, że właśnie TO było jej najbardziej potrzebne - dowiedzieć się prawdy, a skoro nie mogła drogą normalnej (no, może w tych warunkach nie do końca normalnej) rozmowy wyciągnąć z własnego chłopa faktów, to takie rozwiązanie załatwiło sprawę. Stwierdziła też, że gdy była okłamywana wbrew oczywistym faktom zaczynała tracić szacunek do siebie jako człowieka, a po rozwodzie straciła do eks, a do siebie odzyskała.

      Wiem, pewnie to trochę chore, ale ludzie mający takie potrzeby istnieją, i maja prawo dążyć do satysfakcjonujących ich rozwiązań.
      • zagoobiona Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 10:15
        To pewnie jestem chora... Bo właśnie to, że łże w żywe oczy i nie potrafi się przyznać boli mnie najbardziej. Zawsze uważałam, że zdrada sama w sobie nie byłaby dla mnie przyczyną do rozstania, są w związku ważniejsze rzeczy niż wyłączność seksualna (choć ja nie zdradzam i myślałam, że mąż też nie) jak np. przyjaźń, fajnie spędzony razem czas. Obojętność albo raczej osłupienie, w którym tkwię i się nie mogę z niego "wybudzić" powstała między nami przez ten rok.
        Ktoś wyżej napisał, że miałam czas na wyjaśnienie rok temu - dzieci nie było w domu, mięliśmy możliwość rozmów, wyjaśniania, ciche dni też bły - a jakże. I stanęło na tym, że nie zdradził. Naprawdę się kajał, starał, dostawałam od niego ciągle sms-y że przeprasza, że dał mi takie podejrzenia, że kocha i inne bzdety.
        Gdyby nie było dzieci, które go kochają to na 100% założyłabym sprawę rozwodową. Za nieszczerość, nie zdradę, którą chyba udałoby mi się wybaczyć. Dzieci jeszcze małe (5 i 10), oprócz tego kredyt na 30 lat, z czego jeszcze do płacenia 27 sad wspólny dom, po części wspólna praca i inne problemy, to wszystko sprawia, że kręcę się w kółko. Czuję się tak, jakbym tkwiła tu bo mam do zrealizowania wspólny plan, a jak skończę będę mogła działać dalej. Nigdy nie byłam w takiej kropce... Idę sobie łyknąć - nie alkohol, środki uspokajające, ziołowe.
        Aaaa dodam jeszcze, że mąż zachowuje się jakby nigdy nic się nie stało, taką taktykę przyjął. Zimny drań.
        • odi507 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 11:48
          Mialam takiego chłopaka.Oj jaka ja glupia byłam i zakochana na amen.Wciskał mi kity,ze on wierny jest naszemu zwiazkowi,ze tylko na mnie mu zalezy i pierdu pierdu.A gdy mnie nie było podrywał wszytkie inne doopy,wciskał mi kity,ze jedzie nad morze z kolegami,ot taki meski wypad,coroczny na piwo i pozwiedzac-uwierzyłam,pozniej jego kolega "wkeił"zdjecie na jednym z portali spolecznosciowych z ładnymi,mlodymi laseczkami.Zrobilam awanture,uslyszałam:ales ty zazdrosna!.Przyjezdzal,przepraszal.Znowu wybaczylam.Gdy sie poznalismy mowil,ze jest sam,pozniej dowiedzialam sie,ze przyjezdzal do mnie i jezdzil do innej(do niej jezdzil juz 2lata).Stracilam tylko 1rok swojego zycia na tego faceta ale doswiadczenie na cale zycie.Dzis jestem starą,dziamdziającą,31letnią starą panną (od 2lat samotną po tym dupku)ale wolę byc sama niż z oklamująco-zdradzającym chłopem!
        • kanna Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 12:21
          To pewnie jestem chora... Bo właśnie to, że łże w żywe oczy i nie potrafi się przyznać boli mnie najbardziej

          Nie jesteś chora, to co czujesz jest naturalne.

          Terapeuci pracujący ze zdradą w związkach zgodnie podkreślają, ze po zdradzie można wrócić do siebie, pod jednym warunkiem - że zdradzający przyzna się, i przeprosi. Przeprosi nie za zdradę, ale za BÓL jaki sprawił drugiej osobie tą zdradą.

          Czyli musi zrozumieć, ze swoim zachowaniem przyczynił się do cierpienia drugiej osoby, czuć żal, że naraził ją na cierpienie i za to przeprosić.
          Wtedy związek ma szansę przerwać.
        • irina_katodina Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 12:36
          zagoobiona napisał(a):

          > To pewnie jestem chora...

          Nie, nie, nie!
          Ja tutaj:

          > Wiem, pewnie to trochę chore, ale ludzie mający takie potrzeby istnieją, i maja prawo dążyć do satysfakcjonujących ich rozwiązań.

          pisząc pewnie nie miałam na myśli na pewno, raczej być może, a po drugie odnosiłam się do tej sytuacji z ciąganiem po sądach wszystkich kochanek, a nie o bólu, jaki Ci sprawia cała ta sytuacja, a jakiej się znalazłaś.

          Absolutnie podpisuję się pod tym, co napisała Asia_i_p tutaj forum.gazeta.pl/forum/w,567,145166331,145170572,Re_ZDRADA_co_dalej_Dluuuugie_.html

        • hrabina_murzyna Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 12:44

          Chora nie jesteś, ale to właśnie zdrada boli Cię najbardziej, mimo iż sobie tego nie uświadamiasz. Sama powiedz, skoro zdrada Cię nie boli to czemu jesteś obojętna? Przecież przyjaźń i to co najważniejsze masz- mąż wybrał Ciebie. Na moje oko cierpisz, bo ani za rękę męża nie złapałaś, pewności nie masz, on się nie przyznaje, a Ty potrzebujesz kozła ofiarnego. Wtedy bezkarnie będziesz wrzeszczeć "ty sk... zdradziłeś mnie". Tak to działa.
      • cherry.coke Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 23:17
        irina_katodina napisała:

        > A ja się wyłamię z powyższego chóru odradzającego dociekanie prawdy.
        >
        > Otóż mam wrażenie, ze dla autorki jest ważne, aby człowiek, z którym przeżyła 1
        > 8 lat przyznał: „tak, nie mogę dłużej traktować cię jak ostatnią kretynkę
        > , której można wcisnąć każdy kit”. Można nie rozumieć takiego stanowiska,
        > ale po prostu są ludzie, którzy wręcz chorobliwie nie cierpią, gdy ktoś próbuj
        > e zrobić z nich półgłówka, zakładając, że łykną jako prawdę każdą bzdurę.

        > Wiem, pewnie to trochę chore, ale ludzie mający takie potrzeby istnieją, i maja
        > prawo dążyć do satysfakcjonujących ich rozwiązań.

        Ale co w tym chorego??? Moim zdaniem to podstawowa potrzeba zdrowego na umysle, majacego do siebie jakis tam szacunek czlowieka. Brak tej potrzeby swiadczy o tym, ze zrobilismy z siebie (albo ktos z nas zrobil) jakas szmate czy podnozek.
    • matka_niejadka Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 12:29
      No to ja się wyłamię całkowicie.
      Mieszkałam na studiach z dziewczyną (ona miała wtedy jakieś 25-27 lat), która zagięła parol na jednego z wykładowców. Ponieważ z nią mieszkałam, opowiadała mi na dobranoc, jak próbuje go zdobyć. Nie będę tu opisywać, co wyprawiała, bo to mi się po prostu w głowie do dzisiaj nie mieści, do czego mozna się posunąć, zeby tylko się podłożyć. Jednocześnie do dzis jestem pełna podziwu dla tego faceta, że potrafił sobie z nią poradzić - imo każdy facet na jego miejscu by się ugiął i albo ją w końcu przeleciał albo z liścia przyłożył, czy nie wiem co, ale pewne jest, że świętego by z równowagi wyprowadziła. Faceta uratowało chyba tylko to, że był na kontrakcie czasowym i w pewnym momencie po prostu wyjechał. Natomiast jego niedoszła laska, gdy wiedziała, że ma juz mało czasu i że nie osiągnie swojego celu, postanowiła go zniszczyć w zemście za to, że jej nie chciał. Wiem, że to wszystko jakby z brazylijskiego serialu... Gdyby komuś postronnemu wpadło w ręce to, co ona do niego wypisywała, na pewno doszedłby do wniosku, że oto ma niezbity dowód na to, że pan wykładowca posuwa swoją studentkę. Do dzisiaj zachodzę w głowę, jak on to rozegrał, że udało mu się wyjść z tego bez szwanku. NIe miał żony, może był gejem.... nie ważne...
      Przy domniemanej zdradzie męża, wynajęłabym chyba jednak detektywa i zdobyła niezbite dowody.
    • organza26 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 12:32
      'To pewnie jestem chora... Bo właśnie to, że łże w żywe oczy i nie potrafi się przyznać boli mnie najbardziej. Zawsze uważałam, że zdrada sama w sobie nie byłaby dla mnie przyczyną do rozstania, są w związku ważniejsze rzeczy niż wyłączność seksualna (choć ja nie zdradzam i myślałam, że mąż też nie) jak np. przyjaźń, fajnie spędzony razem czas. Obojętność albo raczej osłupienie, w którym tkwię i się nie mogę z niego "wybudzić" powstała między nami przez ten rok.
      Ktoś wyżej napisał, że miałam czas na wyjaśnienie rok temu - dzieci nie było w domu, mięliśmy możliwość rozmów, wyjaśniania, ciche dni też bły - a jakże. I stanęło na tym, że nie zdradził. Naprawdę się kajał, starał, dostawałam od niego ciągle sms-y że przeprasza, że dał mi takie podejrzenia, że kocha i inne bzdety. '

      Doskonale Cię rozumiem, byłam kiedyś w związku z facetem, który mnie bardzo okłamywał w pewnej sprawie. Kłamstwo to pociągało za sobą milion innych drobniejszych kłamstw. Po kilku miesiącach zaczęłam orientować się, że coś jest nie tak i w końcu moje podejrzenia potwierdziły się w 100%. Nie wiedziałam co robić. Niedługo potem nasz wspólny znajomy powiadomił mnie o jeszcze innych jego oszustwach i matactwach, które pociągały za sobą mnóstwo innych kłamstw wobec mnie z jego strony. Nigdy nie było tam zdrady, wiem, że facet mnie kochał przez cały ten czas, ale nigdy nie miałam wątpliwości, że należy się rozstać w trybie natychmiastowym, choć bolało jak diabli. Ten facet był już dla mnie po prostu totalnie niewiarygodny w niczym.
    • katiko Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 20:13
      Zdaje sie, ze firmy telefoniczne przechowuja dane sms i numery telefonu przez dwa lata. Mozesz sadownie zdobyc nakaz ujawnienia ich - sprawdzilabys wtedy jak to wygladalo.
      Powiem Ci tak - ja mialam kiedys romans z zonatym facetem. On swoja zone kochal i swoje dzieci tez. A jednak byl w tym malzenstwie od 20 lat sam bo po prostu po zauroczeniubokazalo sie, ze nie dzielili zadnych pasji czy zainteresowan. Hajtneli sie, bo po "pozegnalnej nocy na rozstanie" zaszli w ciaze). Facet porzadny facet, znalam go i podobal mi sie od lat, wiem ze nie mial wczesniej zadnego romansu. Spotykalismy sie w sprawach zawodowych i kiedys mialam dola bo wlasnie podjelam decyzje rozstac sie z narzeczonym i tak jakos zeszlismy na pryw tematy. W pewnym momencie zdazyl nam sie seks i podejrzewam ze oboje sie niezle zauroczylismy, ale wiesz co bylo najwazniejsze? Ze On wybral te zone i rodzine, ze byli dla niego na tyle wazni ze umial sie z zauroczenia otrzasnac. Pytalam go, czy gdyby go zona zapytala wprost czy kiedys kochal sie z inna - czy by jej powiedzial. Odpowiedzial, ze nigdy. Ze za swoje bledy nalezy placic samemu a nie zwalac odpowiedzialnosc na innych. Gdyby chcial ja zostawic to tak, powiedzialby jej by ulatwic jej rozstanie, wzbudzic w niej wiecej zlosci niz zalu. Ale chce z nia byc orzez reszte zycia wiec nie chce jej ranic.
      Mamy wspolnych znajomych wiec co pare lat slysze co u niego, ale my sie ze soba wiecej nie kontaktowalismy. Czy gdybym byla jego zona chcialabym wiedziec, ze sie z inna przespal?
      Nie, wystarczylaby mi wiadomosc, ze sie zauroczyl dziewczyna - tzn, ze czegos mu w naszym zwiazku brakowalo i powinnismy nad tym popracowac.
      Chcesz koniecznie wiedziec czy mial z nia seks?
      Taka wiadomosc by niczemu nie pomogla.
      I nie kow, ze nie - latwo powiedziec.
      Mialam znajomych - malzenstwo ktorzy zgodzili sie na obopolne skoki w bok o ile beda wiedzieli kim jest ta druga osoba. Kolezanka skoczyla - maz mimo wczesniejszych zapewnien ze wszystko ok, zaczal najpierw jej nie szanowac a potem jej po prostu nie znosic (z mieszanka milosci). Oczywiscie ze sie rozstali.
      Tam skok byl za zgoda partnera a jednak jak dywagacje okazaly sie faktem facet nie umial sobie z zazdroscia poradzic. Zazdrosc to taka rzecz co zzera od srodka nawet jak nie chcesz.

      I jesli sie nie ma tego szczescia, ze facet jest i bedzie 100% wierny to czasem trzeba sie zastanowic czy warto drazyc i pytac. Ja kiedys powiedzialam mojemu mezowi, ze gdyby mu sie zdazyl przypadkowy skok w bok a chcialby nadal ze mna byc to lepiej bym sie nigdy o tym nie dowiedziala. A jak chce zakonczyc nasz zwiazek to niech to zrobi zanim mu sie ten skok zdarzy. I ze postaram sie o to samo.
      Bo po utracie zaufania ciezko jest cokolwiek budowac.

      Komorke przegladam tylko w jego obecnosci jak np. mi mowi, zebym cos sprawdzila. Mamy osobne kompy i konta na kompach, i mimo ze znamy swoje hasla - na wszelki wypadek - nigdy jego dokumentow nie przegladam. On moich tez nie, chyba ze jest jakas nagla potrzeba. Np ja bylam w szpitalu, albo maz zapomnial jakiegos dokumentu i prosil bym mu go przeslala mailem.

      Czy maz mnie zdradza? Nikt nigdy tego na 100% nie wie. Ale do poki nie zlapie go przypadkiem w jednoznacznej sytuacji albo nie mam niezbitych dowodow zakladam, ze nie. A jesli go zlapie to bede miala jedna szanse na wybor: wierzyc ze mimo wszystko chce byc ze mna albo sie rozstac. I jesli ja zdecyduje ze zostajemy razem to zamiast pytac powiem mu wprost: ma skasowac wszystkie maile, smsy, zdjecia czy cokolwiek, zablokowac nadawce albo zmienic najlepiej email i telefon. I jesli mi kiedykolwiek wroca watpliwosci ze tego nie zrobil, ze kontunuje znajomosc, ze zachowal pamiatki to sie natychmiastowo rozstajemy. Nie chcialabym pytac bo koniec koncow nie wazne jest co powie, wazne zebym wiedziala czego ja chce i czy umiem mu nadal ufac.
      • zagoobiona Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 22:22
        Dziękuję Wam Drogie Emamy!!! Jakoś mi ciut lepiej... Choć do ideału daleko.
        Wyjaśnię, że oboje z mężem wiedziemy dość barwne życie, on zwłaszcza, a to dzięki pracy jaką wykonujemy. Mamy też wspólną pasję, która na dodatek daje kasę więc jako takiej nudy codziennej u nas nie ma. Jestem atrakcyjna, ładna, zdecydowanie nie wyglądam na swój wiek, zadbana (staram się oceniać obiektywnie, ale przyznam, że jakoś mi się to ciężko pisze, chyba trochę skopano mi wiarę w siebie) nie jakaś super zrobiona lala, ale takich wyfiokowanych przecież mąż nigdy nie lubił. Dlatego jestem zdziwiona tym co zaistniało. No i jestem na 100% pewna, że zdradził, nawet nie raz, bo to jasno wynika z listu. I wcale mnie nie pociesza, że wybrał mnie. Wcale... Wydaje mi się, że nawet za bardzo nie przejął się tym listem. Rok temu był w szoku, zdruzgotany, roztrzęsiony i spanikowany, chyyba przez ten rok oboje oswoiliśmy się z tą sytuacją. Głupia sprawa... Nawet trudno czegoś dochodzić po roku... A niech idzie w diabły!
    • kerri31 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 22:19
      Ciężka sprawa bo prześcieradłem nie byłaś. Dużo niedomówień. Może się sam kiedyś otworzy i Ci powie a może nie.
      Sama nie wiem co bym zrobiła.
      • haydut Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 22:51
        Okropne..
        Wiesz dla mnie najgorsze jest to, ze do konca sprawa nie zostala wyjasniona.
        Ani rok temu,ani teraz.Wyglada na to, ze maz nie mial odwagi zeby sie przyznac a ty zeby rzeczywiscie poznac prawde.
        Nie bylo skruchy, nie bylo zalu za grzechy,nie bylo obietnicy poprawy.Nic sie nie stalo!
        Mysleliscie, ze przyschnie a to przyczailo sie tylko i nagle..BUM!
        Jesli nie wyjasnicie sprawy do konca bedzie wracac.Uporczywie!
        Ja mysle,ze warto wyjasnic.Juz rok straciliscie,bo jest jakis smrod jak to napisalas.
        Chcesz tracic kolejne lata?
        Wez sprawy w swoje rece.Szanse na to,ze sie wam uda sa fifiti-fifti.
        A tak jak jest,to tylko kwestia czasu,ze bedzie po malzenstwie,szanse zerowe.
      • bei Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 16.06.13, 23:01

    • d.o.s.i.a Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 17.06.13, 00:40
      Ten list mi nie pasuje. Kto wysyla list jako zalacznik do majla? Gdyby ta panna rzeczywiscie to napisala to dlaczego nie w majlu po prostu?
      • cherry.coke Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 17.06.13, 00:43
        Ktos kto go dlugo i namietnie tworzy i cyzeluje, wiesz takie wstrzasajace dzielo suspicious
      • nutka07 Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 17.06.13, 01:04
        Ja.

        Jezeli to ma byc faktycznie list a nie krotka wiadomosc.
        Czasami cos zmieniam, dodaje itd. napisanie listu dluzej trwa smile
        • zagoobiona Re: ZDRADA - co dalej? Dłuuuugie... 17.06.13, 08:21
          Tak, to było dzieło. Arcy. Dlatego w pierwszej chwili zdezorientowany mąż starał się mi wmówić, że to jakieś opowiadanie, takie w formie listu. Ma talent do pisania, trzeba przyznać. Ponoć dziennikarka...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka