Witam serdecznie
Chciałabym poznać opinię emam na temat moich rozważań i dylematów n/t przystąpienia mojego dziecka do sakramentu pierwszej komunii.
Zacznę od sedna - jestem niewierząca. Kiedyś wierzyłam, przyjęłam sakramenty, ochrzciłam dzieci, wzięłam ślub kościelny - wierzyłam bardziej dlatego, ze 'wszyscy' wierzyli a ja się nie zastanawiałam nad tą wiarą... Ale nie o tym ten post.
Moje dziecko chce przystąpić do w/w sakramentu, reszta rodziny jest wierząca, pielęgnują tradycje, święta chrześcijańskie itp. - nie będę roztrząsać ile w tym świadomej wiary a ile tradycji i mentalności. W każdym razie wszyscy naciskają na to by dziecko do komunii 'poszło' i to koniecznie. Moja postawa wobec kościoła, wiary, boga itp jest jasna - nie przerzucam na siłę swoich przekonań na dzieci, szanuję wiarę moich bliskich, nie odciągam dzieci od kościoła na siłę bo zdaję sobie sprawę od głębokości zakorzenienia w/w w naszej kulturze. Jeśli moje dziecko chce przystąpić - nie utrudnię mu tego, niech przystąpi. W dorosłym wieku sobie to osądzi. Jednak jak możecie się domyślać księża nie są równie tolerancyjni. Jestem rozwiedziona, nie ukrywam niewiary - chcę być uczciwa a do sakramentu chce przystąpić moje dziecko, które w boga wierzy, a nie ja. Księża jednak odsuwają wszelki dialog. Zostawiam niejako dziecku wybór, szanuję go, nie wyśmiewam, nie utrudniam, nie przekoonuję. Ale nie godzę się w żadnym wypadku na całą tę 'szopkę' wokół tego wydarzenia. Nie dołożę się do dekoracji kościoła (po podliczeniu byłoby to razem ponad 20tyś - absurd), nie dołożę się do prezentu dla katechetki i księdza, którzy prowadzą lekcje religii (to praca, otrzymują za to wynagrodzenie), nie czuję się zobligowana uczęszczać na wszelkie próby, spotkania dzieci, msze z okazji wszelkich świąt, roraty i tym podobne bo po 1sze to one do komunii się przygotowują a nie ja, po 2gie - próbowałam być tam by wesprzeć dziecko ale inni obecni nie pozwolili mi w spokoju i ciszy przeczekać te okazje siedząc w ławeczce - nieskończoność spojrzeń, komentarzy, obserwacji... bo się nie modlę, bo nie klękam, bo nie uczestniczę w mszy. Rozmowa z księdzem skończyła się dyscyplinującym esejem z jego strony o tym, że obrażam Go mówiąc per Pan, że moje dziecko nie może przystąpić jako dziecko grzesznika (dziecko mordercy, gwałciciela może - moje nie bo jestem rozwiedziona i to stanowi o moim umniejszeniu) i tym podobne. Wiem, ze nie zapewniam dziecku ze swojej strony wychowania w wierze ale cała reszta rodziny to robi - dziecko uczęszcza do kościoła, obchodzi wszelkie święta - także szkoła jest imienia świętego i tych elementów wychowania dostarcza...
Jak tutaj znaleźć kompromis, jak się dogadać, jaka postawa jest słuszna? Przecież to tylko małe dziecko, które chce przystąpić do komunii - dlaczego kościół jako instytucja mu tego odmawia? Dlaczego ja znajduję w sobie tolerancję i zrozumienie a nie ma tego z drugiej strony? Gdzie szukać wsparcia/wstawiennictwa od kościoła? Biskup? Ktokolwiek nad proboszczem?
Sama już nie wiem kto tutaj właściwą postawę reprezentuje. Dlatego proszę o obiektywny, sprawiedliwy głos forumowiczów. Może mnie natchnie jak wybrnąć z dylematów nie krzywdząc nikogo
Pozdrawiam i dziękuję za udział w dyskusji.
ps. Dla wyjaśnienia dodam, ze ważą się decyzje czy dziecko zostanie dopuszczone do sakramentu - to nie dyskusja czy pouczanie/nawracanie. Stoimy pod ścianą czekając na osąd. W zasadzie moje dziecko jest osądzane. Dziecko...