paul_ina
23.05.14, 22:25
Nie wiedzieć czemu - nie planowałam zakupu - zajrzałam dziś w Empiku do książki "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Otworzyłam na - nomen omen - rozdziale, w którym autorka streszcza francuskie podejście do zadbania o siebie po ciąży.
Postawiła tezę, że Amerykanki oraz Europejki inne niż Francuzki zostając matką "przyzwalają sobie" na zaniedbanie - oponka, dodatkowe kilogramy - zostają na kobiecie, która całą swoją energię kieruje na zajmowanie się dzieckiem - nie zajmując się sobą wcale albo bardzo mało. Kobiecie, która w swoim zaniedbaniu czuje się 'usprawiedliwiona', bo została matką.
Tymczasem Francuzki stosują zasadę, w myśl której w ciągu 3 miesięcy powinny wrócić do figury sprzed porodu, w tym celu "uważają" na to, co jedzą. Nie przestrzegają diet, ale jedzą świadomie. Robią ćwiczenia na brzuch, zamiast o nich rozmyślać.
Mąż autorki, Francuz, po porodzie przypomniał jej, że powinna o siebie zadbać. Żona wyglądająca "jakby nie wydaliła łożyska" to nie osoba, z którą umawiał się na małżeństwo. Kobieta powinna utrzymywać swoją seksualną atrakcyjność dla partnera, macierzyństwo nie jest żadnym powodem do odpuszczania sobie.
I trochę mnie to zastanowiło - z jednej strony, jest jakaś racja w tym, że wychodzimy z założenia, że matka jest mniej ważna niż dziecko - więc może się zaniedbać, byle dziecko było zadbane.
Na pewno nie poczuwamy się do obowiązku utrzymywania atrakcyjności na potrzeby partnera życiowego - w zamian za grubszą żonę otrzymał przecież potomka.
Generalnie, jesteśmy tak zaaferowane macierzyństwem, że 'nie uważamy' na siebie, na swoje potrzeby. Pokutuje w nas jakiś taki kulturowy wzorzec, że kobieta - matka nie musi być atrakcyjna, bo jej pierwszym zadaniem jest zaspokojenie potrzeb dziecka.
No i co Wy na to? Które podejście jest Wam bliższe - francuskie czy reszty świata?