Dodaj do ulubionych

A przyjaźń z "patologią"?

28.05.14, 12:29
W wątku o nocowaniu i innych o przyjaźniach dziecięcych powtarza się mantra "na poziomie", "dobry dom", "dziecko ułożone" itd. A pozwoliłybyście na przyjaźń dziecka z dzieckiem z domu patologicznego? Wiecie - mam na myśli prawdziwą patolgię, przemoc w domu, alkoholizm, biedę itd. Czy pochwalałybyście taką przyjaźń w imię zasady, że trzeba dać temu dziecku dobry przykład prawdziwej rodziny, trzeba dać szansę na poznanie lepszego życia, że może dzięki temu wyrośnie na porządnego człowieka? Że może w Waszym domu dostanie porządny posiłek, ktoś o niego zadba? Zapraszałybyście takie dziecko do siebie, pozwalałybyście nocować - i czy pozwalałybyście na wizyty w tamtym domu?

Czy może nie...?
Obserwuj wątek
    • mondovi Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:39
      Jako dziecko przyjaźniłam się z dzieckiem z "prawdziwej patologii" - na naszej ulicy stały dwa domy - jeden - mieszania służbowe (wtedy jeszcze) dla nauczycieli, drugi komunalny. Miałam rówieśnika wychowywanego przez babcię, mama była heroinistką, inny tata co dwa tygodnie - a my bawiliśmy się w Indian i Czterech pancernych i dla mnie relacje z "jego" dorosłymi były nieważne - owszem, mama była dziwna, no ale nie myślałam o tym zbyt wiele, bo ważniejsze było wygrać wyścig na rowerze.
      • ichi51e Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:18
        Kiedys czlowiek nic nie mial - co dzieciak mial wyniesc? Misia? Telewizor? Teraz strach bo po domu telefony i tablety porozrzucane - jak swisnie nawet nie zauwazysz...
    • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:40
      Jeżeli dziecko - kolega mojego - nie prezentowałoby złych zachowań nie miałabym nic przeciwko, znam dzieciaki z domów, gdzie jest alkohol, ojciec (lub starsze rodzeństwo) siedzi, część dzieci jest nieznośna, a część jest zupełnie w porządku - chodzi do szkoły, uczy się, nie łobuzuje. Więc czemu nie?

      Z tym że nie pozwoliłabym chodzić do domu do kolegi/koleżanki, lepiej żeby bawiły się u nas lub na neutralnym terenie.
      • iwoniaw Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:42
        Dokładnie - być może pozwalałabym na kontakty, ale na pewno nie na wizyty w tamtym domu.
    • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:43
      Jeśli masz na myśli naprawdę prawdziwą patologię i dziecko z takiego domu to nie ma szans żeby moje dziecko, przynajmniej na tym etapie na jakim jest teraz zaprzyjaźniło się z takim dzieckiem, wiec moje pozwalanie/niepozwalanie niepotrzebne całkowicie by było.
      • memphis90 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 22:03
        > Jeśli masz na myśli naprawdę prawdziwą patologię i dziecko z takiego domu to n
        > ie ma szans żeby moje dziecko, przynajmniej na tym etapie na jakim jest teraz z
        > aprzyjaźniło się z takim dzieckiem
        A możesz rozwinąć? Rozumiem, że to Twoje dziecko z jakichś względów nawet nie spojrzy na takiego człowieka...?
        • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 14:00
          Co tu rozwijać tak jak moim kumplem nie będzie popijający piwko agresywny sąsiad tłukący swoją zapijaczoną żonę czy przypadkowego przechodnia bo źle spojrzał tak samo dla mojego dziecka nie będzie przyjacielem ktoś kto się w takim środowisku wychowuje i dla kogo to jest normalką...co moje dziecko mogłoby zafascynować w tej patologii?
          • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 14:56
            slonko1335 napisała:

            .co moje dziecko mogłoby zafascyno
            > wać w tej patologii?

            Mogłoby po prostu polubić inne dziecko.
            Bo lubi takie same zabawy, bo ma ładne oczy, bo jest zabawne, bo jest ofiarą losu tak jak on, bo nikt inny się z nim nie chce bawić, bo obaj nie lubią pani od plastyki, bo...

            Może się zdziwisz, ale nieraz nie widać na pierwszy rzut oka, że dziecko jest z patologicznej rodziny, to wychodzi czasem przy bliższym poznaniu, a czasem wcale.
            Poza tym dzieci nie zawsze myślą tymi samymi kategoriami co dorośli.
            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 15:04
              Może się zdziwisz, ale nieraz nie widać na pierwszy rzut oka, że dziecko jest z
              > patologicznej rodziny, to wychodzi czasem przy bliższym poznaniu, a czasem wca
              > le.

              proszę Cię po kilkulatku z prawdziwej patologii nie widać i nie wychodzi wcale? no dobrze zgodzę się, że może nie na pierwszy rzut oka ale kilka razy wystarczy a już do zaprzyjaźnienai sie na pewno...
              Nie ma szans takich, żeby było w stanie to ukryć bo dziecko w tym wieku zachowuje się dokładnie tak jaki miało przykład z domu, i dla niego to jedyne słuszne zachowanie bo innych nie zna...a mojego dziecka tak jak i mnie takie znajomości nie pociągają...
              • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 15:36
                > Nie ma szans takich, żeby było w stanie to ukryć bo dziecko w tym wieku zachowu
                > je się dokładnie tak jaki miało przykład z domu, i dla niego to jedyne słuszne
                > zachowanie bo innych nie zna...

                Sorry za bezpośredniość, ale gadasz głupoty. Dzieci z rodzin patologicznych bywają różne, tak samo jak dzieci z rodzin niepatologicznych. Czasem są poddawane znacznie bardziej surowemu treningowi posłuszeństwa, czystości, grzeczności niż dzieci z rodzin mieszczących się w normie. Bywają przemiłe i garnące się do ludzi, bywają ciche i zahukane, niektóre wydają się odważne i przebojowe, mogą być bardzo inteligentne. Rozumiem, że nie masz do czynienia z rodzinami, w których jest przemoc i alkohol, nie ma takiego obowiązku, ale powstrzymaj się przynajmniej od rozpowszechniania swoich uprzedzeń. W tym co piszesz jest oczywista sprzeczność. Zapierasz się znajomości z dziećmi z rodzin patologicznych skąd więc niby miałabyś wiedzieć, jakie te dzieci są?
                • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 15:49
                  > Sorry za bezpośredniość, ale gadasz głupoty
                  oczywiscie masz prawo mieć takie zdanie, ja wiem że nie gadam głupot bo widziałam setki razy jak jest..

                  Rozumiem, że nie masz do czynienia z rodzinami, w któryc
                  > h jest przemoc i alkohol,
                  mam i miałam wielokrotnie i właśnie dlatego uważam, że nie ma szansy aby dziecko było takie jak to z normalnego zadbanego domu jeśli wywodzi się z prawdziwej patologii i ma kilka lat, ja w każdym razie nie mam problemu z odróżnieniem a i mojego dziecka takie znajomości nie fascynują....ale ono ma kilka lat i wpojone wartości i zasady z naszego domu i takie uważa za słuszne, nie zdaje się z agresorami, kłamcami i złodziejami, manipulantami, rażą ją brzydkie słowa, przezywanie, znęcanie się nad słabszymi, przyjaźni się z dobrze wychowanymi dziećmi- znam je i chociaż nie zawsze znam ich rodziców jestem pewna, że to nie prawdziwa patologia....
                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 16:55
                    > oczywiscie masz prawo mieć takie zdanie, ja wiem że nie gadam głupot bo widział
                    > am setki razy jak jest..

                    Gdzie i jak poznałaś te setki dzieci z patologicznych rodzin?
                    • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:03
                      W pracy i wolontariacie i we własnej rodzinie i zwracam uwagę na post założycielski i hasło "prawdziwa patologia z alkoholizmem, przemocą, biedą, itd." a także na to, że ja odnoszę się do kilkulatków wychowywanych w takich domach.
                      • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:14
                        > W pracy i wolontariacie i we własnej rodzinie i zwracam uwagę na post założycie
                        > lski i hasło "prawdziwa patologia z alkoholizmem, przemocą, biedą, itd." a takż
                        > e na to, że ja odnoszę się do kilkulatków wychowywanych w takich domach.

                        Aha. A dlaczego tak podkreślasz, że piszesz tylko o kilkulatkach? Te manipulujące, kradnące, przeklinające, znęcające się nad słabszymi itd. dzieci wyrastają z tego?
                        • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:24
                          >A dlaczego tak podkreślasz, że piszesz tylko o kilkulatkach?
                          bo sama osobiście mam kilkulatki i doświadczenia z ich wychowywaniem i tym jak dobierają sobie znajomości, co je razi, co przeszkadza i nie wyobrażam sobie żeby mogły się zaprzyjaźnić z dzieckiem z rodziny prawdziwie patologicznej...nie wiem jak bedzie jak dzieci będą starsze, będą mieć większą swobodę i ja będę na nie mieć mniejszy wpływ niż teraz.

                          Odnośnie kilkulatków patologicznych natomiast bo kilkulatki najczęściej nie wiedzą że może być inaczej, nie mają pojęcia o tym, że gdzieś tam jest inne życie i takie a nie inne jest dla nich oczywiste i słuszne, bo na kilkulatki i ich zachowanie największy wpływ mają rodzice i są one ich odzwierciedleniem a i osoby z zewnątrz takie które mogą zainterweniować lub pokazać że może być inaczej mają bardziej ograniczony dostęp do takich dzieci.

                          Te manipulują
                          > ce, kradnące, przeklinające, znęcające się nad słabszymi itd. dzieci wyrastają
                          > z tego?
                          MOgą jak najbardziej i dlatego między innymi zajmuję się wolontariatem.
                          • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:42
                            Te rodziny, które miałaś okazje poznać w pracy i w wolontariacie musiały w takim razie być mocno homogeniczne: w każdej oboje rodzice byli pijący i zdegenerowani i nie dbający o dzieci, a dzieci tylko kilkuletnie, bez starszego rodzeństwa, które mogłoby nad nimi roztoczyć nieco opieki, ani nawet bez babci, która by się nimi zajmowała. Poza tym mimo iż dzieci bez opieki, to jednak zamknięte w domu i bez kontaktu ze światem zewnętrznym. To jakieś szczególne środowisko musiało być. Możesz coś więcej o tym opowiedzieć?

                            Moje doświadczenie nijak się Twojemu nie równa, ale muszę przyznać, że takiej rodziny to nie znałam ani jednej.
                            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:26
                              Te rodziny, które miałaś okazje poznać w pracy i w wolontariacie musiały w taki
                              > m razie być mocno homogeniczne: w każdej oboje rodzice byli pijący i zdegenerow
                              > ani i nie dbający o dzieci, a dzieci tylko kilkuletnie, bez starszego rodzeństw
                              > a, które mogłoby nad nimi roztoczyć nieco opieki, ani nawet bez babci, która by
                              > się nimi zajmowała.

                              tak właśnie, choć z małą poprawką bo zdarzały się takie i z 7 rodzeństwa i owszem takie własnie rodziny uważam za prawdziwą patologię, choć niekomicznie musza sie na to składac wszystkie te czynniki jednocześnie ale z grubsza tak, w rśrodowisku ochlejusów nie brzydzących się przemocą nie znajdę zadbanego, oczytanego, dobrze wychowanego kilkulatka i mimo, ż uważasz że piszę głupoty ja jestem o tego całkowicie pewna...

                              Poza tym mimo iż dzieci bez opieki, to jednak zamknięte w
                              > domu i bez kontaktu ze światem zewnętrznym.
                              niekonicznie, raczej obracające się głównie w takim środowisku

                              To jakieś szczególne środowisko mus
                              > iało być.
                              nie sądzę raczej rodzin patologicznych nigdzie nie brakuję i szczególnie wyjątkowe nie są....

                              Moje doświadczenie nijak się Twojemu nie równa,
                              nie mam pojecia jakie masz doświadczenie, ja mam właśnie takie a nie inne, miałam do czynienia z dziecmi z prawdziwej patologii i nijak nie dało się tego nie zauważyć i pomylić ich z zadbanymi dziećmi z normalnego domu-hmmm do tego to właściwie wcale nie potzreba chyba żadnego doświadczenia...

                              ale muszę przyznać, że takiej r
                              > odziny to nie znałam ani jednej.
                              ale to oznacza, że takie nie istnieją?
                              • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:54
                                Ja nie twierdziłam, że nie da się poznać, które dzieci są z domów w których jest przemoc i alkoholizm, a jedynie że są różne. Nie wszystkie są okrutne, manipulujące, kłamliwe, kradnące - a przynajmniej nie bardziej niż niektóre dzieci z domów wydawałoby się normalnych. Biedę widać.
                                • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:01
                                  Bo to uogólnienie, jakich tu wiele w każdym poście. Ja twierdzę, że dziecko kilkuletnie wynosi z domu to co widzi w nim na co dzień, jego autorytetem jest rodzic i na nim się wzoruje, jasne nie każdy alkoholik będzie agresywny jak wypije, ale założyłam, że w poście założycielki ten alkoholizm, przemoc, bieda, itd występują razem i taka jest własnie cała rodzina.
                                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:04
                                    No właśnie, tak mi się zdawało że musiałaś jakieś szczególne założenia zrobić i jeszcze dodatkowo grubo uogólnić.
                                    • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:10
                                      Założyłam sytuację z pierwszego, naprawdę patologiczna rodzina, z alkoholem i przemocą-rodzina.
                                      Miałam ojca alkoholika, chlejącego na umór, robiącego w gacie, kradnącego moje kieszonkowe na wino, leżącego na klatce schodowej i ulicy jak się zachlał-czyli jestem z rodziny patologicznej jakby nie patrzeć ...ale miałam na szczęście też matkę która alkoholiczka nie była i która robiła co mogla by mnie wychować jak najlepiej, dbała o mnie, chuchała i stawała na głowie żeby wyciągnąć ojca z nałogu-czy jakby matka była tez alkoholiczką to byłaby taka sama rodzina?
                                      • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:23
                                        W pierwszym poście nie było mowy o tym, że oboje rodzice piją. To już sobie założyłaś sama. Ja takich rodzin z dziećmi praktycznie nie znam. Miałam na myśli właśnie dzieci z rodzin, gdzie nałóg i przemoc jest ze strony jednego z rodziców, a nawet jeśli piją oboje to jest jeszcze jakaś babcia, która jednak jest dla dzieci opiekunką.
                                        • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:39
                                          Przede wszystkim to kilkulatka niekoniecznie fascynuje w koledze dobre wychowanie, to fascynuje tylko nieliczne jednostki i, znacznie bardziej, rodziców.

                                          Kilkulatka może bardziej zafascynować ilość znanych brzydkich słów i brzydkie kawały. Kopanie piłki najlepiej w grupie, kibolskie odzywki i brak szacunku dla wszystkich.

                                          Choć niekoniecznie cechy to dziecko będzie prezentować, znam takie dzieci, jedno chodzi do klasy/grupy przedszkolnej z moim od 5 lat i nikt nie powiedziałby z jakiego to dziecko jest domu. Bo nawet czyste chodzi. I ma ładny uśmiech. I od lat bardzo się stara, żeby być w porządku.

                                          • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:40
                                            Errata, sześć lat, pochrzaniło mi się, że moje dziecko jest młodsze smile
                                          • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 19:43
                                            > Przede wszystkim to kilkulatka niekoniecznie fascynuje w koledze dobre wychowanie, to fascynuje tylko nieliczne jednostki i, znacznie bardziej, rodziców.

                                            big_grin
                                          • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 20:21
                                            > Przede wszystkim to kilkulatka niekoniecznie fascynuje w koledze dobre wychowan
                                            > ie,
                                            jak pochodzi z normalnej, dbającej o niego rodziny to nie fascynuje tylko jest dla niego nrormalnością i oczywistośicą zgadzam sie z kimś kto napisał tak na końcu: " z prawdziwą patologią (bandytyzm, zero wartosci,kazirodztwo, kryminał i denaturat,zlodziejstwo),o ile sama do niej nie nalezysz, twoje dziecko nie bedzie w stanie sie zadawac, bo nie bedzie rozumialo kodu, w jakim ci ludzie sie ze sobą komunikują. Takze nie ma co sie wywyzszac: jesli u nas w domu jest źle, to dziecko będzie miało podobnych kolegów i odwrotnie"
                                        • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 20:13
                                          W pierwszym poście nie było mowy o tym, że oboje rodzice piją. To już sobie zał
                                          > ożyłaś sama.
                                          Nie, nie złożyłam- tak własnie rozumiem to zdanie: "A pozwoliłybyście na przyjaźń dziecka z dzieckiem z domu patologicznego? Wiecie - mam na myśli prawdziwą patologię, przemoc w domu, alkoholizm, biedę itd." tak właśnie rozumiem to pojęcie, ja pochodzę z patologicznej rodziny, nie uważam, że wychowałam się w patologicznym domu, gdyby moja matka chlała jak ojciec to tak dom byłby patologiczny-prawdziwa patologiczna rodzina.
                                          • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 20:42
                                            > ja pochodzę z patologicznej rodziny, nie uważam, że wychowałam się w patologicznym domu,

                                            Zakładam jednak, ze ojciec pijak bardziej rzucał się w oczy niż niepijąca matka, więc zgodnie z Twoją logiką dzieci z "normalnych" domów powinny były mieć zakaz kontaktów z córką pijaka?
                                            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 20:58
                                              Zakładam jednak, ze ojciec pijak bardziej rzucał się w oczy niż niepijąca matka
                                              > , więc zgodnie z Twoją logiką dzieci z "normalnych" domów powinny były mieć zak
                                              > az kontaktów z córką pijaka?

                                              to chyba jednak Twoja logika, nie moja.
                                          • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 21:38
                                            No to mamy inne definicje. Ja nie widzę różnicy między pojęciami patologiczna rodzina i patologiczny dom i wszystko, co w tym wątku pisałam dotyczyło m.in. dzieci z takich domów jak Twój. Natomiast niewątpliwie dzieci w rodzinach gdzie nie ma ani jednego trzeźwego opiekuna są w znacznie gorszej sytuacji i pewnie bardziej się to odbija na ich psychice. Nadal jednak to tylko dzieci. Nie ma we mnie zgody na określanie ich jako złodziei, manipulatorów, kłamców itp. ani na wykluczanie.
                                            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 22:07
                                              Bri ale ja nie pisze tylko o pijaństwie i dla mnie sam fakt alkoholizmu w rodzinie to nie taka rodzina o jakiej pisze Memphis a przynajmniej ja to inaczej zupełnie rozumiem bo może ona rzeczywiście pisze tak jak rozumiesz to TY. Mój ojciec był alkoholikiem ale był na co dzień zadbany, ogolony, porządnie ubrany, pracował.Ja uważam, że to głównie dzięki mojej niepijącej matce, która pilnowała by w domu alkoholu nie było, która nie organizowała imprez wiedząc jak się one skończą, która wysyłała na odwyk i leczenie. Nie było żadnych awantur, bijatyk, ojciec nigdy mi nie dał nawet klapsa, nie okradł ludzi, sklepów, działek, itp żeby mieć na alkohol, nie wynosił zdomu(w sensie sprzedawania rzeczy na alkohol-moje kieszonkowe to dla niego była pożyczka, oddawał mi je po tym jak wytrzeźwiał gdy świsnął w ciągu alkoholowym, choć tak ja uważam, że o kradzież bo brał bez mojej zgody i wiedzy jak miał ciąg) był zwykłym facetem(o ile tej sytuacji da się mówiąc o zwykłości) poza ciągami alkoholowymi, chodził do pracy, na wywiadówki, na łyżwy ze mną czy do kina.

                                              Nadal jednak to tylko dzieci. Nie ma we m
                                              > nie zgody na określanie ich jako złodziei, manipulatorów, kłamców itp. ani na w
                                              > ykluczanie.
                                              Tak, to tylko dzieci, i dodatkowo niewinne zupełnie. Jednak i owszem takie są jeśli wyrosły w domu, zgodnie z takimi przykładami i zasadami w nim panującymi. Nie miały okazji się dowiedzieć, że to jest złe i moze/powinno być inaczej...
                                              • noname2002 Slonko1335 31.05.14, 11:13
                                                Pijący ojciec i współuzależniona matka, ukrywająca jego nałóg, to też patologia. Bez urazy-też miałam ojca alkoholika.
                                                • slonko1335 Re: Slonko1335 31.05.14, 11:48
                                                  ależ ja się z Tobą absolutnie zgadzam, choć pijaństwo nie było ukrywane, bo jak to ukryć? Jasne nie chodziła z tabliczką na czole informującą wszystkich że ma męża pijaka ale rodzina, znajomi, sąsiedzi wiedzieli. Matka walczyła aby się leczył, problem tylko w tym, że on nie chciał się leczyć, kilkanaście razy zaczynał różne terapie. Gdy matka wreszcie nie wytrzymała, ociec coraz bardziej się staczał - złożyła wniosek o rozwód i wtedy o ironio potrącił go pijany kierowca-umierał 7 lat....
                                                  Jednak uważam, że nasz dom to nie był patologiczny dom jaki uważam za prawdziwą patologię z pierwszego postu i jakie miałam okazję niestety widzieć-ja dzięki matce miałam okazję mieć normalne dzieciństwo, widzieć, że można nie pić, oczywiście na tyle normalne na ile to możliwe w tej sytuacji.
                                            • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:11
                                              Zgadzam się ze słonko, może dlatego że znam ją lepiej i rozumiem poza klawiaturą co ma na myśli. Moje zdanie w tej kwestii jest podobne. Rok temu np. córka bawiąc się kilka razy na dworze z innymi dziewczynkami siostrami powiedziała, ze więcej nie będzie. Na pytanie dlaczego odpowiedziała, że jedna z nich namawiała drugą by ściągała majtki i robiła tak jak dorośli i ich tata codziennie idzie do domu z piwem i pali -bo była raz z nimi na klatce jak szły po cos do domu i z ich domu śmierdziało. Nie wiedziałam o tym, bo nie jestem w stanie znać wszystkich rodzin z podwórka-obserwuję bliżej i zdaje się na zdanie dzieci. Póki co mają dziwną magiczną zdolność odróżniania 'czarnego" od "białego"- czyli wiedzą z kim chcą spędzać czas a z kim nie i dziwnym trafem nie chcą czasu spędzać z osobami z "patologii"-bądź faktycznej skrajnej jaskrawej opisanej w poście pierwszym, bądź patologii mentalnej , którą szybko się wyczuwa jeśli kilkuletnie dziecko udaje że pali, uprawia seks i przeklina. Nie potrzeba do tego żadnej filozofii i głębokich analiz.
                                              Tak mi się przypomniało- słonko będzie kojarzyła sytuację- poznałam podczas wspólnego wypadu na łyżwy jedną mamę, która chciała pojeździć ze starsza corką więc zostawiła przed lodowiskiem młodsze 1,5 roczne dziecko. I pojechała. dziecko zaczęło płakać więc wzięłam je na ręce-obok w wozku spał mój maluch. Pocieszałam dziewczynkę, zagadywałam a mama sobie jeździła. Po skończeniu zabawy zgadałyśmy się ze słonko-ona myślała że ja znam te panią i ona dała mi dziecko a ja myślałam że to jej dobra znajoma. Ergo-dla mnie jest to patologia mentalna i emocjonalna, zachowanie karygodne i niedopuszczalne. Jeśli moje dziecko po kolejnych razach lubiło jej corkę, bawilo się z nia- nie przekazywałoby nic niepokojącego- pozwoliłabym się bawić. Ale nie robiłabym nic w kierunku zacieśniania więzi, wzmacniania jej, nic w stylu "nocowanie'. To co zrobiła ta kobieta-przekreśla ją w moich oczach-mimo że była trzeźwa dobrze ubrana i zadbana..
                                              • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:17
                                                Nie twierdzę, że takie zachowania nie występują, bo wiem, że tak.
                                                Ale jednocześnie wiem, że nieraz nie występują - nawet u dzieci z jednego domu - jest tak jak pisałam w pierwszej wypowiedzi w tym wątku - część dzieci jest kłopotliwa, a nawet ma kłopoty z prawem, a część stara się jak może, instynktownie, od najmłodszych lat, robić wszystko tak jak należy, nie naruszając żadnych społecznych norm.
                                                A wy wszystkie dzieci wrzucacie do jednego wora.
                                                • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:23
                                                  Nie wszystkie-te, które według nas rodziców znających sytuację mających doświadczenie i swoje obserwacje- których nie chcemy jako przyjaciół naszych dzieci.
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:46
                                                    guderianka napisała:

                                                    > Nie wszystkie-te, które według nas rodziców znających sytuację mających doświad
                                                    > czenie i swoje obserwacje- których nie chcemy jako przyjaciół naszych dzieci.

                                                    Ja się nie kłócę z tym, że nie chcesz takiej znajomości dla swojego dziecka, bo to rozumiem, ale z tym, że twoje dziecko, choćby najlepiej pod słońcem wychowane, jednak może polubić dziecko z rodziny patologicznej, które albo będzie się zachowywało nie gorze od innych, albo zaimponuje czymś twojemu dziecku.
                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:49
                                                    choćby najlepiej pod słońcem wychowa
                                                    > ne, jednak może polubić dziecko z rodziny patologicznej, które albo będzie się
                                                    > zachowywało nie gorze od innych, albo zaimponuje czymś twojemu dziecku


                                                    a ja stawiam gdzieś taką tezę -że się z nią kłócisz ? przecież nic takiego nie twierdzę
                                                    póki co-nie było takiej sytuacji, jeżeli będzie-jako matka dziecka małego będę miała wpływ na jego bywanie w takim domu i kontrolę nad bywaniem tego dziecka u mnie- obserwację zachowania itd. Jeżeli będzie duże-pozostanie mi mieć nadzieję, że kontakty te nie złamią jego moralnego kręgosłupa
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:58
                                                    > póki co-nie było takiej sytuacji, jeżeli będzie-jako matka dziecka małego będę
                                                    > miała wpływ na jego bywanie w takim domu i kontrolę nad bywaniem tego dziecka u
                                                    > mnie- obserwację zachowania itd.

                                                    Ja nie piszę o "bywaniu", bo taka forma przyjaźni małych dzieci jest mi obca, tylko o kontaktach w przedszkolu, czy szkole.

                                                    I to mam na myśli pisząc, że nie zapobiegniecie zawsze kontaktów swojego dziecka z dzieckiem z gorszego domu.
                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:01
                                                    a widzisz-a dla mnie kontakty w przedszkolu i szkole to nie przyjaźń-

                                                    I to mam na myśli pisząc, że nie zapobiegniecie zawsze kontaktów swojego dzieck
                                                    > a z dzieckiem z gorszego domu.

                                                    ale to żadne odkrycie przecież-
                                                    błąd tkwi w definicjach- dla Ciebie "przyjaźń" oznacza kontakt, stykanie się dla mnie- zażyłość i więź
                                                  • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:32
                                                    I to mam na myśli pisząc, że nie zapobiegniecie zawsze kontaktów swojego dzieck
                                                    > a z dzieckiem z gorszego domu.
                                                    ale ja wcale nie mam zamiaru zapobiegać kontaktom z dziećmi z rodzin bardziej lub mniej patologicznych-przecież to niemożliwe ale od kontaktów do przyjaźni i zażyłości jest daleka droga i moich dzieci patologia i patologiczne zachowania nie pociągają a wręcz przeciwnie raczej rażą, nie rozumieją ich. I wydaje mi się, że Ty jak Bri masz inną definicję patologicznego domu. Najlepsza przyjaciółka mojej córki ma matkę alkoholiczkę, niepijącą już kilka lat i ojca alkoholika w trakcie leczenia ale to dom bez przemocy, gdzie o dziecko się dba, wychowuje je i owszem moje dziecko chodzi do tego domu, zostaje na noc gdy jest ten niepijący rodzic, gdy jest tylko ten w trakcie leczenia nie ale to znowu nie jest ta prawdziwa patologia z mojej definicji.
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:59


                                                    Patologia to dla mnie albo alkoholizm obydwu rodziców (jednego w przypadku gdy ten jeden samotnie wychowuje), konflikty z prawem, odsiadki, bądź rodzicielstwo nawet bez skrajnego alkoholizmu, ale połączone z niechciejstwem, lenistwem i olewactwem oraz właśnie brakiem wpajania norm społecznych dzieciom, a nastawieniem na zysk i wyzysk.
                                                    Oraz sytuacje, gdy dzieciaki w bidulu lądują, bo nie mają zaspokajanych podstawowych potrzeb.
                                                    Czasami podejście rodziców, nawet bez nałogów, i biedy też jest patologiczne, gdy przedkładają własna wygodę i cele nad dobro dzieci. I to jest najgorsze, bo często dzieci są dobrze ubrane i zaopatrzone w gadżety, a ich wychowanie, a raczej jego brak, nie odbiega tego dzieci alkoholików. Zwłaszcza, że te drugie mają świadomość, że jest coś nie tak, a te pierwsze niekoniecznie. Bo przecież mają rodziców, BMW i PS.

                                                    W życiu nie uznałabym za patologię rodziny, gdy jeden z rodziców pija, a drugi robi co może, żeby dzieci były syte, czyste i zadowolone. Lub się leczy, bo zdaje sobie sprawę, że tylko to może mu pomóc.

                                                • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:30
                                                  część dzieci jest k
                                                  > łopotliwa, a nawet ma kłopoty z prawem, a część stara się jak może, instynktown
                                                  > ie, od najmłodszych lat, robić wszystko tak jak należy, nie naruszając żadnych
                                                  > społecznych norm.
                                                  ale dzieci z prawdziwie patologicznych domów nie znają norm społecznych, bo niby skąd?
                                                  piszesz o domach gdzie jednak ktoś się stara jakoś je wychować, wpoić jakieś wartości i wtedy tak-mają wybór, jak całe środowisko jest patologiczne to nie wiedzą, że jakiś wybór istnieje.

                                                  I absolutnie nie wrzucam każdego do jednego wora bo znam dzieci z rodzin patologicznych które wyrosły na ludzi ale ktoś musiał pokazać im inną drogę, uświadomić, że taka w ogóle jest.

                                                  Mam wrażliwe bardzo dziecko, jest w ciężkim szoku jak widzi niektóre zachowania dzieci z dobrego domu-taki które w naszym domu i nam są obce albo takie które uważamy za niewłaściwe, często sama uznaje że coś jest niewłaściwe bo u nas tak się nie robi/mówi, nie chce się bawić, przebywać z takimi dziećmi tym bardziej nie fascynuje jej prawdziwa patologia-w życiu nie odnajdzie sie w takim towarzystwie, jak ktoś napisał nie ten kod...teraz- jak ma te kilka lat zaznaczam i to my rodzice mamy na nią największy wpływ i to nas traktuje jako wzór do naśladowania.
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:43
                                                    slonko1335 napisała: '

                                                    > ale dzieci z prawdziwie patologicznych domów nie znają norm społecznych, bo nib
                                                    > y skąd?

                                                    Z obserwacji?
                                                    Z telewizji?

                                                    Nie twierdź, że takie dzieci nie istnieją, bo istnieją, mogę ci je palcem pokazać.


                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:50
                                                    andaba-piszesz, żeby pisać
                                                    istnieją-przypadki jednostkowe, promil wśród wszystkich
                                                    i co z tego ?
                                                    piszemy (przynajmniej ja) na podstawie ogółu a nie szczegółu
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:07
                                                    > istnieją-przypadki jednostkowe, promil wśród wszystkich
                                                    > i co z tego ?
                                                    > piszemy (przynajmniej ja) na podstawie ogółu a nie szczegółu


                                                    Promil mówisz?

                                                    To w wyjątkowo fatalnym środowisku musisz się obracać, bo ja ze swojego dzieciństwa nie pamiętam żadnego dziecka, które zachowywało się tak naprawdę skandalicznie, żeby inne się nie chciały z nim bawić, a z dzieciństwa moich dzieci znam takie przypadki trzy, przy czym jeden na pewno nie byłby uznany przez was za rodzinę patologiczną. Za to pozostałe dwa mają rodzeństwo, któremu nie mam nic do zarzucenia, bo nawet "dzień dobry" mówią częściej niż dzieci z inteligenckich rodzin.

                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:14
                                                    Promil tych, którym się udało
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:34
                                                    guderianka napisała:

                                                    > Promil tych, którym się udało


                                                    A wiesz, dlaczego tak niewielu się udaje?

                                                    Bo nie dość, że brak im podstaw, brak miłości, brak wsparcia płynącego z rodziny, to jeszcze spotykają się z ostracyzmem otoczenia. Nawet jak nic złego nie robią. Po pewnym czasie dochodzą do wniosku, że nie warto się starać, bo i tak są gorsi, a życie po najniższej linii oporu jest prostsze.
                                                    I dlatego uważam, że czasem warto takiemu dziecku podać rękę, nawet jak kosztem tego będzie nauczenie się mojego kilku brzydkich słów. Bo na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym to głównie właśnie takie niebezpieczeństwa, wynikające z kontaktów, czyhają.
                                                    W starszym wieku, gdy w grę wchodzą używki, alkohol i kradzieże, wygląda to już nieco inaczej, ale też wpływ mamy mniejszy. Wtedy owocuje to co wpoiliśmy dziecku - niekoniecznie pogardę dla osób, ale dla zachowań. I uwierz mi, to jest wykonalne.

                                                    Mam znajomą, wywodzącą się z rodziny patologicznej, która wyszła na ludzi.
                                                    Własnymi siłami.
                                                    I nieraz do mnie mów, jak jej było ciężko, że nikt jej nie pomógł, ile razy spotykała się z wrogością, ile razy głodna chodziła.
                                                    Owszem, jej się udało mimo wszystko, ale to wyjątkowa osoba, nawet na tle całej populacji, nie tylko tej ze złym startem.

                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 13:22
                                                    No to podawaj, Twoja sprawa
                                                    Ja nie mam zamiaru na moich dzieciach świadomie przeprowadzać eksperymentu i bratać się z patologią
                                                  • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:57
                                                    to co wystarczy, że posadzimy dzieciaka przed telewizorem i nie musimy już go wychowywać? dawać przykładu? wpajać zasad i wartości? bo ono sobie zaobserwuje i wyciągnie wnioski z telewizji? przecież to śmieszne...
                                                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:02
                                                    Nie, śmieszne jest twierdzenie, że dziecko które w domu ma przemoc i wódę nie wie, że jest inny świat, bez przemocy i wódy.

                                                    Twoje dziecko zapewne nie doświadcza w domu przemocy i nie słyszy przekleństw.
                                                    czy liczysz, że nie wie o tym, że istnieją przekleństwa, że ich nie zna, że nie wie, iż ludzie się biją, przezywają i walczą?

                                                    Jeżeli tak myślisz, to jesteś po prostu naiwna, dzieci nie są ślepe, za to są cwane, do mamusi skarżą, że Tomek przeklina, a w przedszkolu z wypiekami powtarzają co grubsze słowa.

                                                    Nie, oczywiście, twoje dziecko tak nie robi, ale inne owszem smile
                                                  • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:19
                                                    Twoje dziecko zapewne nie doświadcza w domu przemocy i nie słyszy przekleństw.
                                                    > czy liczysz, że nie wie o tym, że istnieją przekleństwa, że ich nie zna, że ni
                                                    > e wie, iż ludzie się biją, przezywają i walczą?
                                                    ależ oczywiście, że wie bo z nim o tym rozmawiamy, bo pyta a my odpowiadamy, zdaje sobie doskonale sprawę że są zachowania których nie tolerujemy i w domu u nas ich nie ma co nie oznacza że nie istnieją.

                                                    > Nie, oczywiście, twoje dziecko tak nie robi, ale inne owszem smile
                                                    ja nie twierdzę, że nie robi, oczywiście, że próbuje, sprawdza ale tak nie żyje, to nie jest dla niego normalne, zwykłe codzienne zachowanie, tylko epizody-to nie są tresowane małpki ale na szczęście najczęściej same(lub przy odpowiednim nakierowaniu, rozmowie) dochodzą do właściwych wniosków na podstawie wpojonych im wartości i naszego przykładu.
                          • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:46
                            > MOgą jak najbardziej i dlatego między innymi zajmuję się wolontariatem.

                            To fascynujące. Na czym polega Twoja praca w wolontariacie?
                            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:33
                              Nieszczególnie fascynujące szczerze mówiąc. Na różnych rzeczach w zasadzie w zależności od czasu i potrzeb i umiejętności i raczej nie są to wielkie rzeczy tylko drobnostki.
                          • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:27
                            > MOgą jak najbardziej i dlatego między innymi zajmuję się wolontariatem.

                            Jakoś zgrzyta mi ten "wolontariat" w połączeniu z bezbrzeżną pogardą dla przedmiotu Twoich działań.
                            • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:48
                              Pogardą dla dzieci? a czemu te dzieci są winne? ja mogę niewiele i robię tylko to co mogę zrobić , nie nie wyrwę ich z takiego środowiska własnymi rękoma jeśli Ci o to chodzi, nie mam ku temu narzędzi żadnych .
                            • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:15
                              Echotm- znam słonko od lat
                              Uwierz, trudno w dzisiejszych czasach o tak dobrego człowieka jak ona.
                              To co odczytujesz jako pogardę jest prostym postawieniem sprawy-jasnym i wyraźnym odwoływaniem się do patologii opisanej w pierwszym poście. Nie ma w tym pogardy-bo serce ma ona ogromne. Ale nie tak ogromne by narażać świadomie swoje dzieci w imię altruizm i wiary, że dzieci jednak są dobre i nie powielają wzorców ze swoich rodzin. Moje zdanie w tej kwestii tez jest jasne i mocne-zwłaszcza że mam / M ma z pracy/ obserwacje rodzin wielopokoleniowych gdzie patologia jest przekazywana z pokolenia na pokolenie i powiedzenie " dziecko będzie takie samo" jest w 99% prawdą
                              • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:30
                                obserwacje rodzin wielopokoleniowych gdzie patologia jest
                                > przekazywana z pokolenia na pokolenie i powiedzenie " dziecko będzie takie samo
                                > " jest w 99% prawdą

                                Dzieci są takie same m.in. dlatego, że wszyscy dookoła oczekują, że będą takie same i od dziecka traktują je tak, jakby już takie były. Na tym to właśnie w dużej mierze polega.
                                • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:41
                                  Nie, nie masz racji. To tak zwane dziedziczenie patologii-od momentu w którym matka z dzieckiem w brzuchu jest zwijana z ulicy zimną, poprzez moment gdy rodzi to dziecko i "jakoś daje" radę, gdy w domu jest ich kilkoro a panujące zasady są jasne- nakarm się sam bo inaczej będziesz głodny, załatw sobie sam bo nikt za Ciebie nie załatwi. M raz na służbie miał wezwanie do złodziei w CH- było ok 21-22, pora jesienna złodziejami były dzieci w wieku 10-14! - znani już funkcjonariuszom bo nazwiska ich rodziców od dawna przewijały się w kartotekach. Piszesz wszyscy dookoła- a jaki wpływ mają wszyscy dookoła na to, co dzieje się w domu ? Sugerujesz, że dzieci z tzw. dobrego domu w tym i Twoje zachowują się pozytywnie i poprawnie bo wszyscy tego oczekują ?
                                  Oczekiwania nie mają nic do tego, jeśli wynosi się z domu pewne wzorce-nieraz było to wałkowane w kontekście różnych sytuacji-nie rozumiem jakie masz podstawy by temu zaprzeczać skoro nawet nauka-socjologia i psychologia mają takie takie stanowisko ? Dom, w którym jest patologia, alkoholizm, przemoc ( często związany z tym brak pracy i przestępczość) nie jest dobrym punktem startowym. Promil dzieciaków, którym się udało "wyjść na ludzi" ( a potem i tak walczyć z demonami w głowie jak DDA) jest niewielki.
                                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:59
                                    Tak, moje dziecko zachowuje się poprawnie i jego zachowanie jest postrzegane jako poprawne m.in. dlatego, że nasza rodzina jest poprawna.

                                    Dorośli ludzie wtłoczeni w określoną rolę potrafią robić rzeczy, których nigdy by się nie dopuścili (patrz tzw. eksperyment więzienny), a co dopiero dzieci.

                                    Do czego chcesz mnie przekonać właściwie? Że powinnam swojemu dziecku zabraniać zabawy z dziećmi z tzw. rodzin patologicznych nawet jeśli miałoby na to ochotę i zachowanie tych dzieci byłoby akceptowalne? Czy może raczej do tego, że rodziny, w których tylko jedno z rodziców pije są całkiem normalne, bo "prawdziwa patologia" zaczyna się dopiero, kiedy dzieci żywią się tym, co na podłodze znajdą?
                                    • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:09
                                      m.in. dlatego, że nasza rodzina jest poprawna
                                      no i wszystko w temacie-tyle że nie chodzi o postrzeganie i zakładanie apriori -tylko o poprawne zachowania które wywołują konkretne reakcje

                                      Do czego chcesz mnie przekonać właściwie? Że powinnam swojemu dziecku zabraniać
                                      > zabawy z dziećmi z tzw. rodzin patologicznych nawet jeśli miałoby na to ochotę
                                      > i zachowanie tych dzieci byłoby akceptowalne? Czy może raczej do tego, że rodz
                                      > iny, w których tylko jedno z rodziców pije są całkiem normalne, bo "prawdziwa p
                                      > atologia" zaczyna się dopiero, kiedy dzieci żywią się tym, co na podłodze znajd
                                      > ą?


                                      Polemizuję z Twoją opinią jakoby dzieci z rodzin patologicznych ( wątek pierwszy) miały negatywne zachowania nie przez to, co wynoszą z domu ale przez to, że tak są postrzegane

                                      Dorośli ludzie wtłoczeni w określoną rolę potrafią robić rzeczy, których nigdy
                                      > by się nie dopuścili (patrz tzw. eksperyment więzienny), a co dopiero dzieci.

                                      A jaki to ma związek z faktem, że nie pozwolę moim dzieciom na przyjaźnienie się z"patusami" ( post pierwszy)?
                                      • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:40
                                        Jeśli naprawdę nie pojmujesz jaka siła tkwi w uprzedzeniach i jak różna może być interpretacja identycznego zachowania w zależności od nastawienia interpretujących to nie podejmuję się Ci tego wytłumaczyć.
                                        • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:43
                                          To nie chodzi o uprzedzenia, wręcz przeciwnie- o umiejętność obserwacji i racjonalizm a nie emocjonalne podejście w stylu Miss World " najważniejszy jest pokój na świecie"
                                          • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:58
                                            Żeby mieć okazję coś zaobserwować trzeba mieć kontakt z przedmiotem tych obserwacji, a Ty zdaje się jesteś zdeterminowana nie dopuścić do kontaktów swoich dzieci z dziećmi z patologii. Ja mam inaczej. I tak, bardzo pragnę pokoju na świecie i nie uważam, żeby był to powód do wstydu.
                                            • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:03
                                              Następna (andaba to samo)
                                              Kwestia definicji- Wy piszecie o kontakcie i nie dopuszczaniu do niego-chociaż ja NIGDZIE o tym nie wspominam
                                              Ja piszę o PRZYJAŹNI-którą rozumiem jako zażyłość, więź

                                              Dla Ciebie kontakt z patologią a przyjaźnienie się z patologią to dwa równorzędne sformułowania ?
                                              • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:08
                                                Nie, to nie to samo. Czy mam w takim razie rozumieć, że pozwalasz swoim dzieciom na zabawę z dziećmi z rodzin patologicznych?
                                                • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:15
                                                  Nie zabraniam-bo nie wypiszę z klasy, kontakt mają, wspólne zabawy również
                                                  Na podwórku- nie mam okazji pozwalać lub nie-bo dzieciaki same z siebie nie chcą z takimi mieć kontaktu/zabawy
                                                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:20
                                                    Czyli nie masz okazji obserwować jak się zachowują te dzieci w zabawie z Twoimi? Czy bawiąc się w szkole doznały jakiejś krzywdy z ich strony?
                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:24
                                                    Na podwórku -nieraz miałam i znałam z opowieści, w szkole nie mam okazji obserwować-nieraz słyszę opowieści . Krzywda fizyczna nie -bez bicia, popychania itp., ale głupie zabawy w "pijanego" (spiewanie przez chłopca piosenki w styli jestem pijany jestem pijany i walę się na ściany)

                                                    Jakie to ma znaczenie w kontekście wątku i pytania o przyjaźń, nocowanie itd. ?
                                                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:33
                                                    Ciekawa jestem po prostu czemu tak się tej ewentualnej przyjaźni obawiasz. Dowiedziałam się jak na razie, że nie podobała Ci się jedna głupia zabawa.
                                                  • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 13:24
                                                    Przepraszam ale skoro nie rozumiesz dlaczego obawiam się przyjaźni z patologią (post pierwszy) to nie będę się starała byś to pojęła. Tak samo jak nie będę się starała tłumaczyć byś czytała ze zrozumieniem to co piszę na temat przyjaźni i zażyłości, kontaktów szkolnych, wyborach moich dzieci.
                                                  • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 13:31
                                                    OK, nie tłumacz.
                        • sko.wrona Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:32
                          OJP

                          W przedszkolu syna dwójka gn..ków, którzy lubią dokuczać innym to dzieci z bardzo dobrych domów.
                          • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 08:46
                            > W przedszkolu syna dwójka gn..ków, którzy lubią dokuczać innym to dzieci z bard
                            > zo dobrych domów.
                            ale nikt nie twierdzi, że to niemożliwe...a oznacza to jedynie tyle, że mimo dobrego domu dzieci są w jakiś sposób zaniedbane. Czemu inne nie gnębią i nie dokuczają? urodziły się z lepsze?
                            Nawet w dobrym domu takie sytuacje są obecne tym bardziej są w domach prawdziwej patologi gdzie alkohol i przemoc to normalka i podstawowe narzędzia do rozwiązywania wszystkiego..
                            • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 10:05
                              Słonko, weź pod uwagę, że nie każdy podziela Twoją definicję "prawdziwej patologii". Dla niektórych ludzi Ty pochodzisz z domu obarczonego prawdziwą patologią. Ci ludzie też czytają to, co piszesz i mogą to potraktować jako usprawiedliwienie dla izolowania, etykietowania dziecka takiego jakim Ty byłaś.
                              • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 13:25
                                Jaaaaaaaaa
                                Przeczytaj post założycielski -tam jest opisane w jakim obszarze powinniśmy się w dyskusji poruszać -są podane wytyczne patologii i podany rodzaj kontaktów-i nie sa to kontakty sporadyczne ale przyjaźń. No czytajże dokładnie.
                  • andaba Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:18
                    slonko1335 napisała:


                    ale ono ma kilka lat i wpoj
                    > one wartości i zasady z naszego domu i takie uważa za słuszne, nie zdaje się z
                    > agresorami, kłamcami i złodziejami, manipulantami, rażą ją brzydkie słowa, prz
                    > ezywanie, znęcanie się nad słabszymi,


                    Taaaa, pięciolatek z patologicznej rodziny przyjęty do przedszkola wpada do sali, zabiera wychowawczyni portfel, gwałci koleżankę, wyzywa dyrektorkę i idzie zapalić do piaskownicy.

                    • slonko1335 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 18:07
                      Nie skadze taki pieciolatek jest bardzo dobrze wychowany, na poziomie rozwiazuje konflikty, pitrafi sie pieknie wyslawiac, ma wiedzę o otaczajacym go swiecie, je sztuccami dba o higiene, itd...na pewno......
                • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 15:51
                  10/10
              • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 15:37
                Czasem jest tak, jak pisze Andaba, a czasem pociąga egzotyka.
    • lilka69 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:45
      wychodze z zalozenia , ze jest tyle ludzi na swiecie do poznania i kontaktow- blizszych i dalszych , ze mozna darowac sobie te "patologie". jednoczesnie wiem, ze nie kazdy musi mnie lubic i zapraszac do swojego grona. dziecka to tez dotyczy. szkoda, jest przykro ale tak to jest.

    • edelstein Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:54
      Zostalam w tamtym watku uznana za niewarta uwagi,bo pozwalam mojemu dziecku na kontakty z chlopcem z ADHD.Dla mnie jest jasne,ze jesli dziecko nie przejawia destruktywnych zachowan po rodzicach,czyli nie pali,nie bije,nie uzywa przeklenstw w formie przecinkow to nie widze powodu,by zabraniac kontaktow.Unikalabym jednak kontaktow mojego dziecka z toksycznymi rodzicami.Jak widac w tamtym watku,patologia na rozne oblicza i o Ile z corka lily moj syn moglby sie przyjaznic to jednak z bis nie chcialabym by me dziecko mialo stycznosc.
      • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:38
        A pozwoliłabyś na przyjaźń z chłopcem z rodziny tureckiej muzułmańskiej?
        • edelstein Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 15:46

          Nie ma takiego problemu,oni nie zadaja sie z niewiernymibig_grin
        • marianna72 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 20:20
          Ja tak tzn akurat nie tureckiej ale muzulmanskiej .Moj syn ma kolege marokinczyka , ktory przychodzi do nas do domu , teraz jak cieplo biegaja w pobliskim parku.Czasami syn bywa rowniez u nich w domu ale wygodniej jest u nas
    • 18lipcowa3 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 12:58
      Nie pozwoliłabym.
      • marychna31 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:08
        18lipcowa3 napisała:

        > Nie pozwoliłabym.

        Pytanie brzmiało czy z twoimi dziećmi ktoś by pozwolił zadawać.
        • 18lipcowa3 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:55
          marychna31 napisała:

          > 18lipcowa3 napisała:
          >
          > > Nie pozwoliłabym.
          >
          > Pytanie brzmiało czy z twoimi dziećmi ktoś by pozwolił zadawać.


          Z moimi? Dobrze się czujesz czy ci nienawiść mózg zalewa?
          Trochę to się kłoci z obrazem jaki prezentujesz na forum- tu wrażliwość i ''serce do zwierząt i ludzi'' a tu chamstwo i totalny prymityw.
          Moje dzieci oraz moja rodzina nie reprezentuje patologii. Nie pijemy alkoholu, nie bijemy dzieci, nie wyzywam, nie kradniemy.
          Moje dzieci są chwalone, nagradzane, przytulane, szczepione, dobrze karmone, zadbane, leczone. Chodzą do przedszkola i złobka, pracujemy, płacimy podatki, nie pobieramy zasiłków z MOPS, zabieram je na zajęcia zorganizowane, do teatru, kina, na basen i w 100 różnych innych miejsc.

          To że ty masz taki a nie inny pogląd na mnie czy moją rodzinę to twój cholerny problem.
          • marychna31 Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 12:04
            Próbuje ci tylko uświadomić, że łatkę "patologia" to można w sumie każdemu przypiąć i bardzo łatwo znaleźć się po drugiej stronie. Zupełnie już abstrahując od twojego chamstwa forumowego, zakładając, ze w realu potrafisz się zachować, to z tego tego co pisałaś o sobie i swojej rodzinie na forum to bez większego zastanowienia mogę znaleźć co najmniej trzy powodu, dla których ktoś mógłby uznać ciebie i twoje dzieci za patologię. Jeśli trafisz na kogoś podobnego do siebie to ten ktoś potraktuje twoje dzieci tak, jak ty to opisałaś w swoim pierwszym poście w tym wątku. I co, odpowiada ci to?
            • 18lipcowa3 Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 13:11
              W wątku było o alkoholiźmie, przemocy a nie o subiektywnych odczuciach typu ty uważasz mnie za patologię bo nie kocham wszystkich kotków świata, albo ja uważam za patologię ludzi nieszczepiących dzieci.
              Nie mam nic przeciwko przyjaźni moich dzieci z ludzmi o odmiennym światopoglądzie, natomiast mam coś do patologii- typu chlanie, ćpanie, przemoc i od takich osób mam zamiar trzymać dzieci z daleka.
              To czy moje życie i moje poglądy są dla ciebie patologią oraz to że się wyjątkowo uczepiłaś moich dzieci mi kompletnie zwisa.

              • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 13:54
                Jak jest i chlanie i ćpanie to tym bardziej ktoś powinien się zainteresować dzieckiem z takiej rodziny, prawda? Potem pierwsza jesteś do ględzenia "a gdzie byli sąsiedzi" ....
              • marychna31 Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 14:56

                > W wątku było o alkoholiźmie, przemocy a nie o subiektywnych odczuciach typu ty
                > uważasz mnie za patologię bo nie kocham wszystkich kotków świata, albo ja uważa
                > m za patologię ludzi nieszczepiących dzieci.
                Jak zwykle histeryzujesz od rzeczy. Miałam na myśli patologię pod postacią awantur domowych ("włoski model małżeństwa"), kryzysów małżeńskich na oczach dzieci, papierów rozwodowych w sądzie, podkradanie przez ojca pieniędzy przeznaczonych dla nowo narodzonego dziecka itp.

                > To czy moje życie i moje poglądy są dla ciebie patologią oraz to że się wyjątko
                > wo uczepiłaś moich dzieci mi kompletnie zwisa.
                O, pipciusiowa nie odwracaj kota ogonem. Twoje dzieci są mi obojętne natomiast ty się popisywałaś na forum wielokrotnie s.k.u.r.w.y.s.y.ń.s.t.w.e.m wobec mojego dziecka.
    • oqoq74 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:13
      Niekoniecznie chciałabym, żeby mój syn przebywał w domu z problemami typu alkohol, przemoc.
      Wolałabym, żeby dziecko z takiego domu przebywało u nas, jeśli byłaby to "przyjaźń na śmierć i życie" mojego dziecka.
      Biedę - wykluczyłabym z takiego pojęcia patologii.
      • memphis90 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 22:05
        Bieda jako skutek innych patologii, nie sama w sobie.
    • neffi79 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:15
      nie pozwalałabym na wizyty mojego dziecka w takim domu. Zabawa pod moim okiem u mnie, czemu nie. Oczywiście o ile owe dziecko z domu patologicznego nie przejawiałoby patologicznych zachowań.
    • jagienka75 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:23
      kiedy byłam dzieckiem, bawiłam się z dziećmi z "patologii", gdzie rzeczywiście był alkohol i bieda.
      nikt mi nie bronił przyjaźni z takimi dzieciakami. w końcu to nie była ich wina, że rodzice lubili sobie wypić/zaniedbywali własne dzieci.
      dziś te dzieci to dorośli ludzie, gdzie niektórzy dobiegają czterdziestki, jak ja.
      wyrośli na normalnych ludzi. zero nałogów, nie piją ani nie palą. mają rodziny, pracę, kochają i dbają o swoje dzieci.
      ich rodzice nie żyją. nadużywanie alkoholu zrobiło swoje. dosyć szybko zawinęli się na tamten świat. część z nich nie dożyła 50 roku życia.
    • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:24
      Jasne, że nie. Pozwalam dopóki mogę na takie kontakty które w fundamentach wartości są zbliżone do prezentowanych w naszym domu. Triss założyła kiedyś podobny wątek.
      • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:59
        A jakie to wartości?
        • nenia1 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:51
          bri napisała:

          > A jakie to wartości?

          Wygląda, że wykluczanie dzieci z rodzin alkoholików.
          • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:24
            np. uczciwość
            np. szczerość
            np. brak nałogów
            np. szacunek
            • nenia1 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:50
              A dobroć, albo wrażliwość, empatia, brak uprzedzeń, nieetykietowanie z góry?

              Ty masz przecież niepełnosprawną córkę, pisałaś kiedyś jak ją ludzie etykietują.
              Powinnaś w sumie wiedzieć jak wiele zależy od tego jak i gdzie się urodzimy
              i co czują ludzie, których się wyklucza tylko dlatego, że mają mniej szczęścia
              i się różnią od "prawidłowej" większości.
              • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 21:59
                10/10
                Sama znam dorosłe i już nawet dojrzałe "dzieci" z takich rodzin, nie piją, nawet nie palą, uczciwie pracują, mają fajne wspaniale wychowane dzieci i normalnych nie pijących mężów.
                A na przykład dobrze wychowany jedynak z zamożnej rodziny (matka lekarka, ojciec prawnik albo coś podobnego) zadźgał nożem ciężarną dziewczynę i zacierał ślady.
                Albo z mojego osiedla - świetna katolicka rodzina o której złego słowa nikt nie powiedział (a potem wszyscy w sumie żałowali nawet) - 17 nastoletni syn (spokojny, dobrze uczący się, ministrant) zgwałcił 7 latkę.
              • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 12:14
                teraz Ty etykietujesz mnie bo nie wypisałam jako przykładu cech podanych przez Ciebie wyżej wink
    • mayaalex Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:30
      na pewno nie mialabym nic przeciwko wizytom u nas i kolegowaniu sie. trudniej mi w tej chwili wyobrazic sobie jak zorganizowac wizyty mojego dziecka w takiej rodzinie, ale to glownie dlatego, ze tu gdzie mieszkam po prostu podzialy nazwijmy to socjoekonomiczne przebiegaja dosc ostro rowniez geograficznie - wiec dziecko trzeba by specjalnie wozic (i wtedy wolalabym juz cudze dziecko przywozic do nas).
      pamietam z mojej podstawowki Andzele, ktora byla z rzeczywiscie patologicznej rodziny, i to byla dziewczyna moze prosta, z deficytami w nauce, calkowicie niedopilnowana (wczesnie zaczela tez kontakty z chlopcami z pobliskiej jednostki wojskowej, wpadla jako 16-latka) - ale gdyby sie ktos nia zainteresowal, to na pewno moglaby sobie w zyciu lepiej poradzic i w efekcie jej dzieci rowniez. jakos tam sobie radzi, ale gdyby w szkole byl jakis porzadny pedagog/psycholog/ktos, kto by na nia zwrocil uwage, to pewnie byloby jej z wieloma rzeczami latwiej.
      • kwiat_w_kratke Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:43
        Pytanie z gatunku ogromnie naiwnych - żeby nie powiedzieć głupich.

        Dziecko powiela zachowania swoich rodziców - na wszystkich płaszczyznach. To znaczy - jeżeli rodzice używają k..., ch..., p... czy innych przerywników, to ich dziecko raczej nie będzie mówiło piękną polszczyzną bez śladu łaciny podwórkowej. Jeżeli rodzice piją alkohol, są agresywni, używają przemocy, palą papierosy i nie tylko - to dziecko jest do tego przyzwyczajone i podobnie się zachowuje - na swoim poziomie oczywiście.
        Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby taką osobę moje córki polubiły, były nią zafascynowane itd. Owszem, w klasie najstarszej córki były dwie takie dziewczynki. Zawsze cuchnące, pełne agresji, wulgarne itd. Ja patrzyłam na nie ze współczuciem, córka - z odrazą. I zapewniam, że nie miała wielkiej ochoty na przyjaźnie z takimi osobami. Pamiętam, że klasa szalała z radości, gdy przeniesiono je do innej szkoły.
        • nenia1 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:55
          kwiat_w_kratke napisał(a):

          > Pytanie z gatunku ogromnie naiwnych - żeby nie powiedzieć głupich.

          A odpowiedź z gatunku jeszcze bardziej naiwnych. Tak jakby problem alkoholowy dotykał jedynie prymitywne, niedouczone jednostki. Kto tam kiedy widział pijącego lekarza czy pana inżyniera z uprawnieniami budowlanymi. Piją jedyni ci, którzy nie mówią piękną polszczyzną.
          • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:04
            10/10
          • kwiat_w_kratke Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:42

            Tak jakby problem alkoholowy d
            > otykał jedynie prymitywne, niedouczone jednostki. Kto tam kiedy widział pijąceg
            > o lekarza czy pana inżyniera z uprawnieniami budowlanymi.

            Albo nie przeczytałaś w ogóle postu założycielskiego, albo nie jesteś w stanie go zrozumieć. Pytanie było jasne i wyraźne: czy pozwolić dzieciom na zabawę z dziećmi z rodziny patologicznej, cyt.: "...mam na myśli prawdziwą patolgię, przemoc w domu, alkoholizm". Co tu ma do rzeczy wykształcenie? Mnie naprawdę nie interesuje wykształcenie osobników którzy chleją na umór.
            • nenia1 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:58
              Z twoje opisu wyłania się postać osoby prymitywnej, która nie jest w stanie nauczyć dziecka poprawnego wysławiania się, której dzieci śmierdzą itd. Tymczasem alkoholik i jego dzieci nie zawsze śmierdzą, nie zawsze przeklinają, nie zawsze jest wulgarni, szczególnie na zewnątrz i potrafią się wysławiać wyszukanym językiem, a nawet kilkoma - a mimo to jest patologią i to prawdziwą, o której pisze założycielka wątku, również u takich ludzi dochodzi do przemocy i zaburzeń w rodzinie. Teraz chyba jaśniej?
              • mag1982 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 20:15
                Tylko w przypadku takiej rodziny moglibyśmy nie wiedzieć, że to patologia.
              • kwiat_w_kratke Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 20:40
                nenia1 napisała:

                > Z twoje opisu wyłania się postać osoby prymitywnej, która nie jest w stanie nau
                > czyć dziecka poprawnego wysławiania się, której dzieci śmierdzą itd. Tymczasem
                > alkoholik i jego dzieci nie zawsze śmierdzą,


                Widzę, że niewiele zrozumiałaś. Dziecko alkoholika nie śmierdzi dlatego, że rodzice są "prymitywni" i nie wiedza o podstawowych potrzebach dziecka. Oni po prostu nie mają czasu ani ochoty zajmować się tym dzieckiem. I dlatego nieważne jest, czy alkoholik jest osobą wykształconą, znającą języki - czy też wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś się stoczył tak, że chleje i bije, bije i chleje - to niestety jego potomstwo zwykle śmierdzi brudem.
                Nawiasem mówiąc tata jednej z tych dziewczynek, o których wyżej wspomniałam był kiedyś radcą prawnym pewnej znanej firmy. Był, bo niestety dawno się stoczył. I jego córka powtarzała właśnie słyszane podczas pijackich akcji wulgaryzmy.
                • nenia1 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 22:46
                  kwiat_w_kratke napisał(a):

                  > Widzę, że niewiele zrozumiałaś.

                  Masz jakiś problem z kulturalnym prowadzeniem rozmowy, każdy post zaczynasz od "wiedzę, że nie zrozumiałaś", "ale to pytanie głupie", "nie jesteś w stanie zrozumieć". Mama za tatą nie nauczyli, że to zwyczajnie niegrzeczne? Byli patologią, czy niepatologii też się czasem udaje nie wychować dobrze dziecka?

                  > Dziecko alkoholika nie śmierdzi dlatego, że rod
                  > zice są "prymitywni" i nie wiedza o podstawowych potrzebach dziecka. Oni po pro
                  > stu nie mają czasu ani ochoty zajmować się tym dzieckiem.

                  Ile znasz tych śmierdzących dzieci alkoholików? Bo wypowiadasz bardzo kategoryczne sądy.
                  • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 09:18
                    I czy muszą śmierdzieć? Znałam dwie dziewczyny z dawnej klasy, same mówiły, że mają ojców alkoholików, nie kryły się z tym i nie śmierdziały, super ciuchów może nie miały, ale nie śmierdziały. Obydwie też nawet nie paliły co wtedy raczej było normą (co najmniej połowa klasy paliła).
                • noname2002 Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 00:03
                  Proponuję wyguglać sobie określenie "wysokofunkcjonujący alkoholik"...
                • na_pustyni Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:07
                  >I dlatego nieważne je
                  > st, czy alkoholik jest osobą wykształconą, znającą języki - czy też wręcz przec
                  > iwnie. Jeżeli ktoś się stoczył tak, że chleje i bije, bije i chleje - to nieste
                  > ty jego potomstwo zwykle śmierdzi brudem.


                  co za farmazony big_grin
        • po-trafie Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 14:50
          > Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, żeby taką osobę moje córki polubiły, były n
          > ią zafascynowane itd.

          To mi sie wydaje ogromnie naiwne. Malo to jest nastolatkow z dobrych domow znadjujacych sobie kogos z patalogii do 'ratowania'? Bo bieda, bo tato alkohol i przemoc, ale mama bardzo kochala. Bo starsze rodzenstwo handluje narkotykami albo kradnie albo juz siedzi..
          A on/ona taki wrazliwy. Taki dojzalszy, madrzejszy, ale ze zlego swiata. Gdyby mial szanse, to bylby lepszym czlowiekiem, przeciez nie jego/jej wina ze sie tam urodzil. Zadziorny taki, zawadiacka taka, buntowniczy, ale pieknie sie usmiecha. I mnie kocha. I sluchamy tej samej muzyki. I to milosc juz na wieki...
    • triss_merigold6 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:42
      Zapraszałabym o ile nie byłoby destrukcyjne i nie namawiało moich do zachowań, których nie akceptuję. Nocowanie nie, wizyty moich dzieci w takim domu nie (dopóki mam kontrolę nad kontaktami towarzyskimi).
    • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 13:44
      Ja przedstawię to z innej strony. To było bardzo pouczające dla nas.
      Otóz, mieszkaliśmy swego czasu na elitarnym osiedlu, takim gdzie "znani aktorzy, sportowcy, ludzie telewizji, pisarze, naukowcy, artyści, prezydent"- ten sort.
      Moi chłopcy "kumplowali" się z dwójką braci- starszy ze starszym razem w klasie, młodszy z młodszym w grupie przedszkolenej, w piaskownicy i w domu. Ogólnie- bliskie kontakty, starszy syn bywał w domu tamtych czesto, tamten starszy u nas.
      No i pewnego dnia sprawa sie rypła- okazało się, że tamten dom to rodzina gangsterska (sieć burdeli, morderstwa, narkotyki, wysadzanie samochodów z ludźmi, strzelanina była u nas przed domem)- taka "elita".
      I miałam podobna zagwozdkę. Co z tymi dziećmi? Pozwalac, nie pozwalać? Ostatecznie, pzowoliłam spotykać sie u nas. Na szczescie wyprowadzilismy sie stamtąd (z powodów prywatnych, nie z powodu tej "elity", zeby nie było).
      Jak sie potem okazało, to stan tej elity był taki: prezydent po wyroku, inni sportowcy: równiez, artyści chlejący ciężko, lekarze po grubych przekrętach. Za głowę sie łapać, to a'propos "dobrych domów" https://emotikona.pl/emotikony/pic/07icon_smile4.gif
      I od tejk pory to ja szybko juz nie oceniam, kto z jakiego domu. Bo słowo daję, można się ciężko pomylić.
      • bi_scotti Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:01
        Skrece ciut watek zainpirowana wpisem Vilez. Zawsze mnie fascynuja relacje z pogrzebow roznych mafioso czy innych tam bosow ogolnie rozumianego organized crime. To sa najczesciej pogrzeby po tym gdy oplakiwany zmarly zostal pozbawiony zycia w ulicznej egzekucji lub czyms w tym rodzaju, w ramach konfliktow wewnetrznych danej organizacji lub w ramach walk z konkurencja. Nie bede wymieniac nacji, ale kto sie interesuje, ten wie, ze jest kilka, ktorym tradycja organized crime jest bliska. No i na takich pogrzebach media tez sie pojawiaja i zrozpaczeni zalobnicy wyplakuja sie do kamer i mikrofonow jaki to ten chowany zmarly byl wspanialy, jakim byl mily sasiadem, pomocnym kolega, jego dzieci bawily sie z "naszymi" etc. etc. etc. A jednoczesnie leci lista przestepstw, za ktore ow zmarly juz kiedys lata odsiedzial, o jakie byl podejrzewany, jakie byly najprawdopodobniej jego udzialem ... Limuzyny zajezdzja, diamenty blyszcza (jak lzy wink ), zamoznosc bije po oczach a zapewnienia o porzadnosci wyglaszane sa jak manifesty. Gdy tymczasem ... to byl zwyczajny low-life, ktory byl odpowiedzialny za smierc ilus ludzi, czesto sam kogos mial na sumieniu, robil przekrety po obu stronach Oceanu, generalnie rzecz biorac 100% patologii. Tyle, ze w bialych rekawiczkach, eh ...
        • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:06
          100% ?
          Czyli że morderca to do szpiku kości zły człowiek który nie ma ludzkich odruchów i nie do pomyślenia jest by byl wspanialy, jakim byl mily sasiadem, pomocnym kolega, jego dzieci bawily sie z "naszymi" etc. etc. etc

          Nawiązując też do wpisy vilez- w poście założycielskim jest mowa konkretnie o patologii i jej przejawach - alkohol, przemoc itd.
          • triss_merigold6 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:09
            Qrde, Corleone czy inni Chłopcy z ferajny mieli po prostu taką pracę...
            • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:30
              Tak Ci się tylko wydaje. Wszystko, co cłzowiek robi, przekłada sie na jego całe życie, w tym i rodzinę. Nie tymi, to innymi kanałami. Mozesz próbowac utrzyumywac pozory, w tak intymnym zyciu jak rodzinne, to Ci się nie uda, co najwyżej oszukasz sąsiadów. Ale dziciom przekazesz: tendencję do ukrywania, hipokryzji, życia w podwójność itd.
        • triss_merigold6 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:07
          Bo jedno tj. bycie czułym ojcem, dbającym mężem, uprzejmym sąsiadem itd. na drugie tj. pracę nie ma przełożenia.
          • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:31
            Sądzisz, ze nie ma? Ze dziecko nie pzresiaka dziwnym kodeksacmi, dziwnymi systemami wartości?
            • memphis90 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 22:19
              A ma zły system wartości- w końcu wyznaje się lojalność, wierność, odpowiedzialność, szeroko pojętą sprawiedliwość? Pytam trochę przewrotnie. Od lat z mężem kłocimy się o "Drogę do przebaczenia" - mój m. bardzo lubi ten film, T. Hanks wymierzający sprawiedliwość mafii za zabicie rodziny, baaardzo heroiczny. Ja zawsze twierdzę, że film jest niemoralny albo - w najlepszym razie- prezentuje moralność Kalego, bo jak Hanks jako egzekutor mafii zabijał innym dzieciom mamusie i tatusiów, to było ok; jak Hanksowi zabili żonę i dziatki, to nagle się poczuł wielce skrzywdzony. Taka tam konstatacja.
              • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 13:56
                > lojalność, wierność, odpowiedzialność, szeroko pojętą sprawiedliwość?

                względem środowisk przestępczych i owszem
          • bi_scotti Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 15:53
            triss_merigold6 napisała:

            > Bo jedno tj. bycie czułym ojcem, dbającym mężem, uprzejmym sąsiadem itd. na dr
            > ugie tj. pracę nie ma przełożenia.

            Nawet jesli nie ma, to ja np. mialabym problem z wyrazeniem zgody na to zeby moje dziecko/dzieci zaliczaly sleep-over w domu kogos, kogo "zawodowa" konkurencja moze chciec go wykonczyc podkladajac np. bombe pod drzwi domostwa albo strzejac z automatu po oknach. No niech bedzie, ze jestem overprotective wink Powaznie zas, nie uwazam, ze hard-core kryminalsta narazajacy codziennie zycie swojej rodziny (i nie tylko) moze byc rozpatrywany w kategoriach "dobrego ojca". Ale nie twierdze, ze mam w tej sprawie monopol na racje smile
            Pomijam kwestie wartosci wpajanych w takim domu i cala sfere finansowo-ideologiczna, bo naiwnie wierze, ze moj wlasny (i mojego meza) przyklad byl/jest/bedzie zawsze silniejszy/wazniejszy w ksztaltowaniu charakterow i postaw moich dzieci niz to, co reprezentuja sasiedzi. Kimkolwiek by nie byli.
            • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 16:20
              Ja sądze, że tacy ludzie pzrekazą dzieciom podobny system wartości oraz zachowań. Takie rzeczy są wyczuwalne.
        • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:21
          To byli nasi rodzimi gangsterzy, ale interesy mieli mocno rozwinięte na wschód, sznyt też podobny.
          Jest jeszcze jeden barwny "szczegół", kiedyś to zresztą opisywałam na forum- że wśród tej naszej "elity" modne zaczeły być szkoły katolickie (konkretnie: salezjańskie).
          Taka scena: ja z tamtą matką w piaskownicy prowadzimy "lekką" rozmowę, już po rypnięciu się sprawy (jej mąż w areszcie, ona pod nadzorem). Ja oczywiście cała spieta, no ale tamta się dosiadła, no nie będe brała dziecka pod pachę i wiała, skoro sie dobrze bawiły. Nasze starsze dzieci przechodziły własnie do gimnazjum, i tamta dawaj mnei namawiać, żeby mój syn poszedł z jej synem do gimnazjum salezjańskiego. Uwaga: "bo dzieci muszą być wychowywane w wartościach". Mowę mi odebrało.
          Jeszcze mi opowiadała, że "dzieci bardzo tęsknią za tatusiem, tak bardzo się kochają". No wzorowa rodzina, nieprawdaż?
          • guderianka Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:27
            Jeszcze mi opowiadała, że "dzieci bardzo tęsknią za tatusiem, tak bardzo się ko
            > chają".

            no a myślisz że nie tęskniły i nie kochają ?suspicious
            taka dychotomia występuje w wielu przypadkach choć nieraz bywa zwana hipokryzją
            • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:33
              W ogóle tego nie kwestionuję. Jako i tego, że im ta szkoła pomoże.
              Mnie chodzi o autodefiniowanie się tej rodziny. Jako i o jej postrzeganie z zewnątrz. Oni naprawdę uchodzili za wzorową rodzinę i za taką się uważali.
    • naomi19 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:16
      Moja córka ma kilka takich koleżanek.
      Rodzina nr 1- niby wszystko ok, ale codziennie widzę męża mojej koleżanki na spacerku do monopolowego. Spokojni ludzie zero awantur. Kiedy dowiedziałam się, że on pali w domu przy dzieciach, skończyły się wizyty u nich- powiedziałam wprost dlaczego. Dziewczynki spotykają się albo u mnie albo na placu zabaw.

      Rodzina nr 2- o żadnym nocowabiu i bliższych kontaktach nie ma mowy, nie ma tam wprawdzie mowy o nałogach, ale matka dziecka (nauczycielka) jest osobą niestabilną psychicznie, bardzo toksyczną i chwiejną i nie zgodziłabym się nawet na niewielkie kontakty u mnie lub u niej w domu. Spotykają się czasem u innej koleżanki czy przypadkiem na placu zabaw, ale też raczej staram się unikać- ostatnio córka wróciła z takiego przypadkowego spotkania z siniakiem na ręce, bo tamta była zazdrosna.

      Czyli- dostosowuję się do danej sytuacji, nie mam jednego schematu działania. Dużo zależy od samego dziecka i rodzaju patologii.
    • arwena_11 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:28
      Moje dzieci nie mają do czynienia z takimi dziećmi, ale pewnie wszystko zależy od dziecka.
      Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam chłopca, który chodził ze mną do 4,5 klasy podstawówki. Uczył się bardzo słabo (w 5 klasie nie zdał ), chodził brudny, nigdy nie miał jedzenia. Nikt nie chciał z nim siedzieć, bawić się itd. Pewnego dnia, przypadek, moi rodzice musieli wyjść z domu bardzo rano ok 5?. Było ciemno i zimno. Mama wróciła zszokowana, bo spotkała tego mojego kolegę jak odśnieżał podwórko ( miał może 11-12 lat). Znała go bo chodziła z nami na różne wycieczki do opieki. Okazało się, że ma on jeszcze 3 rodzeństwa, rodzice przepijali wszystko co zarobili, a on zarabiał ( zbierał butelki, odśnieżał itd ) na jedzenie dla rodzeństwa i buty zimowe ). Pamięta, że mama zrobiła zbiórkę po znajomych i zaniosła do szkoły ciuchy, które zostały jakoś dyskretnie przekazane, bo widziałam że kolega chodził w butach po moim ciotecznym bracie. Ale jednocześnie zrobiła aferę w szkole, że mają dziecko chodzące głodne, brudne ( sam sobie ciuchów jeszcze nie umiał prać ). Od tamtej pory zawsze miałam dodatkowe kanapki. Wiem, że po aferze dostawał on obiady w szkole.
      Nie mam pojęcia jak potoczyły sie jego losy dalej, ponieważ jak nie zdał, to straciłam go z oczu. Może się wyprowadzili, albo zabrali ich do domu dziecka? W każdym razie nie chodził już do naszej szkoły.

      Rodzice nauczyli mnie, że nie każde dziecko biedne, brudne itd to patologia, nawet jeżeli ich rodzice nią są. Ale trzeba obserwować i jeżeli zaczyna to dziecko stanowić zagrożenie dla moich dzieci ( wulgarne słownictwo, agresja ), to odseparować.
      • na_pustyni Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:13
        arwena przypomnialas mi rodzine, a wlasciwie dwoch braci, ktorymi opiekowal sie moj ojciec - mieli bardzo ciezka sytuacje, wychowywala ich chyba tylko mama, historia niestety bez happy endu
    • tol8 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:45
      Na moim podwórku są takie dzieci. Moje bawią się z nimi, z racji tego, że niewielki wybór mają. Znajomość kontrolowana. Pozwalam chodzić do nich do domu, aby moje przekonały się w jak złych warunkach mieszkają inne dzieci, że nie wszyscy mają najnowsze telewizory, laptopy i konsole. Że nie wszyscy mają łazienkę w domu.. Zapraszam też do siebie, aby tamte zobaczyły, jak powinna wyglądać normalna rodzina, normalny pokój dziecięcy itp. Są to dzieci, które nie mają oprócz ubrań nic. Żadnych zabawek w pokoju, kolorowych ścian, mebli dziecięcych. Mieszkają w zwykłym pokoju z wystrojem z lat 80-tych, śpią we dwójkę na wersalce... Bardzo lubią do nas przychodzić, są grzeczne. Na nocowanie ze względów higienicznych się nie zgadzam. Inne dzieci śpią u nas, moje u innych też.
      • mnb0 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:59
        A to nieposiadanie mebli dzieciecych jest oznaka patologii? W takim razie sie zaliczam, bo moje dzieci tez mieszkaja w "zwyklych pokojach" z normalnymi meblami.
        • pederastwa Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:27
          A przeczytałaś tylko to jedno zdanie?
        • tol8 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:35
          Dla mnie ma znaczenie, czy dziecko wprowadzasz do pokoju z meblami z twojego dzieciństwa, czy jednak dostaje coś nowszego. U nas te dzieci mieszkają właśnie w takich norach.
          Moje mają też dorosłe meble, ale są dodatki świadczące o tym, że w pokoju jednak dzieci mieszkają, a nie stara babcia... I o to mi chodziło.
          • kwiat_w_kratke Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:54
            tol8 napisała:

            > Dla mnie ma znaczenie, czy dziecko wprowadzasz do pokoju z meblami z twojego dz
            > ieciństwa, czy jednak dostaje coś nowszego.


            Dla mnie akurat bieda czy bogactwo kolegów/koleżanek nie ma kompletnie żadnego znaczenia. No, chyba że ta bieda wynika np. z alkoholizmu. Ale to już jest zupełnie inna sprawa.
    • bri Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:56
      Decyzja z kim się zaprzyjaźni należy do mojej córki. Czy pozwoliłabym zapraszać do siebie dziecko z patologicznego domu (alkoholizm, narkomania, przemoc itp.) zależałoby od zachowania samego dziecka. Gdybym miała sprawdzone informacje, że u kogoś w domu panuje przemoc, że można tam doznać nieprzyjemności z powodu czyjego nałogu, to nie pozwalałabym córce na odwiedziny.
    • mama.gucia Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 14:57
      To zalezy od dziecka. Malego na pewno nie zostawilabym pod opieka patologicznych rodzicow przyjaciela, ale w naszym domu moglyby sie bawic. Starsze pewnie nie pytaloby mnie o zdanie...
    • koza_w_rajtuzach Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 15:00
      Tak, uważam, że takie dzieci nie muszą być wcale złe i należy dać im szansę.
      Moja córka przez jakiś czas zadawała się z chłopcem z niepatologicznej rodziny, a dzieciak wyjątkowo wredny, pozbawiony empatii, myślący tylko o sobie, nieznośny, głośny, niszczący wszystko po drodze, nie mający do niczego szacunku. Byłam wyrozumiała, lubię jego matkę, ale odetchnęłam z ulgą kiedy znajomość naszych dzieci zakończyła się i powiem szczerze, że to jest jedyne dziecko, którego szczerze nie cierpię.
      Mam taką "patologiczną" rodzinę obok siebie. Niektóre z ich dzieci są naprawdę świetne, ot wydają się zahukane, ale niczego im nie mam do zarzucenia. Znam bliżej tę rodzinę i jeśli moje dzieci chciałyby się z nimi zadawać, to nie miałabym nic przeciwko.. z tym, że córka akurat by do nich nie pasowała, nie dlatego, że są gorsi czy coś w tym stylu, tylko ona jest jakby innym gatunkiem dziecka wink), ale młodszy syn sporadycznie bawi się z ich najmłodszym dzieckiem.
    • gaskama Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 15:14
      Nie pozwoliłabym synowi chodzić do domu, w którym jest przemoc i alkoholizm. Bieda w niczym nie przeszkadza.
      W teorii wydaje mi się, że nie miałabym nic przeciwko takiej przyjaźni a mój dom jest od lat otwarty dla wszystkich przyjaciół syna i syn wie, że zawsze może do domu sprowadzić kumpli i jedzenie też się zawsze znajdzie.
      • myelegans Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:27
        Wczesna podstawowka to nie ten etap rozwoju zeby dziecko mialo radar na patologie jakakolwiek, czyli ten radar musimy miec my. MUSZE znac rodzine chociaz pobieznie zanim pozwole na wizyty syna w ich domu. NOcowanki na razie sa u nas, bo syn chetnie gosci, natomiast nie specjalnie sie rwie do rewizyt. W gre wchodzilaby tylko rodzina, ktora znamy bardzo dobrze. Jak bedzie w liceum to bedzie inna rozmowa, na razie, to MY decydujemy.

        Do tej pory biedy i jakiejs ewidentnej patologii nie zauwazylam, bo w dzielnicy sa ludzie z middle class i jest duzo emigrantow, ktorzy pracuja duzo i dlugie godziny na swoj "American dream", wiec np. chlopak calymi dniami po szkole przesiaduje u ojca-wlasciciela pizzerii, albo u nas, albo samotna matka 3 dzieci, ktora bierze podwojne zmiany, zeby zarobic na rate kredytu, jedzenie itd. Dzieci zadbane, ale... czasami musza zostac np. z wujkiem, ktoremu nie po drodze do pracy i pasozytuje na ciotce.

        Nie pozwalamy na wizyty w domach, w ktorych sie pali niezaleznie od statusu socjo-ekono, raz nam sie zdarzylo. Kolega przychodzil do nas, syn mial zakaz chodzenia tam, nawet sie nie specjalnie rwal. Zreszta on z tych, ktorzy raczej do siebie zaprasza.
        Ja stwarzam warunki, zeby u nas dzieci czuly sie dobrze, i chcialy przychodzic i chetnie przychodza. Moge towarzystwo karmic, poic, dawac drobne na lody w pobliskim sklepie, zabierac do parku, na basen, na plaze bo mam tez na nich oko przy okazji.
        Ostatnio mialam czterech 9+ latkow caly dzien na plazy.
    • lily-evans01 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:25
      A ty byś sama chętnie odwiedzała pijaków, gdzie są awantury i przemoc?
      Dlaczego ktokolwiek miałby fundować takie przeżycia własnemu dziecku?
      • gazeta_mi_placi Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 17:39
        Tylko potem nie płaczcie dużo a fałszywie nad zakatowanymi na śmierć dziećmi pijaków, to ta sama kategoria dzieci którą tak chętnie chcecie izolować od swoich wychuchańców, ta sama.
        • anaspa Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:10
          No dobra... ale ja rozumiem, że nie chcemy posyłać dziecka do meliny. Tak samo jak nas tam nie ciągnie ale naprawdę zabraniacie dziecku kontaktu z kolegą/koleżanką jeśli jego rodzice palą papierosy? Ja rozumiem, że nie przy dziecku ale jeśli palą np. na tarasie własnego domu to też nie pozwalacie ?
          Villez współczuję doświadczenia, bo ja bym się chyba nie umiała otrząsnąć i ciągle myślała, że moje dzieci mogły np. umrzeć od wybuchu podłożonej bomby i w ogóle znając siebie to bym to przeżywała przez jeszcze kilka lat smile
          A puszczałybyście swoje śliczne córki do rodzin skrajnie muzułmańskich ? Ja rozumiem ludzi normalnych wierzących w islam. Mam kilkoro takich koleżanek i moja córka chętnie się z nimi bawi, ja chętnie ją odwiedzam ona mnie.
          Ale chodzi mi bardziej o ekstremistów muzułmańskich, a w sumie będąc politycznie poprawna to o ekstremistów każdej religii ?
          • myelegans Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:45
            Cytat A puszczałybyście swoje śliczne córki do rodzin skrajnie muzułmańskich ? Ja roz
            umiem ludzi normalnych wierzących w islam
            Skrajni, ekstremisci najczesciej sami zadbaja o ograniczenie albo zupelny zakaz kontaktow z innowiercami, tak ze masz z glowy, dotyczy to rowniez katolikow i innych chrzescijan, ktorzy homeschooling uprawiaja, zeby dzieci od wplywu "zlych" wartosci uchronic.

            Z moich doswiadczen, jako ze mieszkam w mocno imigranckiej dzielnicy, syn jest jednym z 4 chlopcow rasy Caucasian, to te same kregi kulturowe trzymaja sie razem, wiec np. chinskie dzieci tworza swoje grupy towarzyskie, chociaz syn ma w klasie chinskiego chlopca z ktorym sie lubia i ten mlody czesto wydzwania do syna, prawie codziennie wisza na telefonie, a mama uparcie odmawia wizyt u nas, chociaz zapraszalam oboje, przez mlodego. No coz, nie mam kontroli.
            Z przyjaciol najblizszych syna to dzieci z malzenstw mieszanych, podobnie jak nasza rodzina, brazylijsko-bialoruskiej, portugalsko-kubanskiej, haitansko-amerykanskiej, albo zupelnie jankeskiej.

            Tak, jestem skrzywiona na punkcie palenia i nie pozwolilabym na wizyty w domu palacych, i o dziwo zdarzylo sie raz.
          • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 29.05.14, 16:21
            > Villez współczuję doświadczenia, bo ja bym się chyba nie umiała otrząsnąć i cią
            > gle myślała, że moje dzieci mogły np. umrzeć od wybuchu podłożonej bomby i w og
            > óle znając siebie to bym to przeżywała przez jeszcze kilka lat smile

            Oj, myślałam sporo. Ale co robić. W dodatku nie bardzo było wiadomo, jak wypytywać dziecko, by mu czasem czegoś nie wdrukować, nałożyć i zwyczajnei nie zburzyć poczucia bezpieczeństwa.

            To jeszcze powiem, że w tej samej sprawie (tego mafiosa) sasiadce dwa pietra nad nami wpadło nad ranem do chałupy ABW (z dachu się spuścili, oknami wparowali, bo poszedł cynk, że oni niby wspólnicy. Nie byli żadnymi wspólnikami, ale taka akcja to horror.
            • anaspa Re: A przyjaźń z "patologią"? 31.05.14, 09:11
              chciałoby się aż walnąć coś niecenzuralnego... ale naprawdę ja bym chyba po takiej akcji nie mogła spokojnie zasnąć w swoim domu sad
        • lily-evans01 Re: A przyjaźń z "patologią"? 30.05.14, 17:48
          A jak czyjeś dziecko zaproszę do siebie, zadbam, ugoszczę, poczęstuję, to też izoluję? Czy mniej izoluję? Albo wcale?
          Piszesz o katowaniu - dlaczego mam moje dziecko narazić na zakatowanie wg twojej wizji, posyłając je na wizytę towarzyską do meliny? W drugą stronę nie można?
    • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:04
      Nigdy nie cenzurowałam dzieciom znajomości. Sama chodziłam do rejonowej podstawówki i zadawałam się z dziećmi z różnych środowisk, potem byłam nawet w krótkim związku z żulem z półświatka i nic mi się nie stało. Uważam, że rodzice są od tego, by wyposażyć dzieci w moralny kompas i puścić w świat, a nie przez całe życie chronić przed zuymi wpływami.
      • bi_scotti Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:57
        echtom napisała:

        > Nigdy nie cenzurowałam dzieciom znajomości. (...) Uważam, że rodzice są od
        > tego, by wyposażyć dzieci w moralny kompas i puścić w świat, a nie przez całe ż
        > ycie chronić przed zuymi wpływami.
        >

        Zgadzam sie w 100%, aczkolwiek z jednym disclaimer: safety. Jak napisalam wyzej, mialabym problem zgodzic sie na spedzanie przez dziecko/dzieci duzej ilosci czasu (lacznie z nocowaniem, na przyklad) w miejscu, ktore uznalabym za fizycznie (!!!) niebezpieczne - dom kryminalistow, mieszkanie z grzybem etc. Ale postrzegam to bardziej w kategoriach common sense (tak samo nie pozwolilabym na udzial w street hockey na ruchliwej ulicy z kilkoma pasami!) a nie ingerencje w przyjaznie dzieciece. To my bylismy "poor Polish immigrants" kiedy moja Najstarsza zaczynala szkolna kariere i to my moglismy byc postrzegani jako niewlasciwe towarzystwo dla czyichs tam dzieci wiec ...
        • myelegans Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 19:19
          Mam dokladnie to samo, z tym, ze u mnie do ogolnie pojetego "safety" zalicza sie np. palenie papierosow, patologia czy nie, nie pozwalamy na wizyty (zdarzylo sie raz). Do tego zaliczalam rowniez baseny w innych domach jak mlody byl duzo mlodszy .

          Poza tym, to my jestesmy z tych bardziej wyluzowanych rodzicow, ktorzy np. "pozwalaja i wysylaja 9 letnich chlopakow samych (sic!!!!) do pojscia do pobliskiego sklepu" to jak sie okazuje jest jedna z najwiekszych atrakcji z wizyt kolegow u nas, ze moga pojsc sami kupic sobie po lodzie. My jako jedyni chyba odstawiamy mlodego do parku deskorolkowego i umawiamy sie o ktorej odbieramy, nawet jak nie zna tam nikogo, Tu juz trzeba liczyc na zdrowy rozsadek dziecka, i to, ze nie zrobi czegos glupiego, typu wyjechanie na ulice w kasku, czy bez.
        • echtom Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 21:53
          Myślę, że dzieci z "patologii" niechętnie zapraszają kolegów do domu.
    • vilez Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:19
      Ja byłam z pewnych racji uważana za patologię, bo miałam dwa rodzinne domy. "Ratowało "mnie to, ze oba domy były tzw. inteligenckie. Znaczy się, tata nosił okulary (przysłowiowy inteligent z teczką) i pisał pisma ludziom z kamienicy, a mama była panią od kultury, ale i tak podejrzana wink.
      Tak, że patologię zaliczyłam, piszę całkiem serio, doświadczyłam tego, co znaczy "nie koleguj sie z nią, nie chodź tam"- miłe to nie było, oj nie. Nauczyłam się to zlewać, ale wiem, jak to smakuje. Niedobrze smakuje. Nie fundujcie tego innym dzieciom.

      Naszymi sasiadami była też rodzina, gdzie matka alkoholiczka, siódemka dzieci, ojca brak, bez alimentów, bieda straszliwa. Pomagali dziadkowie. Tak porządnych ludzi, tak życzliwych, szczerych, uczynnych (łącznie z ta matką czynną alkoholiczką), to ze świecą szukać. Dzieci owszem trochę łobuzowały, ja z nimi, ale jakoś się nie stoczyliśmy, wszyscy wyszli na ludzi. Przyjaźniliśmy się bardzo, moi rodzice mi absolutnie nie zabraniali, ich przyjmowali u siebie, pomagali w miare możliwości. Do dziś mogę do nich w ciemno, utrzymujemy kontakt.

      Przestrzegałabym przed łatwymi klasyfkacjami. Najbardziej zaś przestzregam przed tymi, co to się tacy porządni wydają- nie zaklną, nie zapalą, czyści, ą-ę, iwogle mniód-malina i wszytstko super, co oczywiście jest, a jakże, do eksponowania.
      • mahrtam Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 18:58
        W dzieciństwie miałam taką przyjaciółkę z typowej meliny. Rodzice pozwalali mi bawić się z nią na podwórku lub u nas do momentu, kiedy dziewczynka przyniosła nam do domu wszy.
        Mama dyskretnie sprawdziła ,że to od niej i zakazała kategorycznie naszych kontaktów.
        Tylko, ponieważ to faktycznie była przyjaźń "na śmierć i życie" , bawiłyśmy się dalej razem, ale w tajemnicy na podwórku i ile miałyśmy radości z naszej tajemnicy smile Potem my się wyprowadziliśmy, ją zabrano do domu dziecka, a ja czasem o niej myślę i wspominam z rozrzewnieniem. Mam ogromną nadzieję ,że ułożyła sobie dobrze życie.
        • capa_negra Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 21:43
          Przez 3 lata( początek lat 70-tych), zanim poszłam do przedszkola byłam wychowywana przez "patologie".
          Moja cioteczna babka, matka 4 dzieci w tym jedno niepełnosprawne, zona pijaka dorabiająca sprzątaniem w knajpie, głucha ( wypadek) - człowiek o wielkim sercu
          Do dziś pamiętam smak chleba ze smalcem i cebulą, albo masłem,truskawkami i cukrem, rosół z gołębi, obgryzanie kurzych łapek i pijanego wujka, palącego skręta w fifce, u którego siadałam na kolanach i śpiewałam "pijackie piosenki" i ciepło jakie dostałam w tym domu mimo biedy i zapewne patologii wg współczesnych standardów.
          I pewnie wiele z was nie pozwoliło by tam bywać własnym dzieciom, a moi rodzice wykształcona inteligencja pozwalali i ufali jak nikomu.
          Wujek zmarł 30 lat temu, ciotka sama wychowała dzieci - na ludzi.
          W tym roku zmarła.
          Była dla mnie jak matka.
          Dziękuję losowi, że mogłam się z nią pożegnać.
          Mój mąż tez miał taką ciotkę tyle, że dzieci miała ośmioro.
    • mc30 Re: A przyjaźń z "patologią"? 28.05.14, 22:12
      nie wiem, nie stykamy się z takimi rodzinami
      uprzedzeń nie mam zadnych
      ale też doświadczeń zero

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka