myszka12118
11.07.14, 08:43
Witam. Napisałam, bo nie wiem czy to moje urojenie czy trochę w tym racji mam. Moja mama zmarła kiedy miałam 20 lat, rok po śmierci mamy tato przeszedł na emeryturę. Jest już na niej 12 lat. A z roku na rok chyba jest gorzej. Stał się plotkarzem, od rana do wieczora chodzi po domach, od jednej baby do drugiej i plotkuje, obgaduje, co, gdzie, jak. W domu już nie robi nic, oprócz śniadania. Wszystko robię ja, myję, sprzątam, gotuję. Ojciec rano wyjdzie, wpadnie do domu na godz. i znowu gdzieś idzie. Nie rozmawiam z nim, bo o czym. Nie mam czasu na plotki, zresztą mnie to nie interesuje co się na wsi dzieje i co u kogo w trawie piszczy. Mój ojciec wraz z tymi babami tym żyje. Ostatnio pojechał na wycieczkę z koła emerytów, sąsiadka go przywlekła do domu pijanego i ledwo stojącego na nogach, tak samo było na ostatniej wycieczce. Nie potrafi jechać i normalnie się zachować, tylko się musi upić i tracić wątek. A potem fochy stawia jaka to ja niedobra córka. Przedostatnio mi zwiał w nocy i musiałam go szukać po nocy. Był środek nocy, mróz, on pijany z endoprotezą. Stał się dziecinny i naiwny. Baby biorą go pod włos a ten happy. Jestem już zmęczona już trochę nim. Czasami mam ochotę zostawić ten dom i się wyprowadzić. Już nie wiem co gorsze czy robić do 67 czy takie zycie prowadzić.