Miałam ochotę napisać "pie*^$li", ale pewnie by wątek za tytuł poleciał.
warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,15458032,Jerzy_Stuhr__Rodzina_jest_w_rozsypce__ROZMOWA_.html#LokWawTxt
"Poprzednie inscenizacje "Ich czworo", choćby ta, w której pan grał przed laty, telewizyjna wersja Tomasza Zygadło z 1977 r., eksponowała w tym utworze elementy komediowe.
- To prawda. Ale to była telewizja, inne czasy. Wtedy ten problem rozpadu małżeństw nie był tak dotkliwy. Pod koniec lat 70. rodzina trzymała się mocno, dom dawał siłę, był najważniejszą wartością, ostoją wobec tego, co się działo na zewnątrz. Dziś się to wszystko poprzewracało, rodzina jest w rozsypce. Przerażające jest też to, że ludzie, zwłaszcza młodzi, mimo porażki w pierwszym związku od razu chcą zaspokoić swoje marzenia i rzucają się w wir dalszych wydarzeń. Raz mi się nie udało? Cóż, zakładam nową rodzinę. Co tam. Było, minęło. Nic się nie stało. Tylko tam zostało jakieś dziecko... Jakie szczęście, że nie będę musiał żyć na tym świecie za jakieś 30-40 lat, kiedy te dzieci z traumą z rozbitych małżeństw dorosną. Czy one nie będą w przyszłości okrutne?"
Ja rozumiem, że on ma teraz złe doświadczenia rodzinne, bo jego syn i synowa postąpili tak, a nie inaczej, ale błagam... Rodzina kiedyś ostoją wartości, a teraz w rozsypce, bo ludzie nie walczą. Może niech pan artysta wyjdzie na zwykłą ulicę i popatrzy na zwykłych ludzi, a nie artystów. Bo młody Stuhr i jego żona to nie są reprezentanci normalnych ludzi.
Znam kilka par po rozwodzie.
1. Koleżanka się rozwiodła, bo jej mąż zamiast zajmować się dzieckiem postanowił wpaść w nałóg palenia trawy.
2. Koleżanka się rozwiodła, bo mąż ją tłukł i przypalał żelazkiem (uzyskała unieważnienie małżeństwa, pan i jego rodzina ukrywali chorobę psychiczną pana)
3. Koleżanka się rozwiodła, bo pan stosował przemoc ekonomiczną po pojawieniu się dziecka i osobiście koleżance tampony kupowałam, bo pan uznał, że przecież wata i szmaty jej spokojnie wystarczą.
Ale trzeba było walczyć, koleżanki, bo wg Stuhra się poddałyście. Fakt, te 30-40 lat temu pewnie by tkwiły w rewelacyjnych związkach, dla "dobra" dzieci. Te dzieci z lat osiemdziesiątych w tej chwili uczęszczają masowo na terapie DDA. Ale co tam DDA, przecież to pryszcz w porównaniu z rozwodem, rozpadem RODZINY.
Jak ja marzyłam, żeby moi rodzice się rozwiedli. Żeby matka zostawiła ojca, żeby był kurna SPOKÓJ. A teraz widzę, że powinnam im dziękować, bo dali mi wartość, jaką jest RODZINA. Ech, panie Stuhr... Było pomieszkać w małym miasteczku, w którym główną rozrywką ojców było chlanie i bicie dzieci

A może niech sobie pan Stuhr poczyta takie "Życie rodzinne" i zobaczy te wspaniałe wartości dla dzieci w pełnej rodzinie... Byle pełnej, byle bez rozwodu.