Miesiąc temu mąż się ze mną rozstał. Za przyczynę podał swoją niedojrzałość i nieogarnięcie - zaprzeczyć się nie da, że od jakiegoś pół roku się cofał w rozwoju. Wyniósł się do kumpla, miał szukać stancji. Ja wyjechałam do rodziców do innego miasta.
Kontaktowaliśmy się parę razy, nadal mieszka u kumpla. Wczoraj przyjechałam po rzeczy. W nieprzyjaznym nastroju z impetem zaczęłam pakować rzeczy do pudeł. I wtedy z przeraźliwym krzykiem wpadła do pokoju młoda dziewczyna wymachująca moim osobistym kijkiem nordic.
Myślałam, że zejdę na zawał. Dziewczyna wzięła mnie za włamywacza, skacowana była nieźle i nie pomyślała, kim mogę być. Okazało się, że od 3 tygodni mieszka z moim mężem
Później była miła; część moich rzeczy osobiście spakowała kilka dni wcześniej, pomogła z pudłami. Poprosiła, bym parę sprzętów im zostawiła, ale musiałam odmówić
Teraz mam dylemat - miałam składać o rozwód bez orzekania o winie, ale jednak widzę winę męża. Rozwodziłyście się z orzekaniem o winie męża czy to nie ma sensu?