katiko
11.11.13, 15:04
Otoz przyjechal do nas wujek meza by poznac synka swojego chrzesniaka.
No i tak wlasnie w obecnosci trzeciej osoby zdalismy sobie sprawe, ze uzywamy kilku - dla nas smiesznych - ale dla obcych makabrycznych wyrazen:
np. idziemy zmienic tyleczek (chodzi oczywiscie o pieluszke)
bedziemy obcinac paluszki (chodzi oczywiscie o paznokcie)
czy tez mama/tato bedzie jesc synka (gdy calujemy mu stopki)
Oczywiscie nasz synek - 4.5miesiaca - smieje sie na calego jak mama mu mowi, ze mu idzie "zmienic tyleczek", czy tez chichra sie jak mama mu "zjada stopki/nozki". Niemniej przy pierwszym wyrazeniu, ze mama bedzie obcinac dziecku paluszki wujek wygladal na lekko skolowanego.
I tak sobie mysle, ze w kraju "jugendamtu" to moze jednak nalezaloby uwazac bardziej na to co sie mowi, bo jeszcze nam synka zabiora za te barbarzynskie zapedy.
A wy? macie jakies rodzinne troche makabryczne wyrazenia uzywane na codzien? Jakie?
Plinujecie sie by ich nie uzywac przy innych bo mogliby Was o cos posadzic?