Było już kilka tematów w tym ze dwa moje dotyczące spadku. Ja borykam się z problemem już od jakiegoś czasu. Sporo dostałam porad, byłam u prawnika no i rozjaśniło mi się trochę w głowie. Prawnik doradził zanim założę sprawę o dział spadku abym jeszcze raz próbowała dogadać się z macochą i przyrodnim bratem. Dotąd dostałam jedynie spłatę lokat po tacie zaś pozostała część majątku nie uległa podziałowi. Brat zamieszkał w mieszkaniu taty a resztą majątku w postaci drugiego mieszkania, samochodu i reszty pieniędzy "dysponuje" macocha. Teoretycznie jestem spadkobiercą 1/6 praktycznie dostałam tylko jakieś grosze.
Idąc za radą prawnika zadzwoniłam do macochy i powiedziałam, że żądam spłaty reszty majątku na co ona odpowiedziała, że może zapłacić 40 tys. i mam spadać. Według prawnika sama wartość udziału w mieszkaniach to 240 tys. nie mówiąc o reszcie. Powiedziałam więc, że na kwotę 40 tys. nie wyrażam zgody bo jest ona zbyt niska i wolę dział spadku przeprowadzony sądownie. Na co ona oznajmiła, że przez lata zbierała dokumenty dotyczące darowizn ojca na moją rzecz. Ponoć darowizny te są z moimi podpisami. Osobiście nie przypominam sobie aby ojciec podsuawł mi jakieś dokumenty do podpisu i żebym ja cokolwiek podpisywała. Już nie mówiąc o tym, że ojciec specjalnie mnie i matki finansowo nie wspomagał. Ponoć darowizny te dotyczą mojego leczenia oraz edukacji. Tyle, że ja nie byłam na nic chora. Chorowałam jako nastolatka, przeszłam coś ze cztery operacje, ostatnia w wieku 23 lat zkończyła się sukcesem ale leczyłam się w ramach ubezpieczenia zdrowotnego zaś koszt prywatnych konsultacji pokryła moja mama. Już nie mówiąc, że owa choroba dotknęła mnie z 20 lat temu....Co do edukacji to chodziłam do państwowych szkół i studiowałam na UW więc "bezpłatnie" a jeśli tata dawał jakieś pieniądze w tamtym czasie to raczej mamie. No i edukację zakończyłam 14 lat temu.
Na dniach mam dostać od niej kserokopie rzeczonych dokumentów. Zastanawiam się w jaki sposób ona "wyprodukowała" te darowizny? Czyżby sfałszowała moje podpisy?
Poruszyla jeszcze kwestię remontu mieszkania po tacie - powiedziała, że władowała kupę pieniędzy i zamierza sobie to podliczyć. Tyle, że nikt jej nie kazał tego robić, mieszkanie było w dobrym stanie, wymagało jedynie odmalowania. To, że zrobiła wypas dla brata to już nie moja sprawa. No i jeszcze czynsz, że nie płacę go za mieszkanie spadkowe no ale przecież mieszka tam brat. Mieszkanie stało puste po śmierci taty trzy miesiące i o ten czynsz ona się najbardziej wścieka. Tyle, że ja wtedy przygotowywałam je do malowania bo miało być sprzedane a w rezultacie sprowadził się brat ze soim generalnym remontem.
Zastanawiam się jak bardzo mnie nieanawidzi ta kobieta, która przed śmiercią taty widziała mnie ze dwa razy, że przez lata gromadziła jakieś świstki dotyczące mnie. Musiała się też nieźle postarać biorąc pod uwagę to, że nie miała z moim ojcem kontaktu przez ostatnie 10 lat jego życia (choć powiedziała mi, że ma świadków na to, że owe kontakty miała

)