jak-nie-ja-to-kto
21.02.14, 12:22
Duży plac zabaw. Naprawdę fajne sprzęty dla dzieci. Pogoda piękna i zabawa super. Aż tu nagle na ten plac wbiega wilczur, szczeniak, "rozlatany". Na wstępie obsikał co popadnie. Zrobił kupę na trawnik i dalej lata w tę i z powrotem jak opętany. A paniusia która zdążyła doczłapać z brzuchem wskazującym na siódmy miesiąc, ciąży oczywiście. Zdejmuje smycz z wózka. Mój syn zdążył wystraszyć sie psa i zażądał opuszczenia placu. Podchodzę do Panci i mówię że psa to na smyczy się trzyma- ona mi że właśnie próbuje psa na smycz wziąć, a pies nie słucha się wcale-młody i głupi, ok jego prawo. Mówie jej że plac to nie miejsce dla psa- a ona mi że ona też chciała przyjść na plac z wózkiem. Mówię jej że z wózkiem to jak najbardziej ale psa się w domu zostawia. Ona mi że nie ma z kim psa zostawić OJP. Powiedziałam że ja dzwonię po straż miejską. Powiedziała że dobrze. No i zadzwoniłam. Zgłosiłam. A dochodząc do ulicy zauważyłam patrol SM. I im też zgłosiłam. Skierowali się tam od razu.
Nie wiem jak to się skończyło. Ale czy nie trzeba być skończonym głąbem żeby takie rzeczy robić?
Głupota ludzka nie zna granic.