Od jakiego czasu zauwazylam u siebie takie cos - ide na tramwaj (troche musze isc) i jak dochodze do przystanku to jestem juz taka nagrzana (jak to brzmi

). Tramwaj podjezdza, wsiadam i u m i e r a m kilka przystankow (glownie mam "wybuch" goraca na twarzy, twarz mi sie poci), a potem po kilku przystanach mi mija. Lepiej jest jak mam szanse odpoczac na przystanku zanim tramwaj podjedzie.
Co to? Macie jakie pomysly?
Dzieje sie to nie tylko w te upaly. Zima nie moglam wytrzymac, musialam rozpiac/zdjac kurtke.