Sprawa taka...
Nie będę wnikać w szczególy - opisze krótko:
Syn przestał mówić z dnia nadzień - bez wyraźnej przyczyny. Maraton po lekarzach - ustaliłam z psycholog, że wczesne wspomaganie rozwoju się przyda. By to dostać na NFZ trzeba mieć Opinię o wczesnym wspomaganiu z rejonowej Poradni ped-psych.
W rejonówce kolejki kosmos... czekania na 2 miesiące na pierwszą wizytę, reszta trwa ok. miesiąca.
Szukam czegoś prywatnie. Znajduję prywatną przychodnię P-P z uprawnieniami publicznej - dzwonię, pytam czy jest możliwość wystawienia takiej opinii, mówię, do czego mi potrzebne. Prosze by się upewniła. Upewniła się - wszystko ok. Umawiam się na termin - przychodzę, pytam się jeszcze raz czy na pewno (kilka wcześniejszych mi odmówiło bo nie spełniają warunków do wydania czegoś takiego).
2 wizyty z panią psycholog. Ok. Papier do odebrania za tydzień - ciesze się. Przychodze po odbiór, dostaję jedną kartkę - pytam, czy to na pewno to bo jakoś mało formalnie wygląda. "Tak tak na pewno to". No nic - biorę i ide od razu do ośrodka w którym syn ma to WWR mieć - pokazuje - "nie, proszę panią, z tym to my nic nie zrobimy". Świetnie. Dzwonię do tego prywatnego ośrodka że jakaś lipa to jest, że to powinna komisja się zebrać, że na podstawie prawnej itp. - zdziwienie recepcjonistki. Dzwoni za tydzień - no rzeczywiście się nie dogadałyśmy - to nie to co pani chciała. Możemy w ramach rekompensaty wystawić Pani opinię psychologiczną - ja się na nią godzę bo mi szkoda czasu (jak się okazało, i tak musiałabym ją mieć). Po dwóch tygodniach dostaje tą opinie psychologiczną - 2 kartki. Czytam - są błędy typu "ubrał buty" - w sensie, że nakładał, że niby ma mutyzm (bzdura totalna) i inne takie kwiatki, łącznie ze stwierdzeniem, ze być może ma aspergera - dowiedziałam się, ze tego nie diagnozuje sie u dzieci poniżej 4 r.ż, a najlepiej diagnozować dzieci już szkolne - mój miał 3,5 lat. Prosze na miejscu o poprawę błędów - pokazuje palcem co. Ok. pani się zgadza, mówi, że przyśle pocztą do 2 tygodni. Po miesiącu dzwonię i pytam czy o mnie pamięta - tak tak oczywiście, już wysyłam jutro. Zaraz minie 3 miesiąc...
Wysłałam jeszcze jednego maila z pytaniem co się dzieje - pani oddzwoniła, że to nie takie proste i robi wszystko co w jej mocy i że zrobi wszystko by pod koniec tygodnia to wysłać.
Dziś wysłałam maila z żądaniem zwrócenia poniesionych kosztów - 250zł (zapłaciłam przy pierwszej wizycie bo taki był regulamin)
Sama nie wiem - dobrze robię żądając zwrotu opłaty za te 2 wizyty?
Niby mam papier, ale taki, że wstyd go pokazywać

Pierwotnie z resztą przyszłam do nich po coś innego - dostałam coś na "odczep się" i to z błędami.