Dodaj do ulubionych

brak sił....

12.06.07, 10:04
pierwsze pól roku starań i ciąża ... niestety zakończona po 10 tygsad 3
miesiace przerwy i dalej starania.... przebadanie sie z mojej strony od stóp
do głów ..... i co miesiąc nadzieja i faszerowanie sie duphastonem i
acardem... w końcu badanie meża... i wszystkie marzenia prysły jak bańska
mydlana... teraz maż na antybiotyku i słowa lekarza "to takie celowanie albo
antybiotyk pomoze albo nie" ... Juz starciłam siły... dlaczego tak ejst ze
jednym przychodzi wszystko bez problemów a my z meżem czego sie nie dotkniemy
to pod górke mamy??sadsad Nie wiem czy miałyście juz takie myśli ale... ale
coraz częściej mysle o wizycie u psychiatrysad ale czy to pomoze?sad
Obserwuj wątek
    • loubna Re: brak sił.... 12.06.07, 10:40
      tez tak mialam kilka lat temu....myslalam, ze po prostu jestem z gory skazana
      na porazke - w kazdej dziedzinie zycia, nie tylko jesli chodzi o dziecko.
      skonczylo sie na depresji i lekach. na szczescie rozmowy z mezem (jak juz byl
      ze mna kontakt) i jego podtrzymywanie na duchu i optymizm mi pomogl. sama
      doszlam do wniosku, ze marnuje zycie i musze cos zmienic. i powolutku moje
      zycie zaczelo sie zmnieniac. nie, nie bylo zadnych przelomowych wydarzen.
      powolutku. znalazlam dobra prace, potem zaczelismy myslec o kupnie wlasnego
      mieszkania i znow o dziecku. odstawilam prochy, miesiac pozniej zaczelam
      stymulacje do ivf i... 2 krechy zamiast okresusmile). kazdy ma trudna droge do
      celu. i kazdy ma wzloty i upadki. mysle, ze potrzebujemy kogos, kto nas bedzie
      wspieral, kogos kto wleje w nas troche optymizmu. czy to bedzie maz,
      przyjaciolka czy psychiatra - niewazne. trzeba probowac. jedno Ci powiem, jesli
      jestes w naprawde slabej kondycji psychicznej (depresja?), to trudno bedzie Ci
      zajsc w ciaze. moze psycholog wystarczy? my tuz przed ivf (juz podjelismy
      decyzje) bylismy u psychologa/seksuologa na kilku sesjach terapeutycznych. czy
      pomoglo? odpowiedzialam sobie na kilka pytan, ktore sama balam sie sobie
      postawic i jak juz wiedzialam czego naprawde chce, co jest dla mnie wazne -
      uspokoilam sie wewnetrznie.
      pozdrawiam i trzymam kciuki za powodzenie
    • zuzanna833 Re: brak sił.... 12.06.07, 10:50
      Droga Aneczko, pociesze cie , ja ostatnio zadawałam sobie dokładnie to samo
      pytanko, "dlaczego mamy tak pod górkę". ale wszyscy mi powtarzaja, że kazda
      góra ma swój szczyt i musi być dobrze. chodz im łatwo sie wszystkim mówi a to
      my musimy dzwigać ten straszny bagaż przykrych doświadczeń.Są dni co mam tak
      strasznego doła, że zadne pocieszenie nie jest w stanie mi pomóc.Miesiąć temu
      przeszłam laparoskopie i postanowiłam zacząć walczyć ze wszystkich sił, bo tak
      bardzo chce Moją fasolke zobaczyć, że nie dam za wygraną. Tylko j jestem w
      gorszej sytuacji. Ja mam pcos, złe wyniki męza i czekamy na kolejna IUI bo
      pierwsza była n ie udana. Tażke widzisz jest nas z problemami za dużo niestety.
      Trzymaj sie bedzie dobrze buziaczki
    • aneczka002 Re: brak sił.... 12.06.07, 15:20
      dziękuje Wam za dobre słowo.... Wiem ze wszystkim nam jest trudno.. czasem mi
      się zdaje ze moge góry przenosić.. a czasem (zwłaszcza jak teraz czyli jak
      dostaje okres) wstępuje we mnie jakiś straszny dół!! Dzieki dziewczyny
      • remka1 Re: brak sił.... 12.06.07, 17:53
        Może to małe pocieszenie,ale...większość ze starających się tak właśnie ma.
        Wzloty i niezwykła siła, a potem upadki ze strasznej wysokości, aż takie, że
        wydaje się,że już się nie dźwigniemy. Nieważne jednak to,że się upada tylko to
        żeby znów umieć wstać i dalej walczyć o swoje szczęście. Pozdrawiam (raz silna
        a raz słaba).
        • anulka59 Re: brak sił.... 12.06.07, 20:20
          Skąd ja to znam?Też walczę o bycie w ciąży i czasem nie wiem jak się pocieszyć
          co zrobić by nadzieja nie zniknęła.Mamy to forum i inne więc tylko ten kto ma
          takie problemy jak my nas rozumie.Trzymaj sie i nie poddawaj a pewnie przyjdzie
          moment że zobaczysz dwie kreseczki.
          • aniaresz Re: brak sił.... 12.06.07, 23:04
            Loubna. jakie brałas leki, te co odstawiłaś? Ja biorę bromergon i wacham sie czy nie odstawić bo do września zawieszam starania. I jak u ciebie było z tą stymulacją? Napisz bo nie zrozumiałam czy ty w czasie stymulacji zrobiłaś test? Pozdrawiam. My też ponad 3 lata walczymy o dziecko, ale wiem że poronienie jest trudne ale ja już bym wolała to przejść, a wiedzieć że doszło do zagnieżdzenia. Ja nigdy w ciążę nie zaszłam i to wogóle załamka!!!!!!!!!!!!
    • bulinkaj Re: brak sił.... 13.06.07, 00:15
      Hej Aneczka... nie jesteś sama. My w grudniu, po roku bezowocnych starań,
      dowiedzieliśmy się, że nie możemy mieć dziecka "drogą" naturalną. Wyniki mojego
      męża są po prostu beznadziejne. I jakby nie patrzeć, ciągle pod górkę. Badania
      porobione, a w klinice (gdzie chcemy podejść do in vitro) w sierpniu przerwa
      letnia. Zatem znowu czekamy. Teraz okazało się, że mam zapalenie tarczycy i
      jeśli będę musiała brać jakieś tabletki, to powtórka badań hormonalnych, a jak
      sie pogorszy, znowu czekamy na in vitro... W pracy znowu musieliśmy przekładać
      urlop, patrzą na nas spod oka i zastanawiają się co kombinujemy, często muszę
      urywać się z pracy na badania (a szkoda mi urlopu, bo będę go potrzebowała dla
      inv), znowu krzywo patrzą. Ehhh...
      Aneczko, jeśli uważasz, że nie dajesz rady, udaj się do psychologa.

      Dla mnie nadzieją jest adopcja. Ciągle o niej mówimy. Jeśli nie powiedzie się
      inv, nie próbujemy drugi raz (chyba, ze zostaną mrozaczki, a i ja będę
      psychicznie przygotowana). Co dziwne, ostatnio często "potykam" się o różne
      artykuły, programy telewizyjne o adopcji. I coraz częściej o nie myślę... I
      daje mi to ogromną nadzieję, że kiedyś zostanę matką...
      • aneczka002 Re: brak sił.... 13.06.07, 07:56
        w moim małżeństwie nie rozmawia się o adopcji narazie bo mój M twierdzi ze się
        uda... natomias zapytałam go czy zgodziłby się (tak hipotetycznie) na
        zapłodnienie nasieniem dawcy... tylko popatrzył na mnie i krótko
        powiedział "nie wiem czy nauczyłbym się kochać nie swoje dziecko"sad myśle ze za
        daleko biegnie moje myślenie w tym kierunku ale juz wiem ze mój M nie dorósł do
        takich rozwiązań.. mamy nadzieje ze jesli dojdzie do końiecznosci zapłodnienia
        pozaustrojowego to da się coś wykombinowac z "materiału" męża... ale jak
        narazie musimy z decyzją poczekać do wyników kolejnych czyli 3 miesiące po
        ostatnich... ale jestem pesymistka.. bo owszem ilość chłopaków jest zadawaljaca
        (nawet lux), ruchliwosć niestety już gorsza (ale to mozna próbować leczeyc z
        możliwoscią sukcesu).. najgorsza jest aglutynacja ++ sad z tym cięzko walczyc..
        narazie antybiotyk, jak to nie pomoze to badanie wrogosci śluzu i po tym
        decyzja dopiero albo to albo tamto ... Juz rozgladam się za
        jakimś "przyzwoitym" kredytemsad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka