kocianna
01.08.13, 20:52
Odchudzam się szósty tydzień. Zaczęłam powolutku, grzecznie, od stosunkowo niewielkiego zwiększenia liczby ćwiczonych godzin i zmniejszenia liczby zjadanych kalorii. W tej chwili spędzam w centrum fitness ok. 3h dziennie (tak, mięśnie już przestały mnie boleć, w większości) i zjadam ok. 1000 ccal, czyli o ok. 1800 mniej niż powinnam przy takim wysiłku (dużo białka, trochę tłuszczu, ograniczone węglowodany, zbilansowane, pięć posiłków). A waga... stoi w miejscu. Prawdopodobnie w ciągu pierwszego tygodnia zrzuciłam 2 kg, potem 1 kg, a potem przez cztery tygodnie łącznie... 2 kg. Co więcej, w tym tygodniu udało mi się... przytyć.
Jestem w trakcie badania tarczycy, coś z nią jest nie halo, ale wstępne wyniki nie wskazują na niedoczynność. Morfologię i różne glukozy i mikroelementy mam książkowe, kłują mnie tu przy różnych okazjach średnio co tydzień.
Teraz ważę 2-3 kg więcej od mojej normalnej wagi i ok. 5 kg więcej od ideału. 7-8 kg, które miałam do zrzucenia (do normalnej wagi), nabrałam w ciągu 5 miesięcy.
Ale jak tak dalej pójdzie, to przecież zrobię sobie krzywdę. Tracę motywację (bo już mieszczę się w swoje ciuchy) i zaczynam wątpić, czy to ma sens.