Już po raz kolejny bliska mi osoba skrytykowała tymi słowami i srogą miną

fakt zakupu przeze mnie czegoś.
Raz był to samochód, raz wyjazd, teraz kurs językowy.
I nie dociera, że owszem właśnie po to odkładałam, żeby coś sobie kupić.
Nie wydaję ostatnich pieniędzy na zbytki, żeby później jeść szczaw, ani nie pożyczam.
Dodam, że osoba owa kupuje w telezakupach Mango i chętnie bierze udział we wszelkich promocjach typu degustacja i garnki, koncert i pościel itp.
Ale na pytania o to odpowiada, że to drobiazgi i potrzebne na co dzień.
Zastanawiam się co tacy ludzie sobie myślą, że odkładać, odkładać i co później ?
Pomnik sobie wystawić i potomkom zapisać?
Spotykacie się z takim podejściem?