morkias
12.08.13, 12:37
Byliśmy w większej grupie na kilkudniowym wyjeździe. Ja jedna byłam sama (nie mam faceta i dobrze mi z tym) a reszta sparowana. Mieszkaliśmy razem w kilkupokojowym apartamencie. I facet jednej z kolezanek ewidentnie smali do mnie cholewki. Kompletnie mi się człowiek nie podoba (prostak bez wykształcenia, taki typowy podstarzały kawaler mieszkający u mamusi która mu wszystko pod nos poda, kolezanka musi być w strasznej desperacji że z nim jest). Na początku tylko coś zagadywał do mnie milej niż do innych, ciągle nadmiernie komplemetował. Wprawiało mnie to w zażenowanie i zakłopotanie bo robił to nawet przy koleżance, którą nota bene bardzo lubię i nie chcę z nią mieć konfliktowych sytuacji. Żaden facet na poziomie będąc z swoja dziewczyną by się tak nie zachowywał, a ten po prostu 'nie kuma, nie jarzy, nie czai' że to niestosowne.
Ale szczyt osiągnął kiedyś, siedzimy/półleżymy na narożniku: ja, koleżanka z nim, i inna koleżanka, oglądamy tv, pijemy piwko. Jego dziewczyna stwierdziła że idzie po cos do sklepu, zostaliśmy on w środku, a ja z inna znajomą siedzimy dalej po jego bokach. A ten wlał w siebie piwo jednym haustem , rozwalił się zadowolony na kanapie i... ni mniej ni więcej tylko podnosi swoja nogę i mnie smyra nią po łydce głupio się uśmiechajac jak to fajnie jest... No szczena mi opadła, dostał kopa od razu i warknąłam na niego głośno żeby spylał z tymi brudnymi girami. Usiadł normalnie ale chyba nadal nie załapał. Nie chciałam robić chamskiej awantury bo w końcu to facet koleżanki, ale czułam się jakby mnie molestował. I tak jak mówię, ciągle gdzieś się koło mnie chciał pokręcać i mi słodzić. Przyszedł jeszcze maz drugiej dziewczyny, gadamy, za chwile ten facet koleżanki wychodził i... nie mniej ni więcej przechodząc obok mnie klepnął mnie w tyłek radośnie się śmiejąc jaki dowcipny.... Taki tępy, że nie zrozumiał wcześniejszego kopa. Sam fakt, że śmie sobie pozwalać na takie zachowania wobec mnie jest poniżej krytyki. Męża znajomej az wcięło i dobrze, że z nim pogadałam i mnie ustawił do pionu bym temu prostakowi nie pozwalała się tak traktować. Bo jego brak stykajacych synaps w mózgu powodował, że z litości nad prostakiem mu pobłazałam, nie wiedziałam czy ostrzej reagować na te zachowania, a zwrot "gnoju spird.." by mi przez usta nie przeszedł. Na drugi dzień np dostałam sms na telefon, a ten leci i sprawdza kto mi smsa przysłał.. Noz ku.va!!! jakim prawem mi włazi w osobistą przestrzeń? Znowu musiałam rozedrzeć na niego gębę jak jakas wiesniara więc się pohamował.
Gdy siedziała z nami jego dziewczyna to już grzeczniutki, siedzi, piwko sączy a nie wlewa jak w studnię, pilnuje się, bo wie że jak cos źle zrobi to ona na niego rozedrze gębę. I widzę, że tylko perspektywa "strachu, że baba na niego nawrzeszczy" stawia go do pionu.
Głupio mi było powiedziec dziewczynie, że jej facetowi rączki się do mnie lepią i się ślini do mnie. Widzą to w sumie wszyscy a ona i tak chce z nim być "bo jest łagodny, jest za nią,zrobi co ona mu każe,itd" . Dodatkowo przyjechaliśmy tam jego samochodem więc zwyzywać go od chamow i dac w pysk? Że niby by zrozumiał? Wątpię.
Następne dni faceta ignorowałam, czasem tylko odpowiadałam na jego pytania, na ogół mówiłam do innych, a większosć nawet na niego nie patrzyłam, omijałam, traktowałam jak pośmierdujace powietrze. Zachowanie ktorego nie lubię i uważam za chamskie ale jak inaczej? Nawet na niego nie patrzyłam, siadałam na drugim końcu stołu, itd. A on i tak nie rozumie o co chodzi. Zachowuje się jakby nigdy nic. Nie załapał niestosowności swojego zachowania. Ot, tak ma, przeciez se może, nic się nie stało. Patrzy czy już mi przeszło nafuczenie, a jak się do niego normalnie odezwę to znowu probuje się mi podlizywać. Ręce opadają.
Realnie co byście zrobiły, żeby problem rozwiązać nie konfliktując towarzystwa i minimalizujac przykrości koleżance?