l.e.a
16.08.04, 08:09
Parę dni temu do mojej znajomej przyjechał syn, który parę lat temu wyjechał
do Warszawy w celu poszukiwania pracy, znalazł ją i został.
Nigdy wcześniej nie poznałam średniego syna znajomej. Mąż mówił mi, że on
niechętnie przyjeżdża do domu, ze względu na ludzi ... jest gejem i sporo
osób w naszym miasteczku o tym wie, co za tym idzie straszliwie mu dokuczają.
W tym roku przyjechał pomóc swojej mamie na czas remontu mieszkania i nie
przyjechał sam. Przyjechał z nim jego partner.
Pewnego wieczoru zostaliśmy zaproszeni na grila, była znajoma jej 3 synów +
przyjaciel syna znajomej. To był bardzo miły i udany wieczor, pełno śmiechu,
ciekawych rozmów itp.
W drugim dniu syn znajomej podziękował mi i mojemu mężowi za tzw. "normalne"
traktowanie. Byłam zdziwiona, powiedział, że bał się troszke tego spotkania,
bo gdzie nie pojawi się ze swoim przyjacielem są spostrzegani jak dziwolągi,
ludzie zachowują się tak jakby zapomnieli języka w gębie.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, głupio sie poczułam, odchrząknęłam tylko -
"daj spokój przeciez jesteśmy ludźmi, każdy znas czuje i ma prawo do
miłości."
Wiem, że jest bardzo wdzięczny swojej mamie,że nie odrzuciła go, wręcz pomaga
mu i akceptuje jego związek.
Zastanawiam się z kąd w ludziach tyle złośliwoci i groźnych spojrzeń w ich
kierunku, bo w miejscach publicznych zachowują się jak
najbardziej "normalnie". I dopiero w tym roku chłopak ten pokonał swój strach
i pokazał się ze swoim partnerem.
lea