Dodaj do ulubionych

Sąsiedzi...:)

25.04.14, 08:27
Mam wrażenie, że tego tematu na forum jeszcze nie było, a przynajmniej nie znalazłam..
Pytam się dziewczyn mieszkających w domach wielorodzinnych/blokach, czyli jakieś 10% forum, bo reszta to w willach domniemamwink Ja Was lubię naprawdę, czasami mam takie specyficzne poczucie humorusmile

Jakie macie stosunki z sąsiadami? Czy poświęcacie swój czas, pieniądze (chociażby w formie telefonów do zarządcy/spółdzielni), aby wszystko w Waszej nieruchomości grało? Chodzi mi o ładnie przecięte trawniki, żywopłoty, wyplewione chodniki dojściowe itp.
Ja to robię, stale od kilku lat, nie potrafę olać, przechodzić codzinnie koło wysokiej trawy, wchodzić do brudnej zniszczonej klatki schodowej, nie mieć miejsca parkingowego, tak więc zrobiłam sporo w tym zakresie poświęcając masę swojego czasu, aby to zmienić. Obecnie otoczenie nieruchomości wygląda bardzo ładnie, schludnie, wyróżnia się wśród innych bloków, w środku też jest wyremontowana część wspólna.
Obrazek idealny.. Ale mam straszny problem z sąsiadami, generalnie prowie nikt nie odpowiada mi na codzienne pozdrowienia, co jakiś czas ktoś coś hamskiego mi powie, np. wczoraj w stylu, że był tu spokój dopóki się nie wprowadziliśmy, plus wiązanka długa personalna, bez sensu, której tu nie przytoczę.... Ktoś inny kiedyś powiedział, że ustawiam ludzi itp, kiedy prosiłam o parkowanie samochodów tak, aby w rządku zmieściło się siedem aut, a nie pięc (bo tak Pani parkowała notorycznie seicento...).
Generalnie ludzie nie doceniają tego, że ktoś robi wszystko co w jego mocy, aby nieruchomość była zadbana, funkcjonalna, wzrosła jej wartość. Dla mnie to nie do pojęcia, że ludzie tego nie widzą, że podobał im się poprzedni stan, czyli podwórko zasrane z rozwaloną piaskownicą, brak miejsc parkingowych, krzywy ochydny chodnik, klatka schodowa sprzed kilkudziesięciu lat, dach w potrzasku, na klatce brudne, obcięte na kolanie firanki itp itd.
Ku mojemu zdziwieniu jestem za te prace i dążność do zmian ku lepszemu cały czas bojkotowana, poniżana, nie jestem w stanie tego pojąć. Niby teoretycznie ogarniam, że ludzie mają różne mentalności, ale jak tu mam konkretny przykład, to naprawdę nie ogerniam i żyję w ciągłym stresie, jak wychodzę i mogę się na nich natknąć. Oczywiście jest też bojkot sąsiednich bloków, z zazdrości, źle pojętej solidarności z moją wspónotą "kolegami od piaskownicy" ??
Macie podobne problemy? Jak byście się zachowywały na moim miejscu? Chodzi mi o traktowanie ludzi, nie oleję sppraw nieruchomościowych, nie potrafię, żyć w syfie, niestety..

Obserwuj wątek
    • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:34
      przyszła nowa i się rządzi. Po części mają rację, ustawiając innych, zwracając im uwagę, zmuszając do konkretnych zachować zwyczajnie się wywyższasz. Mieszkanie wśród społeczności ma to do siebie, że nie każdy Twój pomysł ma podobać się innym. Najlepiej dołącz do zarządu, jakiejś rady i będziesz robić swoje porządki zgodnie z ustaleniami.
    • gryzelda71 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:34
      Nie mam podobnych problemów.Trawa przycięta, żarówki sprawne, sąsiedzi bez pouczen potrafia parkować. Mówimy sobie dzień dobry i jest miło.
      • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:41
        a swoją drogą jeśli masz taki konflikt z sąsiadami wszystkimi to może z Twoim zachowaniem jest coś nie halo.
        • mary_lu Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:49
          Nie dowalaj jej, bo na 99% nie jest to prawda.

          Tak po prostu funkcjonują nasze slumsiki - może być zarzygane, na 5 miejscach parkingowych od 10 lat stoją dwa złomy bez opon, domofon zepsuty, ale ten, co zadzwoni do wspólnoty albo zwróci uwagę wandalowi - donosiciel. Chyba, że to staruszek z pierwszych lokatorów. Wtedy to swojski stary wariat.
          • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:56
            z tego co opisuje autorka to daleko takim osiedlom do slamsów, zwykłe wielkopłytowe blokowiska.
            • mary_lu Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:05
              zwykłe wielkopły
              > towe blokowiska.

              Czyli slumsik. To samo stare kamienice.

              Jakoś na ludzi działa mieszkanie "w nowym", widuję nowe, tanie bloki, do których miasto wyeksmitowało ludzi z budynków do rozbiórki itp. Tam jest w miarę porządnie, ciekawe jak długo.
              • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:08
                chyba żartujesz. Uważasz, że od lat 80 w Polsce nic się nie buduje?
                • mary_lu Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:14
                  Buduje się, ale raczej nie będzie to tematem wątku. Całkiem nowe bloki, z mieszkaniami kupionymi za "własne pieniądze", od początku normalnie zarządzane nie potrzebują takich akcji.
                  • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:41
                    Dokładnie.
                    Autorce wątku współczuję, jaka tam średnia wieku?
                    • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:14
                      Dzięki za sporo odpowiedzi smile
                      To jest blok/kamienica z cegły stosunkowo niewielki, z lat 60tych. Ludzie raczej starsi tacy, którzy mieszkali tu "od zawsze" długo przed okresem wykupu mieszkań jakieś kilkanaście lat temu.
                      Nie kłamię i nie koloryzuję, nie dodaję pikanterii opisom. Chciałabym, aby to nie było prawdąsmile
                  • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:44
                    a co mają do tego własne pieniądze? Nowe bloki zazwyczaj są we wspólnotach, a stare w spółdzielni - wiadomo jak to 2 działa.
                    • nenia1 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:41
                      mx3_sp napisała:

                      > a co mają do tego własne pieniądze?

                      Ludzie mają przekonanie, że za PRL-u mieszkania rozdawano za darmo.
                      • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:50
                        Ale tak było. Moi rodzice dostali takie mieszkanie, na mojej klatce część było własnościowych (ci którzy kupili bo było ich stać) i część spółdzielczych, w latach 90-tych weszła ustawa, że spółdzielcze rodziny tam mieszkające mają prawo wykupić mieszkanie, nie po cenie rynkowej, ale sporo obniżonej.
                        Wykup dużego 3 pokojowe mieszkania (naprawdę dużego) to był koszt rzędu mniej więcej dzisiaj 15000 zł.
                        • nenia1 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 22:55
                          Nie, tak nie było, wykup mieszkań od spółdzielni nigdy nie odbywał się po cenie rynkowej, ponieważ lokator mieszkania spółdzielczego aby dostać przydział wnosił tzw. wkład mieszkaniowy, czyli konkretne pieniądze, który później rewaloryzowano z powodu inflacji. Wykupywało się więc mieszkania od spółdzielni po odjęciu wkładu i spłaconego kredytu. Wprowadzona przez PIS ustawa o wykupie mieszkań "za złotówkę" nie oznacza przecież dosłownie że ktoś za darmo czy za złotówkę dostał mieszkanie. Umorzono lokatorom mieszkań mu tylko tą część, która była różnicą pomiędzy spłaconym przez lokatora wkładem i zadłużeniem kredytowym wraz z odsetkami a tym co liczyła sobie spółdzielnia, a co zostało jej umorzone przez państwo. Po prostu uznano, że skoro budżet umorzył spółdzielniom część kredytów, spółdzielnia nie powinna domagać się od lokatorów jego spłaty, w mojej spółdzielni to były kwoty od 3.000,- zł. do 7.000,- zł. w zależności od wielkości mieszkania. I tyle umorzono co nazwano wykupem "za złotówkę". Ponieważ jednak prasa pisała "mieszkania za złotówkę" ludzie nie mający nic wspólnego z mieszkaniami lokatorskimi uznali, że ot ktoś rozdaje mieszkania za darmo, a inni muszą płacić.
          • edelstein Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:13

            Moja babcia mieszka w starym bloku,czesc lokatorow jest tam od dawien,dawna,czesc jest nowa.Blok zadbany bardzo.Nie odstaje od blokow niemieckich.Jak wiadomo tutaj dba sie bardzo o domy i przylegle tereny.

            "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
            Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
            Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
            Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
            • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:17
              No właśnie, nie raz z rodziną dochodzimi do wniosku, że mamy mentalność raczej germańską niz polską, jeżeli chodzi o ordnung smile
              Co się dzieje w takiej wspólnocie, kiedy firma sprzątająca i kosząca trawę nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków?
              Bo u mnie sąsiad mnie próbuje poniżać przy tych ludziach, że k..się czepia itd... i ma nadzieję, że szybką stąd spierd.....
              • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:44
                Niezły cham, przydałoby się aby ktoś mu oklepał maskę sad
                Nie ma tam ani jednej w miarę normalnej rodziny? Może są też jacyś sąsiedzi którym też się nie podoba, ale siedzą cicho? Może warto z nimi nawiązać współpracę?
                Ja Cię osobiście rozumiem, niestety osoby takie jak Ty którym zależy by było lepiej jeśli mają pecha trafić na taki a nie inny skład społeczny będą mieć łatkę "czepiacza" i "ocociczłowiekuchodzi" , współczuję.
                Jeżeli są starsi to chyba czekanie tylko aż wymrą lub będą już w takim stanie, że nie będą mieć sił na pyskowanie.
                Wyprowadzka zapewne nie wchodzi w grę?
                • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:46
                  Działkę mam, ale do budowy jeszcze trochę czasu. Na razie brak kasy
                  • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:51
                    Skoro masz widoki na coś lepszego ja bym się nie angażowała wobec tego, szkoda zachodu, zwłaszcza że idzie jak po grudzie, co innego gdybyś się nie budowała.
              • adorra0 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:48
                > Bo u mnie sąsiad mnie próbuje poniżać przy tych ludziach, że k..się czepia itd.
                > .. i ma nadzieję, że szybką stąd spierd.....
                Jak zareagowałaś?
                • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:47
                  Na wstępie zamurowało mnie. Nie mam daru szybkiej riposty, przychodza mi fane pomysły do głowy, ale długo po fakcie. Co powinnam odpowiedzieć?
          • noname2002 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:50
            Tak po prostu funkcjonują nasze slumsiki - może być zarzygane, na 5 miejscach p
            > arkingowych od 10 lat stoją dwa złomy bez opon, domofon zepsuty, ale ten, co za
            > dzwoni do wspólnoty albo zwróci uwagę wandalowi - donosiciel. Chyba, że to star
            > uszek z pierwszych lokatorów. Wtedy to swojski stary wariat.

            A możesz napisać z jakiego miasta masz takie obserwacje? Bo mieszkam w Poznaniu i mam zupełnie inne. Mieszkam w "starych" blokach i właśnie zasiedziali lokatorzy są wręcz upierdliwi w dbaniu o nasz budynek, czasem mnie to irytuje, ale w gruncie rzeczy się cieszę. Z kamienicami różnie bywa, przyjaciółka mieszka w zarządzanej przez wspólnotę lokatorów i kamienica jest piękna, regularnie remontowana, malowana, sprzątane wszystkie wspólne powierzchnie. Oczywiście bywają kamienice zamieszkałe przez patologie i zaniedbane-ale często to wina właściciela, który nie robi remontów i modernizacji, więc zwykli ludzie nie chcą tam mieszkać.
            • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:33
              Jezuuuu, przenosze się do Poznania big_grin zresztą pięknego miasta

              Nie mogę dokładnie napisać, za duzo szczegółow tutaj podaję, może przesadzam, ale wolę uważać
              Mieszkam na południu Polski
              • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:37
                U mnie to jest wspólnota mieszkaniowa, tylko jedno mieszkanie jest z miasta, więc TEORETYCZNIE powinno ludziom zależeć
                Teren mamy ogromny, w końcu doprowadziłam do tego, że został przez wspólnotę zagospodarowany, co uniemożliwia wyprowadzanie psów i korzystanie z niego przez inne wspólnoty (wieeelka obraza jakim prawem go ogrodziliśmy).
                Oczywiście ja jestem winna, bo za tym optowałam, sąsiedzi z mojej wspólnoty bratają się z sąsiednimi, w ramach solidarności od czasów piaskownicy. Mówię Wam, dramat.
                Moja wspólnota tego nie widzi, że placiła spore podatki i użytkowanie za grunt, z którego wcześniej nie korzystała, a został im kiedyś tam przydzielony. Doprowadziłam do uchwał porządkujących ten problem i co, jestem ta najgorsza k...
                • melancho_lia Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:40
                  Wiesz jak czytam Twoje posty to rozumiem jednak Twoich sąsiadów. Weszłaś w zastany układ, podzieliłas okolicę płotem bez wcześniejszych konsultacji- ma być po twojemu.
                  To się nie dziwię, ze cię nie lubią.
                  • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:45
                    ale jak jedna osoba może zadecydować we wspólnocie. Już sama nazwa określa zasady jej funkcjonowania. Wspólnota działa na zasadzie większości- coś tu mieszasz. Jeśli tylko Ty coś chciałaś to jakim cudem zostało to zrobione? Uchwałami?
                    • melancho_lia Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:48
                      Nie wiem jak jest u autorki, ale z jej podejście jest wyjątkowo egocentryczne i nastawione na "jej pomysły" jakoś nie widziałam tu słowa o dyskusji na forum sąsiedzkim.
                      • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:52
                        ale bez klapnięcia przez całą wspólnotę lub większość nie można podjąc żadnych decyzji tym bardziej nie objętych planem finansowym. Koszt ogrodzenia terenu nawet najtańszą siatką to już jest jakiś koszt wcześniej nie uwzględniony więc jak można było na widzi mi się. Poza tym niektórzy z mieszkańców może mają psy a teraz nie mają dokąd z nimi chodzić.
          • karola1008 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:33
            mary_lu napisała:
            > Tak po prostu funkcjonują nasze slumsiki - może być zarzygane, na 5 miejscach p
            > arkingowych od 10 lat stoją dwa złomy bez opon, domofon zepsuty,
            Ale za to ludzie to honorne paniska.
      • eo_n Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:03
        Gryzeldo, mieszkając w bloku miałam podobnie - im mniej kontaktów tym lepiej.
    • lena.green Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 08:58
      Dlatego teraz mieszkam w domu, w blokach zawsze był syf niestety, klatka schodowa- nie moja czyli mozna obesr..., rozwalić windę, rozbite butelki i pety w piaskownicy, nie ma ławek bo były zajęte wyłącznie przez meneli.
      • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:01
        a ja mieszkam w nowym bloku, w klatce jest 6 rodzin, czyściutko, porządeczek, posprzątanie codziennie, pachnie. Obejście czyste. Zarząd dba, prezes mieszka na osiedlu.
      • edelstein Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:08

        Nie generalizuj,moja babcia mieszka w bloku,jest czysto,klatka zadbana,kwiaty,firanki,wysprzatane,na biezaco odnawiane.Blok ocieplony,pomalowany,balkony zadbany.Nie nowy,z 40lat ma albo wiecej.
      • marianna72 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:36
        Ja wprawdize w bloku nie mieszkam ale moi rodzice juz tak i osiedle jest zadbane klatka zawsze czysta domofon od lat juz nie rozwalany , wspolnota b.dba jest duzo inwestycji ( pozmieniali windy, nowe okna i wyremontowali klatke schodowa) wszystko ladnie zrobione.Jest sporo kamer i mysle ,ze to odstrsza potencjalnych zartownisiow)Bloki sa z konca lat 70 duze ten moich rodzicow ma 10 pieter dwie klatki na kazdej klatce po 10 mieszkan ale jakos sie to wszystko kreci .W tym roku beda remontowac balkony juz wyszlo pismo aby nie sadzic kwiatow w tym roku ludzie karni wszystko sie jakos kreci
    • melancho_lia Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:04
      Nie, ale takie osoby jak Ty potrafią być wnerwiające. Nie lepiej było wcześniej z sąsiadami się skrzyknąc i zaproponować swoje pomysły? zamiast potem wszystkich "ustawiać"?
      Ja do tej pory trafiałam na sensownych w miarę ludzi, z ktorymi szło się dogadać (czasem nie od razu, czasem dopiero policja pewne kwestie im wyjasniała, czasem była obraza przez czas jakiś).
      Teraz na piętrze mam składzik bo jedni z sąsiadów traktują korytarz jako przedłużenie swojego mieszkania i trzymają tam wózek, dwa rowery, buty i śmieci- mam kłopot by przejść do swojego domu z zakupami. Czasem się zastanawiam czy nie dostawić im tam trzech naszych rowerów, dwóch hulajnóg i składanych zapasowych krzeseł.
      Ale generalnie są mili, cisi, więc na razie nie chcę wojny zaczynać- może jak sama znowu z wózkiem będę latać to mi się zmieni.

      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:41
        Ale ja do wszystkich chodziłam grzecznie z pytaniem, czy mogę przedstawić swoje pomysły, pokazywałam odręczn eplany, pomysły, opisywałam i dopytywałam się. Poświęcałam na to sporo czasu, bo mi zależało, aby było ładnie. Wszystcy na początku się uśmiechali, przytakiwali, a jak doszło do konkretów finansowych i wszystkie prace należycie wylonane, a teraz przeze mnie egzekwowane umowy z firma sprzątającą i inne, bo jest ŹŁE
        • melancho_lia Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:43
          Jesteś pewna, ze się godzili? Bo mi wygląda na to, ze narzuciłaś im swoją wizję okolicy (już z tym płotem to pojechałaś- obcy są źli, najlepiej się ogrodzić na 3 metry murem ze strażnikami bo a nuż ktoś zza plotu do nas przeniknie- dla mnie to chore podejście).
          • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:15
            Czy nie jest słuszne założenie, że jeżeli teren jest własnością wspólnoty, a każdy mieszkaniec domu płaci sporo (w moim mieście przynajmniej) podatku od gruntu i za użytkowanie wieczyste, to mamy prawo do zagospodarowania terenu. Sąsiednie nieruchomości, które mają znacznie mniej terenu ochoczo wyprowadzały tam psy, nie sprzątając po sobie, i też nie były chętne do jakiegokolwiek partycypowania w kosztach naprawy ławek, koszenia trawy, naprawy piaskownicy, ogólnie jakiegokolwiek sensownego zagospodarowania terenu. Nasz zarządca wysyłął im co najmniej trzy pisma w tej sprawie, były rozmowy mniej oficjalne, odmawiali wszystkiego. W końcu wygodny dla sąsiadów dalszych układ: korzystam, nie ponosze żadnych kosztów ani odpowiedzialności. Nie wiem, dlaczego nastąpił taki głupi podział gruntu, że my mamy bardzo dużo w porównaniu z sąsiadami, to sie stało długo przed moim zakupem.
            Może teraz jest klarowniejszy obraz, o co chodzi z tym płotem. Dopiero w ten sposób wyeliminowaliśmy kupy psów, wcześniej nie było na to siły.
            A podejrzewam, jakby jakiemuś dziecku z innych budynków coś sie stało na rozwalonej betonowej piaskownicy, to oczywiście byłaby nasz wina..
            Naprawdę trzeba było coś z tym zrobić. totalny brak współpracy z innymi nieruchomościami, to co mieliśmy robić? Płacić sporo co rok na rodzinę i miłczeć?
    • edelstein Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:04
      Mysle,ze Problem jest nie w tym,ze cos robisz tylko w komunikacji.Juz w tym watku widac twoja kasliwosc w zdaniu o willach.Jesli tak rozmawiasz z sasiadami to sie niespecjalnie ich reakcjom dziwie.

      "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
      Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
      Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
      Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
      • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:43
        Niekoniecznie, są ludzie którym jakbyś nie zwróciła uwagi (grzecznie, niegrzecznie, delikatnie) będą mieć wielkie pretensje, a jak wiedzą jeszcze , że "swoi" są za nimi to już w ogóle.
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:43
        Patrz linijkę wyżejsmile
        A to był żart, odnoszący się do tego, że wiele razy były tu uszczypliwości nt wąskich specjalistek b.zamóżnych, to wszystkosmile
    • afro.ninja Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:06
      Mozesz oprawic blok w zlote ramki, a ludzi nie zmienisz. Niestety, wkolo moze byc ladnie i zielono, a ludzie sa po prostu prosci, czasem i chamscy.
      Takich ludzi drazni juz sam fakt, ze sie tu sprowadzilas, jestes nowa, a ty jeszcze zmiany wprowadzasz...
    • tonik777 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:10
      Sąsiedzi to długi temat. U mnie na przykład o 2 w nocy walili w ściany, że nawet w spokoju gry na perkusji poćwiczyć nie mogłem.
      Co do Twojej wypowiedzi, to ludzie są różni, ale jak zauważyłem większość traktuje wspólne części nieruchomości nie jako swoją własność, o którą należy dbać, ale jako coś niczyjego co można spokojnie niszczyć, brudzić i mieć gdzieś. Pani z seicento zajmująca 3 miejsca też jest niezadowolona. Ona przecież miała gdzie parkować i było jej łatwo. A teraz musi się męczyć, i jakoś zmieścić na jednym, to jej źle. A to, że inni wcześniej nie mieli gdzie zaparkować to nie jej problem.
      • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:13
        mieszkałam wcześniej w jednio klatkowym bloku, w którym mieszkańcy sami sadzili drzewka, zbierali śmieci, teraz też mieszkam wśród emerytów i studentów i nikt wśród nich nie jest brudasem, chamem i menelem. Jeśli autorka weszła w towarzystwo szemrane to teraz żadna szkoła ich nie nauczy.
      • ainafets Re: do tonik777 25.04.14, 20:08
        tonik777 napisał:

        > Sąsiedzi to długi temat. U mnie na przykład o 2 w nocy walili w ściany, że nawet w spokoju gry na perkusji poćwiczyć nie mogłem.


        To żart? Czy to Twoje granie było słychać w innych mieszkaniach?
        Jeżeli tak to się nie dziwię, że w ściany walili o 2 w nocy.
        • totorotot Re: do tonik777 25.04.14, 23:11
          ainafets napisała:

          > tonik777 napisał:
          >
          > > Sąsiedzi to długi temat. U mnie na przykład o 2 w nocy walili w ściany, ż
          > e nawet w spokoju gry na perkusji poćwiczyć nie mogłem.
          >

          >
          > To żart? Czy to Twoje granie było słychać w innych mieszkaniach?
          > Jeżeli tak to się nie dziwię, że w ściany walili o 2 w nocy.


          To niestety nie żart jak podejrzewam. Mnie sąsiedzi walili w kaloryfery, czym przeszkadzali o 3 a.m. w remoncie (zbijaliśmy kafle).
      • totorotot Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 23:02
        big_grin
    • kamunyak Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:13
      obiektywnie niby masz rację. Jednak chyba sporo zależy od sposobu w jaki to robisz, który wg ciebie jest ok ale wg twoich sąsiadów moze już niezbyt?
      Znamy tylko twoją wersję i twoje argumenty. Jakoś nie bardzo wierzę, że ludzie chcą mieszkać w syfie. Skoro więc nie aprobują twoich starań to, najwyraźniej, coś robisz źle. Może dajesz im odczuć, że do tej pory byli brudasami, czyt. kimś gorszym. Nikt nie lubi być kimś gorszym, a już na pewno nie lubi, jeśli mu sie to wytyka.
      Może powinnaś część sąsiadów wciągnąć do tych prac? wtedy moze poczuliby sie jakaś wspólnotą, poza tym nie byłabyś jedyną "odpowiedzialną" za zmiany.
      To są dorosli ludzie, może więc nie powinnaś im niczego narzucać, wymagać tylko rozmawiać i pertraktować, żeby czuli, że od nich też cos zależy. Zresztą sami ci to poniekąd powiedzieli, cyt. "Ktoś inny
      > kiedyś powiedział, że ustawiam ludzi itp,"
      Miałam kiedys takiego sąsiada - społecznika, który także "dbał" o teren wokół budynku itp. No i dobrze, na emeryturze był, dzieci dorosłe, działkowiec, miał dużo czasu. Kwiatki posadził przed budynkiem, ogrodził trawniki. Ale kiedy zaczął domagać się żebyśmy balkony obsadzili albo żeby dzieci nie bawiły się na jakimś terenie a bawiły na innym, to wszyscy przestali traktować go poważnie. Jako matka dwójki dzieci w pieluchach, o niczym innym nie marzyłam tylko żeby uprawiać roślinnośc na balkonie. Tak sie też złożyło, że nasze budynki zamieszkiwały w zdecydowanej większości rodziny z małymi dziećmi, pewnie z 90%. I te dzieci gdzieś bawic się musiały, mimo miłości sąsiada do roślinek. No i wystąpiła niezgodność interesów.
      Z tym, że sąsiadowi nikt nie dokuczał, raczej bojkotował jego apele.
      Poza tym twoja wizja "ładnego otoczenia" budynku niekoniecznie musi sie pokrywac z wizją pozostałych lokatorów. ja np. nie lubię kwiatów na korytarzach. Bo te kwiaty sprawiają wrażenie, jakby po prostu ktoś pozbył się ich z mieszkania ale "żal" mu było wyrzucić na śmietnik więc uraczył nimi sąsiadów . No i stoją tak bez składu i ładu, w brzydkich doniczkach, zakamienionych, podstawki przypadkowe, będąc wątpliwą ozdobą. Obecnie wlaśnie mam taka wystawke na jednym z okien. W poprzednim budynku była do tego jeszcze koronkowa firanka.
      Całkiem nie moja estetyka. Jesteś pewna, że to co tobie się podoba, odpowiada też innym?
      A, jak sama piszesz, decydujesz o częściach wspólnych budynku.
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:47
        Próbowałam wciągać w te prace, integrować we wspólnym celu. I co? Efekt taki, że tylko ja z mężem dodatkowo podlewaliśmy świeżą trawę, aby ładniej odrosła po remoncie i wykonywaliśmy jeszcze kilka innych prac. Nikt nie ruszył tyłka, tylko się z nas smiali po kątach (ale to widać)
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:51
        moja wizja zadbania: czysto, schludnie, odremontowane, odmalowane, żywopłoty przycięte, trawa przycięta, obsadzona tam gdzie jej nie było, a jest gołe brzydkie klepisko, zero roślinek/kwiatków w częściach wspólnych (nie męczę tym ludzi, naprawdęsmile. Jak ktoś chce, to franki w oknach wspólnych, ale ładnie obrębione i prane (do pewnego czasu tylko ja to robiłam, po remoncie juz nie wieszalismy karniszy ani firanek).
        To chyba na tyle, jeśli chodzi o podstawy.
        A, i sprzątanie po psie, po swoim sprzątam.
        • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:54
          skoro było tam klepisko to znaczy że teren był jakoś użytkowany, nie wiem dzieciaki w piłkę grali, mieszkańcy pojazd stawiali a Ty samowolnie to zmieniłaś i się dziwisz?
    • atteilow Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:17
      Społecznica big_grin Jednak bardziej w ustawianiu ludzi. Sorry, ale to nie jest przedszkole, nie mozesz dorosłych ludzi pouczać. Pewnie bardziej ich drazni forma w jakiej to robisz. Mam skojarzenia z Alternatywy 4 i gospodarzem domu - Aniołem, ten to skutecznie utrudniał wszyskim zycie. Przypomnij sobie serial i popatrz jak bardzo Cie utożsamiają z bohaterem.
    • mynia_pynia Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 09:20
      Jestes po prostu aspołeczna. Tak jak piszesz wszystko zrobilas ty, co w realu oznacza ze inni mieszkańcy zostali ustawiani i uszczesliwiani na siłę. W cywilizowanym kraju sprawy wspólne zalatwia sie najpierw na zebraniach w formie otwartej dyskusji. Ty siebie stawiasz jako dobroczyńce, sąsiedzi w tobie widza ciecia, donosiciela, upierdliwca.
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 11:56
        Pisałam wyżej : były liczne rozmowy, inicjatywa z mojej strony, a później konkrety zebrane na ZEBRANIU, przecież sama nie mogę decydować o ważnych sprawach. Ale Ci ludzie nawet jak coś podpisali na zebraniu, to nie wiedzieli do końca co, tak domniemam po obecnych atakach.

        Społecznica, Alternatywy4 - hmm coś w tym może i jest, charakteru nie zmienię, ale działam w słusznej sprawie smile Nie interesuje mnie ew.syf w mieszkaniach, więc daleko mi do P.Aniołabig_grin
        stan techniczny budynku i efekty w częściach wspólnych, to wszystkosmile
    • klamkas Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:37
      A może problem w tym, że te remonty i upiększenia nie robią się za darmo, więc opłaty na fundusz remontowy im wzrosły?
    • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:46
      U nas wszystkim zajmuje się zarządca, jest czysto, remonty robione na bieżąco, domofon sprawny, czyściej na klatce i w windzie niż w moim własnym mieszkaniu.
      Z sąsiadami najbliższymi jestem na "dzień dobry", spokojne normalne rodziny z dziećmi, resztę średnio kojarzę, bo część mieszkań jest pod wynajem i się zmieniają.
    • mozambique Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:47
      tak bez problemu chciałabym codziennie przechodzić kolo wysokiej pachnącej trawy
      nie rozumiem tego obłędnego dążenia do zalania każdego wolnego placu asfaltem albo betonem i przerobienia go na parking
      • mozambique Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:54
        ps. i od samego urodzenia jestem "blokowiskowa"
        teraz mieskzam w nowiutkim developerskim, pachnacycm czystością
        wcześniej w normlanej wielkiej płycie z PRL

        i nigdzie nie przeszkadza mi trawa , bardziej już palenie papierosów na balkonach i zasmradzanie całego pionu ale to , niestety , nie jest nielegalne
    • cosmetic.wipes Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 10:58
      > dach w potrzasku

      Najbardziej mnie interesuje jak wyrwałaś dach z potrzasku?
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:02
        jeden z elementów remontu smile Jedno z zebrań wstecz, omówienie konkretów finansowych tak żeby ludzie nie odczuli tego w codziennym życiu. Podpisanie uchwały przez większość: zmiana dachu, drenaż budynku, odnowa klatek, zrobienie parkingu, ogrodzenie całości. wygląda naprawdę super w porównaniu z tym co było wcześniej. A teraz dbanie na bieżąco, czyli głównie trawa i sprzątanie.
        Kurcze, jak to wszystko piszę, to znowu do mnie wraca myśl, jak można takich prostych spraw nie ogarniać i strzelać do swojej bramki.
        • klamkas Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:16
          A niby jak mieszkańcy mieliby nie odczuć kosztów TAKIEGO remontu (dach, drenaże itp.). Rozłożyliście koszty na 30 lat?

          Sama lubię ładne otoczenie, nasz budynek (bardzo stary) jest zadbany, otoczenie również. Ale znam historię starszej pani, dla której różnica w wysokości czynszu rzędu kilkunastu złotych była tragedią, bo tych kilkunastu złotych nie miała. W jej wspólnocie też się znalazła społecznika, która owszem, miała dobre chęci i jej działania były godne pochwały, ale sporej części wspólnoty nie było stać na realizację jej pomysłów. Też była na wspólnotę obrażona, że jak to można nie chcieć żyć w ładnym otoczeniu...

          Na marginesie - co cię zmusiło do kupna mieszkania w takim ochydztwie, które natychmiast trzeba zmienić?
          • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:54
            rozłożony na 20 lat. Fundusz ten sam, blokujemy jakis procent funduszu remontowego na kredyt. Plus wkład własny z pieniędzy wcześniej zebranych.
            Mieszkańcy nie odczuwaja w ogóle w tym przypadku, lokale oczywiście nie są zadłużone, kredyt na wspólnotę
        • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:19
          uu kierowniczko spory ten remont był i jakoś nie widzę, żeby mieszkańcy, emeryci tego nie odczuli. Taki remont to pewnie ok 100 tys. albo czynsz w górę (fundusz remontowy), albo kredyt czyli czynsz w górę, albo obcięcie zwrotów na poczet.
          • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:57
            wyjaśnienie powyżej, naprawdę nikt z ludzi nie musiał zapłacić więcej niż zwykle na fundusz co miesiąc
            Inaczej w takim przypadku niż na kredyt nie zrobi sie nic, a budynek niszczeje już nie wchodząc w temat pięknej trawki itp.
          • conena Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:00
            skoro blok był w tak opłakanym stanie, to można się domyślić, że gromadzony latami fundusz remontowy niewykorzystany czekał i czekał i czekał i czekał... bo wcześniej remontów nie było. można się też łatwo domyślić, że remont wcale nie powodował podwyżki czynszu.
            • mx3_sp Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:05
              oj w starych blokach a zwłaszcza tych pod spółdzielniami to płacisz i czekasz na swoją kolej, a zanim jedno skończą drugie już się sypie.
        • afro.ninja Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:21
          Moim zdaniem ludzi najbardziej interesuja to, zeby np. mieli cieplo w mieszkaniach na zime i zeby byl niski czynsz. A wyglad budynku i jakies tam trawki juz niekoniecznie.


    • marianna72 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:28
      bo kierowac ludzmi tez trzeba potrafic i zrobic tak zeby ludzie sie przylaczyli zeby poczuli ,ze to tez jest ich wspolna sprawa.Efekty takiego dzialanie czyli wciagania innych do wspolpracy sa powolniejsze ale za to daja inne efekty np brak bojkotu i sa dlugotrwale bo ludzie b.dbaja kiedy sami cos zrealizowali.
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:16
        Czy nie jest słuszne założenie, że jeżeli teren jest własnością wspólnoty, a każdy mieszkaniec domu płaci sporo (w moim mieście przynajmniej) podatku od gruntu i za użytkowanie wieczyste, to mamy prawo do zagospodarowania terenu. Sąsiednie nieruchomości, które mają znacznie mniej terenu ochoczo wyprowadzały tam psy, nie sprzątając po sobie, i też nie były chętne do jakiegokolwiek partycypowania w kosztach naprawy ławek, koszenia trawy, naprawy piaskownicy, ogólnie jakiegokolwiek sensownego zagospodarowania terenu. Nasz zarządca wysyłął im co najmniej trzy pisma w tej sprawie, były rozmowy mniej oficjalne, odmawiali wszystkiego. W końcu wygodny dla sąsiadów dalszych układ: korzystam, nie ponosze żadnych kosztów ani odpowiedzialności. Nie wiem, dlaczego nastąpił taki głupi podział gruntu, że my mamy bardzo dużo w porównaniu z sąsiadami, to sie stało długo przed moim zakupem.
        Może teraz jest klarowniejszy obraz, o co chodzi z tym płotem. Dopiero w ten sposób wyeliminowaliśmy kupy psów, wcześniej nie było na to siły.
        A podejrzewam, jakby jakiemuś dziecku z innych budynków coś sie stało na rozwalonej betonowej piaskownicy, to oczywiście byłaby nasz wina..
        Naprawdę trzeba było coś z tym zrobić. totalny brak współpracy z innymi nieruchomościami, to co mieliśmy robić? Płacić sporo co rok na rodzinę i miłczeć?
    • nenia1 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 12:40
      Mam bardzo, bardzo fajnych sąsiadów, generalnie jestem przykładem odwrotności pewnych stereotypów, bo sąsiadów mam fajnych tam gdzie mam mieszkanie w bloku, a niefajnych tam gdzie dom smile
      Przy bloku mamy zadbane otoczenie, bardzo dużo zieleni, mieszkańcy parteru sadzą kwiaty i krzewy, praktycznie nie ma śmieci, bardzo lubię pogaduszki w windzie - o psach, o pogodzie, o dupie maryni, zawsze się pośmiejemy, jeden na drugiego czeka z windą, zimą pomagamy sobie przy samochodach jak ktoś nie umie wyjechać, nie ma imprezowiczów, worków na śmieci na korytarzach i palaczy na klatce.
      Nie wiem czemu, czy zbieg okoliczności, że tacy fajni ludzie mieszkają, czy jeden na drugiego tak wpływa, ale jak spotykam sąsiadów to czuję bijącą życzliwość, może też jest spokój bo mieszka dużo starszych osób, bez dzieci, więc nikt nie stuka, nie puka, ludzie znają się od lat, a starsze osoby są chętne do rozmów, więc zawsze coś tam sobie pogadamy, wręcz widzę jak niektórzy na mój widok się cieszą, szczególnie starsi panowie smile

      Natomiast mamy problem z sąsiadką na wsi, tam gdzie mamy dom. Cała wieś twierdzi, że kobieta ma nierówno pod sufitem, ale co zrobić jak jest akurat naszą sąsiadką, w sumie jedyną bo reszta domów stoi znacznie dalej. Pani jest typową syfiarą, gnój na podwórku i w sadzie, powsadzaliśmy rośliny, żeby trochę się odgrodzić, a pani zaczęła nam je palić czymś żrącym. Przy każdym spotkaniu wszczyna awantury. Zresztą na własną rodzinę też ciągle na podwórku wrzeszczy. Problemem są też jej zwierzęta, kury nam stawiają małe miny w sadzie, psy wyją w nocy. Problem jest bo na co dzień tam nie mieszkamy więc trudno dopilnować. Ze względu na to nie chcemy też eskalacji konfliktu bo jeszcze dom nam spłonie pod nieobecność i co zrobisz.
    • kadfael Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:22
      "Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu" - przedobrzyłaś. Podjęłaś jakieś akcje, na które inni lokatorzy nie mieli pewnie ani czasu, ani ochoty.
      Powiem szczerze - gdyby ktoś do mnie przyszedł, że mam np. podlewać trawę, albo myć korytarz, to bym go zabiła śmiechem. Po to płacę na fundusz remontowy i sprzątanie, żeby to wszystko mieć. I o dziwo się udaje. Mieszkam na niewielkim osiedlu z niewielkimi domami wielorodzinnymi - zieleń zadbana, korytarze czyste, nic nie jest zniszczone, ba sąsiedzi psy wyprowadzają na smyczy i sprzątają po nich... Dodam - pod Poznaniem smile
      • euphoria77 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:29
        Nie jest wykluczone, że mąż dostanie propozycję stanowiska w Poznaniu w najbliższych czterech miesiącach. Widze, że byłoby to świetne rozwiązanie, a tak się martwiłam zawszasu, co z tym począć wink))
        • heca7 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 22:35
          Wszystkie osoby jakie znam z Poznania i okolic to wręcz pedanci wink Mieszkania i domy dosłownie lśnią, można jeść z podłogi. Teraz mamy najemcę z Poznania w mieszkaniu. W życiu tam nie było aż tak czysto wink
    • edelstein Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:35

      Tak czytam,czytam i przychodzi mi do glowy ze to co gazeta tak krytykowala w Niemczech,czyli sprzatanie klatki,piwnicy przez mieszkancow wcale nie jest glupie.Uczy odpowiedzialnosci i szanowania,bo jakos tak glupio nie szanowac wlasnej pracy.
      Mam wrazenie,ze wiekszosc Polakow uwaza,ze Jak cos jest wspolne to jest niczyje.
      Widzialyscie kiedys polaka,ktory czysci teren poza swoim pgrodzeniem.Tak z 15metrow dalej.Tutaj to nie jest rzadkosc.

      "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
      Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
      Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
      Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
      • mx3_sp u nas jest tak 25.04.14, 13:42
        płacimy czynsz (malutki) średnio 500 zł mamy sprzatane 2 razy dziennie, w tym odśnieżanie, zbieranie liści, koszenie trawy, pielęgnacja i sadzenie roślin, dbanie o plac zabaw, o altanki, bramy itp. Jak ktoś domofon rozwalił to już od następnego ranka dziobali w instalacji. Ten blok ma 5 lat może dlatego.
      • gazeta_mi_placi Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 22:18
        Nie krytykowałam tylko się dziwiłam. Mi by się zwyczajnie nie chciało jeszcze sprzątać klatkę, zwyczajnie. U nas jest zatrudniona firma sprzątająca i jakoś wszyscy szanują, nie ma brudu, nikt nie syfi.
        Jak chodzę po innych blokach gdzie również sprzątają ekipy sprzątające (nie mieszkańcy) też nie widzę syfu.
        Ja tak samo dobrze jak Pani sprzątająca nie doczyściłabym klatki, oni mają profesjonalne środki i taki jakby duży odkurzacz (mop parowy?),szczerze mówiąc nawet nie wiem jakimi środkami miałabym czyścić bo mam inne płytki w domu.
        A Niemiaszki robią to głównie ze skąpstwa i tyle, zwyczajnie jest taniej. Ciekawe czy w drogich apartamentowcach nad Renem z pent hausami też sami mieszkańcy sprzątają....
        Powątpiewam, raczej to domena tańszych wspólnot.
        • nenia1 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 22:59
          U mnie na Śląsku wszyscy sami sprzątają, pewnie dlatego, że jesteśmy "zakamuflowaną opcją niemiecką".
    • aalex7 Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 13:52
      Nie dziwię się irytacji ....
      Gdybyśmy tak (wszyscy a nie garstka) sami sprzątali po sowich pupilach, wyrzucali śmieci do koszy (a nie na bok i wzrok w drugą stronę), chodzili po chodnikach (a nie na przełaj po trawie bo "szybciej"), nie deptali roślin, nie "podlewali" ścian itd. byłoby mniej zniszczeń i potrzeby naprawy.
      Natomiast całkowicie nie rozumiem oburzenia osoby, której zwrócono uwagę na dokonane powyższej "uchybienia" - i to zdecydowanie w grzecznej, dowcipnej z uśmiechem formie. Kiedyś to jeszcze można było ludzi zawstydzić dzisiaj dla osiągnięcia efektu - chyba strzelać z karabinu
      • ainafets Re: Sąsiedzi...:) 25.04.14, 20:31
        Niestety, ale sporo ludzi mieszkających w blokach ma wszystko w nosie (co nie dotyczy ich mieszkania). Ja kupiłam mieszkanie w nowym bloku, od samego początku wszystkie mieszkania własnościowe - wszyscy za mieszkania musieli zapłacić 100% wartości, ale jak ja lub sąsiedzi z pierwszego piętra nie zadzwonimy do spółdzielni, że nie ma światła na klatce lub drzwi wejściowe się nie zamykają to nikt nie zadzwoni. I tak u mnie w bloku (w mojej klatce) jest ze wszystkim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka