Jak tam u Was w pierwszy dzień szkoły? Pytam szczególnie mamy pierwszaków i zerówkowiczów. Ja jestem rozczarowana, organizacyjnie było bardzo kiepsko. Najpierw przydługawy apel dla klas 0-6 w małej, dusznej salce gimnastycznej, z przemową dyrektora, wice, księdza, przedstawieniem wychowawczyń wszystkich klas we wszystkich rocznikach, kupa informacji organizacyjnych, cud, że planów lekcji nie odczytywali. Dzieciaki były mega znudzone, szczególnie maluchy, bo ile można skupiać uwagę podczas odezwy księdza adresowanej do rodziców (tak, tak - ksiądz nie mówił do dzieci...). Potem zajęcia w klasie- polegające
nie na zaznajomieniu się dzieci z panią, wprowadzeniem zerówkowiczów do nowej szkoły, jakąś zabawą integracyjną itd- dzieci znudzone siedziały przy stolikach, a rodzice dywagowali z wychowawczynią nt. ilości kredek w pudełku, konieczności posiadania zeszytu gładkiego i tym podobych istotnych tematach (które były poruszane za zebraniu...). O dzieciach, dla których to był pierwszy dzień w zupełnie nowym miejscu i zupełnie nowej rzeczywistości- nikt nie pamiętał

Dzieci w sali nudziły się, a z zabawek było kilka pluszaków i jakieś klocki- a na tej sali mają odbywać się zajęcia świetlicowe- ciekawa jestem czym mają się zająć dzieciaki siedzące tam np. do 17 (po rozmowie z mężem już zaplanowaliśmy kupno jakichś gier planszowych, kart, bierek, ew. oddamy jakieś stare zabawki)? Och, pomijając już fakt, że nie działała świetlica, a ja sądziłam, że szkoła przejmie opiekę nad dziećmi już od pierwszego dnia, choćby w zakresie wyznaczonym ustawowo (8-13). To tyle w temacie "szkoły są super przygotowane na przyjęcie 6-latków"- nasza ewidentnie nie jest.
A można było zorganizować osobny apel dla klas 0-4, powitać dzieci w nowej szkole, oprowadzić najmłodszych, pokazać klasy, boisko, zorganizować zabawy integracyjne typu "poznajmy się". Można było nie wpuszczać rodziców na salę, tylko pozwolić wychowawczyni na pracę z dziećmi, a nie marnować jej czas na udzielanie mamuśkom odpowiedzi na milion idiotycznych pytań. Jestem zniechęcona, całe lato szykowałam córę na szkołę, że będzie super, kompletowaliśmy wyprawkę, chwaliliśmy, że jest już taka "dorosła" - a wróciła z nosem na kwintę...