I ogolnie mi smutno
Wczoraj do meza mia przyjsc przyjaciel (niedawno maz mial urodziny), wiec mialam cos przyszykowac. Strasznie mi sie nie chcialo, bo maz mi z rana cay humor zepsul - trzy razy na mnie najechal o rozne rzeczy (laptopa przypadkowo krzywo postawilam i jego teefon sie nie ladowa przez to, smialam sie podziebic znow (bo z dzieckiem na spacery chodze) i po dwoch tygodnia ma dosc wozenia dziecka do przedszkola (ma po drodze i i tak musi isc do pracy, ja pracuje w domu), wiec mam se dymac na piechotke (niby nie daleko, ale kurka!).
No i sprzatajac kuchnie udalo mi sie upuscic mikser, ktory zrzucil z patelni na mnie garnek z gotujaca sie woda

Pol biodra mam oparzone - skora od razu zeszla i teraz tak "sicznie" to wszystko wyglada... (bolec tak generalnie nie boli, tylko jak sie ruszam... no i sciagniecie za przeproszeniem gaci to... wyczyn).
Zalozyc nic nie moge, wiec z wyjscia z dzieckiem nici...
A maz jeszcze wyjechal na caly weekend i wyjezdzajac obudzil nas z dzieckiem (a mielismy pospac ciut dluzej, niz do tej 7:30 - skonani jestesmy tym wstawaniem do przedszkola (syn nieprzyzwyczajony, ja - sowa, tez sie odzwyczailam za te pare lat wstawac wczesniej...)
No i kawe mi sie udalo rozlac pieknie. No juz nie wiem, czego sie dalej spodziewac!
Tak sie chcialam wygadac...