run_away83
12.02.14, 14:33
Od wcxorajszego wieczoru mamy pogodę pod psem. Leje jak z cebra, piździ, no generalnie masakra. I od wczorajszego póżnego wieczoru co chwilę słyszę gdzieś płaczące dziecko. W nocy kilka razy wstawałam i zaglądałam do sypialni stsrszaków bo byłam święcie przekonana, że średni płacze, ale nie - smacznie spał. Najmłodszy spał smacznie obok mnie. Już myślałam, że mi się przyśniło, ale od kilku godzin nie śpię a popłakiwanie ciągle słyszę. To napewno nie od sądiadów bo sciany są perfekcyjnie wytłumione... i wiatr zawodzący w jakichś zakamarkach też raczej nie - to nie pierwsza wichura tutaj i nigdy wcześniej nic tak nie jojczało. Zresztą ten dom nawet nie ma typowego komina...
Z tego wszystkiego przed chwilą przywdziałam kaloszę i kurtkę, wzięłam paradol i zlustrowałam ogród, bo mi przyszło do głowy, że może jakaś kocia bida u mnie wylądowała po fikołku z dachu czy z płotu... ale nic nie znalazłam.
No i ledwo weszłam do domu, zdjęłam kalosze, a tu znowu coś płacze.
Ki diabeł???