Będąc ostatnio na biznesowym bankiecie niechcący słyszałam rozmowę dwóch panów. Jednego z nich trochę znam: lat ponad sześćdziesiąt, przystojny, wysportowany, szpakowaty, wysoki, dobrze ubrany, całe życie z zawodu "dyrektor", po trzech rozwodach, dorosłe dzieci itd. Tłumaczył młodemu zasłuchanemu mężczyźnie, jakie kobiety są najlepszymi kochankami. Otóż jego zdaniem najprzyjemniej się romansuje i uprawia seks ze szczęśliwymi mężatkami. A ponieważ takie dosyć ciężko wyrwać to czasem trzeba samemu się ożenić i jakąś uszczęśliwić przynajmniej na jakiś czas. Młody mało notatek nie robił. Ma rację waszym zdaniem?
Podbudowało mnie, że wśród młodego pokolenia zdarzają się jeszcze faceci zainteresowani uwodzeniem kobiet, do tego stopnia, że zasięgają rady u bardziej doświadczonych. Od córek swoich koleżanek (pięknych, wesołych dziewczyn) słyszę, że nie mają praktycznie żadnych adoratorów, że ginie zwyczaj zapraszania dziewczyn na randki, podrywania. Jak chcą seksu to muszą same jakiegoś chłopaka zaciągnąć do łóżka. Tak jakby młodzi mężczyźni nauczyli się załatwiać swoje potrzeby seksualne w ogóle bez udziału kobiet. Zaobserwowałyście coś takiego?
Swoją drogą to uwielbiam podsłuchiwać czyjeś rozmowy.