być może jestem staroświecka, ale nie mogę się otrząsnąć z szoku po zobaczeniu 2 wpisów na FB. Moja dawna znajoma obwieściła w swoim statusie, że jej mąż właśnie umiera. Dosłownie. Chorował od jakiegoś czasu (o czym wiem oczywiście z facebooka) i nagle widocznie mu się pogorszyło, bo po tej informacji, że "gaśnie" po kilku godzinach wstawiła jego zdjęcie pisząc, że był wspaniałym mężem i tego typu rzeczy. 12 osób dało lajka! A reszta zaczęła wpisywać w komentarzach kondolencje, wyrazy współczucia i jakże na miejscu stwierdzenia, że czas leczy rany.
Szczęka opadła mi i tak wisi do dziś, co to się porobiło.
Wiem, że każdy inaczej radzi sobie ze śmiercią, staram się zrozumieć, że może to była dla niej jakaś forma ukojenia, ale na boga, nie mogę przestać wyobrażać sobie, jak ona siedząc przy jego łożu śmierci wpisuje status na facebooku

A może to znak czasów i ja nie nadążam?