czytam własnie wątek kobiety która się żali na swojego nieświątecznego męża, to ja się pożale na mojego który jest tak świąteczny ze oczekuje ode mnie rytualnej harówki. Gdy tylko zapowiadam ze olewam swieta zmiejsca jest nabzdyczony, humor mu sie poprawia gdy zaczynam latac ze szmatą. Owszem mozemy latac razem ale to jest ostatnie na co ja mam ochote. Mowie mu nie sprzatajmy nie gotujmy, jedzmy w góry kupmy dobre winko zamowmy fajny obiad kolacje, nie bo jak to?!Duzo bym dala za faceta bez napiny swiatecznej, moj wyniosl z domu, miał matkę gospodynie