Wybralam sie wczoraj z dzieckiem na plac zabaw. Mlody jest samoobslugowy, wiec po 2 min. wciagnelo go testowanie nowych technik zjezdzania, a ja zostalam zagadnieta przez matke innego dziecka. Rzadko zawieram nowe znajomosci kolo piaskownicy, ale pani nie ustepowala i w ciagu kwadransa zdazylam dowiedziec sie, ze:
1. maz pracuje tu i tu, zarabia tyle i nie starcza im na dobre zycie, pani namawia go na nostryfikacje dyplomu z Turcji, ale pan jest idiota i nie chce sie uczyc jezyka
2. matki, ktore nie wychowuja same dzieci do 5 rz sa biedne, bo dzieci mniej je kochaja - serio, zapytala mnie nawet, czy bardzo przeszkadza mi, ze syn mniej mnie kocha

3. po porodzie portugalska ginekolog zle ja zszyla (bardzo szczegolowy opis), w efekcie czego po 16 mcach dalej odczuwa bol w czasie seksu i glosno przy nim wyklina, unika meza i teraz maz na pewno pojdzie do innych bab i czyja to bedzie wina?
Czy wy tez spotykacie sie z takim potokiem szczerosci na placu zabaw, czy po prostu ma, "wyjatkowe" szczescie?