Czy zgadzacie się, że w krajach gdzie przeważa (lub występuje w dużej mniejszości) wyznanie protestanckie panuje "żyje się lepiej"? Nie mowię o raju znanym z opowiadań świadków Jehowy, ale o światłym, swiadomym społeczeństwie, któremu daleko od katolickich gusełek czy wrogiej postawy wobec "innych". Kanada, USA, Skandynawia, Wielka Brytania, Australia, Niemcy...
Czy nie macie wrażenia, że dopóki czarna siła będzie wpływała na politykę (konkordat) i na rozumy ludzi, którzy wyznania nie wybierali to będziemy cały czas żyć w polskim piekiełku?