fioletoweniebo6
03.08.13, 17:48
Sytuacja wyglada tak mam 5 letnie dziecko ktore umie plywac w malym stopniu w skali 1do 10 bedzie 2.Ja jako jedyna w rodzinie pracuje w ten sposob ze musze wyjezdzac na dwa tygodnie z mojego miasta i pracowac codzienie po 10 godzin w tym czasie dzieckiem zajmuje sie moj maz.
Moje dziecko nie boi sie wody nie ma swiadomosci ze moze sie utopic chetnie wskakuje na gleboka wode.Trzeba bardzo jej pilnowac.Tesciowie maja dzialke a na niej duzy gleboki basen glebokosc ponad 2 m i dosc duzy i gleboki staw.
Ostanio jak wyjezdzalam do pracy prosilam meza by tylko nie chodzil z corka nad jezioro czy na te dzialke obiecal ze nie bedzie.
Wrocilam i przez przypadek sie dowiedzialam ze jednak maz byl na dzialce i dziecko plywalo w basenie a nawet wskakiwalo do niego (szerokosc basenu ok 2m nawet nie chce myslec co by sie stalo gdyby skoczyla i uderzyla w drugi brzeg.
A to co najbardziej mnie wkurzylo dziecko mialo powiedziane zeby mi nie mowilo ze bylo na tej dzialce.
I wkurzylam sie totalnie a nawet rozwalilam rodzina impreze na ktorej ta informacja dodarla do mnie.Wrzeszczalam ze robia cos za moimi plecami ze skoro nie wyrazam zgody na to by corka plywala w czasie mojej nieobecnosci to oni powini to zakceptowac.A najbardziej mnie boli ze maz i tesciowa ucza moje dziecko oklamywac mnie.Maz wrzeszczy ze nic nie moze z dzieckiem sam robic...chociaz moze wszysko ja po prostu pracujac przez 2 tyg po 10 godzin nie chce sie zamartwiac ze ktos malej nie dopilnuje.Mam racje ze sie wkurzylam czy nie?