myfaith
08.10.13, 19:52
Babcia moich bliskich znajomych zachorowała (kłopoty z układem moczowym) . Przy tej okazji zrobiono szczegółowe badania i stwierdzono, że ma raka z przerzutami. Jest chora na serce (ma bajpasy). Najbliższa rodzina rozmawiała z lekarzem, który poinformował co wynika z wyników badań. Przy okazji zadał pytanie (w przestrzeń) czy warto ciągać człowieka po onkologiach czy lepiej dać mu „pożyć”. Bliscy babci cały czas zastanawiają się czy powiedzieć prawdę, i co dalej z leczeniem.
To są trudne wybory – przy okazji tej historii zadałam sobie pytanie jakie decyzje ja bym podjęła (gdybym była na miejscu babci).
Bo z jednej strony jest- leczyć za wszelką cenę ale o ile takie leczenie przedłuży życie 90 letniej osoby. I jakie to będzie przedłużenie życia? Leczenie onkologiczne to nie jest leczenie przysłowiowym paracetamolem.
Rak jednak boli więc beż silnych środków przeciwbólowych się nie obędzie – bez względu na to czy leczenie zostaje podjęte czy też nie. Będzie cierpienie.
No i jest jednak silna wola życia – ta wola jest w każdym (chyba) człowieku więc nawet jeśli przeżyło się 90 lat i jest się sprawnym intelektualnie i fizycznie (chodzi o własnych siłach, bez kuli czy balkonika, jedynie słuch szwankuje) to jednak chciałoby się żyć?
Kurcze nie wiem ale wydaje mi się, że jednak powinno być prawi do samodzielnej decyzji – tu decyzja babci pewnie będzie na ostatnim miejscu. Najpierw będzie rozmowa z onkologami, potem rodzina pomyśli co dalej a na końcu babcia.
Czy ze mną (jeśli dożyję) też tak będzie? Lekarze/rodzina zdecydują? Straszne. Może jednak nie dożyję…