korag1000
07.12.13, 22:15
Hej wszystkim
Postaram się streszczać. Odkąd pamiętam nigdy nie miałam z moim bratem dobrych kontaktów.
Ale jakoś to było. Mam trochę skopane życie bo musiałam się rozwieść ( mąż złamał mi nos i szczękę po tym jak odkryłam że przetracił wszystkie nasze pieniądze i narobił ogromnych długów). Od rozwodu minęło już 9 lat ale wierzcie czy nie długi spłacam do dziś.
Pracuję na całym etacie, w weekendy na umowę zlecenie i prowadzę małą działalność gospodarczą. Nie narzekam, nie proszę nigdy rodziny o pomoc no ale łatwo nie jest.
Mam 9-cio letniego syna.
W sumie żeby być sprawiedliwa muszę powiedzieć, że mama pomaga mi w opiece nad nim ponieważ długo pracuję.
Brat od roku ma żonę, nigdy nie miał większych problemów ( z resztą nie życzę mu tego ) .
Dodam jeszcze że jak się uczył a ja miałam dobrą sytuację materialną kilka razy go wsparłam finansowo ( w sumie ok 10.000 zł )
W czym problem
Otóż jak sytuacja mnie się skomplikowała, a na początku było bardzo źle bo sąd podzielił dług na pół i wszyscy chcieli naraz ( obiło się nawet o komornika) mój brat zmienił do mnie stosunek na jeszcze gorszy niż miał.
W sumie to było tak, że po prostu tolerowaliśmy się nawzajem. Spotykaliśmy się u rodziców, byłam na jego ślubie i uroczystościach i on na moich.
Jakieś pół roku temu jego chamstwo osiągnęło szczyt. Spotkaliśmy się u rodziców i wtedy on na osobności powiedział mi, że jestem nikim, że upadłam nisko, że nie spłacając w terminie długów ( zaznaczam nie moich ) oszukuję ludzi. Powiedziałam , że wiem iż Ci ludzie mogą się czuć oszukani ale ja nie uciekam tylko pracuję i to dużo tylko nie potrafię oddać wszystkim na raz. Powiedziałam mu też, że nie mogę pracować więcej bo muszę czas poświęcić dziecku oraz, że gdybym nie miała dziecka to bym dawno skoczyła z mostu. On odparł"dla nas wszystkich Twój syn jest problemem" Wtedy coś we mnie pękło ( on jest chrzestnym mojego syna). Przestałam utrzymywać kontakt, odzywać się, chodzić na jego uroczystości. On o moje nie pytał. Zaznaczę jeszcze brat jest na wigilii u rodziców co dwa lata ( bo na zmianę z rodzicami żony). Teraz jest ten rok kiedy będzie u rodziców i ja powiedziałam mamie, że tym razem zostanę z synem w domu. Mama wie z jakiego powodu ale... Właśnie teraz jest problem. Drze się że zrobię przykrość jej i tacie, że mam na siłę przyjść albo wyjechać na święta żeby nie podpadła moja nieobecność. Bo co ludzie powiedzą. Ja nie chcę iść i zdecydowanie nie pójdę ale już nie wiem jak jej to tłumaczyć. Ostatni jej argument to" przyjdź na dwie godziny, nie musisz z nim gadać, zrób co trzeba i idź do domu" Po prostu nie mogę.
Proszę o Wasze opinie bo może nie mam racji