Dodaj do ulubionych

Dzieciństwo czy wymagania...

20.11.13, 13:05
Obok wątku o małej gimnastce: jakie wymagania uznajemy za dopuszczalne wobec dzieci w polskiej kulturze?
Moja córka chodziła do przedszkola z dziewczynką, która dziwiła się, że można tak po prostu robić co się chce - dziewczynka była łyżwiarką i treningi miała dwa razy dziennie, + zgrupowania, w przedszkolu bywała rzadko i tylko dlatego, że wprowadzono obowiązek przedszkolny, a lokalna szkoła przygotowań olimpijskich nie zdążyła zorganizować zerówki. O "chińskich matkach" nie wspomnę.
A w Polsce? Zmuszanie dziecka do codziennych ćwiczeń czegokolwiek (nie łudźmy się, żadne dziecko nie chce CODZIENNIE grać gam, rozciągać się, ćwiczyć czegoś tam, choćby nie wiem jak było uzdolnione), o ile nie jest to rehablitacja, uważane jest za coś wręcz niestosownego. Nie wszystko (choć wiele) da się zrobić poprzez zabawę. Mnóstwa rzeczy nie da się zacząć w późniejszym wieku.

Trenowałam wyczynowo. Nie żałuję ani godziny, choć nie miałam wybitnych osiągnięć. Nauczyło mnie to bardzo ciężkiej pracy i radzenia sobie z każdą przeciwnością losu. Moja siostra, której szło znacznie lepiej, twierdzi, że smak wygranej jest wart bólu rwanego więzadła i że gdyby mogła znów wybierać, wybrałaby to samo. Dlatego jeśli moje dziecko pójdzie w wyczyn w jakiejkolwiek dziedzinie - sportowej, artystycznej czy naukowej - nie wiem, czy będę potrafiła zabronić.
A wy?
Obserwuj wątek
    • kota_marcowa Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:11
      Ja myślę, że to jest kwestia tego, czy dziecko chce.
      Dobry przykład, moja koleżanka była zmuszana w dzieciństwie do gry na pianinie, do dziś nienawidzi tego instrumentu i nie gra w ogóle.

      Ale np. większość znanych sportowców trenowała od dzieciaka, ale też w wywiadach mówią, że to była ich pasja i naprawdę lubili i lubią to co robią.
      • kocianna Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:18
        Każde dziecko CHCE umieć, żadne NIE CHCE ćwiczyć. Chcesz chodzić do SM? Tak. Będziesz pracować w domu? Nie. Chcesz tańczyć? Tak. Będziesz wypracowywać ten ruch, aż Ci się uda? Nie.
        • kota_marcowa Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:26
          Nie do końca się z tobą zgodzę. Np. wątek o małej gimnastyczne, przeleciałam pobieżnie, więc mogę się mylić, ale dziewczynka mimo kryzysu, płaczu itp. chce chodzić na treningi, lubi to co robi, natomiast ta moja koleżanka najchętniej porąbałaby pianino siekierą i co z tego, że miała talent.
        • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:31
          Kocianna ma rację. Moja córa uwielbia zajęcia w SM - i te grupowe, kiedy wygłupiają się na rytmice i śpiewają na KS, i te z instrumentu, kiedy pan pokazuje, jak zagrać nowy materiał.
          Natomiast usiąść i zagrać w domu utworek te min. 5 razy, oj, to już jest gorzej, bo to w sumie nudne trochę wink.
          Chyba mało kto katuje dziecko na siłę jakimś hobby, o ile nie wyraziło ono wcześniej chęci spróbowania tego, czy tamtego. W moim odczuciu trzeba chociaż ten rok wytrzymać, żeby zobaczyć, czy dziecko się wciągnęło, czy lepiej to sobie podarować.
        • emka_waw Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:49
          > Każde dziecko CHCE umieć, żadne NIE CHCE ćwiczyć.

          Stanowczo się nie zgodzę - córka koleżanki, pierwszoklasistka, chodzi do ogniska musicalowego w każdy weekend w sobotę i niedzielę na kilka godzin, ma ku temu talent, a chce jej się ćwiczyć tak bardzo, że jak ostatnio musiała zostać w domu z powodu grypy żołądkowej, to sobotę opłakała gorzkimi łzami, a w niedzielę wymusiła, żeby ją już zawieźć na zajęcia.
    • dziennik-niecodziennik Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:14
      > Trenowałam wyczynowo. Nie żałuję ani godziny, choć nie miałam wybitnych osiągni
      > ęć.

      tu się zgodzę.

      > Moja siostra, której szło znacznie lepiej, twierdzi, że smak wygranej
      > jest wart bólu rwanego więzadła

      a tu nie.

      to chyba kwestia tego czego sie chce. ja trenowac chciałam i trenowałam, choc owszem, na pewno nie codziennie, bo jak nie mialam sił to odpuszczałam. a do szkoły muzycznej chodzic nie chciałam, ćwiczen unikałam jak mogłam i mimo iż radziłam sobie jakos tam to najchętniej bym jej nie wspominała. a i to i to zaczęłam w tym samym wieku.

      szczerze mówiąc nie wiem co bym zrobiła/co zrobię jak sie moja córka okaże jakimś talentem. na pewno chciałabym żeby ten talent wykorzystała - ale nie za wszelką cenę.
    • vilez Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:28
      Ja jestem z frakcji antydyscyplinowej, więc odpowiedź jest jasna. Tak samo jestem wrogiem wyścigu szczurów wszelakiego rodzaju. Tylko to, co wynika z naturalnej przyjemności i szczerych zainteresowań. Tacy ludzie moim zdaniem rozwijają się najskuteczniej i są najbardziej szczęśliwi. Ale to oczywiście mocno subiektywna obserwacja i subiektywne spojrzenie.
    • lady-z-gaga Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:34
      o czym tu mówić, kiedy tyle matek najchętniej trzymałoby swoje dziecko w domu albo przedszkolu do 8mego roku życia? jaka dyscyplina, jakie ćwiczenia, jaka systematyczność?
      tu się tylko dzieci-kwiaty hoduje smile
      • aneta-skarpeta Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 14:55
        no wlasnie

        uczenie dziecka dyscypliny, pasji itd to straszna orka, szczegolnie gdy materiał opornywink

        i takiemu dziecku trzeba poswiecic duzo uwagi i czasu
        • noname2002 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 25.11.13, 19:26
          A nienienie, właśnie łatwiej dziecko wozić na treningi, zajęcia dodatkowe, do szkół muzycznych niż się samemu zająć.
    • beataj1 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:34
      Tylko rekreacja. Nie mam zamiaru tresować dziecka by najdalej skakało i by najpiękniej zagrało na trójkącie, skrzypcach czy waltorni.

      Cała idea wyczynowego sportu kojarzy mi się z obozami pracy. Bardziej mocniej nie ważne co stracisz. A tracisz dużo. Dzieciństwo, swobodę i możliwość zmieniania zdania co 3 minuty.
      Czas na poważne deklarację przyjdzie później.

      Moja siostra, której szło znacznie lepiej, twierdzi, że smak wygranej
      > jest wart bólu rwanego więzadła i że gdyby mogła znów wybierać, wybrałaby to sa
      > mo.

      Jezu jak trzeba mieć zrytą psychę by opowiadać coś takiego? Niszczyć sobie zdrowie dla takiej pierdoły jak medal czy inny dyplom. Ciekawe czy nienieckie pływaczki szprycowane od najmłodszych lat hormonami też uważają że co tam zdrowie ważne że smak wygranej poznały.

      Mam nadzieję że moje dziecko nie postanowi się zabijać na raty wyczynowym sportem plus z czasem pakować w siebie całą tablice mendelejewa w ramach zwiększania wydolności.
      Wszelkie rekreacyjne aktywności będe wspierać ale wyczyn zostawię dla dzieci i rodziców z przerostem ambicji.

      Mogę być nie obiektywna bo W OGÓLE nie rozumiem tego całego sportu i emocjonowania się że ktoś skoczył dalej wyżej i albo z trzema obrotami. Dodatkowo nie mam złudzeń że sport wyczynowy bez dopingu raczej nie istnieje i że ci co sa najczystsi to po prostu jeszcze nie zostali złapani jak ten koleś od kolarstwa. Najpierw bohater a teraz okazuje się że to był cały przemysł oszukiwania siebie i innych.
      • kietka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:41
        absolutnie zadnego sportu wyczynowego, tylko rekreacja smile
        chodzimy na basen, tance, ale mała chce, a nie musi, jak ma gorszy dzien, czy tydzien, to nie idzie i tyle smile
        moje dzieci nie beda musiały łamac sobie karku i szprycwac anabolami, zeby zarobic na zycie, mam taka nadzieje smile
        z drugiej strony probuje zaszczepic jakies pasje, daja mozliwosci, to lekcja pianina, to malarstwa, szukamy, co sie małej spodoba i widzie, ze niektore zajecia sprawiaja jej radosc, a pianino polubiła, sa tygodnie, kiedy gra codziennie, sa tygodnie, ze nie usiadzie nawet, nie zmuszam jej smile
        widze w niej dusze artystyczna, wiec sama musze zarobic milion dolarow, zanim ruszy w zycie, zeby nie musiała martwic sie o kase smile
    • mw144 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:40
      Kilka lat temu zaproponowałam kilka zajęć do wyboru, dziecko wybrało te, co lubi. Aktualnie chodzi na jedne, które uwielnia, reszta się znudziła, więc zrezygnowało. Wiem, że jest wybitny w swojej dyscyplinie i wiele mógłby osiągnąć, ale jak mi powie, że ma dosyć, to nie będę zmuszać.
    • run_away83 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 13:43
      Rekreacyjne uprawianie jakiejś dyscypliny - jak najbardziej. Regularne treningi, zdyscyplinowanie, systematyczność - ok. Ale tylko do momentu, kiedy dziecko robi to dla przyjemności. W momencie, kiedy pojawiłby się nacisk na wyniki, sugestie aby mocniej dziecko przycisnąć bo ma szansę na zawodową karierę w sporcie - nie zgodziłabym się.

      Nie popchnęłabym dziecka w kierunku wyczynowego uprawiania sportu. I nie chodzi o ból treningów, kontuzje i chwilowe kryzysy. Chodzi o fakt, że wyczynowe, zawodowe uprawianie sportu zawsze prowadzi do nieodwracalnych zmian w układzie ruchu, do zwyrodnień i uszkodzeń, których konsekwencje udczuwa się potem do konca życia. Zakres i lokalizacja tych uszkodzeń zależą od dyscypliny, którą się uprawiało i mogą one "tylko" wymusić wycofanie się ze sportu, ale mogą też posadzić człowieka na wózku inwalidzkim. A to wszystko za cenę kariery, która rzadko kiedy przynosi poważne pieniądze (dyscyplin, w których sportowcy zarabiają krocie, jest wbrew pozorom niewiele) i kończy się, kiedy człowiek wciąż jeszcze jest młody, sport jest całym jego życiem, bo na nic innego nigdy nie starczało mu czasu i sił; ale organizm w pewnym momencie zaczyna się buntować, nie da się już sprostać konkurencji młodszych od siebie, jeszcze nie wyeksploatowanych. A potem - zaczynanie życia od nowa i szukanie pomysłu co z tym życiem zrobić. Sport wyczynowy jest bezlitosny - pożera zawodników w całości, odbiera im dzieciństwo i młodość, ekspoloatuje do granic możliwości, a wyeksploatowanych, "zużytych", już bez szans na sukcesy, wypluwa niczym nie do końca strawione resztki. Niektórym udaje się pozostać blisko sportu poprzez pracę trenerską, większość nawet na to nie ma szans. Nie chciałabym takiego życia dla swojego dziecka.

      Trochę inaczej zapatrywałabym się na karierę muzyczną, gdyby dziecko miało predyspozycje. Ale zadbałabym o to, aby muzyka nie była dla dziecka treścią życia, aby miało coś jeszcze, co kocha i co mogłoby robić gdyby kariera muzyczna nie wypaliła.
      • atoness Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 14:28
        >> Mnóstwa rzeczy nie da się zacząć w późniejszym wieku.

        To jest dla mnie kluczowe zdanie. Nie da się zacząć grać na fortepianie w liceum i po dwudziestce wygrać konkurs chopinowski. Żeby być Blechaczem, trzeba grać długie lata. Ale nie jest prawdą, że w ogóle nie można w późniejszym wieku zacząć grać na fortepianie. Znam takich, co zaczęli, z dużą przyjemnością. To tylko kwestia tego, co się chce osiągnąć.
        Madonna Buder trzaska ironmany, a zaczęła w wieku 49 lat. Ja ćwiczę, bo widzę, że zaczynam się starzeć, i naprawdę daję radę.
        Podsumowując: jeśli celem jest wyczyn (w jakiejkolwiek dziedzinie), to trzeba zacząć wcześnie. Jeśli przyjemność czy cokolwiek innego, można zawsze.
      • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:36
        Cytat Rekreacyjne uprawianie jakiejś dyscypliny - jak najbardziej. Regularne treningi
        , zdyscyplinowanie, systematyczność - ok. Ale tylko do momentu, kiedy dziecko robi to dla przyjemności. W momencie, kiedy pojawiłby się nacisk na wyniki, sugestie aby mocniej dziecko przycisnąć bo ma szansę na zawodową karierę w sporcie
        - nie zgodziłabym się.
        dla przyjemnosci robi sie przez pierwsze 2 lata, pozniej zaczyna sie orka, szczegolnie dotyczy sportu indywidualnego. Nie zgodzilabys sie, gdyby dziecko to kochalo, POMIMO orki, ciezkiej pracy itd. Na prawde?
        • run_away83 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:10
          Nie zmuszałabym do rezygnacji ze sportu, ale raczej nie zgodziłabym się na zwiększenie częstotliwości i intensywności treningów. Jakby się zaczął nudzić - podsunęłabym coś innego.

          Na razie sobie tylko gdybam, bo żadne z moich dzieci nie pała szczególną miłością do jakiejś konkretnej dyscypliny, starsi chłopcy (7 lat i 2.5) są ruchliwi i zwinni, ale ich ukochaną formą ruchu są beztroskie harce na placu zabaw, jazda na hulajnogach, albo bieganie w kółko bez celu wink
    • an_ni Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 14:23
      masz skrzywienie zyciowe bo trenowalas wyczynowo wiec zupelnie inaczej patrzysz na ten temat
      ja np poslalam corke do popludniowej szkolu muzycznej
      ciezko jej idzie z samodyscyplina, na razie daje sie gonic a co bedzie potem ... ja jestem twarda, mimo ze sama nigdy niczego ani nie trenowalam wyczynowo ani nie gralam na instrumencie, a wrecz uwielbiam nic nie robienie wink ale co bedzie z nastolatka nie wiem ...
      ale wole jesli spedzi czas na graniu na pianinie niz na komorce
      oczywiscie gluchego jak pien dziecka nie poslalalbym do SM, ale na pewno wymyslilabym inne zajecia niz nic nie robienie
      poki mozna dzieckiem posterowac to zakladam ze sie przyzwyczai i bedzie lubic stawiac sobie wyzwania i wymyslac zajecia zgodnie z zainteresowaniami
      ale licze sie z tym ze moze i zarzucic wszelkie dodatkowe zajecia na rzecz nic nie robienia albo siedzenia w necie na czacie z kolegami uncertain
    • szamanta Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 14:35
      Wypowiedziałam się przed chwila w tamtym temacie, ale nie dodałam jednego, lecz bardzo istotnego faktu. To nie mnie ma zależeć, to dziecku ma najbardziej zależeć i się starać ,aby postępy były widoczne. Ono będzie sukcesy odnosić poprzez wkład w swoja prace, nie ja . Ja błagać, prosić, lamentować nie mam zamiaru, jak będzie się obijać, odwalać manniane ,czyli nie zależy mu a co za tym idzie i mnie tym bardziej tez nie. Albo się nadaje do tego , albo cielak i się nie nadaje wiec wypad .Krótka pika .To nie może tak być ,że rodzicom bardziej zależy od dziecka, phiii , kolejność odwrotna musi być .Jeśli dziecko ma mi robić z siebie męczennika , o nie, ja dziękuje za taki egzemplarz, laski bez .Chcesz ??to nie jęcz, nie chcesz to nie ma cię tam
    • heca7 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:03
      Do wyczynowego sportu nie popchnęłabym żadnego mojego dziecka. Sport tego typu zawsze wiąże się z nieodwracalnymi fizycznymi zmianami. Wszystkie operacje kolan, łokci itd "wyjdą" na starość. Będzie ból, będą zwyrodnienia itd. Dziwne diety, wzrost, brak biustu, zmiany w kręgosłupie. Problemy z sercem, nie ukrywajmy , że można wyczynowo uprawiać sport bez jakiegokolwiek dopingu (nawet dozwolonych substancji- one też nie są obojętne dla zdrowia).
      Widziałyście stopy baletnic? Wpiszcie sobie hasło "stopy baletnicy"- straszne.
      • aggy80 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:12
        bardzo ciekawy wywiad z gimnastyczka, mowi o roznicach kult. w trenowaniu dzieci u nas i bardziej na wschodzie smile trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,14908630,Co_robi_gimnastyczka__gdy_chce_podlozyc_swinie___Mnie.html?as=3
        • pole_koniczyny Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:34
          Szczerze mówiąc sens wyczynowego sportu widzę tylko u osób dla których jest on jedyną nieomal przepustką do lepszego życia. Dyscypliny da się nauczyć w inny sposób, znacznie mniej drastyczny, stopniowo. Smak wygranej jest wspaniały, ale można poznać go nie tylko w sporcie i nie tylko rywalizując na profesjonalnym poziomie. Za duże ryzyko utraty zdrowia, z którego dziecko nie zdaje sobie sprawy. Zniechęcałabym aktywnie.
          Gdyby "wyczynowosc" miała dotyczyć muzyki to ani bym nie zniechęcała ani też specjalnie nie zachęcała. Realnie rzecz biorąc karierę w muzyce robi garsteczka osób, więc raczej starałabym się delikatnie podsuwać inne rzeczy, żeby w razie co jakby dla tej muzyki była jakas alternatywa realna.
          "Wyczynowosc" w swiecie nauki to jest juz osobna sprawa, bo tutaj raczej nie mówimy o małym dziecku tylko o starszym czy wrecz dorosłym dziecku, które coraz więcej i więcej poswięca dla swojej pasji, ale wtedy rodzic nie ma już wiele do powiedzenia. Nie byłabym na pewno super szczesliwa widząc, że jest temu wszystko podporządkowane.

          I jeszcze jedno: jakby jakas forumka napisala, ze dziecko niezwykle interesuje się jakas dziedziną wiedzy, spędza całe dnie nad ksiązkami, szukajac wiadomosci w internecie, żada zeby zapisac ja dodatkowe codzienne kursy po szkole i jakies konkursy, to na sto procent pojawiłaby się masa głosów krytykujących takie podejscie, pozwalanie na tak jednostronny rozwój. Na bank pojawiłyby sie rady: wypchnij dziecko na podwórko, zapewnij kontak z rówiesnikami.
          A jak to samo dotyczy sportu, codziennych treningów na których cierpi czas wolny to jest dla wielu osób super.
      • agaja5b Re: Dzieciństwo czy wymagania... 25.11.13, 20:41
        Nie wiem jak bardzo musiałabym kochać taniec (balet) by sobie tak zmasakrować stopy, tak samo nie wiem jak bardzo bym musiała kochać spiewać, by dać się np wykastrować( będąc mężczyzną)? Dla mnie, jako osoby dorosłej to nie do przyjęcia, choć wierzę że w dziecku da sie zaszczepić taką ambicję i ją długi czas pielęgnować i podlewac kolejnymi sukcesami, co motywuje do wiekszych wysiłków. Mówię "zaszczepić", bo uważam że w wyczynowym sporcie czy w innych uprawianych zawodowo dziedzinach wsparcie bliskich, otoczenia jest kluczowe, więc musi być w tym rodzaj ambicji rodziców, bo o tym ze dziecko moze nawet bardzo chcieć to wiadomo, ale z konsekwencji sobie na 100% sprawy nie zdaje.
        Ja na razie stawiam na swobodny wybór, choć jakby się której uwidziało poświęcic jakiejś dziedzinie to będę wspierać, ale jednocześnie pokazywać inne, równoległe drogi. Uważam, ze zawsze należy mieć w głowie furtkę pt. "co będzie jak juz nie bedę mogła z jakichś powodów tego robic?"
    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:31
      Nie tylko nie potrafilabym zabronic, ale popychalam aktywnie w kierunku sportu wyczynowego, bo sama taka jestem, z takiej rodziny pochodze, takie wychowanie i widze wartosc rozciagnieta na cale zycie.
      Trzeba tylko sie zastanowic, gdzie jest granica i jak balansowac zycie, prace, sport, wyczyn (sportowy, artystyczny, naukowy itd) w imie dobrze pojetej higieny, bo latwo sie zapedzic i byc tym przedszkolakiem trenujacym 2 razy dziennie, to ani dobre dla zdrowia fizycznego, ani psychicznego.

      Wynikow jakichkolwiek, ktore wykraczaja poza przecietna przez zabawe nie da sie osiagnac, no nie da, to jest praca, orka, wyrzeczenia, cholerna dyscyplina i ten drive, ktore wyczynowcy maja. Sama tak mam, wiec sie identyfikuje, a dziecko tez mam z tych chetnych do wspolzawodnictwa i wychowujemy w filozofii, ze cos za cos, ze trzeba ciezkiej pracy, ze trzeba dyscypliny, ze trzeba pokonywac wlasne slabosci fizyczne i psychiczne, ze trzeba sie popychac, chociaz wszystko w nas wierzga, bo wychodzimy poza granice wlasnego komfortu, ale jak nie wyjdziemy, to nie osiagniemy, bo nie bedziemy wiedzieli jak i ile mozna.

      Dziecka nie trzebe szczegolnie bacikiem popychac, wystarczy stac za nim murem, budowac solidne poczucie wlasnej wartosci i byc jego modelem. "Matka potrafi maraton przebiec, bo ciezko na niego trenuje, wiec ciebie tez stac na pobicie tego rekordu klubowego" i rekord zostal pobity, po drodze byly zwatpienia, pytania, czy rzeczywiscie jestem w stanie, ile musze pracowac. Smak zwyciestwa redukuje w/w obawy do zera. To samo dotyczy np. problemu matematycznego, nowego wyzwania, to jest proces.
      • cilantre Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:56
        Oj , to chyba też trochę zależy od charakteru dziecka, ale także od predyspozycji.
        Z krępej dużej dziewczynki nie zrobisz porządnej baletnicy, a z potężnego chłopaka - skoczka narciarskiego ( choć bywają wyjątki).
        Moja córka ma zdolność łatwego uczenia się języków. Wcisnęłam ją na dość ciężki 3-letni kurs językowy ( dzieciak na początku gimnazjum zaczynał kurs maturalny rozszerzony OD PODSTAW). Kurs już trwał 4 miesiące, a ona szybko uzupełniła wiedzę i szło jej bardzo dobrze ( lepiej uczyli się jedynie ci, którzy mieli 3 lata nauki za sobą big_grin ).
        Ale po 2 latach zbuntowała się i stwierdziła, że nie będzie chodzić.
        I tu pytanie - co byście zrobiły ?
        Na razie walczę z nią. Niektórzy nawet twierdzą, że to ambicje mamusi i że powinnam jej dać wolną rękę. Ale szlag mnie trafia, bo czas, w którym miałaby być na kursie będzie na pewno spożytkowany na komputer ...

        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:50
          No pewnie, ze nie. Trzeba jeszcze miec predyspozycje, wiec warto rozwijac COS w czym jest choc odrobina talentu.
          Ja z tych matek, ktore cisna, nie cisna do konca, ale jak jest kryzys, to sie go pokonuje. Kazdy ma kryzysy. Dalabym jej np. krotki okres np. daj sobie miesiac, dwa, trzy, wtedy zobaczymy. Mozesz na tyle sie zdobyc? Powiedz jej jakie bedzie miala korzysci w przyszlosci, pokaz perspektywe.
          Na jedna rzecz nie pozwalam, skakanie z kwiatka na kwiatek, i probowanie wszystkiego i szybkie rezygnowanie jak trzeba dac z siebie odrobine wiecej.
          Zycie nie sklada sie z samych przyjemnosci, robimy rzeczy, ktorych nie lubimy, sa powtarzalne, nudne, monotonne, ale mamy jakis wyzszy cel do ktorego w tym dazymy.

          Ja nigdy nie zrobilabym doktoratu, gdybym rzucila to wszystko w cholere, jak mi po 2 latach orki w labie projekt zupelnie sie zalamal, musialam zaczac od nowa. Przeryczalam weekend, poszlam z kolezankami na wodke, wyzalilam sie, powsciekalam, ponarzekalam. W poniedzialek poszlam z powrotem do labu i zaczelam od poczatku. Nabralam doswiadczenia, nauczylam sie czegos o sobie, i dzieki temu jestem gdzie jestem i nie pracuje za najnizsza krajowa, i tak wychowujemy dziecko.
          Najwatwiej jest zrezygnowac....
      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:06
        Co jest dobrego w rywalizacji? Dlaczego cieszy Cię, że Twoje dziecko jest gotowe na wielkie poświęcenia żeby wygrać? Czy nie lepiej byłoby gdyby dziecko cieszyła współpraca, gdyby skłonne było do wysiłku prowadzącego do realnych korzyści dla jakiejś wspólnoty czy ogólnie ludzkości?
        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:55
          To nie jest rywalizacja z innymi, tylko z samym soba, poprawianie WLASNYCH zyciowek, i scigasz sie z zegarem, nie z przeciwnikiem, a ze przy okazji zlamales rekord klubu, albo wygrales w mistrzostwach to jest "icing on the cake" i taka filozofie sprzedaja im w druzynie.
          W sztaetach jest jak najbardziej wspolpraca, starsi plywacy sa mentorami i opiekuja sie mlodszymi. Potrafia z soba rywalizowac, ale rowniez gratulowac sobie sukcesow. Co w tym zlego?

          Syn zobaczyl tablice z rekordami klubu, porownal z wlasnym czasem, niewiele mu brakowalo, wiec sam sobie zalozyl, ze do konca sezonu ustanowi rekord klubu i go ustanowil. Co w tym zlego? wybieranie celu i dazenie do tego.
          Moim celem w wiosennym maratonie i urwanie 4 minut z zyciowki, to jest rywalizacja samej z soba i tak, mam kolezanke w klubie, z ktora jest taka drobna rywalizacja, nawzajem sie dopigujemy
          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:11
            Po co w takim razie organizuje się zawody i mistrzostwa, gdzie rywalizuje się z innymi, po co wywiesza tablicę z rekordami skoro nie o rywalizację z innymi chodzi?

            >>>Co w tym zlego? wybieranie celu i dazenie do tego.

            Nie ma w tym nic złego , w takim sensie, że nie zarzucam Ci ani Twoim dzieciom żadnej zbrodni przeciwko ludzkości. Po prostu miękko wpasowaliście się w stawiającą na rywalizację kulturę, w której żyjecie; do tego stopnia, że nawet nie macie żadnych refleksji na ten temat.

            Ale ja pytam co w tym takiego dobrego? Wybieranie celu i dążenie do niego jest dobre tylko jeśli cel jest odpowiedni. Czy pobicie rekordu sportowego samo w sobie przynosi komukolwiek coś dobrego oprócz satysfakcji, że jest się jeszcze lepszym, a w szczególności lepszym od innych?
            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:21
              Po co w takim razie organizuje się zawody i mistrzostwa, gdzie rywalizuje się z
              > innymi, po co wywiesza tablicę z rekordami skoro nie o rywalizację z innymi ch
              > odzi?
              bo to jest miernik, jak widac w zawodym sporcie ile zarabiaja zawodnicy, stacje TV, ile ludzi gromadza stadiony, itd to widac, ze ten sport i rywalizacja jest potrzebne z jednej i z drugiej strony, zawodnika i kibica. "Chleba i Igrzysk" czy nie?

              W dzieciecym wydaniu sportu klepie sie tym 6-10 letnim lepetynom, ze celem jest poprawa WLASNYCH wynikow, bo nie kazdy ma predyspozycje fizyczne zeby rywalizowac z kims kto jest o glowe wyzszym, element rywalizacji jest napedzajacy. Ty tego nie zrozumiesz, bo po prostu w sobie tego nie masz, wiec kazde tlumaczenie to bedzie walenie w rogi i bedziesz sie jeszcze bardziej okopywac.
              W druzynie mlodego jest chlopak, drobny, malutki, trenuje od 3 lat i na zawodach zajmuje koncowe miejsca w klasyfikacji grupowej. Jest swietny technicznie, jego zabka technicznie jest najlepsza w tej grupie wiekowej, caly czas sukcesywnie poprawia WLASNE wyniki i nadal czerpie olbrzymia radosc z plywania, jest bardzo popularny i ogromnie lubiany przez wszystkich. Medali i pucharow mistrowskich nigdy nie bedzie zdobywal, ale na koniec sezonu zawsze dostaje medal za "najwieksze postepy" mierzone JEGO wlasna miara, i to jest miernik wlozonej pracy, dyscypliny, systematycznosci, zdobywa gratulacje, uznanie i jego TO napedza i nie rezygnuje i o TO tu chodzi.
              Prawdopodobnie gdzies na poziomie gimnazjum czy liceum przerzuci sie na inna dyscypline, ale to co zdobywaja teraz jest bardzo cenne, pomijam zdrowotny aspek, i umiejetnosci, ktore zostaja na cale zycie i zaszczepiaja potrzebe ruchu i aktywnosci fizyczne, w naszym niezdrowycm i zasiedzialym spoleczenstwie.
              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:52
                > W dzieciecym wydaniu sportu klepie sie tym 6-10 letnim lepetynom, ze celem jest
                > poprawa WLASNYCH wynikow,

                Tja, a jednocześnie stawia im się za wzór czempionów z medalami, czyż nie? Może sześciolatkowie się na to nabierają, ale dziesięciolatkowie z pewnością już nie. Gdyby naprawdę nie docierało do nich, że chodzi o rywalizację z innymi nie byłoby żadnego stresu przed zawodami, a sama pisałaś, że dla Twojego syna było to trudne.

                Aspekt zdrowotny sama wymieniasz na szarym końcu, najpierw jest długi wstęp o wynikach i poprawianiu własnych wyników wink Sport to wspaniała sprawa, ja przecież nie jestem przeciwko sportowi - ruch jest ludziom niezbędny, sport może być do tego doskonałą okazją, ale dlaczego od razu trzeba to robić ze stoperem w ręku i startując w zawodach przeciwko innym zawodnikom? Nie można po prostu sobie iść popływać czy pobiegać, kiedy się ma to ochotę lub czuje się taką potrzebę?
                • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 21:21
                  Cytat Nie można po prostu sobie iść popływać czy pobiegać, kiedy się ma to ochotę lub czuje się taką potrzebę? Ile razy wychodzisz zeby pobiegac czy poplywac jak masz na to ochote? Moze ochote masz raz w roku, a moze wcale. Pokaz mi ilu ludzi doroslych regularnie chodzi poplywac i pobiegac, bo maja potrzebe?
                  Ja widze tylko tych, ktorzy regularnie COS trenowali jako dzieci, wszystko inne siedzi, obrasta tluszczem, na zewnatrz i od srodka.

                  Syn mial treme przed wystepem, czy to na zawodach, czy w konkursie recytatorskim w szkole, czy przed wystepem szkolnym na scenie z okazji dnia matki. Gdybym mu odpuscila i nie popchnela, do tej pory sam z siebie by sie nie odwazyl. Popchnelam raz i drugi, nauczyl sie pokonywac strach, teraz sam sie zglasza. Hello, konkursy recytatorskie, olimpiady wszelakie, testy do szkol to nie rywalizacja? Jak najbardziej.

                  Zaden dobry trener nie bedzie mlodych sportowcow motywowal medalami, u nas o Michaelu Phelpsie sie nie mowi. Swiadomosc przychodzi pozniej kiedy naturalnie sportowcy zaczynaja identyfikowac sie z wlasnym sportem, zaczynaja szukac swoich modeli, czytac o nich, sledzic itd. Kazda mloda gimnastyczka ma pewnie teraz poster z olimpijska zlota druzyna, zamiast z Monster High.
                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 21:56
                    Nie lubię biegać, ale mimo to tylko w tym roku wyszłam pobiegać co najmniej ze cztery razy, bo potrzebowałam ruchu. Nie liczyłam ile razy w tym roku byłam na basenie, ale co najmniej z 8. Gram w squasha dla przyjemności regularnie, kilka razy w miesiącu. Ćwiczę jogę również co najmniej kilka razy w miesiącu. Tańczę. Dwa tygodnie temu byłam na zumbie, żeby zobaczyć czy mi się spodoba. Chodzę na spacery. Latem jeżdżę z córką na wycieczki rowerowe. Co roku trzy tygodnie spędzam nad morzem i wtedy pływam codziennie po kilka godzin. W zimie jak śniegu napada to jadę do rodziców, żeby poodśnieżać im podwórko, a jest tego hektar. Jeżdżę na nartach, wprawdzie ostatni wyjazd na dłużej był przed urodzeniem córki, ale w tym roku chyba gdzieś pojedziemy, bo jest już moim zdaniem na tyle duża, że nauka jazdy na nartach będzie jej sprawiać przyjemność.

                    > Ja widze tylko tych, ktorzy regularnie COS trenowali jako dzieci, wszystko inne
                    > siedzi, obrasta tluszczem, na zewnatrz i od srodka.

                    Masz słabe towarzystwo. A ja akurat w tym roku sporo schudłam, chociaż to bez związku z aktywnością fizyczną bo ta się nie zmieniła w żaden znaczący sposób. W sumie niemalże wszyscy moi znajomi regularnie uprawiają jakiś sport albo kilka sportów dla przyjemności. O ile wiem, nikt z nich nic regularnie nie trenował. Najbliższa rodzina prowadzi biznes związany ze sportem i wymagający od nich uprawiania tego sportu (nic w dzieciństwie nie trenowali). Znam też takich, którzy zamiast sportu wolą fizyczną pracę i ją wykonują, i to jest moim zadaniem o wiele bardziej chwalebne zajęcie niż bieganie do upadłego bez celu.

                    Hello,
                    > konkursy recytatorskie, olimpiady wszelakie, testy do szkol to nie rywalizacja?
                    > Jak najbardziej.

                    Ależ oczywiście. I moim zdaniem to bardzo przykre, że właśnie tak jest to zorganizowane. Ostatnio o tym tu na forum pisałam. Nawet przy zbiórce makulatury prowadzony jest w szkole mojej córki ranking, kto przyniesie najwięcej i jest zwycięzca i są nagrody. Oczywiście jak to bardzo często bywa przy okazji konkursów traci się z oczu właściwy cel danej aktywności. W zbiórce makulatury chodzi o to, żeby oszczędzać drzewa, ale wygrać zbiórkę mogą tylko Ci, którzy marnują najwięcej papieru.

                    Nawet dla najmłodszych klas organizuje się konkursy plastyczne. Na początku brało w nich udział wiele dzieci, bo dzieci na ogół lubią rysować i malować. Ale oczywiście wygrać może tylko trójka czy piątka, w dodatku często ta sama. Dzieci, które nigdy nie wygrywały bardzo szybko się zniechęciły i to nie tylko do udziału w konkursach, ale w ogóle do rysowania. Po co robić coś, skoro najwidoczniej jestem w tym słaby?
                    • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:27
                      Tak, te wszystkie konkursy szkolne to lekkie przegięcie, przynajmniej na poziomie młodszych klas.
                      Jeżeli są np. konkursy plastyczne - regularnie wygrywają je dzieci, których rodzice zrobili część lub większość danej pracy... Bo gołym okiem widać, że pierwszak nie jest w stanie np. idealnie wykroić miśka z tkaniny i obszyć go równym, niemal krawieckim ściegiem plus równiuteńko naszyć aplikacje wink. A potem reszta czuje się nieszczęśliwa. I jaki to ma sens, czego uczy???

                      Już pomijam to, że zamiast indywidualnej rywalizacji lepiej byłoby postawić na prace zespołowe, klasowe - wykonywane w czasie lekcji, jakiś pożytek wychowawczy by z tego był.
                      • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:40
                        mieszkam w Stanach i jedyne konkursy w mlodszych klasach to.... recytatorskie w .... polskiej szkole w sobote smile
                        W podstawowce zadnych konkursow nie ma. Projekty plastyczne robione sa w szkole i WSZYSTKIE wystawiane na pokaz, bez rankingu. W przedstawieniach biora udzial WSZYSTKIE dzieci z klasy. Role mowione maja te, ktore sie zglosza dobrowolnie.

                        Za to sportu pozaszkolnego i szkolnego jest duzo, ale tu jest selekcja, co kto lubii, i rywalizacja jest, chociaz czasami doprowadzona poprawno-politycznie do absurdu, zeby "przegranym nie bylo przykro w mlodszych klasach 6-10 lat podczas meczow pilki noznej, czy innego baseballa nie liczy sie goli i nie oglasza, kto wygral, przegral itd. tzn trenerzy i sedziowie nie oglaszaja, za to... rodzice doskonale pilnuja i wiedza jaki byl wynik i nie omieszkaja wykrzykiwac przy schodzeniu z boiska "WYGRALISCIE 2:1" chociaz trenerzy prosze, zeby tego nie robili i nie fiksowali dzieci na wyniku. Mozna sie sprzeczac czy to dobre, czy nie. Zalezy od filozofii.
                        • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:53
                          Mozna sie sprzeczac czy to dobre, czy
                          > nie. Zalezy od filozofii.

                          No i właśnie o to się sprzeczamy. Jak widać, nie jest to tylko moja opinia i niektórzy już to dostrzegają i próbują coś z tym zrobić.
                          • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:28
                            Znaczy CO robisz teraz w zyciu swojego dziecka, ktore jest czescia spolecznosci i jest sila rzeczy wciagniete w rywalizacje, zeby pogodzic tych z rozna filozofia? Przeciez dzieci rodzicow z rozna filozofia chodza do tej samej szkoly, biora udzial w tych samych konkursach czy innych olimpiadach, czy rodzice sie na to zgadzaja czy nie.

                            Moze wogole zlikwidujmy oceny w szkolach, rankingi, oceny pracownikow, przy okazji promocje, bo te wiaza sie z rywalizacja i konkurencja, konkursy wszelakie, zawody, mecze, wtedy nikomu nie bedzie przykro. Acha, trzeba jeszcze zlikwidowac lajki na FB i wszelkie showy i konkursy TV z Wielka Gra wlacznie.
                            Moja mama podczas meczow na Mundialu zawsze chciala, zeby byl remis, bo wtedy nikomu nie bedzie przykro
                            • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:43
                              Staram się przynajmniej tłumaczyć mu i przekazywać, że wygrane w konkursach są mało istotne, że nie ma znaczenia, że ktoś ma lepsze stopnie czy że ktoś ma gorsze stopnie, że uczestniczenie w grze to ma być zabawa i wynik gry jest najmniej istotnym elementem tej zabawy, że nie ma sensu dla wygranej poświęcać przyjaźni, zdrowia, poczucia wspólnoty itp.
                  • edelstein Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:24

                  • wuika Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:52
                    Większość podstawówki i całą szkołę średnią miałam zwolnienie z WFu. Od dwóch lat min. 2 razy w tygodniu wychodzę ćwiczyć. Mój mąż trenować cokolwiek zaczął dopiero na studiach (kółko zainteresowań ze studenckiego WFu), jak tylko mu czas pozwolił, do podobnych treningów (rekreacyjnie, 2 razy w tygodniu) wrócił. Żadni z nas wyczynowcy i nigdy takich ciągot nie mieliśmy. Twoja teoria po prostu jest fałszywa.
                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:58
                      Co Ty nie powiesz, az 2(sic!) razy w tygodniu cwiczysz. To juz prawie przetrenowanie.
                      • wuika Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 13:02
                        Zbastuj. Napisałaś, że widzisz tylko tych, którzy od dzieciństwa zapieprzali w sporcie i coś trenowali. Nie pisałaś o całkiem potężnej grupie osób, które robią COŚ, a przedtem nie były do tego wdrażane od maleńkości. Nie pisałaś o tych, którzy wyjdą raz, dwa, trzy razy w tygodniu, żeby się poruszać, bo im to sprawia frajdę. Nie przekręcaj teraz moich słów, bo nie o dzikie chwalenie się (łał, aż przez dwie godziny tygodniowo ćwiczę) mi chodziło.
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:03
                          Sorry, tak Ci to wyszlo. 2(!!!) razy w tygodniu na cwiczenia wychodze, tymczasem kardiolodzy i inni epidemiolodzy zalecaja 30-60min codziennie tylko dla utrzymania dla ochrony serca i ukladu krazenia, celem profilaktycznej ochrony przed nadcisnieniem tetniczym, kontrola poziomu cholesterolu, zapobieganiu cukrzycy typu II ( nie tylko grubasy na nia zapadaja) i wielu rodzajow nowotworow, wiec nawet nie wyrabiasz zdrowotnego minimum. I o tym mowie.

                          Znasz statystyke, to o czym mowisz, "bo ja" i "moj maz" nie znaczy, ze jestescie cala grupa.

                          No dobrze, sparafrazuje: "osoby, ktore w dziecinstwie i mlodosci szkolno-uniwersyteckiej, cos trenowaly, regularnie (nie musza to byc szkoly sportowe i udzial w mistrzostwach Polski) maja z wiekszym prawdopodobienstwem utrzymaja zdrowy tryb zycia bedac doroslymi i przekaza to swoim dzieciom. Argument, "bo ja, i moja sasiadka, i moj maz, bo zwolnieni z WF-u, a teraz 2 razy w tygodniu" miesci sie w statystyce, chociaz z ta czestotliwoscia wypadacie blado.
                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:30
                            Nie trzeba zaraz wychodzić na ćwiczenia, żeby się ruszać. Jest cała masa innych aktywności, które zapewniają ruch, w dodatku niektóre z nich są dodatkowo pożyteczne. Serio kardiolodzy i epidemiolodzy każą codziennie chodzić do fitness club, albo biegać przez co najmniej 30 min? Czy po prostu zalecają jakąkolwiek aktywność fizyczną podnoszącą tętno do jakiegoś tam poziomu?

                            A czy Ty ograniczasz się do zalecanych maks. 60 min dziennie? wink
                            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:36
                              Tak, kardiolodzy zalecaja 30-60min cwiczen dziennie na obciazeniu 60-70% HRmax, do ochrony ukladu krazenia. 5-6 razy w tygodniu cwiczen, ale nie spacerow, takich, zeby sie spocic i poczuc, zwlaszcza do 70 bedzie dobrze. Moja osobista tesciowa lat 76, zaczyna dzien o plywania tak 2km, pozniej w zaleznosci od pogody doklada sobie rower, biegowki, dodatkowe plywanie latem. Ma wiele roznych chorob, z choroba Crohna, reumatyzmem na czele, tak , ze nie moze dluzo chodzic, ale serce,wyniki krwi itd ma swietnie. Jako chyba jedyna w swoim gronie nie jest na statynach i lekach p/nadcisnieniu, i kosci ma 40latki.

                              Cytat A czy Ty ograniczasz się do zalecanych maks. 60 min dziennie? wink Mnie wychodzi wiecej, wieksza objetosc, mniejsze obciazenie, albo mniejsza objetosc, wieksze obciazenie, zalezy od treningu. Ale ja nie chce nikogo porownywac do siebie, bo zdaje sobie sprawe, ze jestem w bardzo malej frakcji kobiet 40-50lat, ktore regularnie dlugodystansowo biegaja, chociaz sama znam takich sporo (kolezanki klubowe). Mnie wychodzi 50-90km tygodniowo biegania, zaleznie na ktorym etapie mnie zlapac i jakas ogolnorozwojowka jeszcze.
                              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:07
                                Zatem właśnie przepisowy ruch na dziś zaliczyłam, bo jestem spocona jak norka po zabawie z córką w Dance Central na kinekcie. Bez wychodzenia z domu na trening, co Tobie się wydaje takie niezbędne.
                                • marianna72 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:46
                                  A nam przywiezli drewno i z synem i mezem przewalilismy 2,5 tony z podjazdu do skladzika zajelo nam to dobre 4 godziny z przerwami ,spocilam sie nieziemsko
                                • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:10
                                  Dobry poczatek, ale takimi zrywami to sobie krzywde mozesz zrobic, powtorz co drugi dzien i tak do konca zycia.
                                  Co by dziecko mialo w domu robic zeby dostarczyc mu dawki ruchu, ktorej potrzebuje? dziecko, ktore ma duzo energii i duzo wytrzymalosci i kondycje konia pociagowego, bo nie znam wielu 8 latkow wychodzacych na Rysy, czy Babia czy przejezdzajacych 50km na rowerze, albo jezdzacego na nartach 7 godzin. Ja musze utrzymywac kondycje, zeby za nim nadazyc. Jestesmy aktywna rodzina, to i dziecko jest takie. Poza tym ma zalecone od terapeuty.

                                  Ja moge w domu Chodakowska zrobic raz na miesiac, gdybym miala codziennie palnelabym sobie w leb. Moze mi nie pasowac? Pozwalasz, czy musze koniecznie w domu?
                                  Poza tym ja nie lubie w domu za duzo przebywac, meczy mnie, musze na swiezym powietrzu niezaleznie od pogody. Tak mam.
                                  Biegam w kazdych warunkach pogodowych, biezni mechanicznej nienawidze. Tez jestem hyper wiec jest to dla mnie tak, jak dla niektorych medytacja i nie, w domu nie da rady.
                                  Moge tak miec, czy to tez przestepstwo?
                      • marianna72 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 13:07
                        myelegans napisała:

                        > Co Ty nie powiesz, az 2(sic!) razy w tygodniu cwiczysz. To juz prawie przetreno
                        > wanie.
                        myelegans przystopuj napisalas : "Ile razy wychodzisz zeby pobiegac czy poplywac jak masz na to ochote? Moze ochote masz raz w roku, a moze wcale. Pokaz mi ilu ludzi doroslych regularnie chodzi poplywac i pobiegac, bo maja potrzebe? " wiec sie odnioslysmy 2 razy w tyg regularnego ruchu to nie malo nie rozumiem dlaczego ironizujesz.... Prawie uwierzylam czytajac twoje posty ,ze rywalizujesz tylko sama ze soba ehhh
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:18
                          Marianna, robta co chceta, cos lepsze niz nic, ale te 2 razy w tygodniu to tak sobie, juz lepiej codziennie na szybki, power walk sie przejsc. Lepiej dla serca codziennie na malym obciazeniu, niz 2 na duzym, bo sobie krzywde mozna zrobic.
                          Sorry jesli urazilam, bo do ruchu zawsze i wszystkich zachecam, sama grupe prowadze, ale jezeli sie ma tam jakis cel w tym zdrowotny, to warto popracowac nad czestotliwoscia, zeby maksymalne korzysci osiagnac, a tu niwiele potrzeba, tylko dolozyc troche. Najwazniejsza jest regularnosc, zeby sie kontuzji nie nabawic.
                          Wiec ty nie biegajac i porywajc sie na prerzucenie dwoch ton wegla od razu, to nie powod do chwalenia sie, tylko moglas sie uszkodzic, bo nie jestes w fizycznej formie, zeby 4 godziny pracowac noszac ciezary, jak wyszla tona na osob.
                      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 13:12
                        Oto właśnie sportowa postawa - wyśmiać kogoś, kto za mało ćwiczy. Idealny przykład na to, co z ludźmi robi sportowa rywalizacja.
                  • marianna72 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:12
                    myelegans napisała:

                    > Cytat Nie można po prostu sobie iść popływać czy pobiegać, kiedy się ma to oc
                    > hotę lub czuje się taką potrzebę?
                    Ile razy wychodzisz zeby pobiegac czy
                    > poplywac jak masz na to ochote? Moze ochote masz raz w roku, a moze wcale.
                    Niesmialo podniose reke ja chodze pobiegac 3 razy w tygodniu juz od 3 lat plus basen 1 w tygodniu, lubie sprawia mi to satysfakcje .Kilka razy proponowano uczestnictwo w jakis biegach (mieszkam w malym miasteczku wiec ludzie mnie znaja i widza biegajaca) ale ja nie chce lubie biegac sama z moja muzyka i czuje sie szczesliwa.Czasami ktos sie mnie pyta jaki mam czas ile km( biegam krotkie dystransy 7-10 km) i mowi zobaczysz potrenujesz bedzie lepiejwink)) Ale dla mnie jest to wystarczajaco nie mam ochoty pobijac zdanych rekorodow biegne bo lubie.Nie sadze zebym byla jedyna na swiecie.Teraz akurat mam dolek bo doleczam zakrzepice i mam od miesiaca zakaz biegania ale juz w grudniu wracamsmile))


                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:31
                      Marianna wiec jestes wyjatkiem, ktory potwierdza regule, bo wszyscy regularni biegacze wczesniej czy pozniej w jakims biegu wezma udzial, czasami wystarczy raz, czy dwa pozniej wciaga jak narkotyk.
                      Ja tak przez 4 lata biegalam, ale zaczela mi powoli motywacja siadac, wiec zapisalam sie na bieg i wessalo mnie.
            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:26
              Cytat Czy pobicie rekordu sportowego samo w sobie przynosi komukolwiek coś dobrego oprócz satysfakcji, że jest się jeszcze lepszym, a w szczególności lepszym od innych?
              nawet nie masz pojecia ile satysfakcji przynosilo i w dalszym ciagu przynosi, i teraz mowie wylacznie o sobie. O bicie tych SWOICH rekordow, nie dlatego zeby byc lepszym od innych, tylko zeby byc lepszych od siebie sprzed roku, sprzed paru miesiecy. DLA mnie doswiadczenie bezcenne i nikt nie przekona mnie, ze jest inaczej bo przezywam to na wlasnej skorze i cholernie mi z tym dobrze big_grin
              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 20:14
                Wierzę, że to przynosi satysfakcję. Pytałam co dobrego oprócz Twojej osobistej satysfakcji to przynosi?

                Zresztą zostawmy Ciebie - Ty przynajmniej na pewno robisz to na własne życzenie i jesteś świadoma konsekwencji.

                Wróćmy do dzieci, które są nakłaniane, namawiane przez rodziców do uprawiania sportów w klubach sportowych, gdzie chcąc nie chcą muszą rywalizować z innymi. Oczywiście pływanie, jak w przypadku Twojego syna jest, o ile wiem, stosunkowo mało kontuzyjnym sportem, więc przynajmniej jest niewielkie ryzyko, że stanie mu się krzywda, ale gimnastyka artystyczna dla siedmioletniej dziewczynki, która płacze i ma objawy somatyczne z lęku przed bólem? W imię czego?
    • gaskama Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 15:35
      Jestem za szeroko pojętym dzieciństwem. Jako dziecko mieszkałam za granicą. Chodziłam do dwóch szkół. Polska byłą w weekendy. Wiele lat życia bez żadnych wolnych dni. Dodatkowo chciałam uprawiać sport wyczynowo. Rodzice się nie zgodzili. Myślę, że to była dobra decyzja. Koleżanka, która zdecydowała się na zmianę szkoły wróciła do "normalnej" szkoły po 7 latach jako fizyczny wrak człowieka.
      Ja generalnie jestem przeciwko wyścigowi szczurów. Mówię synowi, że ma się koncentrować na ludziach, na życiu, na nauce przez obserwacje. Jeśli chce, to może w życiu próbować różnych rzeczy, ja będę mu pomagała w poznawaniu świata.
      Wyjątek: jeśli dziecko samo bardzo chce (a to się zdarza), to pozwoliłabym na realizację pasji. Ale ja staram się jak najmniej wymagać. To może wynikać ze specyfiki mojego dziecka. Nie wiele muszę od niego wymagać JA, gdyż on sam od siebie dość dużo wymaga.
      • myelegans Re: Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 15:41
        Najwieksza pasja 90% + dzieci jest ... czas spedzony przed kompem, mowimy tu o tych, nad ktorymi rodzice juz nie maja takiej kontroli, gimnazjalisci, licealisci.
        Pokaz mi jaki odsetek, tychze w Polsce uprawia sport nawet amatorsko, ilu mlodych ludzi biega, gra w ligach zespolowych, sciga sie, no robi cokolwiek sportowego REGULARNIE, 4-5 dni w tygodniu? 5%?
        Pomiedzy treningami 2 razy dziennie, a rekreacyjna jazda na rowerze kilka razy latem, jest duze, niewykorzystane spektrum, efektem sa utyci dorosli, ktorych jedyna aktywnoscia fizyczna jest przerzucanie kanalow w TV.
        • gaskama Re: Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 15:51
          Szczerze mówiąc, nie siedzę w temacie sportu. U syna w klasie na 10 chłopców tylko 4 nie trenuje czegoś regularnie. Trzech trenuje codziennie piłkę nożną + weekendowe zgrupowania, jeden codziennie pływanie + weekendowe zjazdy, trzech ma 3 razy w tygodniu judo + weekendowe zawody. Mój nic nie trenuje. Ale mnie nie chodziło tylko o sport, tylko właśnie o "wymagania czy dzieciństwo". W moim otoczeniu bardzo wiele dzieci ma dodatkowe pozaszkolne zajęcia CODZIENNIE, dodatkowe języki, sport, uniwersytet dziecięcy, pianino itd. I piszę tu o dzieciach ze szkoły podstawowej. Mnie ten model nie odpowiada. Ale to nie znaczy, że jest zły. Po prostu mnie nie odpowiada.
          • ewa_mama_jasia Re: Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 19:53
            Zapytam głupio - a kiedy te dzieci mają czas na odrabianie lekcji, na naukę? Rozumiem, ze jest to przynajmniej starsza podstawówka, jeśli nie wyżej. Tyle się czyta na temat dużej liczby lekcji, długiej nauki własnej.
            • majenkir Re: 21.11.13, 01:41
              ewa_mama_jasia napisała:
              > Zapytam głupio - a kiedy te dzieci mają czas na odrabianie lekcji, na naukę?


              Kwestia organizacji. Moja corka (8 klasa) ma szkole od 7:30 do 14:30, 16 godzin baletu tygodniowo I czas na wszystko. Moj syn z kolei ma 1.5 godziny koszykowki + mecz w sobote I czas mu normalnie przelatuje miedzy palcami.
              • pearlinee Re: 21.11.13, 07:03
                dzieci trenujące coś mają dobrze zorganizowany czas. Moja córka odrabia na świetlicy. Lekcje kończy zawsze o jednej godzinie - 12.30 , idzie na obiad wraca i odrabia. Dopiero na trening. Wracamy do domu o 19 to jeszcze koleżanka jej z osiedla wpada do niej na chwilkę i się bawią. A w sobote i neidziele po godzince dziennie doskonalimy czytanie, pisanie i co tam trzeba przećwiczyć. Jedna z dziewczynek z klasy mojej córki - (zawodniczka startująca już w zawodach międzynarodowych, ma najwięcej treningów bo też w weekendy), wzięła udział w badaniu dotyczącym tego, ile dziecko czasu poświęca na odrabianie lekcji, naukę i jakie ma wyniki. I okazało się że ona miała zdecydowanie najwięcej zajęć pozalekcyjnych ze wszystkich 30 badanych dzieci, a poświęcała na odrabianie lekcji więcej czasu i miała lepsze wyniki niż pozostałe, w tym te które nie mają wogóle zajęć dodatkowych.
                • pearlinee Re: 21.11.13, 07:18

                  i z moich obserwacji - jeśli dziecko trenuje wyczynowo, warto je wysłać do szkoły sportowej, bo to ułatwia życie i dziecku i rodzicowi. Klasa mojego dziecka liczy 19 osób a rodzice są super zgrani. Dwa razy w tygodniu na trening wozi je wszystkie pracownik świetlicy i przywozi z powrotem do szkoły, wychowawczyni wie że np musi je wszystkie przypilnować, żeby zjadły cały obiad, każda musi brać z bufetu sałatkowego minimum dwie surówki do obiadu. Na dodatkowe treningi wozimy dzieci my rodzice - na zmiany. Każda mama to ciocia. Dzieci wiedzą, że nawet jak jadą z ciocią właśnie, to mogą liczyć na pomoc w ubraniu, niesieniu plecaka.Ten kto jedzie z dziećmi zawsze ma dla nich jakieś łakocie i po drodze zajadają. W szatni jest stół, krzesła i przed treningiem jest sprawdzanie kto co odrobił na świetlicy a jak nie ma odrobionych lekcji, siadają i odrabiają a te co odrobiły pomagają. Dziś przy śniadaniu córka zapytała czy ona by nie mogła na łyżwy jeszcze chodzić (mają w klasie łyżwiarki). Wiadomo że ona sobie nei zdaje sprawy że doba ma tylko 24 godz i nie da się wszystkiego pogodzić, ale z jej prośby wnoszę że jakaś przepracowana nie jest wink
                • wuika Re: 21.11.13, 11:55
                  Najwięcej czasu na zajęciach dodatkowych, najwięcej czasu przy zadaniu domowym. A czas wolny? Czas nic nierobienia? Czas na machanie nogą w bucie i włóczenie się po mieszkaniu / podwórku / lenistwo? A nie, zapomniałam, że dzieci lat 6-7-10 to doskonale wiedzą, że taki czas jest im po prostu zbędny i sobie organizują wszystkie możliwe zajęcia.
                  • pearlinee Re: 21.11.13, 12:13
                    wuika napisała:

                    > Najwięcej czasu na zajęciach dodatkowych, najwięcej czasu przy zadaniu domowym.
                    > A czas wolny? Czas nic nierobienia? Czas na machanie nogą w bucie i włóczenie
                    > się po mieszkaniu / podwórku / lenistwo? A nie, zapomniałam, że dzieci lat 6-7-
                    > 10 to doskonale wiedzą, że taki czas jest im po prostu zbędny i sobie organizuj
                    > ą wszystkie możliwe zajęcia.


                    badania dotyczyły tego jak treningi wpływają na naukę. Nie na czas wolny. ALe odpowiem Ci. O 19 wracają do domu, do 21 mają czas na łażenie, nudzenie, dłubanie w nosie. O 21 są w łóżkach do 7 większość śpi - moja ostatnio do 6.30. 10 godzin snu, myślę wystarczajaco. W szkole odrobienie lekcji na świetlicy zajmuje im z górą 30 minut, potem do 15,30 robią co chcą. O 15.30 wyjazd na trening trwa on do 17.30. No i są weekendy. Bo nawet jak dziewczynka ma trening w weekend to od 9-11 więc jest cała masa dnia na nudę. A co z dziećmi które siedzą do 18 na świetlicy, bo rodzice tak pracują? Też są w domu codziennie na 19 i na świetlicy albo coś porobią mądrego albo oglądają bajki. I jak tu czytam, większość się deklaruje, że ich dzieci chodzą na balety, tańce, baseny angielskie. No to też z całym szacunkiem czas zajmuje.
                    • bri Re: 21.11.13, 12:32
                      O, wow - dwie godziny na kolację, kąpiel i całą resztę domowej logistyki oraz przebywanie z rodziną. Miodzio. No i dobrze, że tak mało im zadają, i że nie ma żadnych lektur do czytania.
                      • pearlinee Re: 21.11.13, 12:54
                        w I klasie lektury do czytania? W Listopadzie? Mało im zadają bo przy 19 osobach w klasie pani się wyrabia z programem na lekcji. A odpowiedz mi, nie znasz dzieci, których rodzice pracują? O której te dzieci wychodzą ze świetlicy? Przedszkola? a jak chodzą na dwie zmiany do szkoły? Albo trzy? Serio myślisz że szystkie wracają do domu o 15.30 i czeka na nie pachnąca pomidorowa? Jak bym nie pisała że mała trenuje, tylko że z mężem tak pracujemy a dziecko jest na swietlicy/z nianią to by nie było oburzenia. Ale wam solą w oku ten sport i będziecie się czepiać do ostatniej krwi.
                        • wuika Re: 21.11.13, 12:58
                          Dziecko, które spędza czas z nianią / na świetlicy nie ma ściśle zaplanowanej każdej minuty raczej. I generalnie, jak cały dzień spędza poza domem, to się go raczej żałuje, że takie biedniutkie i w ogóle wink a nie pochwala taki stan rzeczy. Bo nie chodzi tylko czas z rodziną, ale czas poza obowiązkami, poza szkołą, robieniem lekcji, codziennymi treningami. Ile tego jest?
                          • pearlinee Re: 21.11.13, 13:06
                            w ramach hobby chodzi na fasolinki, gdzie śpiewają przebierają się itp. To jest jej hobby. Dwa razy w tygodniu ma tam zajęcia. Kończą się one o 18, wracamy ok 19.30 do domu. Kolację ja wcześniej przygotuję, więc jemy razem, potem albo przychodzi koleżanka -sąsiadka i się bawią, albo gram z nią w farmę , ogląda ze mną zawsze na kompie powtórkę masterchefa, ogląda bajki. Kładzie się spać zawsze o 21, wcześniej jej się nie chce. Więc takiego nic nierobienia ma w ciągu dnia 2-2,5 godziny wieczorem. Bardzo często jeśli odbieram tylko ją na trening, to przychodzę po nią ok 14 i idziemy na lody, do parku, albo na wystawę zewnętrzną do muzeum wojska bo ona tam uwielbia oglądać samoloty. Albo się szwędamy po empiku, ona sobie wybiera jakieś wyklejanki. Naprawdę lepiej jest jak dzieciak wraca do domu i ogląda bajki? Bo nie iwerzę że wszystkie jematki zapewniają dzieciakowi twórcze spędzanie czasu po lekcjach
                            • bri Re: 21.11.13, 13:21
                              Jak Wy mieścicie 2-2,5 h miedzy 19:30 a 21:00? Czy ja nie potrafię liczyć, bo mi wychodzi tylko półtorej godziny. Wliczasz czas spędzony w samochodzie?

                              Bo nie iwerzę że wszystkie jematki zapewniają dziec
                              > iakowi twórcze spędzanie czasu po lekcjach

                              Taka niespodzianka: dzieci w wieku szkolnym same sobie zapewniają twórcze spędzanie czasu po lekcjach. Moja córka pisze książkę o pieskach. Cały pokój ma obwieszony różnymi dziełami plastycznymi. Przygotowuje nam wymyślne desery wg własnego pomysłu. I ja nic jej nie musiałam organizować w tym celu.

                              Wozisz córkę na te zajęcia, bo jak jest w domu to jedyne czym chce się zająć to oglądanie bajek? Daj jej się ponudzić. Jak będzie miała czas to nauczy się go wykorzystywać dla własnej przyjemności.
                              • pearlinee Re: 21.11.13, 13:24

                                napisałam że wraca z fasolinek o 19,30 zamiast o 18.30, mój błąd. Fasolinki się kończą o 18 i 30 minut wracamy. W poniedziałki, środy i piątki wracamy najpóźniej o 19(czasem też 18.30, zależy od kolejki) bo trening wprawdzie konczy się 17.30, ale dojazd zajmuje więcej czasu. O tu też spędzam z dzieckiem czas - w kolejkach i tramwajach. Teraz od jakiegoś tygodnia jest faza bawienia się w ukradanie całusów. Wcześniej w literowanie różnych słów. Też to zaliczam w poczet czasu wspólnego.
                        • bri Re: 21.11.13, 13:10
                          > w I klasie lektury do czytania? W Listopadzie?
                          A, to dopiero pierwsza klasa.

                          Sama pracuję i mój mąż pracuje, ale jednak moja córka nigdy do domu o 19:00 nie wracała. Poza tym już ma 9 lat i wkrótce zacznie sama wracać do domu dzięki czemu świetlica nie będzie jej dotyczyć. Poza tym to jednak co innego wracać do domu o 19:00, kiedy nie ma innego wyjścia, a co innego kiedy to nie jest konieczne.

                          Sport dla przyjemności mi kompletnie nie wadzi - to jest odpoczynek. Sport z nastawieniem na poprawianie wyników to praca.
                          • pearlinee Re: 21.11.13, 13:16
                            bri napisała:

                            > > w I klasie lektury do czytania? W Listopadzie?
                            > A, to dopiero pierwsza klasa.
                            >
                            > Sama pracuję i mój mąż pracuje, ale jednak moja córka nigdy do domu o 19:00 nie
                            > wracała. Poza tym już ma 9 lat i wkrótce zacznie sama wracać do domu dzięki cz
                            > emu świetlica nie będzie jej dotyczyć. Poza tym to jednak co innego wracać do d
                            > omu o 19:00, kiedy nie ma innego wyjścia, a co innego kiedy to nie jest koniecz
                            > ne.
                            >
                            > Sport dla przyjemności mi kompletnie nie wadzi - to jest odpoczynek. Sport z na
                            > stawieniem na poprawianie wyników to praca.


                            hahahha a jaka jest różnica między wracaniem z przymusu, a takim że się chce tak wracać? ( bo po raz enty napiszę, moje dziecko chce tam chodzić, bo jak nie idzie to jest ryk) To że Twoje nie wraca o 19 to jst sprawa Twoja daj Boże żeby nie musiało. A jak będzie starsza to wróci i co? Siedzenie w necie będzie w domu bez kontroli?
                            • wuika Re: 21.11.13, 13:17
                              Tak, na pewno. Bo albo dziecko ma zajęty dzień od rana do nocy, albo od monitora się nie da odkleić. Nic pośredniego nie ma.
                              • pearlinee Re: 21.11.13, 13:21
                                a co takie dziecko samo w domu Twoim zdaniem może robić? w domu powtarzam, bo tu batalia o to, że dziecko poza domem zbyt długo przebywa. Bo już zarzuciłaś mi, że nie ma czasu na inne hobby - no to ci powiedziałam że ma, kiedy odrabia lekcje - napisałam kiedy. Kiedy się nudzi - też napisałam. Kiedy wspólnie jemy - napisałam. Kiedy spędza czas ze mną, też napisałam. Co jeszcze?
                          • myelegans Re: 21.11.13, 15:23
                            Cytat Sport dla przyjemności mi kompletnie nie wadzi - to jest odpoczynek. Sport z nastawieniem na poprawianie wyników to praca. AB-SO-LUT-NIE nie. Dla kogos, niezaleznie od wieku, kto ma silna motywacje i drive wewnetrzny to nie jest praca!!!!

                            Moj 9-latek narzeka jak ciezko pracuje majac posprzatac swoj pokoj, albo wyrzucic smieci, albo pomoc tacie w grabieniu lisci i nazywa siebie niewolnikiem. 1.5godzinnego treningu na basenie praca nigdy nie nazwal.
                            Ja mam podobnie, praca, to praca, ale wstawanie o 5 rano podczas maratonowych treninigow zeby zdazyc wcisnac 10km bieg, albo wychodzenie o 7 rano w niedziele, zeby dlugie (20-35km) wybiegania zaliczyc, to pracy nie zaliczam, chociaz przychodze do domu schetana jak kon po westernie.
                            Wszystko to jest wzgledne, dla Ciebie moze porzadne wypocenie sie to jest ciezka praca, dla mnie przyjemnosc i tak, na celu jest poprawienie wyniku. Jego celem tez jest urwanie nastepnych 2 sekund w grzbiecie.
                            Tutaj dzieci trenuja po 2, 3 dyscypliny na raz. Jesienia byla liga pilki noznej, ktora nalozyla sie troche na lige plywacka, na wiosne skonczy sie liga plywacka, i zacznie sie koszykowka. Inni maja hokej, la crosse, baseball, football. W weekend WSZYSTKIE 6 boisk w 50tys miasteczku peka w szwach.
                            Wlasciwie nie znam dziecka, ktore by czegos nie trenowalo. BTW, nie mieszkam w Polsce.
                    • wuika Re: 21.11.13, 12:41
                      Wyszłoby, że dzieci tego wolnego czasu nie mają prawie wcale uncertain Ile wieczorem mają luzu? Ile czasu na wspólne posiłki? Na jakiekolwiek inne hobby poza sportem?
                      • pearlinee Re: 21.11.13, 12:57

                        a jeśłi sport jest hobby? Bo na treningach mają i taniec i akrobatykę i balet. Więc nie tylko wyginanie się. A jeszcze raz zapytam, co z dziećmi które chodzą na dwie zmiany do szkoły? Wy serio myślicie że wszystkie rodziny wracają o 15 do domu i jadają wspólnie obiad? Wspólnie jemy zawsze śniadania i kolacje - kolacja na ciepło. Obiady w weekendy. mało? Dzieci które kwitną do 17-18 na swietlicy są szczęśliwsze? Bo chodzą samopas, albo pani im puszcza bajkę żeby je ogarnąć w jakiś mądry sposób
                        • wuika Re: 21.11.13, 13:00
                          Tak, łażenie samopas (nie mylić z niedopilnowaniem) i czas na odmóżdżające czasem rozrywki / odpoczynek to są rzeczy konieczne dla dziecka. Ono musi mieć możliwość zajęcia sobie czasu samo, ponudzenia się chwilę, kreatywnego poszukiwania czegoś do zrobienia (albo nie zrobienia) na własną rękę. A mówisz o 6-latkach, które są zajęte od rana do prawie nocy.
                          • myelegans Re: 21.11.13, 15:36
                            Rany boskie, wiekszosc dzieci pracujacych rodzicow sa w instytucji przedszkola i swietlicach do 17-18 (tu gdzie mieszkam), wiec sila rzeczy musza byc pod regulaminem i miec zaplanowane. tu sie nie czepiasz, tylko tych, ktore w miedzyczasie maja zorganizowane zajecia, bo czy to trening czy co innego, bedzie to zorganizowane, wiec tego czasu na samopas nie maja.
                      • myelegans Re: 21.11.13, 13:04
                        Histeryzujesz.
                        Dzieci pracujacych etatowo rodzicow wracaja ze szkoly o 17-18 juz z odrobionymi lekcjami, wiec wychodzi na to, ze maja tego czasu wolneto tyle co te trenujace, bo trenujace zamiast w swietlicy sa na treningu
                        • pearlinee Re: 21.11.13, 13:07
                          myelegans napisała:

                          > Histeryzujesz.
                          > Dzieci pracujacych etatowo rodzicow wracaja ze szkoly o 17-18 juz z odrobionymi
                          > lekcjami, wiec wychodzi na to, ze maja tego czasu wolneto tyle co te trenujace
                          > , bo trenujace zamiast w swietlicy sa na treningu


                          ale one tego nie rozumieją, mają swoją teorię i koniec kropka. Jezu ile ja razy słyszę w ciągu dnia od córki że jej się nudzi.....
                        • nangaparbat3 Re: 22.11.13, 00:25
                          myelegans napisała:

                          > Histeryzujesz.
                          Raczej stwierdza fakt.

                          > Dzieci pracujacych etatowo rodzicow wracaja ze szkoly o 17-18 juz z odrobionymi
                          > lekcjami, wiec wychodzi na to, ze maja tego czasu wolneto tyle co te trenujace
                          > , bo trenujace zamiast w swietlicy sa na treningu

                          Jednak w świetlicy powinno być choc trochę czasu na swobodna zabawę - nie odrabiaja tam lekcji przez caly czas. Inna rzeczy, ze świetlica to tez nic dobrego - dokąd dziecko nie moglo samo przebywac w domu, zatrudnialam panią do pomocy, czyli dawną nianię. cenię sobie wlasny czas wolny i uważam, że jeśli tylko mozna, nalezy go sobie i bliskim zapewnic.
                      • myelegans Re: 21.11.13, 15:33
                        Wujka, no dobra, ja ugryze.
                        Szkola 8-14:30 (3 klasa) Ze szkoly tata odbiera o 14:30, przez godzine jeszcze jak jest pogoda na przyszkolnym placu zabaw, albo parku bawi sie z kolegami. Kopia, rzucaje pilke, cokolwiek
                        15:30 - 17:45 w domu - odrabianie lekcji, czytanie, zajmowanie sie swoimi rzeczami: komiksy, budowanie, co tam jest na czasie
                        17:45-19:30 trening
                        pozniej kolacja, znowu jakies przewalanie sie po domu w ramach robienia komiksow, itd.
                        22 zasypia
                        I tak 2 godziny czasu dla siebie to w zupelnosci wystarczajaco w tym wieku. Gdy byla miesieczna przerwa w pilce noznej, a plywanie sie jeszcze nie zaczelo, roznosil nam dom, chodzil po scianach i w domu nie bylo z nim latwo, w szkole jeszcze trudniej. I nijak sie to nie przekladalo na robienie czegos wiecej samodzielnie.
                        Mam egzemplarz, ktory ma ADHD i poziom energii taki, ze nie idzie go zmeczyc. Musialabym z nim codziennie na Rysy wychodzic. NIe zartuje, 50km wycieczki rowerowe z rodzicami w weekend nawet go nie mecza.
                        Potrzebuje wysilku fizycznego, duzego wysilku i regularnego wysilku, ktorego codziennie nie jestesmy w stanie mu zapewnic. Acha, do szkoly i ze szkoly chodzi na piechote 2km w jedna strone.
                        • kanga_roo Re: 21.11.13, 23:38
                          pearlinee napisała tak:
                          Jezu ile ja razy słyszę w ciągu dnia od córki że jej się nudzi.....

                          myelegans napisała tak:
                          Gdy byla miesieczna przerwa w pilce noznej, a plywanie sie jeszcze nie zaczelo, roznosil nam dom, chodzil po scianach i w domu nie bylo z nim latwo, w szkole jeszcze trudniej. I nijak sie to nie przekladalo na robienie czegos wiecej samodzielnie.

                          wiecie, chodzi właśnie o to, że dziecko, które jest bardziej "puszczone samopas" w kwestii organizowania sobie czasu wolnego zwykle się nie nudzi oraz nie roznosi chałupy/świetlicy szkolnej, kiedy ma się zająć samo sobą. oczywiście, czasem efekty dzialalności dzieci potrafią zaskoczyć rodziców, ale działalnośc ta nie ogranicza się bynajmniej do komputera itp. u nas, szczerze mówiąc, bywają tygodnie, kiedy komputer nie jest użytkowany przez dzieci wcale.
                          • nangaparbat3 Re: 22.11.13, 00:31
                            Po części pewnie to wynika z braku "podworek". Po szkole spędzalam praktycznie caly czas do wieczora na dworze, bawiąc sie z dziećmi "z podwórka". Rower, wrotki, piłka, i może najbardziej ulubiony - trzepak. jak bylam ciutke starsza - piaskownica, gdzie gralam "w noza". Nie siedzialam w domu, chyba ze bylam chora.
                            Okazuje sie, że wychowywanie się na blokowisku moze mieć zalety nie do przecenienia.
                            • myelegans Re: 22.11.13, 13:02
                              Nanga, masz absolutna racje, brak podworek, i to, ze nawet gdyby te podworka byly to i tak nie ma sie z kim bawic, bo wszyscy na jakies zajecia po poludniu leca. Taka sie kultura zrobila.
                              Dopiero wieczorem wszyscy na telefonach wisza i sie obdzwaniaja, to nie to samo.

                              Niektorym dzieciom, vide moje, codzienny intensywny ruch jest potrzebny jak powietrze.
                              • bri Re: 22.11.13, 13:27
                                Ta kultura się sama nie zrobiła. Zrobili ją dorośli w imię zwiększania szans swoich dzieci w "wielkiej sztafecie życia", bo dążenie do prześcignięcia innych uważają za życiowy priorytet.
        • bri Re: Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 16:23
          A czemuż to ludzie mieliby koniecznie regularnie 4-5 razy w tygodniu uprawiać sport? Moim zdaniem wszelka działalność sportowa wykraczająca poza tą, którą się wykonuje dla czystej przyjemności to strata czasu. Lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego, co wymaga pracy fizycznej: odśnieżyć chodnik, zagrabić liście, skosić trawę, pozbierać śmieci z ulicy, przynieść zakupy staruszce, iść gdzieś na piechotę zamiast jechać samochodem czy autobusem.

          A już zupełnie absurdalnym jest dla mnie widok ludzi biegnących po elektrycznych bieżniach, jak chomiki w kołowrotku, w dodatku zamiast produkować prąd jeszcze go do tego zużywają.

          • elle_hivernale1 Re: Jestem za dzieciństwem! 20.11.13, 21:16
            Albo stanie godzinę w korku w drodze na siłownię, żeby godzinę poćwiczyć wink
    • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:38
      Niewiele jest rzeczy, których zabraniam w kwestiach tak ważnych jak hobby, pasja itp. Też trenowałam wyczynowo, też wspominam to jako super naukę-naukę życiową-organizacji czasu, radzenia sobie z przegraną, rywalizacji, współpracy, integracji i in. Ale też mam pozostałości fizyczne-przez sport, podobnie jak większość moich rówieśników trenujących ze mną. U mnie to tylko problemy -od lat wyciszone ale kręgarz rozpoznał że pływałam i nawet jakim stylem-z kręgosłupem, charakterystyczna dla pływaczek budowa ( spadek po Tacie wzmocniony przez sport) ale znam masę przypadków osób, u których sa poważne schorzenia-sercowe, zatoki, kontuzje stawów, problemy neurologiczne (łącznie z paraliżem, spiączką w innym przypadku). Bo sport wyczynowy to broń obosieczna, zwłaszcza uprawiany na poważnie, przez wiele lat i wiele godzin. Mam to szczęście , że Starsza uprawia sport-ale para sport- więc jest on dla niej formą rehabilitacji i nie pogarsza stanu zdrowia. Mlodsza mam nadzieję nie będzie zapędów w tym kierunku.
      • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:53
        Guderianka, cale zycie spedzilam wsrod plywakow, bo brat byl kadrowcem i plywal od 5 roku zycia i teraz jako osoby 40+ letnie nie tylko nie maja problemow zdrowotnych, ale jako niewielu w dalszym ciagu sa bardzo aktywni fizycznie: bieganie, basen, rowery, narty uprawiane regularnie, nie z doskoku i na tle rowiesnikow wyrozniaja sie zdrowiem, sylwetka i stosunkiem do zycia wogole.
        Zycie jest kontuzjogenne, wiecej osob z generalnej populacji ma problemy z kregoslupem bo siedza na dupsku przed kompem caly dzien, a pozniej to dupsko pakuja w samochod.
        Populacja wyczynowcow jest generalnie zdrowsza w pozniejszym zyciu. Poza tym wszystko co wspomnialas dyscyplina, radzenie sobie z porazka, organizacja, pokonywanie wlasnych oporow i slabosci jest bezcenna nauka na cale zycie.
        Mlody pokochal plywanie, jest dobry, na treningi 4 razy w tygodniu 1.5 godziny leci z radoscia, chociaz czasami len go lapie, ale wystarczy mu przypomniec jak sie czuje po i zaraz mu przechodzi. Czesto w weekendy musze go jeszcze na basen zabierac. Chociaz jak zaczynal byla walka, gdybym wtedy odpuscila i nie przyparla, zostawiajac do wyboru, to by sobie teraz radosnie po szkole na kompie gral, ale przyparlam, pokazalam, zachecalam i pokochal, jest to juz jego sport, robi sie latwiej, pokonal to, czego nie chcial nawet dotknac, pokonac obawe przed porazka, strach przed startem w duzych zawodach na basenie z pelna widownia i szatnia.
        Dynamika stosunkow w druzynie tez bezcenna, rywalizacja wewnetrzna, ale rowniez rywalizacja z innymi klubami, poczucie przynaleznosci do druzyny, mentoring starszych plywakow. Dla mojego hyperaktywnego dziecka jest to taki pozytywny outlet, ze lepszego byc nie moze. Sukcesy sportowe sa kontrabalansem na szkolne problemy jak sa, bo sa, satysfakcja z poprawy wlasnych wynikow ogromna i ja to czuje, bo tez taka jestem.
        nie wiem w sumie po co to wszystko pisze smile
        • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:59
          Ja się z Tobą zgadzam w kwestii wszystkich tych pozytywów-mi sport dal bardzo dużo- w różnych sferach. Poza rozwojem własnym poznałam masę fajnych ludzi, fajnych miejsc, ale tez dowartościowałam się mogąc pochwalić się swoimi umiejętnościami na akwenach wodnych. Nadal mi to sprawia przyjemność gdy jesteśmy nad jeziorem , ja ide sobie popływać a jak wychodzę wielu patrzy z podziwiem. Nadal lubię ruch, aktywność, myślenie w czasie sportu.
          Ale może wychowałam się wśród ludzi o gorszej kondycji ? Może byliśmy bardziej przetrenowani ? Bo w mojej klasie ponad połowa miała dysfunkcje już w VIII klasie SP> Moja przygoda z pływaniem wtedy się skończyła- po roku w szpitalu w wyniku zaburzen związanych z odstawieniem sportu-ale kariera innych się rozwijala, kilka osób związalo swoje zycie ze sportem, doktoryzując się na AWF. Nota bene koleżanka z którą po latach nawiązałam kontakt, w trakcie habilitacji- przeszła neurologiczny 'udar' i paraliż. Powycinane łękotki, arytmie serca, chore zatoki, krzywe kręgosłupy to był standard -STANDARD-nie tylko w moim roczniku ale również w wyższych/niższych- duża zasługa ciężkiej codzienniej (dwa razy w ciągu dnia)harówy w wieku dojrzewania-gdy układ kostny jest w trakcie kształtowania się i zachodzi masa procesow.
    • ewa_mama_jasia Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 15:46
      Kwestia priorytetów indywidualnych. Jeśli wierzymy w sukcesy dziecka i jego karierę, to będziemy cisnąć aż do bólu. Wzorem rosyjskich czy chińskich rodziców.
      Mojego męża kolega nie zdał matury, bo kiedy był egzamin, miał jakieś koncerty. Koleżanki syn po przedszkolu sportowym i podstawówce, w gimnazjum po zmianie trenera nabawił się nerwicy i musiał zrezygnowac z uprawiania sportu (zalecenie lekarza), co wiązało się automatycznie ze zmianą szkoły, środowiska rówieśniczego, priorytetów (bo w tej szkole poziom nauczania był wysoki jedynie z rpzedmiotów sportowych) itp.
      Ja mam inne priorytety. Nie postawię wszystkiego na jedną kartę. Nie bedę dziecka katowała codziennymi treningami czy ćwiczeniami, bo zbyt prawdopodobne jest, że to się w ogólnym rozrachunku "nie opłaci". Ćwiczeń (sportowych, artystycznych) - 10, 15, 20 lat tylko po to, aby przez kilka lat błysnąć. A niech się przydarzy jakakolwiek powazna kontuzja, reszta życia sp... ona i trzeba sobie nagle szukać innego pomysłu na resztę życia.
      Moje dziecko jest rodzinnie obciążone z dwóch stron talentem muzycznym - dopiero teraz pozwoliłam na lekcje muzyki. I z zastrzeżeniem, ze jeśli nie będzie ćwiczył, to go wypisze. Ma elastopatie, więc podejrzewam, że gdybym zapisała do jakiejś drużyny gimnastycznej, miałby przy odpowiednim treningu wyniki.
      Ale wole, zeby się wykazywał w nauce. A sport czy muzyke, może uprawiać rekreacyjnie. Na tyle żeby być sprawnym czy grać na rodzinnych imprezach (tudzień ewentulanie z kolegami) a nie na tyle żeby startować na olimpiadzie czy grac w filharmonii.
      Czyli sport i muzyka - ale jako dodatek do innych umiejętności czy kwalifikacji a nie zamiast nich.
      ,
      • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:01
        10, 15, 20 lat tylko po to, aby przez kilka lat błysnąć

        Tu się mylisz-bo pozytywy są na całe życie- w osobowości, higienie życia
      • naplaze Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:18
        A sport czy muzyke, może uprawiać rekrea
        > cyjnie. Na tyle żeby być sprawnym czy grać na rodzinnych imprezach (tudzień ewe
        > ntulanie z kolegami) a nie na tyle żeby startować na olimpiadzie czy grac w fi
        > lharmonii.

        Z takim podejściem można uzdolnionemu człowiekowi odebrać najbardziej fascynującą rzecz, jaka go może w życiu spotkać. Hobbistyczne pogrywanie na imprezach rodzinnych zamiast profesjonalnej kariery muzycznej? Nie wiesz, co mówisz. Ludzie uzdolnieni, którzy są skazani na amatorstwo - z braku odpowiedniego warsztatu - cierpią nieporównywalnie bardziej, niż ci, którzy musieli przez cała szkołę bez przekonania odbębniać gamy i pasaże.
    • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:00
      Raczej nie mam oporów, żeby dziecko nakłaniać czy namawiać do robienia masy rzeczy, których moim zdaniem powinno się nauczyć czy wyćwiczyć (czytanie, pisanie, liczenie, codzienna samoobsługa, język angielski, jazda na rowerze, pływanie itd.), ale to wszystko odbywa się bez zadawania dziecku fizycznego bólu, a i psychiczny staram się minimalizować, jeśli się pojawia.

      Natomiast sport to jest jednak coś szczególnego. Nie rozumiem kompletnie idei tzw. sportowej rywalizacji. Jest to moim zdaniem zupełnie bezproduktywne zjawisko, które unieszczęśliwia znacznie więcej osób niż uszczęśliwia. Osoba, która tak się cieszy ze zwycięstwa nad innymi ludźmi, że nawet ból rwanego wiązadła jej nie przeszkadza ma moim zdaniem skrzywioną psychikę. Rywalizacja to nic dobrego. Żeby jeszcze chodziło o zjawisko, które przynosi jakiś pożytek społeczeństwu, ale sport wyczynowy szczególnie w tak karykaturalnej formie w jakiej występuje obecnie (doping nielegalny i legalny) stanowi jedynie rozrywkę i to dla niektórych.
      • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:02
        Rywalizacja to nic dobrego. Żeby jeszcze chodziło o zjawisko, które przynosi jakiś pożytek społeczeństwu, ale sport wyczynowy szczególnie w tak karykaturalnej formie w jakiej występuje obecnie (doping nielegalny i legalny) stanowi jedynie rozrywkę i to dla niektórych.

        Rywalizacja zaczyna się już na etapie żłobka i trwa do końca życia. Kwestia tego czy człowiek sobie z nią poradzi czy pójdzie na terapię/zacznie pić/ćpać /iteper
        • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:06
          Przede wszystkim uważam za nadużycie takie zaplanowanie dziecku życia, aby żyło tym, co rodzicom wydaje sie dobre, nawet , jeśli kompletnie nie ma na to ochoty. Innymi słowy, rodzice, którzy uważają, ze dziecko musi uprawiać jakiś sport, jak najbardziej mogą cisnąć, aby dziecko chodziło na basen. Ale nie mają prawa zaplanować sobie, ze dziecko ma zostać mistrzem i wobec tego ma cały czas poświęcić pływaniu. Bo to nie ich życie. Co innego, gdy dziecko samo chce - i wtedy należy pilnować, a może nawet przez krótki czas zwątpienia u dziecka cisnąć, aby nie przerywało. Ale odpuścić w momencie, gdy dziecko ma naprawdę dosyć, choćby miało talent.
          No i jednak widzę problem z tymi treningami, co były w młodości takie fajne i usystematyzowały życie i nie żałuje się żadnej godziny. Bo mam czasem wrażenie, ze jednej rzeczy te treningi nie nauczyły - ze czasem równie ważną umiejętnością, jak umiejętność wytrwałej, systematycznej pracy, jest umiejętność odpuszczenia sobie. I własnemu dziecko.
        • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:10
          > Rywalizacja zaczyna się już na etapie żłobka i trwa do końca życia. Kwestia teg
          > o czy człowiek sobie z nią poradzi czy pójdzie na terapię/zacznie pić/ćpać /ite
          > per

          Ja wiem, że takie jest powszechne przekonanie, ale tak wcale być nie musi. Z tego przekonania wynika mnóstwo nieszczęść jakie są udziałem ludzi.
          • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:12
            to nie przekonanie-ale fakt
            normalny w stadzie jakim jestesmy
            • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:16
              Nie wiem czy normalny - bardziej pasuje powszechny. IMHO rywalizowanie tak pojmowane jak to, co Ty opisujesz to raczej choroba. Ludzkość odniosłaby ogromne korzyści, gdyby ludzie przestali ze sobą rywalizować, a zaczęli współpracować.
              • majenkir Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:26
                IMO to wlasnie dzieki rywalizacji ludzkosc ewoluuje.
                • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:29
                  Tak, ale nie wszyscy są stworzeni do rywalizacji - no i rywalizacja powinna być własną decyzją, a nie byc wymuszana przez rodziców.
                • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:31
                  Nie wiesz jak szybko by ewoluowała gdyby ludzie zaczęli współpracować, bo niestety jeszcze nigdy w historii to nie nastąpiło... To jest po prostu jedyne co znamy. Różni guru i prorocy próbują nam powiedzieć, że kochaj bliźniego jak siebie samego, że jesteśmy jednością itd., ale jak widać nie bardzo się te apele przedzierają do powszechnej świadomości.

                  Może globalizacja i umieranie Ziemi dopiero nas przekona, że nasze przetrwanie zależy od tego czy nauczymy się pracować razem dla wspólnego dobra, zamiast brać pod siebie ile się da, żeby tylko wygrać i mieć najwięcej, najszybciej i najlepiej uncertain
                  • majenkir Re: 20.11.13, 16:35
                    bri napisała:
                    > Może globalizacja i umieranie Ziemi dopiero nas przekona, że nasze przetrwanie
                    > zależy od tego czy nauczymy się pracować razem dla wspólnego dobra, zamiast bra
                    > ć pod siebie ile się da, żeby tylko wygrać i mieć najwięcej, najszybciej i najl
                    > epiej uncertain


                    Szykujesz sobie speech na wybory Miss? wink
                    Nie jestem gotowa na ten kaliber. My tu o malej dziewczynce, ktora nie chce sie rozciagac wink.
                    • bri Re: 20.11.13, 16:41
                      Ale to jest wszystko powiązane. Ludzie w ogóle nie biorą pod uwagę, że nie ma nic dobrego w tym, żeby chcieć za wszelką cenę wygrywać z innymi. W tym właśnie rzecz, że od małego się dzieci uczy, że muszą rywalizować z innymi (innymi słowy walczyć z innymi), że to jest jedyny sposób na życie. A potem zdziwienie, że chamstwo na drogach, że ludzie idą po trupach do celu, że kopią pod sobą dołki w miejscu pracy, że wyzyskują innych itp. W sporcie wyczynowym liczy się zwycięstwo - nie ważne osobiste straty z tym związane, nie ważne, że masę ludzi musiało przegrać, żebym ja mógł wygrać, nawet uczciwość nie jest ważna (ważne, żeby nie zdyskwalifikowali - jeśli się odpowiednio oszuka to jest git). Ludzie są tym przymusem rywalizowania tak zatruci, że nawet im do głowy nie przychodzi, że to nie ma sensu.
                      • guderianka Re: 20.11.13, 17:40
                        nie rozumiem dlaczego"rywalizacji" nadjecie tylko pejoratywne znaczenie
                        podobnie jest ze słowem "poświęcać się"
                        dopisujecie swoją ideologię na podstawie własnych doświadczeń zamiast na proces szerzej
                        vilez-to Ty chyba ostatnio pisałaś o pewnej zasadzie ?
                        • guderianka Re: 20.11.13, 17:41
                          przepraszam
                          miało być brie, vilez pisała o pewnej zasadzie ostatnio..
                          • guderianka Re: 20.11.13, 17:42
                            przepraszam wink-bri smile
                        • bri Re: 20.11.13, 21:04
                          > nie rozumiem dlaczego"rywalizacji" nadjecie tylko pejoratywne znaczenie

                          Bo moim zdaniem rywalizacja to zjawisko negatywne.
            • vilez Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:42
              Rywalizacja może przyjąć fatalny rozmiar. I jak ktoś lubi rywalizacje jako taka, to mi się czerwona lampka zapala.
              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 16:45
                Mi jest takich ludzi żal. Czy jakaś gra czy sport może być nadal zabawą, jeśli robi się to dla wygranej? Albo robimy coś dla przyjemności i wtedy przestajemy to robić, kiedy przestaje nam to sprawiać przyjemność, albo robimy coś dla wygranej i wtedy nie ma że boli, trzeba się męczyć nawet jeśli kompletnie nie mamy na to ochoty.
                • szamanta Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:09
                  bri -W sporcie ból i zmęczenie jest nieodzownym elementem, to będzie towarzyszyć zawsze. Albo to się lubi i akceptuje ,albo nie. Sport w tym regularne ćwiczenia nie są dla każdego , absolutnie nie każdy do tego się nadaje. Uczestnictwo w treningach musi dziecku sprawiać przyjemność, nie ma być karą, decydując się na realizowanie takich a nie innych pasji masz zobowiązanie (to jest informacja dla dziecka) . Na treningach trzeba dawać z siebie ile się da. Współzawodnictwo jak i rywalizacja to podstawa . Tak poza tym sport świetnie dyscyplinuje dzieci , moje gdy mają ciut dłuższą przerwę w treningach już im szajba odwala, od razu da się zauważyć ,że dyscyplinę zatracają, gdy nie mają wycisku smile
                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:18
                    Współzawodnictw
                    > o jak i rywalizacja to podstawa

                    OK, myelegans się nie odzywa, więc może Ty mi wytłumaczysz co jest takiego wspaniałego w rywalizacji i współzawodnictwie? Czy jak Twoje dziecko postanowi, że musi wygrać w konkursie na liczbę posiadanych elektronicznych gadżetów to też mu piątkę przybijesz i krzykniesz "brawo synu, rywalizacja to podstawa!"?
                    • szamanta Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:40
                      Z całej wypowiedzi tylko te zdanie wyłapałaś bri? Nie piszemy o kolekcjonerstwie elektroniki zaś o sporcie. Sport ma swój specyficzny charakter i klimat, jedne dziecko zupełnie i całkowicie się do tego nie nadaje , innemu jak najbardziej przypasuje jak ulał.
                      Nie miej do mnie pretensji ,że sport jest rozpatrywany przez pryzmat współzawodnictwa i rywalizacji(albo to zaakceptujesz albo nie)- to nie wyklucza dobrej zabawy, ale tez bez wysiłku, determinacji i wkładu pracy w swoje pasje się nie obejdzie.
                      Dlatego pisze, ze to nie jest dla każdego ,stanowczo wiem, że nie każde dziecko ma zamiłowanie do dysc.sport, nie każdego kręcą te klimaty.To dziecka mają być ambicje, ma to być traktowane jako rozrywka, ale sumienna prace trzeba w to włożyć
                      Jeden bierze udział w konkursie plastycznym i stara się jak najlepszą prace zrobić by wygrać i zostać docenionym, wyróżnionym, a w sporcie na zawodach tez dajesz z siebie wszystko na ile cię stać.
                    • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:44
                      Może ja powiem ?
                      Mi to daje Powera-to ogromna motywacja, lubię walczyć ze sobą i z innymi, daje to kopa energetycznego, pozytywny zastrzyk energii a jeszcze jeśli się przy tym wygra- ze sobą, z kimś innym, cos- to jest po prostu przyjemne, sprawia fizyczną i psychiczną przyjemność smile
                      Sprawia, że zmysły i ciało są na maksymalnym poziomie, wszystko się wyostrza, inaczej dostrzega się świat otaczający, następuje koncentracja na własnym ciele.
                      trudno wyjaśnić-trzeba poczuć wink
                      • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:39
                        No nie wiem. Miewam wszystko wyostrzone na maksymalnym poziomie w pracy, żeby sprostać zadaniu, i fakt, to bywa przyjemne, dodaje energii. Ale walczyc z sobą? Zdarzalo mi sie podejmować trudne fizyczne wyzwania, na granicy moich mozliwości, zwlaszcza w gorach, ale nigdy nie postrzegalam tego jako walki czy z sobą, czy z gorami, czy z innymi wspinającymi się. Szczególnie pomysl walki z soba jest dla mnie niepojęty - bo niby kto i z kim tutaj walczy?
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:50
                          Nanga, trudno to wytlumaczyc tak, zeby sprzedac jak trzeba. Moze to jest cecha psychiki i osobowosci.
                          Ja sie potrafie podczas biegu zarznac to tego stopnia, ze rzygac sie chce, nogi wrzeszcza na Ciebie, pluca rzeza, glowa wierzga, a sama sobie obiecujesz, ze to ostatni raz, dopoki nie przekroczysz linii "finish" i spojrzysz na swoj czas i ze urwalas 3 minuty z polmaratonu. Przychodzisz do domu i zaczynasz planowac nastepne zawody.

                          Bieglam kiedys w maraton w ponad 30stopniowym upale, od 35 km skurcze zaczely wyginac mi prawa noge do srodka, piana z pyska szla, wtedy wchodzisz w inna strefe swiadomosci, nie przychodzi nawet do glowy zejsc z trasy, odmawiasz zdrowaski, chociaz jestes niewierzaca, recytujesz wierszyki z przedszkola, powtarzasz mantre "umysl nad cialem" i konczysz i musi Cie ktos na meta podtrzymac, bo skurcze nog sa takie, ze nie dasz rady chodzic.
                          NIektorzy zrozumieja, niektorzy nie, ale tak juz jest.... Poza tym pomaga nabierac perspektywy do zycia smile
                          • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:13
                            Nie rozumiem, fakt.
                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:44
                            Ja doskonale rozumiem, że można się wkręcić w sport i uwielbiać ruch. Nie o tym piszę. Chodzi mi tylko i wyłącznie o aspekt rywalizacji, który ma bardzo daleko idące konsekwencje.

                            Uważam, że gloryfikowanie rywalizacji sportowej jest złe, bo w samej rywalizacji nie ma nic szczególnie dobrego. Zapewnia tylko sztuczną podnietę ludziom, którym się uda w nią wystarczająco zaangażować.
                            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:51
                              ale to jest tylko Twoje zdanie. Zycie pokazuje, ze tak nie jest. Rywalizacja czy jest swiadoma, czy nie, jest WSZEDZIE, od przedszkola przez cale zycie zawodowe, bo taka jest natura ludzka.
                              Rywalizacja, czy konkurencja, ktora jest forma rywalizacji napedza postep techniczny, medyczny, innowacyjny, bo tak sie po prostu robi przy okazji pieniadze, a pieniadz kreci swiatem, czy sie ktos z tym zgadza czy nie.
                              Rywalizacja sportowa w mlodym wieku moze byc dobrym wprowadzeniem do konkurencji w zyciu zawodowym, do wiekszej odwagi, itd. Ci ktorzy rywalizacji (albo konkurencji) sie boja, albo jej unikaja, wybieraja zawody, ktore sa mniej konkurencyjne, jezeli beda w tym szczesliwi to chwala im, wielu nie jest...
                              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 20:39
                                To jest nie tylko moje zdanie. Może i taka jest ludzka natura, ale ludzie mogą nad swoją naturą panować.

                                > Rywalizacja sportowa w mlodym wieku moze byc dobrym wprowadzeniem do konkurencj
                                > i w zyciu zawodowym, do wiekszej odwagi, itd.

                                Równie dobrze ta sportowa rywalizacja w młodym wieku może być wprowadzeniem do poczucia porażki, świadomości, że się zmarnowało młodość, poważnych defektów fizycznych, problemów psychicznych, trudności w odnalezieniu się w dorosłym życiu, gdzie nie ma trenera, który mówi co robić i sztywnego grafiku zajęć, itp.

                                Nie zapominaj, że wygrywają tylko nieliczni. Na każdego zwycięzcę przypada wielu przegranych - tak jest w każdym konkursie i dzieci, które się stawia do konkursu są tego doskonale świadome. Wspaniale jeśli się jest zwycięzcą (o ile potrafimy w sobie zagłuszyć współczucie wobec przegranych) i dopóki jest się zwycięzcą. Jak się zachowuje trener, jeśli ktoś przegrywa? Poklepuje po ramieniu i pociesza? Raczej nie. Każe więcej pracować, zmienić dietę itp. A co się dzieje w sytuacji, kiedy ktoś już nie jest w stanie własnych wyników poprawiać mimo wytężonej pracy? Co by się działo, gdyby ten mały chłopiec, o którym pisałaś nie poprawiał nawet własnych wyników? Jak go pocieszą, kiedy dojdzie do tego etapu?

                                Rywalizacja sportowa nie jest dobra sama w sobie. Sport uprawiany z umiarem tak, ale nie rywalizacja.
                              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 21:20
                                Chciałabym jeszcze podsumować tą dyskusję. Dowiedziałam się tyle, że rywalizacja i ściganie się ze sobą przynosi satysfakcję (o ile ktoś oczywiście się w to wkręci, bo mi np. rywalizacja nie jest zupełnie potrzebna do odczuwania satysfakcji ze sportu). Oczywiście sam sport może również przynosić korzyści zdrowotne, ale do tego rywalizacja nie jest konieczna, a wręcz bywa przeszkodą. A zatem jedyna korzyść z rywalizacji, która została wymieniona to satysfakcja (o ile oczywiście pokonuje się innych lub przynajmniej poprawia własne wyniki).

                                Czy to wystarczy, żeby narażać małe dzieci na ból, upokorzenia związane z przegranymi, strach i inne niedogodności?

                                Czy nie da się czerpać satysfakcji z innych źródeł, np. z aktywności, które oprócz satysfakcji niosą jeszcze jakieś wymierne korzyści?
                                • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:32
                                  upokorzenia związane z przeg
                                  > ranymi, strach i inne niedogodności?


                                  Nie rozumiem skad wzięłaś te upokorzenia ? pewnie stąd, że niewiele wiesz/czujesz w temacie sportu właśnie. Nie ma upokorzeń bo się przegrało-właśnie o to chodzi w sporcie, że nie ma złych emocji, jest radość z tego co się zrobilo, może jakiś żal że nie lepiej ale porażka nie jest czymś złym, nie ma takiego słowa. jest kolejny etap, motywacja by spróbować jeszcze raz. Wzrusza mnie nieodmiennie gdy obserwuję, jak sportowcy przegrani gratulują wygranym-ze szczerością, radoośćią, z uśmiechem się obejmują -tak jest. Bo to, że dzisiaj przegrałam to tylko drobny element sportu, gry, zabawy, wiezi z innymi.
                                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:39
                                    Jasne. Moja najbliższa rodzina prowadzi klub sportowy, w którym często bywam, bo czasem im pomagam i mam okazję widywać emocje i dzieci i dorosłych związane z przegranymi. Dorosły facet potrafi walnąć rakietą o ziemię, a co dopiero dzieci. Motywacja "muszę spróbować jeszcze raz" pojawia się, owszem, u niektórych, ale jako odpowiedź na negatywne emocje związane z przegraną. Gdyby przegrana nie była doświadczeniem negatywnym to nikt by nie musiał starać się bardziej, żeby wygrać.

                                    Gratulowanie wygranym i robienie dobrej miny do złej gry nie znaczy, że się nie przeżywa własnej porażki.
                                    • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:45
                                      Strasznie smutne jest to, jak postrzegasz świat, i to co piszesz-negatywy, porażki, smutek, co za pesymistka
                                      Moje podejście jest kompletnie inne i dlatego się nie zrozumiemy
                                      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:06
                                        Weź się w głowę puknij. Zaprzeczasz oczywistym faktom. Bijatyki między kibicami piłkarskimi to jest przejaw tego cudownego sportowego ducha? Stosowanie dopingu powszechne w świecie zawodowego sportu to jest przejaw fair play? Wiesz, ile ludzi ginęło w początkach formuły 1 - dosłownie umierali po to żeby nie przegrać. Wiesz jak ojciec traktował Agnieszkę Radwańską, kiedy przegrywała? Wiesz jak potrafi być gnojony chłopak, który gorzej niż rówieśnicy biega, gra w piłkę, bije się? Pooglądaj sobie chociażby dziewczynki w podstawówce grające w gumę to zobaczysz jakie cudowne emocje są związane z ustalaniem kto wygrał.

                                        Mnie jest Ciebie szkoda, że nie widzisz innego sposobu na życie niż rywalizacja. Moim zdaniem współpraca jest znacznie lepszym sposobem funkcjonowania, i nie przeszkadza to zupełnie w uprawianiu sportu, a jedynie pozbawia go paru negatywnych elementów. Nadal można biegać, pływać, wiosłować, cieszyć się razem z innymi ze zdobycia jakiegoś szczytu, pokonania trudnego odcinka itp. Po prostu motywuje nas wspólna przyjemność, a nie chęć wzajemnego pokonania się.
                                        • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:11
                                          To Ty się puknij, gdzie ja napisałam że nie widzę innego sposobu na życie niż rywalizacja ? Ty serio masz jakiś problem.
                                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:19
                                            To czemu niechęć do rywalizacji w moim wykonaniu jest Twoim zdaniem taka godna pożałowania?

                                            I, tak mam z tym problem, nie można? Mam dziecko i przykro mi, że jej psychika jest gwałcona od najmłodszych lat zmuszaniem jej do rywalizowania nawet w obszarach, gdzie nie jest to konieczne ze względów instytucjonalnych. Przykro mi, że ludzie kompletnie nie dostrzegają, że dodawanie konkursu do wszelkich szkolnych aktywności powoduje jedynie, że masa dzieci kontestuje pewne aktywności, bo wie, że nie ma szans na wygraną. Że nie dostrzegają, że rywalizacja nastawia dzieci przeciwko sobie, co skutkuje wzajemną agresją.
                                            • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:17
                                              jesteś godna pożałowania -tak napisałam ? ??

                                              przyjęłam do wiadomości że dla Ciebie rywalizacja jest zła-dla mnie nie
                                              A to, że mi Ciebie żal wynika z przebijającego przez Twe wypowiedzi pesymizmu, jakiegoś takiego zgorzknienia, przykro mi że postrzegasz to w takich barwach (gwałt, zmuszanie, agresja)
                                              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:29
                                                To nie jest pesymizm - to jest właśnie realistyczny ogląd spraw. I to nie kwestia mojego postrzegania - to są fakty, które ty po prostu ignorujesz, prawdopodobnie ze względu na zaangażowanie w działanie (mechanizm, który powoduje, że ciężko nam zrezygnować z czegoś czemu poświęciliśmy dużo wysiłku lub zasobów).

                                                > jesteś godna pożałowania -tak napisałam ? ??
                                                Napisałaś, że Ci mnie żal - innymi słowy jestem godna pożałowania czy raczej pewien aspekt mojej osoby (niechęć do rywalizacji).
                                                • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:35
                                                  Dobrze, nazywaj to w ten sposób. Skoro diagnozujesz u mnie mechanizm ignorowania ja diagnozuje u Ciebie mechanizm wypierania-prawdopodobnie ze względu na trudne doświadczenie z przeszłości

                                                  Napisałam, dlaczego mi Ciebie żal. Podobnie jak w przypadku "rywalizacji" nadajesz temu pejoratywne znaczenie i odbierasz jako 'godna pożałowania". Te określenia nie są synonimami
                                                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:48
                                                    Czemu po prostu nie skomentujesz wymienionych przeze mnie negatywnych zjawisk związanych z rywalizacją sportową? Twoim zdaniem bójki kibiców, śmierci i uszkodzenia ciała podczas zawodów itd. nie są warte dyskusji? Nie ma to nic wspólnego z rywalizacją?
                                                  • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 14:44
                                                    Nie komentuję bo wątek (poboczny) jest o rywalizacji w sporcie a nie agresywnych zachowaniach pseudokiboców. Taki burek będzie się bił na meczu, po meczu, w pubie a może nawet w domu.
                                                    Uszkodzenia ciała podczas zawodów-przecież sama pisałam o kontuzjach związanych ze sportem, podając nawet swój przykład. Czytasz wybiorczo czy jak ?
                                                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:58
                                                    Nie jest to żaden wątek poboczny. To jest konsekwencja rywalizacji sportowej, która z kolei jest konsekwencją ogólnego rywalizacyjnego nastawienia do życia. I to nastawienie się gloryfikuje - nie rozumiem dlaczego i wszystkie wypowiedzi w tym wątku mi tego nie wyjaśniły.
                                                  • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:39
                                                    Ok, Ty wiesz swoje, ja myślę swoje.
                                  • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:01
                                    A ja niestety widzę sporo małych dzieci targanych tymi negatywnymi emocjami, dzieci, które płaczą, bo np. zawsze coś robią super, a w tym jednym przypadku na 10 im nie wyszło. A mam porównanie jakieś tam, bo ta nowa szkoła mojej córki jest przecież już kolejnym środowiskiem dla niej, dochodzi jeszcze muzyczna, gdzie są też zajęcia grupowe i widać, jak dzieci reagują na pewne zadania. I tak jak pisze Bri, dorosły potrafi walnąć o ścianę rakietą, a co dopiero dzieciaki - one strasznie przeżywają, dąsają się, nawet płaczą, że im nie wyszło.
                                    Ostatnio młoda miała w szkole konkurs dla klas 0-3, recytatorki, wzięła udział - przeszła przez eliminację klasową, potem odpadła. I naprawdę sporo wysiłku kosztowało mnie wytłumaczenie jej, że ważne jest, że ona po prostu wzięła w tym udział, że pokonała własne słabości - bo jest nieśmiała, mówi cicho, bo denerwuje się publicznymi wystąpieniami. Ale za rok i tak występować nie chce wink. Niemniej ja bardzo chwalę i nagradzam te wszystkie jej wystąpienia, chęci, inicjatywy, bo przy jej konstrukcji psychicznej liczy się w ogóle to, że CHCE.
                                    I prawdę mówiąc, chyba bardziej pedagogiczne byłoby, gdyby np. całe klasy wystąpiły z jakimś niewielkim programem i zaprosiły rodziców - nie byłoby przegranych i wygranych. A ja bym tam z chęcią obejrzała, jak się dzieciaki produkują wink. A dzieci, cóż, nie czują się dobrze, kiedy coś robią, a wyników nie ma.
                                    A co do gratulowania zwycięzcom - cóż, na zajęciach sportowych dzieci uczą się stosownych i odpowiednich zachowań, ale nie wierzę, że tak naprawdę nie odczuwają goryczy porażki. Zwłaszcza, że nagrody i wyróżnienia są tylko dla pewnej części, bo brzydko mówiąc, wyżej tyłka nie podskoczysz.

                                    Z innej beczki, to chyba Olena pisała o systemie szkolnym w Katarze, o tym, że w najmłodszych klasach nie ma konkursów, nie ma więc tej sztucznie podkręcanej rywalizacji. Ona i tak jest częścią życia, tu się zgodzimy, więc nie ma potrzeby dokładać jej nadmiernie.
                                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:58
                                      Cytat statnio młoda miała w szkole konkurs dla klas 0-3, recytatorki, wzięła udział
                                      - przeszła przez eliminację klasową, potem odpadła. itd, itd...
                                      alez to jest swietna szkola zycia, swietna lekcja, w dodatku obok jest wspierajaca i kochajaca mama, ktora pocieszy. W doroslym wieku tego komfortu moze nie byc. I wazne jest, zeby wlasnie sprobowac czegos, przed czym sie wahamy, nie chcemy, po to zeby... miec wybor: nie taki diabel straszny, moze kiedys jeszcze sprobuje, absolutnie nie dla mnie. Ale przynajmniej juz wiem, w TO nie jest dla mnie.

                                      Moj mlody w szkole polskiej NIGDY nie wystapil w konkursies ogolnoszkolnym, pomimo tego, ze nauczenie wierszyka nie powoduje zadnych problemow, i uczyl sie i recytowal te wierszyki w klasie, ale wystapienie samodzielnie przez sala pelna rodzicow przed mikrofonem juz bylo problemem. I od 6 lat sie nie zdobyl i ja nie popycham, ani nie nalegam, zostawiam to nauczycielom. Jak im sie uda to dobrze, jak nie to nie, nie ma dramatu.
                                      Chwale za wysilek, nie za produkt koncowy.

                                      Tak samo w sporcie, nigdy mu nie mowie, zeby cos zlamal, cos poprawil, mowimy, tak jak mowimy w kazdym przypadku. Chcemy tylko, zeby zrobil wysilek, na tyle dobrze, na ile potrafi, wszystko dodatkowe jest "icing on the cake"
                                      • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:17
                                        Zgadzam się i zawsze chwalę córkę za to, że się przyłożyła, że się zdecydowała, tym bardziej, że ma takie akurat predyspozycje psychologiczne, że to nie jest wcale dla niej łatwe. Ale Broń Boziu nie popycham, nie wymuszam uczestnictwa w czymś tam.
                                        Ale - widzę i u niej, i u wielu, wielu innych dzieci, że rozczarowanie jest naprawdę ogromne, jak coś idzie nie tak. Te małe dzieci nie za bardzo jeszcze umieją docenić to, że włożyły w coś pracę, wysiłek, że jakoś tam się udoskonaliły wewnętrznie, choć może nie odniosły mega sukcesu. Dla nich właśnie ta nagroda, to zajęcie miejsca jest niestety istotnym kryterium sukcesu.
                                        Moje dziecko zresztą poszło do klasy I jako 6-latka, w międzyczasie wyszły na jaw pewne dysfunkcje, nauka, koncentracja, wykonywanie poleceń były sporym problemem - i zdecydowałam się na ponowne posłanie córki do klasy I, gdzie jest z rówieśnikami (w poprzedniej klasie był układ większości ponad 7-latków). I to "odpuszczenie", nie wypychanie na siłę do klasy II dziecka, które psychicznie nie było w stanie temu sprostać, okazało się strzałem w dziesiątkę.
                                        Staram się pokazywać córce, że są rzeczy, o które warto walczyć, a są takie, które można odpuścić (jeśli można). Jest to próba zachowania pewnej równowagi, którą się traci, jeśli np. hobby i pasja stają się instrumentem do uzyskiwania coraz wyższych wyników.
                                    • linusia_75 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 08:12
                                      Oczywiście, że dzieci przeżywają porażki.
                                      Oczywiście, że dzieci uczy się pewnych zachowań sportowych i zasad - np. podanie ręki i pogratulowanie zwycięzcy.
                                      Ale to się wzajemnie nie wyklucza - gorycz porażki jest, ale to nie jest złość na przeciwnika, że jest lepszy.
                                      Gratulacje z czasem stają czymś więcej niż wyuczonym gestem - są uznaniem dla umiejętności i zrozumieniem dla wysiłku ile to zwycięstwo kosztowało. Wysiłku przeciwnika, ale i swojego własnego.

                                      A dorosłe życie to ciągłe pasmo sukcesów i porażek.
                                      • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 09:45
                                        Tak, oczywiście, ale uważam, że zwłaszcza te młodsze dzieciaki mają wystarczająco dużo takich sytuacji w codziennym życiu szkolnym, a nawet i przedszkolnym. I nie za bardzo uśmiecha mi się dokładanie kolejnych wymagań, po to, żeby dzieciak odczuwał jeszcze większą presję. Normalne życie w grupie niesie ze sobą wystarczająco dużo tej presji, stresów i rywalizacji, niestety.
                                        I dlatego moje dziecko robi przeróżne rzeczy, a ja dbam o to, żeby wywiązywało się poprawnie z tych czy innych zobowiązań (bo np. skoro gra, to oczywiste, że trzeba poćwiczyć), ale nie przykręcam śruby i nie podnoszę bezustannie poprzeczki.
                                        Znam akurat dość blisko młodą osobę zaniedbaną edukacyjnie przez rodziców już od początku, z wieloma rozmaitymi ambicjami, ale bez jakichkolwiek sensownych efektów. To jest strasznie przykre, bo ta dziewczyna naprawdę nie jest orłem intelektualnym, a co chwilę próbuje coś studiować, uczyć się i rezygnuje po semestrze, zamiast zająć się jakąś sensowną robotą.
                                        I z jednej strony rodzic powinien zrobić wiele, żeby dziecko miało fajny start (np. zaproponować te czy inne zajęcia, nie lekceważyć ewentualnych dysfunkcji czy trudności w nauce) - a z drugiej nauczyć dziecko ODPUSZCZAĆ, bo nie do wszystkiego mamy zdolności.
                                        I lepiej np.chodzić ze 2 razy w tygodniu na taniec dla frajdy niż katować nim ciało codziennie, jak i tak wiadomo, że polegniesz na zawodach.
                          • marianna72 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:48
                            ja tego tez nie rozumiem a poglady bri sa mi bliskie ale nie umiem ich tak ladnie wyartkulowacwink))
                • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:06
                  Ale tu nie chodzi o wygrana z innymi, tylko z samym soba, sprawdzanie wlasnych mozliwosci, narazanie sie na wyzwania, ktore moze chcemy odrzucic, bo nie czujemy sie komfortowo z mysla.
                  Jak wczesniej, biegajac dlugodystansowo od lat, bezkontuzjowo, scigam sie z zegarem, poprawiam WLASNE zyciowki nie cudze. Starzeje sie i z roku na rok zamiast zwalniac, jestem szybsza, w dalszym ciagu sie poprawiam, probuje nowych treningow, nowych trenerow, i sprawia mi to CHOLERNA satysfakcje, dlatego doskonale rozumiem syna, ktorego cieszy rywalizacja z samym soba i z innymi, bo samemu sie poprawia. To nie patologia, tylko chec poprawiania sie i wdrapywania na szczyty, na ktorych sie nie bylo.
                  Bri, widac, ze nie po prostu nie masz tego w sobie, dlatego odrzucasz i wydajesz osady.
                  Bardziej otwartego umyslu zycze.
                  • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 21:02
                    Niestety ja też to w sobie mam - akurat rywalizacja w sporcie i grach mnie nie kręci, ale łapię się na podobnym podejściu w innych dziedzinach. Ale przynajmniej to dostrzegam. Tobie również życzę bardziej otwartego umysłu, który pozwoliłby Ci dostrzec, że rywalizacja sportowa to po prostu jeszcze jeden przejaw rywalizacji obecnej we wszystkich dziedzinach życia - rywalizacji, która przynosi ludzkości same szkody, a korzyści jedynie nielicznym.
                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 21:25
                      Chodzi o to, ze ja rywalizacji jakiejkolwiek sportowej, czy pozasportowej nie uwazam za zlo i juz.
                      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 22:07
                        Zapewne dlatego, że dane Ci było/jest na ogół wygrywać. Osoby, które tyle szczęścia nie mają, na ogół są odmiennego zdania.
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 22:15
                          Niczego nigdy w zyciu nie wygralam, bo niczego nie trenowalam wyczynowo.
                          Z biegow przynosze medale za... uczestnictwo, MIMO tego, ze niczego nie wygrywam sprawdzanie i poprawianie wlasnych wynikow sprawia mi ogromna satysfakcje.
                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 22:20
                            Nie wygrałaś zawodów, ale wygrywasz sama ze sobą, bo jeszcze poprawiasz wyniki. Poza tym pewnie jesteś dość młoda, niebrzydka, masz niezłą pracę, fajne mieszkanie i osiągnęłaś ogólnie pojęty sukces życiowy. Czyli rywalizacja w życiu Ci wychodzi. Nie jesteś na topie, ale znacznie wyżej niż 80% ludzkości.
                            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 22:33
                              Mam 45 lat i zgadza sie caly czas poprawiam czasy i mam tak zamiar jeszcze dlugo. Pewnie za pare lat zaczne sie plasowac z kategoriach wiekowych. Tutaj wiek sprzyja wink
                    • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:34
                      skoro przynosi same szkody to Tobie również szkodzi-w tych innych dziedzinach
                      chyba że jesteś tą jedną z nielicznych która odnosi korzyści wink
                      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:13
                        Tak, mi również szkodzi. Niestety. Fajnie, że się z tego cieszysz - rozumiem, że to przejaw tego sportowego ducha.
                        • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:18
                          ja się cieszę ? OMG wink
                          weź rozepnij bri warkoczyki, boś strasznie spiętawink
                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 11:36
                            Aha, rozumiem - emotikonka z uśmieszkiem była niechcący. Zabrzmiało bardzo "humorystycznie".

                            To jest dla mnie istotny temat. Sorry, ale nie potrafię tego traktować z lekceważeniem i udawać, że w dupie mam, co ludzie o tym myślą.
                            • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:18
                              to było przymrużenie oka, lekkie podejście, żartobliwe-przepraszam, nie wiedziałam, że tak to przeżywasz
        • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:34
          Człowiek może też wygrac w rywalizacji za cenę zniszczonych stawow (w sporcie) czy kompletnego wypalenia (w pracy).
          Nie tylko ten kto ćpa bywa przegrany.
          • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:31
            10/10
        • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:21
          Ale zauważ, że jest różnica między normalnym, a nadmiernym poziomem rywalizacji.
          Wszyscy musimy od małego sobie radzić z tym, że ktoś np. lepiej się ubiera, ma lepsze zabawki/gadżety, dostał lepszy stopień, pochwałę itp. - i to faktycznie dzieje się już na poziomie przedszkolnym. Ale w normalnym życiu jest zazwyczaj tak, że jedno dziecko będzie bardziej wysportowane, inne muzykalne, inne jeszcze bardzo zamożne, inne bardzo towarzyskie itp. itd. I każdy powoli uczy się rozpoznawać swoje mocne i słabe strony, wzmacniać te mocne i nie robić tragedii z tych słabych.
          A w sporcie wyczynowym nie ma zmiłuj... Słabszych wyników nie zrekompensujesz sobie już tym, że ładnie śpiewasz albo masz figurę modelki czy jesteś duszą towarzystwa wink. A dążenie do przeforsowania własnego ciała, przekroczenia własnych możliwości w czasie intensywnego rozwoju i wzrostu organizmu wydaje mi się nieco niebezpieczne.
          • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:25
            o, mądre słowa lily
            wszystko zależy od poziomu rywalizacji
            przy czym pragnę szybko dodać- że sport wyczynowy nie oznacza, że biorą w nim udział sami najlepsi i medaliści. Moja grupa sportowa składała się niczym pirmamida- z różnych ludzi, dobrych, bardzo dobrych, słabszych i przeciętnych. Nie zauważyłam by Ci słabsi byli jakoś zdołowani, smutni itp. Ja sama byłam dobra a w późniejszych latach tylko przeciętna, z 12 miejscem na MP a nie w pierwszej trójce. Co nie zmienia faktu, że widzę ogromne plusy sportu wyczynowego (i minusy też, żeby nie było wink)
            • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:39
              Ja miałam okazję oglądać niestety minusy - i dramat dziewczyny, która w wyniku kontuzji musiała odejść z LO sportowego (zmieniła szkołę na taką, gdzie był wysoki poziom z in. przedmiotów i okazało się, że jest po prostu cienka, bo poza treningami niewiele robiła innych rzeczy). Plus rehabilitacja po kontuzji, całe półrocze zwolnienia z wfu, no i okazało się, że jak osoba uprawiająca dotąd regularnie sport przestała się ruszać, to utyła jak świnka. Więc dodatkowy kompleks dla nastolatki, kiedy jej ciało stało się zdecydowanie ponadwymiarowe.
              Gdzieś jest ta cienka granica między pokonywaniem własnych słabości i nauką wewnętrznej dyscypliny (ogromnie pożyteczne!!!) a zajeżdżaniem własnego organizmu - problem w tym, że to raczej rodzic musi tej granicy pilnować, a nie dzieciak. Bo ten młodszy dzieciak po prostu chce coś fajnego robić i czasem nie zdaje sobie sprawy np. z przeforsowania własnego organizmu (moja córka w poprzednim tyg. płakała np. że z gorączką 40 st. nie może iść do szkoły, i na karate, i do muzycznej wink ). A ten starszy często ma ambicje pompowane przez trenera.
              I u nas z grą na instrumencie też pilnuję tej granicy, żeby kręgosłup się nie krzywił, żeby młoda się nie przemęczyła, bo niestety instrument ciężki i może być przyczynkiem do różnych dziwnych kontuzji. I czniam na to, że pewnie nie będzie koncertować wink.
              • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:48
                Dokładnie, przeżywałam to samo i skończylo się 2 tyg pobytem w szpitalu(przytyłam sporo, pojawiły się problemy z ciśnieniem do tego okres dojrzewania)
                Zgadzam się, że rodzic powinien trzymać rękę na pulsie-ale co innego pilnowanie 7 latka a co innego nastolatka-jego już nie można nie puścić bo byłoby to łamanie woli i charakteru.
                • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 13:04
                  No dobra, a jeśli przykładowo Twoja 12-13 letnia córka wyczynowo biega, pływa, gra w kosza czy co tam jeszcze - dochodzi do zmian hormonalnych, urazów stawów itp. w wyniku intensywnego uprawiania sportu - czy nie uważasz, że masz jednak prawo powiedzieć STOP w pewnym momencie? Właśnie jako rodzic?
                  Dziewuszka, o której wspomniałam, miała urazy, zaniedbywała wiedzę ogólną, co potem miało swoje skutki w innej szkole i na maturze nawet, a w dodatku zadała się z niezbyt ciekawym towarzystwem (dziewczyny przemycały na obozy sportowe alkohol, były dość "chamską" klasą generalnie). Ale rodzice woleli tego nie widzieć, zadziałali dopiero pod presją ostatniej kontuzji, gdy okazało się, że dziewczyna nie może już uprawiać tego sportu, a przynajmniej nie tak intensywnie. A ja bym już wypisała pannę z hukiem w momencie, kiedy jako 15-latka wzięła do walizki wódę dla starszych koleżanek (co zostało wykryte zresztą przed odjazdem grupy wink. Przy takim wyskoku moja córka by po prostu już nie pojechała na zgrupowanie, nawet opłacone.
                  Jak dla mnie, kierowanie się tylko w jedną stronę przez człowieka powiedzmy 7-18-letniego to naprawdę ślepa uliczka. I nieważne, czy pchają go ku temu rodzice czy sam się na czymś "zafiksuje". Poświęcanie multum czasu jednej dziedzinie powoduje ograniczanie się w innych sferach, które mogą w życiu okazać się przydatne.
                  No, chyba, że ... geniusz się trafi wink.
                  • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 14:48
                    Ciężko mi sobie taką sytuację wyobrazić, mam dzieci o innych podejściu i usposobieniu. Również uważam, że całkowite zafiksowanie na jednym punkcie może być niebezpieczne-ale tu pojawia się kwestia, którą wyżej sama poruszyłaś -stopień zaawansowania/zaangażowania. Nie miałam problemu trenować i zajmować się innymi dziedzinami-ba, byłam świetną uczennicą, a dzięki temu że uprawiałam sport do 15-16 roku życia byłam "zielona"- nie mając styczności ani z alkoholem ani z papierosami ani ze sprawami damsko-męskimi
                    Jako rodzice powinniśmy ingerować, gdy zostają według nas przekroczone granice-i to nie tylko w sporcie-ale również nauce, hobby, towarzystwie
                    • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 14:51
                      Racja smile.
                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:32
                      dziewczyny, ale WY tu mowicie o malym promilu wyczynowych sportowcow, to jest moze 1% dzieci, pozostale z powodzeniem COS uprawiaja, albo powinny uprawiac, bo sport jest po prostu zdrowy.
                      Aboslutnie, mozna uprawiac jakas dyscypline, bez wchodzenia na poziom wyczynowy, o ktorym mowicie.
                      U nas dzieci (do gimnazjum) uprawiaja nawet 2,3 rodzaje sportu, czesto jest to sport sezonowy np. pilka nozna, baseball, football (jesien, wiosna), albo jak liga plywacka (zima, lato), wiec maja mozliwosc zonglowania pomiedzy jednym, a drugim. Moga zostac na pewnym poziomie np. LIga B hokeja albo pilki noznej, albo jak nasza liga plywacka - ktora nei jest wyzylowana. Jezeli jest PRAWDZIWY talent i jakis klub robi nabor, to jest to proces, trenerzy, rodzice, nauczyciele itd. wtedy przechodzi sie na poziom prawdziwie wyczynowy. Nie ma szkol sportowych, moze byc indywidualne nauczanie i zeby w sporcie wyczynowym sie utrzymac, zawodnicy MUSZA utrzymac odpowiednia (wysoka) srednia w normalnych szkolach.

                      Ja bardzo lubie nasza lige plywacka (20 klubow) , jest element rywalizacji (zawody), dyscypliny treningow, bez zazynania, chlopaki jeszcze koszykowke i inne rzeczy po drodze trenuja. Sezon trwa (pazdziernik - marzec), maj-lipiec (bez zawodowy). Treningi 9-10lat,, 3 razy w tygodniu 1.5godziny, 11-12 lat - 5 razy w tygodniu. Jak ktos chce moze przychodzic 3-4, jest to dopuszczalne przez trenerow, tylko zawodnik bedzie wiedzial, ze wynikow lepszych nie bedzie. Trenerzy sa OK z tym. Balans, panie balans i mozna zdrowe, ze wszystkim innym polaczyc.
                      Do nas zglosil sie w tym roku trener innego klubu, chcial sie przyjrzec dziecku (dziecko ma jakies rekordy klubowe i ligowe) i zapytac, czy rozwazalibysmy dolaczenie do I ligowego klubu (tam juz sie olimpijczykow trenuje). Rozmowa byla krotka, na razie absolutnie, mooooze za rok, zalezy jak mlody bedzie sie z tym czul i na okres probny na kilka miesiecy najwyzej. Logistyczny koszmar, ale jak bedzie chcial to poprzemy.

                      I zgadzam sie z guderianka, okres hormonalny, szczegolnie gimnazjalny, moze byc latwiej przekierowany na inne rzeczy, kiedy to przyjaciele sa w druzynie, trenuja razem, na zawody jezdza razem, wspieraja sie razem. To jest bezcenne. Ja mam to samo w moim klubie biegowym do tej pory i nie zamienilabym to na nic, bo rozciaga sie na inne dziedziny zycia.
                      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:50
                        Ale ja nie jestem przeciwna sportowi dla zabawy - takiemu który nie powoduje płaczu ani bólu brzucha ze strachu przed zajęciami, nie wymaga presji na poprawianie wyników, nie nastawia dzieci przeciwko sobie, który pozwala na opuszczanie zajęć jeśli dziecko jest chore lub ma coś ważniejszego do załatwienia.

                        Niestety to co wymieniasz to w zasadzie nie są sporty - to są gry sportowe, które wymagają przeciwnika - bez tego nie da się zagrać w piłkę nożną, baseball, football itd. Jeśli ktoś jest słaby to na ważniejszych meczach będzie siedział na ławce, bo nie chodzi o to, żeby dzieci się poruszały w miłej atmosferze, a o to, żeby drużyna wygrała. Czy każdy może do takiej drużyny dołączyć? Czy ktoś kto byłby znacznie słabszy, wolniejszy, mniej celny niż pozostali zawodnicy zostałby przyjęty z otwartymi ramionami i dopuszczono by go do rozgrywek? Jeśli rzeczywiście chodziłoby o zdrowie, budowanie wspólnoty itp. to nie byłoby powodu, żeby kogokolwiek wykluczać. Owszem może by się przegrało na punkty, ale główny cel czyli zdrowy ruch i wspólnota zawodników nie byłby nijak zagrożony.

                        To, że tam gdzie mieszkasz niektórzy trenują kilka dyscyplin na raz to nie jest w ogóle żaden argument. Może jedynie posłużyć za usprawiedliwienie dla Ciebie, jeśli poczułaś się winna. W USA niektórzy jedzą trzy posiłki dziennie w fast-foodach - czy to znaczy, że ktoś powinien brać z tego przykład?
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:09
                          Cytat Ale ja nie jestem przeciwna sportowi dla zabawy - takiemu który nie powoduje płaczu ani bólu brzucha ze strachu przed zajęciami, nie wymaga presji na poprawia
                          nie wyników, nie nastawia dzieci przeciwko sobie, który pozwala na opuszczanie
                          zajęć jeśli dziecko jest chore lub ma coś ważniejszego do załatwienia.
                          taki sport swiadczy o BARDZO slabym poziomie druzyny, klubu i trenerow, jezeli dochodzi to takich sytuacji. Tu rola rodzicow jest trzymac reke na pulsie.
                          U nas w klubie do takich rzeczy nie dochodzi. Trenerka jest jednoczesnie mama dwoch zawodnikow, wiec WIE i nikt sie nie spina jak dziecko nie moze. NIe moze, to nie moze, swiat sie nie zawali.

                          Cytat Niestety to co wymieniasz to w zasadzie nie są sporty - to są gry sportowe, które wymagają przeciwnika - bez tego nie da się zagrać w piłkę nożną, baseball, football itd. Jeśli ktoś jest słaby to na ważniejszych meczach będzie siedział n a ławce, bo nie chodzi o to, żeby dzieci się poruszały w miłej atmosferze, a oto, żeby drużyna wygrała. Jezeli ktos jest slaby to nie gra w druzynie A, tylko w druzynie B, jezeli ktos jest BARDZO slaby, to nie bedzie gral w cos w czym jest slaby i juz.
                          A czas gry jest taki sam. Uwierz, rodzice siedza na lawkach prawie z zegarkiem w reku, pozniej rozrywaja trenera na kawalki.
                          Wiedz co ja w tym zauwazyalam, ze najgorsi sa rodzice, nie trenerzy. To rodzicom zalezy bardziej niz trenerom i to ONI najbardziej przeszkadzaja. Dlatego ja np. nie zachecalam do gry w hokeja, bo tam jest najwiecej rodzicow-fanatykow. Dochodzi czasami do bojek ... miedzy ojcami na meczu i po. I nie, w takim klubie swojego dziecka bym nie trzymala, chyba ze bylby gwiazda nie to ruszenia z pasja siegajaca nieba

                          Cytat o, że tam gdzie mieszkasz niektórzy trenują kilka dyscyplin na raz to nie jest
                          w ogóle żaden argument. Może jedynie posłużyć za usprawiedliwienie dla Ciebie,
                          jeśli poczułaś się winna.
                          nie, to jest tylko argument za tym, ze mozna utrzymac zdrowy balans, trenowac cos cale zycie, bez rujnowania sobie zdrowia i wyrabiac zdrowe umiejetnosci i nawyki, ktore zaprocentuja na cale zycie, ze zdrowiem na samej gorze.
                          np. plywacy robia kursy ratownicze i pracuja juz w liceum latem na roznych plazach, odkrytych basenach, itd zarabiajac i majac frajde.
                          • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:39
                            >>taki sport swiadczy o BARDZO slabym poziomie druzyny, klubu i trenerow

                            Nie rozumiesz. Nie da się grać przeciwko komuś i po to, żeby z nim wygrać nie zmieniając swojego nastawienia wobec tej osoby. To co opowiadasz, że trener dba, a rodzice trzymają rękę na pulsie tylko dowodzi, że ja mam rację. Trzeba pilnować, żeby dzieci za specjalnie się w tej rywalizacji nie zapamiętały i nie zrobiły sobie krzywdy.

                            Zaprzyjaźniłabyś się z kimś wiedząc, że za dzień, tydzień, miesiąc będziesz musiała stanąć przeciwko tej osobie i że tylko jedna z was będzie mogła zdobyć ważne zwycięstwo? Czy Twój syn zaprasza na swoje urodziny zawodników przeciwnej drużyny?

                            Gra determinuje zachowanie zawodników. Role wyznaczone w grze są często ważniejsze nawet niż pokrewieństwo - nie słyszałaś jak jeden z rodziców beszta drugiego za pomaganie najmłodszym dzieciom w czasie rodzinnej gry w karty? "nie pomagaj mu, to jest gra". Gra i formowanie drużyn z samej swojej istoty wymaga oddzielania, odłączania się od innych i dyskryminowania pozostałych. To jest moja drużyna - to jest drużyna przeciwna. To jest mój naród - to jest obcy naród. To jest moja rasa - to jest inna rasa, itd.

                            i wyrabiac zdrowe umiejetnosci i nawyki, ktore zaprocentuja na cale zycie, ze
                            > zdrowiem na samej gorze.

                            Najsilniejszy nawyk jaki się wyrabia podczas trenowanych prawie że od urodzenia meczy, gier i zawodów itp. to przymus nieustającego uczestniczenia w wyścigu, konkursie, pokonywania innych, zwyciężania, stawiania na sukces osobisty zamiast na wartości uniwersalne. Wartość swoją i innych mierzymy przy pomocy zebranych punktów, medali, wygranych, urwanych minut, a w najgorszym razie potu przelanego w czasie dążenia do tychże. A z tego pośrednio bierze się nadmierny konsumpcjonizm, pracoholizm, zawały w wieku 40 lat, afery typu ENRON, przemoc, wojny, rujnowanie środowiska naturalnego itp.
                            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:09
                              [quote] Zaprzyjaźniłabyś się z kimś wiedząc, że za dzień, tydzień, miesiąc będziesz musiała stanąć przeciwko tej osobie i że tylko jedna z was będzie mogła zdobyć ważne zwycięstwo?

                              Alez ja jestem zaprzyjazniona z moimi klubowymi kolezankami, z ktorymi rywalizuje, bo jakas rywalizacja miedzy nami jest. Ja wyjezdzamy na biegi, to nawet lozka w hotelu dzielimy.

                              Cytat Czy Twój syn zaprasza na swoje urodziny zawodników przeciwnej drużyny?

                              W druzynie syna, oni jak najbardziej sa zapraszani na urodziny, graja w pilke razem po treningach, albo jak czekaja na zawody, sa bardzo ze soba zzyci.
                              Zawodnikow z innych klubow nie zapraszamy, bo ich po prostu nie znamy. Mieszkaja w innych miastach, nie ma mozliwosci ani czasu spotkania sie miedzy zawodami. Widzimy ich raz w roku na zawodach. Wiec nie, nie zapraszamy, tak samo jak nie zapraszamy calej klasy szkoly polskiej i angielskiej, bo nie wyszyscy sa przyjaciolmi. NIe wiem od czego sie tak odstreczasz. Ja rywalizuje od zawsze, bo to mam w sobie, lubie rywalizowac, rywalizuje nawet jak gram w Scrabble czy makao, i syn jest narazony, ale TAKA jestem, bo TAKA zawsze bylam. I on tez TAKI jest, bez specjalnego naszego wysilku. Lubi byc pierwszy, czy to na szczycie gorskim, czy skonczeniu programu z matematyki jako pierwszy w klasie, czy przeczytaniu najwiekszej liczby ksiazek i nie bede go reformowala, bo nie widze potrzeby. Na razie nie niszczy go to psychicznie, negatywnych emocji nie ma, "dont' fix it it it ain't broken"
                              Na szczescie kazdy ma wybor i TY SWOICH dzieci nie musisz na nic narazac, rywalizacje czy nie. Wolny swiat, wolny wybor.
                              • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:44
                                ha,pamiętam Kaśkę z innego miasta-innego klubu -niż mój. Dłuuugo pisałyśmy do siebie listy, żeby mieć kontakt również między zawodami wink Startowałyśmy na tych samych dystansach, tym samym stylem (motylek)-super dziewczyna smile
                                • linusia_75 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 07:55
                                  Zawodnicy z innych klubów dla mojego syna są jego przeciwnikami - na turnieju.
                                  W jego przerwach, przed turniejem i po - są kumplami, którzy razem ganiają się, bawią czy kopią piłkę. Ba, niektórzy się przyjaźnią /tu raczej dziewczynki/.
                                  Rodzice na turniejach dzielą się informacjami, doświadczeniem, problemami, pomysłami na ich rozwiązanie, chadzają wieczorami na piwo. Umieją pogratulować przeciwnikowi, który właśnie pokonał ich dziecko, jednocześnie pocieszając swoje. Są wyjątki mało zintegrowane i bucowate, ale to wyjątki.
                                  Fakt, sport totalnie nieurazowy /szachy/, ale umiejętność rywalizacji i radzenia sobie z porażkami / i sukcesami !/, znajomi z rożnych stron Polski, wyjazdy, doświadzenia - to jest kapitał na całe życie.
                              • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:00
                                > Alez ja jestem zaprzyjazniona z moimi klubowymi kolezankami, z ktorymi rywalizu
                                > je, bo jakas rywalizacja miedzy nami jest. Ja wyjezdzamy na biegi, to nawet loz
                                > ka w hotelu dzielimy.

                                Nie startujecie przeciwko sobie, nie ma między Wami rywalizacji typu kto wygra, a kto przegra. No i Ty przecież ścigasz się tylko sama ze sobą.

                                > Zawodnikow z innych klubow nie zapraszamy, bo ich po prostu nie znamy. Mieszkaj
                                > a w innych miastach, nie ma mozliwosci ani czasu spotkania sie miedzy zawodami.

                                Prawdziwi przeciwnicy to właśnie Ci z innych klubów. I nie ma przede wszystkim ochoty ani woli spotykania się między zawodami. Bo gdyby była to sposobność by się znalazła. Przeciwników lepiej trzymać na dystans - tak jest lepiej dla gry. Mniej dylematów moralnych.

                                Ja rywalizuje od zawsze, bo to
                                > mam w sobie, lubie rywalizowac, rywalizuje nawet jak gram w Scrabble czy makao

                                Aha, czyli jednak lubisz rywalizować i nie chodzi jedynie o samodoskonalenie, zdrowie itp. Poprzedni wypowiadałaś się jednak w innym tonie.

                                I on tez TAKI jes
                                > t, bez specjalnego naszego wysilku. Lubi byc pierwszy, czy to na szczycie gorsk
                                > im, czy skonczeniu programu z matematyki jako pierwszy w klasie,

                                Jak ktoś się wychowuje w takiej kulturze, w jakiej wychowuje się Twój syn to może albo uwielbiać wygrywać, albo automatycznie stać się outsiderem. On po prostu nie ma wyjścia. Co by było gdyby powiedział, że nie chce już pływać w klubie - zaraz, zaraz już to wiemy. Wytłumaczyłaś mu wtedy, że nie ma takiej opcji, może kiedyś w przyszłości, ale co najmniej do końca sezonu ma chodzić.

                                Trzymajmy kciuki, żeby nie spotkało go w życiu nic, co mu uniemożliwi zdobywanie tego pierwszego miejsca, bo będzie go to kosztować co najmniej wielki kryzys tożsamości. Trzymajmy także kciuki, żeby to uwielbienie dla wygranych nie sprowadziło go nigdy na manowce, żeby chęć wygranej nie kazała mu podjąć decyzji, których będzie potem żałował itd.
                                • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:32
                                  Rywalizacja ZAWSZE jest, nawet mamy system punktowy klubowy, ile osob w klubie przescigniesz i tak zyciowki sa najwazniejsze, a pozniej kogo przescignales w swojej grupie wiekowej. Ja rywalizuje, bo lubie rywalizowac, poprawiam wlasne wyniki, a przy okazji przescigam innych. Taki mily efekt uboczny, bo ja rywalizacje lubie. Inni tez, na cale szczescie.

                                  Cytat Bo gdyby była to sposobność by się znalazła. Przeciwników lepiej trzymać na dystans - tak jest lepiej dla gry. Mniej dylematów moralnych. Bredzisz. Jakich dylematow moralnych? ze ich pokonalismy, a w zeszlym roku oni pokonali nas. Na prawde, nie mam wiekszych dylematow moralnych. Jak kiedys beda na obozach, zgrupowaniu, bo sa takie i sie z kims zaprzyjazni, to niech dziecko o tym zdecyduje, nie ja, bo to nie ja mu przyjaznie wybieram. TO nie sa wrogowie ludu, tylko zawodnicy jednego z klubow w lidze.

                                  Cytat Co by było gdyby powiedział, że nie chce już pływać w klubie
                                  - zaraz, zaraz już to wiemy. Wytłumaczyłaś mu wtedy, że nie ma takiej opcji, mo
                                  że kiedyś w przyszłości, ale co najmniej do końca sezonu ma chodzić.
                                  Zgadza sie, do konca sezonu powinien wytrwac, bo sie do tego zobowiazal, koniec sezonu to 5 miesiecy, nie kiedys w przyszlosci, chyba ze sie przytrafia problemy zdrowotne, albo wyjatkowa reakcja emocjonalna, ktorej nie bylo, za to bylo "nie ide dzisiaj na trening, bo mi sie nie chce" od czasu do czasu moze sei nie chciec, raz na tydzien nie, dotrwaj 2,3 miesiace. Drugiego sezonu nie musi zaczynac, mial opcje w tym roku, przed rozpoczeciem sezonu, mial zdecydowac co chce robic, plywanie, pilka nozna, karate, koszykowka, czy co innego i wybral kontynuwanie plywania. Pozostale beda na wiosne po skonczeniu sezonu plywackiego.

                                  Ja tylko oczekuje, ze jak sie do czegos zobowiaze, to do konca kursu, sezonu wytrwa, to jest kilka miesiecy, nie lata, bo tak w zyciu jest, ja tak mam, ojciec tak ma, wszyscy. Do szkoly musi chodzic, czy mu sie podoba czy nie, nie ma taryfy ulgowej przeciez, a tam, to ho, ho dopiero rywalizacja.
                                  Acha, nie ma opcji "nic" ruchwego moj ADHD ma zalecony sport z duzym poziomem aerobowych, tak terapeutycznie, bo mu to na wszystkie dziedziny dobrze robi. Zreszta jest bardzo ruchliwy i sport lubi.

                                  Cytat Trzymajmy kciuki, żeby nie spotkało go w życiu nic, co mu uniemożliwi zdobywani
                                  > e tego pierwszego miejsca, bo będzie go to kosztować co najmniej wielki kryzys
                                  > tożsamości.
                                  guano prawda, w wielu dziedzinach nie jest dobry, w plywaniu tez nie zawsze wygrywa, bo tak sie nie da, sa wygrane, sa przegrane, jest dobry dzien, jest gorszy dzien. Otrzepuje piorka i patrzy do przodu, tak jest uczony, tak jest wspierany przez nas, przez innych zawodnikow, przez trenerow its. . To ON wlasnie bedzie bardziej odporny na porazki w porownaniu z piecuchowatymi dziecmi, bo wie jak zareaguje i jak odreaowad. Martw sie o swoje dzieci, ktore pod kloszem trzymasz i ktore nigdy nie zostaly narazane, zeby nie posmakowaly smaku porazki. Dobry trening na cale zycie.
                            • lily-evans01 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 20:04
                              Role wyznaczone w grze są często ważniej
                              > sze nawet niż pokrewieństwo - nie słyszałaś jak jeden z rodziców beszta drugieg
                              > o za pomaganie najmłodszym dzieciom w czasie rodzinnej gry w karty? "nie pomaga
                              > j mu, to jest gra". Gra i formowanie drużyn z samej swojej istoty wymaga oddzie
                              > lania, odłączania się od innych i dyskryminowania pozostałych. To jest moja dru
                              > żyna - to jest drużyna przeciwna. To jest mój naród - to jest obcy naród. To je
                              > st moja rasa - to jest inna rasa, itd.

                              OJP smile. A ja się zastanawiałam, czemu ojciec mojej córki, jak już raczył ją odwiedzić, zawsze się tak nabzdyczał, jak delikatnie pomagałam małemu dziecku wygrać w jakiejś grze... Mnie się to wydawało naturalne, że ten mały np. 4- czy 5-letni człowiek potrzebuje forów, bo inaczej zawsze przegra z dorosłymi, chyba że możliwość wygranej jest w danej grze kwestią całkowicie zrandomizowaną. A pajac czuł się zawsze dotknięty aż do głębi własnego jestestwa i w końcu przestał grać z młodą w cokolwiek.
                              Hm, coś mi przypadkowo wytłumaczyłaś wink.
    • memphis90 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:05
      Ja nie trenowałam wyczynowo, ale robiłam całą masę rzeczy niewyczynowych: konie, żagle, surfing, narty, deska, siatkówka, gitara, chór, zespół muzyczny, kółko teatralne, chemiczne, fizyczne, gazetka szkolna, harcerstwo (biwaki, biegi na orientację i "na wiedzę", wolontariaty, konkursy, survivale) i pewnie mogłabym jeszcze mnóstwo rzeczy wymienić (a wymieniłam na razie te, które sprawiały mi przyjemność)... W żadnej nie miałam sukcesów pod postacią medali czy pucharów, ale spróbowałam wieeeelu rzeczy, zdobyłam niesamowitą ilość różnorodnych umiejętności, sprawdzałam się w przeróżnych sytuacjach. I przynosiło mi to mnóstwo radości. Chciałabym, żeby moje dzieci też żyły ciekawie i poznały wiele- a nie tylko jedną- dyscyplinę. Wbrew pozorom, żeby żyć aktywnie na wielu polach, też trzeba być zorganizowanym, systematycznym i wytrwałym smile
      • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:07
        Dokładnie.
        • pole_koniczyny Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:12
          Memphis, podpisuję się pod każdym słowem.

      • bei Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:12
        Moje dziecko samo chce brać udział w zajęciach, nie jest to sport wyczynowy, ale codziennie jest zaangażowane i dobrze mu z tym.
        Jest ciekawy świata, ma odwagę probować , lubi mieć zorganizowany czas.
      • majenkir Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:22
        memphis90 napisała:
        > Ja nie trenowałam wyczynowo, ale robiłam całą masę rzeczy niewyczynowych: konie
        > , żagle, surfing, narty, deska, siatkówka, gitara, chór, zespół muzyczny, kółko
        > teatralne, chemiczne, fizyczne, gazetka szkolna, harcerstwo



        A teraz wyobraz sobie, ze w jednej z tych dziedzin (powiedzmy siatkowka) jestes wyjatkowa, a w innych calkiem przecietna. Na siatkowce jestes Ty, potem dlugo, dlugo nic, a na koncu reszta dziewczyn.Gwiazda druzyny. Masz wyniki. Ty to widzisz, trener to widzi, wszyscy to widza. Namawiaja Cie na ostrzejszy trening, bardziej czasochlonny, w wyselekcjonowanej juz grupie, bo w obecnej sie marnujesz. Niestety nowy grafik siatkowki wymaga codziennej obecnosci na treningach. I co? Nie zrezygnujesz wtedy z koni, nart, gitary I innych akywnosci, w ktorych nie masz zadnych wynikow? Nie wierze.
        • bri Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:24
          Słabo wybrałaś przykład. Siatkówka to gra zespołowa. Ciężko mieć nieprzeciętne wyniki jeśli się ma słabą drużynę. Popatrz sobie ile ugrał Lewandowski w reprezentacji Polski.
          • majenkir Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:33
            Nie chodzi mi o wyniki jako takie. Raczej o predyspozycje I talent, ktore sa juz widoczne na poczatku. Raczej nikt nie zaczyna sportowej kariery pod okiem najlepszych trenerow w kraju. Z reguly jest to przyszkolna druzyna czy jakies kolko niedaleko domu. A jak ktos rokuje, to idzie "dalej".
        • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:54
          Byłam wyjątkowa, wprawdzie nie w sporcie, a w matematyce. W innych całkiem przeciętna. Zrezygnowałam z matematyki, albowiem przestała mnie bawić. Fakt, ze sie ma zdolności nie musi być powiązany z faktem, że coś się lubi. Rozwijanie zdolności bez zamiłowania do niczego dobrego nie prowadzi.
        • memphis90 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 22:16
          I
          > co? Nie zrezygnujesz wtedy z koni, nart, gitary I innych akywnosci, w ktorych n
          > ie masz zadnych wynikow? Nie wierze.
          Cóż... Moja aktywność zawodowa (w skojarzeniu z pojawieniem się dzieci) wymusiła na mnie rezygnację z innych pasji. Po pięciu latach poczułam, że się duszę, że jestem zamknięta w jednej dziedzinie- i że już mnie to nie cieszy. Potrzebuję czegoś więcej. Więc niedawno wytaszczyłam przedpotopowego Łucznika babci i próbuję szyć - coś zupełnie nowego smile Może to kwestia akurat mojej konstrukcji psychicznej, może z inną byłabym dziś jakimś mistrzem olimpijskim albo złotym dzieckiem nauki- nie wiem. Nie chodzi o ilość pracy, bo pracuję dużo, żyję aktywnie, ale monotonia mnie zabija...
      • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:49
        dlaczego zakładasz, że poświęcenie czasu dla jednej dyscypliny eliminuje pozostałe ?
        można przez ileś lat trenować (ja pływanie) w międzyczasie kurs ratownika (powiązany),zawody marynistyczne, olimpiady tematyczne w szkole a po zakończeniu trenowania kurs wychowawcy kolonijnego, kołko dziennikarskie, korenspodencyjna szkoła pisarstwa, nadal marynistyka, związek strzelecki, militaria, survival, napisałam dwie książki (na maszynie) w międzyczasie olimpiady (głównie z j.polskiego ale też konkursy tematyczne-plastyczne, geograficzne-i wyróżnienia), kulinaria, wolontariaty- tyle na pierwszy oddech. Wszystko to coś mi dało-i pozytywnie i negatywnie
      • beatulek Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:33
        Ja bym chciała tak zabezpieczyć dzieci, żeby w wieku 30 lat mogły zająć się pracą a nie uzupełnianiem wykształcenia. Chciałabym, żeby miały jakąś pasję, robiły coś innego niż tylko klikanie w klawiaturę. Nie wyobrażam sobie zmuszania STAŁEGO dzieci do realizowania pasji - ale zmuszania gdy przyjdzie kryzys jak najbardziej (pod warunkiem, że przejdzie za 2-3 miesiące) . Moje dzieci SĄ ZMUSZANE do nauki j. angielskiego na poziomie nieco wyższym niż zapewnia im publiczna podstawówka oraz chodzą do szkoły muzycznej ale to już z własnej woli. Gdyby zrezygnowały z SM pomyślałabym o nauce drugiego języka. Dopóki jednak chcą grać nie dodaję języka - nie chcę przeciążać.
    • valtho Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:30
      Moje dzieci mają bardzo aktywne życie, oprócz szkoły codziennie do 15.00/16.00 - zajęcia z ceramiki, basen, tennis i łyżwy. Na konie już nie starcza czasu i są tylko w wakacje. Czasami niestety z powodu dużej ilości zajęć musimy rezygnować z atrakcyjnego koncertu czy wyjścia do teatru. Jeżeli trenowałyby cokolwiek całe nasze życie musiałoby być temu podporządkowane - po prostu nie mam na to ochoty smile. Jeżeli okazałyby się geniuszami w jakiejś dziedzinie i miały ochotę ćwiczyć pewnie starałabym się to im umożliwić.
    • e_r_i_n Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 17:54
      Moje dziecko CHCE codziennie chodzić na trening.
    • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 18:50
      Wspieralabym dziecko, gdyby chcialo sie w czymś doskonalić, pod warunkiem ze byłoby to bezpieczne dla zdrowia (więc sport wyczynowy wykluczony).
      Nie narzucalam niczego poza szkoła i angielskim.
      Moje dziecko przez szereg lat doskonalilo sie w rysowaniu - dostarczałam wszystkiego, czego potrzebowała, a bywalo tego wiele, bo często kartka z jedną kreską nie dość doskonale nakreśloną wedrowala do kosza. Proponowałam kólka i inne zajecia - ale nie chciala, wiec nie zmuszalam.
      Od malego dbala, by mieć "czas dla siebie", i to wydaje mi sie bardzo ważne, niech robi co chce, ale dba o to, zeby odpoczac. Poza tym jest pracowita i solidna, nie stroni od rywalizacji, ale bardziej koncentruje sie na zadaniu - wygrana w rywalizacji (np. najlepiej zdany egzamin na roku) nie jest celem, tylko wisienką na torcie.
    • anika772 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 19:05
      Najlepszy jest umiar.

      Trenowałam wyczynowo. Nie żałuję ani godziny, choć nie miałam wybitnych osiągni
      > ęć. Nauczyło mnie to bardzo ciężkiej pracy i radzenia sobie z każdą przeciwnośc
      > ią losu.

      To jest umiar i rozsądek.

      Moja siostra, której szło znacznie lepiej, twierdzi, że smak wygranej
      > jest wart bólu rwanego więzadła

      To uważam za chorobliwą ambicję i brak umiaru.
    • aguar Re: Dzieciństwo czy wymagania... 20.11.13, 20:17
      A ja źle skończyłam...W wieku kilkunastu i dwudziestu paru lat byłam najbardziej wysportowaną dziewczyną w towarzystwie. Uprawiałam sport wyczynowo i zawsze to uwielbiałam. Oprócz tego w górach zawsze pierwsza na szczycie, zimą szalałam na nartach.
      A teraz w wieku 40 lat uważam siebie za osobę niepełnosprawną. Chociaż na szczęście jeszcze nie na wózku, ale nie ukucnę, nie uklęknę, nie wejdę po schodach, mam problem ze schylaniem się itd. I zazdroszczę tym moim niewysportowanym koleżankom, które stękały w górach, kiepsko jeździły na nartach itd. że teraz są po prostu zwyczajnie sprawne.
      A największą ceną jaką zapłaciłam jest dla mnie to, że prawdopodobnie już nie będę miała więcej dzieci (mam jedno). A zawsze oprócz tego, że uwielbiałam sport, marzyłam o gromadce.
      Ja zawsze myślałam, że sport to zdrowie, że będę wysportowana przez całe życie, a w moim przypadku prawdą okazało się to, że prowadzi do kalectwa. Ale jednak nie wszyscy tak mają...
      W każdym razie, gdyby moje dziecko chciało uprawiać wyczynowo sport, to miałabym duży dylemat. Na szczęście na razie pasjonuje go matematyka.
      • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:32
        aguar- a jaki to sport?
        • aguar Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 13:07
          koszykówka
          • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 14:48
            To faktycznie bardzo kontuzjogenny sport uncertain
    • ledzeppelin3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 08:59
      Myślę, że to zależy w największej mierze od tego, co rodzice w gło9wy nakładli. Jak wmówili wam, że bez wygranej życie nie ma sensu, to zawsze będziecie udowadniać, że jesteście coś warte. Poprzez sport, najlepiej posprzątane mieszkanie albo najwięcej kasy na koncie. Niektórzy mają szczęście i są kochani za to, że są. Ale to pojedyncze przypadki.
    • ledzeppelin3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:28
      Dlatego jeśli moje dziecko pójdzie w wyczyn w jakiejkolwiek dziedzinie - sp
      > ortowej, artystycznej czy naukowej - nie wiem, czy będę potrafiła zabronić.

      Ja się będę zastanawiać, gdzie popełniłam błąd.
    • puza_666 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 09:49
      Mnie rodzice do nieczego nie zmuszali.

      Oprocz nauki jezyka. Ale to raczej bez przymusus. Po prostu zapwenili mi swietna nauczycielke ktora nauczyla mnie plynnie jezyka.

      Sporty uprawialam rozne. Po kilku latach mi sie nudzily i przerzucalam sie na cos innego. Nigdy nie bylo przymusu do wileogodzinnych treningow a nauka przychodizla mi w maire latwo.
      Milam szczesliwe dziecinstwo, nie narzekam tez dzisiaj.

      • pole_koniczyny Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 10:01
        puza_666 napisała:

        >
        > Oprocz nauki jezyka. Ale to raczej bez przymusus. Po prostu zapwenili mi swietn
        > a nauczycielke ktora nauczyla mnie plynnie jezyka.

        O, do tego dziecko pewnie bym się starała w miarę mozliwosci przymuszać. Ale nauki języka nie da się porównać z wyczynowym uprawianiem sportu. Język to jest zawsze przydatne narzędzie, które można wykorzystać w rozmaity sposób w celach zarobkowych i nie tylko. Trudno to powiedzieć o sporcie wyczynowym.
        • puza_666 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:02
          zgadzam sie. JA mam dodatkowo takie podejscie ze sport to powinien byc uprawiany dla funu a nie dla spelnienia ambicji (najczesciej ambicji rodzicow).
          JAk sie nudzi karate to przerzucic sie na cos innego np plywaniesmile
          • pearlinee Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:06

            a nie masz wrażenia że w ten sposób uczysz dziecko, że cokolwiek się znudzi można zostawić? Nie lepiej zmotywować żeby np dokończyło dany rok, semestr ipt? Bo jak tak będę odpuszczać wszystko co się nudzi i pozwalać na coś innego, to w końcu w lo też mi powie dziecko że się znudziło i chce coś innego, potem na studiach podobnie, co rok to inny kierunek, potem z mężem, pracą itp. Wg mnie to jest uczenie nieodpowiedzialności
            • wuika Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 12:10
              Ale jeśli motywacją jest rozrywka, dobra zabawa, kondycja (którą można załatwić inną dyscypliną), to dlaczego "nie podoba mi się już" nie jest wystarczającym powodem do zmiany dziedziny?
              • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 15:12
                Dlatego, ze np. jest sie czescia zespolu, druzyny: pilkin noznej, futbola, basebola i druzyna trenuje razem, razem gra mecze, razem przechodzi przez sezon, wiec jezeli zabraknie zawodnika w srodku sezonu, to cala druzyna musi sie przegrupowac.
                Bo w plywaniu na zawodach sa rozpisane sztafety.
                Moje dziecko w zeszlym roku przezywalo zawody, treningi lubil i lubi bardzo, zawody byly stresem, byl to pierwszy rok. Uzgodnilismy, ze skoro sie zobowiazal na caly sezon, to do konca sezonu wytrwa, bedzie startowal, a po zakonczeniu sezonu SAM zdecyduje czy chce kontynuowac, czy nie.
                Rozpoczal sie nowy sezon, na treningi leci, na zawody tez.
                Tez nie pozwalam odpuszczac, "bo mi sie juz nie chce" i "teraz to moze cos innego", albo, "dzisiaj mi sie nie chce, bo nie". Dobrze, bedzie cos innego, ale najpierw zakoncz to co zaczales, bo np. oplacilam caly kurs.
                Ja tez nie przerywam projektu w polowie, bo mi sie znudzil, on tez lekcji nie odrabia do polowy, bo nudne. Trudno, sa w zyciu rzeczy, ktore sa nudne, monotonne, powtarzalne np. mycie zebow, sprzatanie, ktore sie robi.
                • aguar Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:55
                  A ja nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mi się nie chciało iść na trening, serio, tak to lubiłam. Powstrzymać mnie mogła tylko porządna choroba lub kontuzja. Czasem, pamiętam, miałam taki problem z moją mamą, która mnie nie rozumiała - że jak np. byłam przeziębiona to chciałam nie iść do szkoły, a na trening iść. Ona się na to nie zgadzała, więc musiałam się pomęczyć w szkole, żebym potem mogła iść na trening. Nie róbcie tak swoim dzieciom, o ile dobrze się ucząsmile
                • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:38
                  A co wolno przerwać? Bo ja rozumiem mycie zębow i odrabianie lekcji, ale sport powinien byc przyjemnoscią, czlowiek, nawet dorosly, nie moze zyc samymi obowiązkami, musi miec prawo przynajmniej w niektorych sprawach powiedzieć "nie", wycofac się.
                  To co wolno przerwac Twemu dziecku? Z czego wolno sie wycofać?
            • puza_666 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:53
              Nie. Nie mam takiego wrazenia.
              Przykladem jestem ja.
              Skonczylam studia. Jezyka sie nauczylam plynnie.
              Sporty uparwaialm rozne bo mi sie nudzily.
              Ja nie mowie o zmianie co 2 miesiace
              Ja mowie o probowaniu roznych nowych rzeczy w zyciu. Po to zeby w koncu znalezc idealna dla siebie droge a nie trzymaniu sie kurczowo jednego wyboru
              • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 16:57
                Sześcioletnie dziecko niczego nie wybiera świadomie. Może mu się podobać taniec czy łyżwy, ale nie ma pojęcia, co sie z tym wiąże. I potem okazuje się, ze zamiast szukać tego, co lubi, musi w wieku sześciu lat ponosić konsekwencje wyboru, zamiast poznawać różne dziedziny - ma robić to, czego nie lubi, zamiast szukać tego, co lubi. Idiotyczna nauka na przyszłość. Oznacza to bowiem, ze potem najlepiej w nic się nie angażować, bo rodzice zmuszą, aby chodzić na nielubiane zajęcia latami. Uczymy dziecko, ze nie wolno zmieniać zdania, wyborów - raz źle wybrałeś, to koniec.
                Ale przecież nie o to tu chodzi. Chodzi o zafiksowanie rodzica na tym, aby dziecko robiło to, co on chce, niezależnie od kosztów, jakie to dziecko ma ponieść.
                • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 17:22
                  Verdana mylisz sie. 6 letnie dziecko, nie kazde moze juz doskonale wiedziec i nie wyobrazac sobie. Moja mala przyjaciolka, od zawsze majac rok zwisala glowa w dol i robila akrobacje, w koncu ja mama zapisala na dziecieca gimnastyke, zeby sie nauczyla i krzywdy nie zrobila. Uczeszczala rowniez na taniec, jakis balet, plywanie, tak ja na wszystko narazali, a ona zawsze do tej gimnastyki wracala i NIGDY nie miala watpliwosci. Rodzice zupelnie asportowi, matka raczej artystka-muzyk, ale sie nie dalo. Teraz ma 9 lat, trenuje codziennie 2-3 godziny, ostatnia wychodzi z sali, bo jeszcze cos dokancza, a trener ja wygania. NIe ma kontuzji, placzow, boli brzucha. Ma potezna motywacje wewnetrzna.

                  Moj brat byl podobny, mial 5 lat, jak go tata zapisal na basen, ktory przeszedl w szkole sportowa. NIGDY nikt z rodziny go nie poganial, mama w calej jego karierze byla chyba na jednych zawodach, tata i ja na wiecej. Nie bylo dla niego zadnym wysilkiem wstawac o 6 rano i na rowerze jechac na basen, czasami po ciemku.
                  Tata probowal ze szkola muzyczna i byla zdecydowana odmowa, wiec po miesiacu dali spokoj, z plywaniem NIGDY tego nie bylo.
                  Ten wewnetrzny drive jest silny, bardzo silny, i tak moze sie pojawic bardzo wczesnie.

                  Mam w otoczeniu kilka takich kwiatkow. Ostatnio hokeista, ktory lubi sport, nie jest specjalnei dobry, ani skoordynowany, pomimo tego jest w tej druzynie B i kocha treningi pasja ogromna, postepy tez robi ogromne i nie, nikt go nie namawial. Zaczelo sie od szkolki lyzwiarskiej, jak wszyscy, w wieku 5 lat. I te dzieci widac doskonale na lodowisku, te ktore sie przewracaja, wstaja, probuja znowu, cwicza jakis element over and over, maja kaski hokejowe zamiast zwyklych, bo nalegaja i stroj z emblematem ulubionej druzyny i numerem ulubionego zawodnika.
                  Dlaczego ich tego pozbawiac? NIe rozumiem.
                  • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:53
                    Nie, nie może. Dziecko może uwielbiać akrobacje i trening, na który pójdzie, może mu się spodobać - ale ono nie ma pojęcia co oznacza regularne ćwiczenie i na co się decyduje. Mylisz dwie rzeczy - jedną jest to,z ę dziecko lubi coś robić i zapisane na zajęcia jest zadowolone - to oczywiście jest możliwe i drugą - dziecko lubi coś robić, ale okazuje się,z ę kocha tańczyć, ale zupełnie nie bawi go tańczenie nie tego, co chce, tylko ćwiczenie sto razy jednego elementu. Tego sie absolutnie nie spodziewało, bo dla sześciolatka taniec to taniec, a nie ćwiczenie ułożenia stopy.
                    Zresztą przykłady, jakie podajesz świadczą o tym, ze dziecko własnie nie wie, co je czeka i ze należy mu pozwolić wybrać.
                    • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:13
                      Jak nie ma pojecia, po chodzeniu na regularne zajecia z np. z gimnastyki 2-3 razy w tygodniu przez 2 lata na odpowiednim poziomie wiekowym, i nie ma pojecia? Podpisuje cyrograf w ciemno? To samo dziecko po sprobowaniu tanca, baletu, plywania, karate, nart, NADAL chce gimnastyke, ktorej nigdy nie przerwalo i to nie jest wrzucanie na gleboka wode, tylko stopniowanie i na kazdym etapie mozna sie wycofac, bo szkola sportowa tu nie trzyma, bo takowych nie ma.

                      6 letnie dzieci to godzinne treningi 2-3 razy w tygodniu, wiec jest sporo czasu na inne zajecia. Nawet nasi plywacy klubowi oprocz plywania graja w koszykowke, pilke nozna, football, a zima jezdza na narty, bo we wczesnej podstawowce to 2-3 treningi tygodniowo przez pol (sic!) roku, bo tyle trwa sezon, wiec jak nie ma czasu, zeby sprobowac czego innego. . Wszyscy COS regularnie cwicza, wiecej niz jedna dyscypline i tak do mniej wiecej w okolicach poznej podstawowki, gimnazjum zaczyna sie ukierunkowanie na jedna dyscypline.

                      W gimnazjium obserwowany jest masowy exodus z plywania do lekkoatletyki, glownie biegania krotkodystansowego i sportow zespolowych, ktorych sie sprobowalo na poczatkowym etapie, i ktore siadly, albo wogole do przestawienia sie na inny sport.

                      Wy macie jakies wypatrzone wizje uciemiezonych dzieci, bo same niewiele ze sportem mialyscie i macie do czynienia. Przeciez tu nikt modelem rosyjskim czy chinskim nie zamyka malych dzieci w odosobnionych osrodkach w oderwaniu od rodziny.
                      Histeryzujesz jak zwykle.
                      • verdana Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 19:41
                        Zapisując się małe dziecko podpisuje cyrograf w ciemno. Zajęcia rekreacyjne to nie to samo co trening. Szesciolatka jest zresztą zupełnie kim innym niż czterolatka - w tym wieku upodobania mają prawo sie zmieniać, a upieranie się, ze dziecko ma kontynuować coś, co zaczęło wcześniej, to odbieranie mu nie tylko prawa wyboru, ale możliwości poznania czegoś innego. Bo na to "co innego" trenująca sześciolatka może już nie mieć siły - to dziecko, które dla prawidłowego rozwoju musi mieć czas wolny, spędzany na beztroskiej zabawie, a nie kolejnych zajęciach.
                        Nie mam wizji "uciemiężonych dzieci" - pod warunkiem, ze dziecko samo chce i nie płacze ze strachu przed zajęciami, ani brzuch go nie boli, gdy ma na nie iść.
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 20:24
                          Czy Ty czytasz co sie do Cibie pisze, ze kazde male dziecko ma sporo luzu, zeby zmiescic kilka zajec rownoczesnie, lub sezonowo. i przeciez zaczyna sie rekreacyjnie, nie od treningow. Te zaczynaja sie pozniej, duzo pozniej, nie w wieku 6 lat. Takich programow treningowych nie ma, ktore konsumowalyby czas caly tydzien, co dzien. Nie ma.

                          Tak wiec jesienia mozesz poslac dziecko na: pilke nozna, football, baseball, itp. zima na hokej, albo na narty (3 miesiace, 2 treningi w tygodniu) (syn byl 2 sezony, nawet sie juz zaczal na bramkach scigac), wiosna to samo co jesienia, alb co innego. Mozna posmakowac roznych rzeczy i zobaczyc co pasuje i jeszcze na zuchy czas zostaje.

                          To sa zajecia 2-3 razy w tygodniu po 45min-60min. Tak jest zarowno z grami zespolowymi, jak indywidualnymi i sezon trwa 2-4 miesiace nie caly rok na okraglo. Jezeli szkola jest nawet do 15 to jeszcze zostaje sporo czasu na konieczne do prawidlowego rozwoju nicnierobienie i zabawy z rowiesnikami, tylko o dziwo po 17 tych rowiesnikow do zabawy nie ma, bo wszyscy w czyms tam uczestnicza, jezyki, sport, zajecia artystyczne. Tak jest, taka mamy rzeczywistosc.

                          Jeszcze raz, to nie Chiny ani Rosja, nikt tu nie zamyka dzieci i nie zmusza.

                          U nas w sekcji grupa 5-6 lat ma treningi uwaga, 2 razy w tygodniu po godzinie, gdzie tu mowa o ukierunkowaniu, jeszcze na tance i inne zajecia maja mnostwo czasu.
                          • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:51
                            Ale u nas Polska, sześcioletnia coreczka Pearlinee trenuje codziennie , to na pewno, sprawdziłam, i wydaje mi się, ze przez 2 godziny, ale tego nie jestem pewna i nie mam już siły szukac, dobrej nocy smile
                            • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 01:23
                              Nie wiem jak jest z polskimi gimnastyczkami. Bratanek w szkole sportowej i klubie plywackim w Polsce a jakze, codzienne treningi mial dopiero w IV klasie, i jest jeden z czolowkowych klubow w kraju, od 6 byly bodajze 2 razy dziennie i wtedy zrezygnowal z plywania, bo go przestalo rajcowac, teraz biega w klubie.

                              Mowie o Stanach, ze to jest typowe w tym wieku, co nie przeszkadza wydawac na swiat armii gimnastyczek swiatowego kalibru vide ostatnia olimpiada, gdzie zdobyly druzynowe zloto nad koszarowanymi Rosjankami, wiec widac ze ilosc nie przeklada sie na jakosc.
                          • guderianka Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 07:47
                            W moim przypadku treningi z prawdziwego zdarzenia zaczęły się chyba w IV klasie -dwa razy dziennie -rano przed lekcjami, plan lekcji dopasowany do treningów, obiad w szkole i trening popłudniowy. Jako 6latek miałam kilka razy w tygodniu naukę pływania trwającą 45minut na płytkim ciepłym basenie w formie zabawy wink
                      • nangaparbat3 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 00:47
                        Co Ty tak wszystkim histerie przypisujesz?
                        Piszesz, że u Was dzieci trenują przez godzinę - w rownoległym watku sześciolatka ma treningi dwugodzinne, u nas. To czyni roznicę.
                        Powinno też miec prawo się wycofać, jeśli zechce. A potem wrocic, jesli zechce. Wbrew pozorom wcale nie musi sie w ten sposób wychować osoby nieodpowiedzialnej, to tak nie dziala - na odwrót, domaganie się od dziecka przeskoczenia jakiegos etapu rozwoju zazwyczaj sie kończy powrotem dla typowych dla tego etapu zachowań w momencie zupelnie nieodpowiednim. Organizacja treningow, druzyny,z zawodow, powinna byc dostosowana do potrzeb dzieci, do ich możliwości - innych niz u osoby dorosłej.
                        • myelegans Re: Dzieciństwo czy wymagania... 22.11.13, 01:13
                          Zupelnie sie z Toba zgadzam.
                    • mim288 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 10.03.14, 19:57
                      Mylisz się. Będzie powtarzać dzień w dzień, wróci z treningu i będzie jeszcze ze 2 h powtarzać dokładnie ten sam element albo sekwencję, może takich dzieci nie ma dużo, może po paru latach przechodzi, może żadne z Twoich takie nie było, ale to nie znaczy, że żadne dziecko takie nie jest.
                • puza_666 Re: Dzieciństwo czy wymagania... 21.11.13, 18:36
                  Ale ja nie mowie o 6 letnim dziecku.
                  ja mowie o wyborach przed ktorymi stajemy jak dorastamy.
                  Nie mam tez 6letniej corki ktora uczeszcza na gimanstyke.
                  Ale wiem ze gdyby moje dziecko bolal przed treningiem brzuch plus mialoby nudnosci to nie narazalabym jej wiecej na stres i kropka. Bo po prostu jako rodzic w takiej sytuacji wiem dobrze co jest dla dziecka najlepsze.
                  I w poopie mam przyszle sukcesy sportowe za cene gigantycznego stresu na ktore narazone byloby moje dziecko.
                  To nie moja bajka.
                  Ja osiagnelam w zyciu duzo bez presji. Ale ja to ja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka