margierita
17.12.13, 20:45
Czytając wiadomy watek naszły mnie przemyślenia związane z, oględnie rzecz ujmując, kasą i klasą, a dotyczące mnie samej i sytuacji, której kiedyś byłam uczestnikiem.
Kilkanascie lat temu się to dzialo. Bylam na takim etapie zyciowym, ze zaczynałam zarabiać pierwsze naprawdę spore pieniądze. Kilka lat ciężkiej harówy miałam już za sobą i, można tak powiedzieć, zaczynałam odcinać pierwsze kupony.
Mialam ja w owym czasie bardzo dobrych znajomych (bo przyjaciele to za duże słowo), którzy mieli male dziecko – około roku miało. Dziewczyna była przy końcówce studiów, a chłopak jakiś czas wcześniej stracil prace. Utrzymywali ich rodzice obydwojga. Rodzice nie byli bardzo majętni, a dodatkowo obydwoje mieli młodsze rodzeństwo na utrzymaniu owych rodzicow. Rozowo wiec im nie było.
Pojawilam się pewnego dnia u nich na przysłowiowej herbacie – czyli posiedziec i pogadać. Gdzies w międzyczasie owa kolezanka zauwazyla moja nowa torebke, która kupiłam gdzies ze dwa dni wcześniej. I mowi do mnie: sliczna masz torebke. Ja: a dziekuje. Spodobała mi się bardzo, jak ja tylko w sklepie zobaczyłam. Ona: a ile kosztowala? I w tym momencie zrobiłam najgłupszą rzecz pod sloncem. Powiedzialam prawde - podalam cene. Ze tez mi jezyk wtedy nie odpadł… Bo ta cholerna torebka była naprawdę droga. Nie pamiętam dziś dokładnie kwoty, ale wydalam na nią chyba z polowe swojej niemałej pensji. I jak się domyślacie, rozmowa nagle się zwarzyła. To zestawienie, ze jedna kupuje artykuł czysto konsumpcyjny za szalone pieniądze, a inni żyją cały miesiąc za polowe tej kwoty…
Po tej sytuacji już nigdy nikomu nie mowie co ile kosztowalo, nawet jeśli ktoś zapyta bez zlego podtekstu. Owszem, często robie z siebie kretynkę, kiedy ściemniam. Ale nigdy nie mowie.
I teraz pytanie: zachowałam się jak burak bez klasy? Czy z drugiej strony: ja na to cholernie ciężko zapracowałam, nie ja uprawiałam radosny seks bez zabezpieczenia zakończony dzieckiem (jakby nie było czynnikiem kosztotworczym i na ich owczesnym etapie zyciowym mocno komplikującym zycie), nie ja wybierałam sobie studia po których zajecia za bardzo nie ma.
Burak z kasa a bez klasy czy są okoliczności łagodzące? Oceńcie proszę te sytuacje z cala Wasza bezwzględna szczerością.