zagoobiona
15.06.13, 23:20
Mam 38lat, 2 córki, męża. Jesteśmy razem 18 lat, po 8 latach związku wzieliśmy ślub. Mąż pracuje jako lider, obraca się wśród młodzieży, studentów, często wyjeżdża, ciągle ma szkolenia. Godzę się na to. Nigdy nie byłam zazdrosna (serio), nigdy nie podejrzewałam go o zdradę, wydawało mie się, że nie miałby powodu do zdrady, poza tym nie jest typem kobieciarza. Rok temu chciałam znaleźć w jego komórce starą fotkę, powiedział, że chyba jeszcze ją ma. Szukając zdjęcia natknęłam się na mms-a: zdjęcie piersi dziewczyny z tatuażem, oryginalnym, na dodatek prawie takim samym jaki ma mój mąż (a sam sobie go zaprojektował, więc było to dziwne). Zdziwiona zaczęłam szukać w sms-ach. No i chcąc-niechcąc się doszukałam. Było sporo smsów od tej dziewczyny. Niby nic konkretnego, mogły być koleżeńskie, poza jednym sugerującym, że do czegoś między nimi doszo. Biłam sie z myślami cały tydzień. Dzwoniłam do tej dziewczyny ale skubana nie odbierała. Mąż niczego się nie domyślał. Wywiozłam dzieci na wakacje do babci i porozmawiałam. Mąż powiedział, że ta dziewczyna to niedawno poznana na koncercie dziennikarka, że zauważył jej tatuaż i sam ją zagadał skąd taki ma, że miała mu pomóc pisać teksty do przewodnika, który tworzy. Ponoć spotkali się później na Open Air (umawiali się na to smsami ale mi powiedział, że jedzie sam) i tam właśnie próbowała go pocałować, ale on się opamiętał i powiedział, że ma żonę którą kocha itd itp. No i podobno tyle. Nie wierzyłam oczywiście, ale mąż mnie przekonywał że to prawda. Że mnie nie zdradził, że jest w ogóle w szoku, że tak myślę, że nie wyobraża sobie życia i inne trele morele. Wywalił nr tel dziennikarki. Minął rok. Ja nie wybaczyłam do końca, nie uwierzyłam w jego wersję. Konkakty są takie sobie, nawet nie chce mi się nad nimi pracować. W łóżku nienajlepiej, bo ciągle jakiś smród wisi w powietrzu. Wczoraj "sprzątałam" w kompie i odkryłam list. Sprzed roku właśnie. List dziennikarki, tak jakby kończący znajomość, pożegnalny. Było w nim, że kocha, ale rozumie że nie może mieć więcej, a na mniej się nie godzi, że ona wie że on nie zostawi rodziny. Że jest jej wielką namietnością i wspomnienia seksu są dla niej dalej jak "fajerwerki na 4 lipca w Stanach" (cytat). Data listu sprzed roku. List zciągnięty z maila, zapisany w Pobieranych, myślę że mąż nawet nie wiedział że jest na naszym laptopie. Mówi, że to nie jego. W liście nie ma ani odbiorcy, ani nadawcy, całość przepięknie napisana, ma k... lala talent, mąż twierdzi, że to jakieś opowiadanie, nie list. Pewnie, że nie wierzę, ale... niewiem co robić. Nie czuję zazdrości (tak już mam, nigdy nie byłam zazdrosna) czuję złość i żal, że się nie przyznał i dalej nie przyznaje. Pytam go co wieczór czy możemy porozmawiać na ten temat, czy może mi to jakoś wyjaśnić, żeby wreszcie się przyznał i zakończymy ten temat. A on niezmiennie, że wyjaśnił mi wszystko rok temu, że od tamtej pory nic się nie zmieniło. Jednak list zmienia wszystko. Co ja mam robić??? Pierwszy raz w życiu niewiem... Pomóżcie proszę...