Dodaj do ulubionych

Obrona Misi przed złymi kobietami

    • sanciasancia Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 04:37
      Mojego męża większość singielek uważa za mało interesującego i "specyficznego", więc nie mam problemów i dylematów związanych z odganianiem kogokolwiek od misia i bardzo mnie to cieszy.
    • ichi51e Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 06:37
      Nie zdzierze. Co to sa te "misi" z tytulu watku?
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 09:14
        Popuściłaś już?
    • anorektycznazdzira ale gdzie tam 16.10.14, 08:41
      Nie postrzegam tego jako obrony misia. Obrona jest zbędna, bo w takich sytuacjach jest często-gęsto misiowi bardzo dobrze i dowartościowująco.
      Nie będzie się natomiast misio dowartościowywał moim kosztem.
      I pańcia też się nie będzie dowartościowywać moim kosztem.

      Bo o to IMO chodzi: facet, o ile nie jest totalnie naiwny bo granica cienka, jest połechtany zainteresowaniem i staraniami pani. Pani widzi, że kradnie misia uwagę i czas, które "powinny" być skierowane do jego żony a nie są. Ergo: pani czuje się lepsza, atrakcyjniejsza, fajniejsza, co tam sobie wyobraża. A wszystko odbywa się MOIM KOSZTEM. Mąż rzeczywiście inwestuje swoją uwagę, czas i energię w taniec godowy pani, który jest podany pod płaszczykiem "pomóż mi, ja taka biedna bo mam problem X".
      Płaszczyk jest tylko po to, żeby zrobić idiotkę ze mnie, jeśli zaprotestuję, że coś jest nie tak. Więc niech się pani wali na ryj, a misio niech się ogarnie w błyskawicznym tempie, albo niech się szykuje, że zasady lojalności ustalane w związku działają tak samo w OBIE strony.
      • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 09:26
        Anorektyczna ździro - to co napisałaś jest dla mnie szokujące! Jak mąż ogląda film to też 'kradnie uwagę i czas dla żony' i 'po to żeby zrobić z niej idiotkę'? Jak przyjmujesz komplement od obcego mężczyzny to robisz z męża idiotę?
        • chipsi Re: ale gdzie tam 16.10.14, 09:49
          Ty naprawdę nie widzisz różnicy między komplementem a włażeniem na chłopa.
          • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 10:07
            Jakim konkretnie 'włażeniem'?
            • chipsi Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:33
              Wyżej już podałam przykład, Tobie właśnie. Dodam przykładowo niedwuznaczne propozycje, niby na ucho ale tak by żona usłyszała, niewybredne komentarze pod adresem żony i przyrównywanie że "ona by to lepiej zrobiła", siadanie panu na kolanach wbrew protestom tego pana...
              • chipsi Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:38
                A z zasłyszanych - to znam kobietę, która jak tylko mąż wyjeżdża w delegację to się jej przypomina co akurat musi w domu naprawić i bez chłopa się nie da. Prosi więc kolegę z pracy, najlepiej w godzinach wieczornych. Kolega dobrodusznie pani pomaga, coraz częściej. Żona w tym czasie to samo w domu musi zrobić sama. No i nie może się denerwować bo przecież mąż ją pochwalił że sama sobie poradziła i taaaka zaradna jest a tamtej musi biedaczce pomagać.
              • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:40
                I? Nadal nie widzę powodu do robienia awantury. Tym bardziej jak sama piszesz - pan protestuje.
                • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:44
                  Tak w ogóle - zachowanie, które opisujesz (siadanie na kolanach wbrew protestom) wywołałoby u mnie salwy śmiechu a nie furię smile
                  • chipsi Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:47
                    Pojadę klasykiem: bla bla bla
                    • blond_suflerka Re: ale gdzie tam 16.10.14, 14:00
                      No ale to prawda-z tego mozna się smiac i w sumie to naprawde niegrozna sytuacja. Obawiam się fajnych kobiet z ktorymi moj ukochany moze złapać swietny kontakt ale bac się nachalnej laski, ktora pomimo protesow pana i obecnosci jego zony obok pakuje mu sie na kolana to wiadomo, ze to tylko smieszne. Jakby moj facet w takich gustowal to bym sie z nim rozstała;P
                      • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 14:12
                        blond_suflerka napisała:
                        > No ale to prawda-z tego mozna się smiac

                        Przecież jest tylko jedna prawda: furia i dżichad big_grin
                      • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:10
                        Dlaczego wyciągasz zdania z kontekstu? To nie była jedna sytuacja, te wszystkie sytuacje i zagrania wykonywała jedna i ta sama baba. Mogłabym całą epopeję napisać o tym co wyprawiała ale nie, to pewnie ja się czepiam.
                        • blond_suflerka Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:27
                          Przeczytałam specjalnie forju-Twoje wypowiedzi z dwóch stron tej dyskusjiwink no i podtrzymuję. To co opisujesz-to jakaś chora laska. Tym samym-w zaden sposób nie zagrażajaca normalnemu związkowi bo zaden normalny nie chciałby z tą laską mieć nic.
                          Co więcej-w sumie trudno się dziwić, że facet nie chciał być dla chorej zbyt ostry. Oczywiste kwestie-z taką osobę nie nalezy wdawac się w dyskusje, odpowiadac na listy, trzeba wstac jak usiadzie na kolanach, moze nawet zrezygnowac z pewnych spotkan jesli ona tam będzie. W przypadku powaznego przekroczenia granicy zglosic nękanie.
                          Natomiast czuć się zagrożoną i robić afery o taką kobietę?

                          • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 10:12
                            Nie wiem na ile chora a na ile bardzo młoda i głupia. Wiem że miała kibiców w postaci bardzo bliskich dla mojego narzeczone osób. I była to sytuacja dla mnie bardzo niekomfortowa i zwyczajnie nie wierze że dla kogoś by nie była. Znam za to osoby mniej cierpliwe które by zwyczajnie dziewczynę sponiewierały a do faceta nie odezwały się do końca życia i też bym zrozumiała. Ja tylko zażądałam od narzeczonego podjęcia zdecydowanych kroków by sytuację dla mnie przykrą zakończyć. W imię czego właściwie miałam się spokojnie na to godzić? Miałam dbać o dobre samopoczucie "misia" kosztem siebie samej? No proszę...
                            • blond_suflerka Re: ale gdzie tam 17.10.14, 10:27
                              Ale chyba się nie rozumiemy. Czy Twój facet miał dobre samopoczucie kiedy jakaś dziwna laska stosowała wobec niego chore zaloty?
                              Rozumiem, że adoracja przez fajną osobę jest miła ale nie przez kogoś takiego. Raczej normalnie, że jak ktoś taki zaleca się do Ciebie to czujesz zakłopotanie, wspołczucie, irytację.
                              Rozmowa z partnerem w takiej sytuacji polegałaby dla mnie tylko na tym-żeby mu uświadomić, jeśli sam by tego nie ogarniał, że chociaż może szkoda być niemiłym dla wariatki, to jednak brak postawienia sprawy w sposób stanowczy spowoduje niepotrzebną eskalację tych działań. I tylko tyle. Ale to byłaby rozmowa na zasadzie-słuchaj-co robimy z tą dziwną laską? A nie , że miałabym się czuć zagrożona przez kogoś takiego.
                              Moze to wynikało z tego, że byłaś bardzo młoda i Twój partner też i zabrakło Ci dystansu, żeby tę oczywistość wyczaić.
                              Co do kibiców-podziwiam za odwagę, że nie bałaś się wejść do rodziny czy kręgu przyjaciół faceta, który ma takich bliskich.
                              Oraz-jak on się zachowywał wtedy? Bo jest jeszcze taka opcja, że Ty nie miałaś wcale złości na tę laskę. Ty po prostu nie czułaś się odpowiednio zaopiekowana i potraktowana przez swojego partnera. Nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej mój facet dalej przyjaźni się z osobami, któe kibicują takiej wariatce i tym samym też są przeciwko mnie. A jeśli to była rodzina a nie przyjaciele to też sobie nie wyobrażam,żeby on nie określił jasno, że nie życzy sobie takich akcji. Moze u niego tego zabrakło i stąd Twoje poczucie zagrożenia i niefajne samopoczucie. Jakby on zachowywała się w porządku wobec Ciebie to ta wariatka naprawde nie byłaby zagrażająca.
                              • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 10:58
                                Początkowo dobrze się bawił. Rozumiałam bo był wtedy nieśmiałym chłopakiem nie narzekającym na nadmiar zainteresowania. Na moje delikatne aluzje mówił że nie mam się czym przejmować, że to żarty i że ma gdzieś co o tym myśli jej brat. Pomyślałam ok, może przesadzam. Ale tak jak piszesz, laska robiła się coraz bardziej nachalna. On tylko odmawiał i ewentualnie z uśmiechem mówił odpierał jej ataki na mnie, kwitując że nie jest tak jak mówi. Ona zrobiła się jeszcze bardziej bezczelna i zaczęła wykorzystywać przyjaźń jej brata z moim facetem. I tak, poczułam się zagrożona, tym bardziej że niedawno przed tym zostałam brzydko potraktowana przez byłego. Ja byłam "po przejściach" a ona młodsza i ładniejsza. A on wydał mi się podatny. I czy miałam rację czy nie, było mi źle ( a nadal myślę że miałam rację). Musiał więc wybierać, wybrał i nie narzeka. Żałuje że od razu jej nie spuścił na drzewo.
                                • blond_suflerka Re: ale gdzie tam 17.10.14, 11:23
                                  No widzisz-to pokazuje, że to wszystko jest bardziej złożone niż się moze wydawacwink
                                  Tak jak to opisałaś-Wy młodzi, jeszcze niedoświadczeni, facet z deficytami zainteresowania Ty po przejściach, itd-mogło się zdarzyć, że on nie zachował się tak jak powinien facet a Ty tak jak świadoma swej wartości i miłości swego meżczyzny, kobieta. Zdarza się. Tak to już jest, że mając lat 30 czy 40 wiele rzeczy z młodszych lat zrobiłoby się inaczej.
                                  Fajnie, że Wam się ułożyło i że wszystko się poukładało.
                                  Tylko Ty tę opowieść połączyłaś z tamtym wątkiem kiedy mowa była o telefonie znajomej a sprawa dotyczy ludzi chyba bardziej dorosłych, małżeństwa, które pewnie jest bardziej stabilne uczuciowo aniżeli Wy wtedy. Nie da się więc porównać tych dwóch sytuacji i stwierdzić, że robienie afery zawsze jest gut.
                            • priszczilla Re: ale gdzie tam 17.10.14, 10:56
                              Też bym zareagowała, jakoś. Natomiast nie "zadymą", bo przypuszczam, że mnie taka zadyma psychicznie kosztowałaby znacznie więcej niż takiego "misia". Nie wiem czy po czymś takim w ogóle bym dalej chciała tego narzeczonego, obawiam się, że straciłabym całe serce dla takiego związku szczególnie, jeśli byłby na etapie narzeczeństwa dopiero.
                              • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 11:00
                                Teraz bym pewnie też go sobie darowała smile No ale warto było.
                • triss_merigold6 Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:44
                  Można mu pomóc zaprotestować skutecznie.
              • blond_suflerka Re: ale gdzie tam 16.10.14, 13:53
                chipsi napisała:

                > Wyżej już podałam przykład, Tobie właśnie. Dodam przykładowo niedwuznaczne prop
                > ozycje, niby na ucho ale tak by żona usłyszała, niewybredne komentarze pod adre
                > sem żony i przyrównywanie że "ona by to lepiej zrobiła", siadanie panu na kolan
                > ach wbrew protestom tego pana...

                No ale zaraz. I czyja to jest wina, że taki mąz tak się zachowuje? Ktoś kto ma taką mentalność, żeby wygenerować takie akcje jak to co opisujesz to totalny burak i tutaj nie ma znaczenia jakieś tam przekraczenia granic przez kolezankę ale to czy kobieta chce być z takim facetem.
                Mozna lubic adorację, mozna czasem trochę się zapomniec i pozwolić komuś z lekka przekroczyć granicę, mozna byc malo asertywnym, itd ale jak ktoś już takie numery odstawia to jedyne co nalezy zrobić to zmienić męża a nie bronić dostępu do tego indywiduum.
                • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:11
                  Yhm, a co ON Twoim zdaniem złego zrobił? Skoro ona nie robiła nic złego to co złego on zrobił bo tu jakieś nieścisłości w wypowiedziach widzę smile
              • priszczilla Re: ale gdzie tam 16.10.14, 14:16
                Sorry, ale o faceta, który z przyjemnością w moim towarzystwie przyjmuje tego typu karesy i pozwala, żeby mnie ktoś obrażał to bym na 100% nie walczyła. Wstałabym i wyszła bez słowa.
                • anorektycznazdzira Re: ale gdzie tam 16.10.14, 17:18
                  Ale koleżanki tu raczej mają tendencję do wyluzowania się i nie czepiania bo nie ma czego, a nie do wyjścia big_grin
                • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:12
                  A gdzie wyczytałaś że pozwalał?
                  • priszczilla Re: ale gdzie tam 17.10.14, 11:06
                    Napisałaś powyżej:

                    "Wyżej już podałam przykład, Tobie właśnie. Dodam przykładowo niedwuznaczne propozycje, niby na ucho ale tak by żona usłyszała, niewybredne komentarze pod adresem żony i przyrównywanie że "ona by to lepiej zrobiła", siadanie panu na kolanach wbrew protestom tego pana... "

                    Jeśli facet protestował tudzież na serio bronił żony, to chyba ciężko mieć do niego o cokolwiek pretensje, nie?
                    • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 11:12
                      Uznałam ze robił to mało skutecznie i był odbierany niepoważnie, przez co laska stawała się jeszcze bardziej pewna siebie. Nawet nie wiesz ile mnie kosztowało by jej nie zakopać w lesie. A byłam wtedy bardzo nerwową osóbką smile
              • nanuk24 Re: ale gdzie tam 16.10.14, 18:05
                No nie, facet wysluchuje niewybrednych komentrzy pod adresem zony od obcej baby i nie reaguje? Ej, no wez!
                • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:14
                  Jak wyżej. Gdzie wyczytałaś że nie reaguje? Chodzi o to że po niej to spływało. Jak dla mnie był za grzeczny, jak dla was samo to że sytuacja mnie irytowała było nienormalne, wieć jak jest, co?
        • anorektycznazdzira Re: ale gdzie tam 16.10.14, 17:09
          Co ja Ci mogę napisać, nie czujesz różnicy, to może już nie poczujesz. Ja na przykład widzę emocjonalną różnicę pomiędzy oglądaniem filmu w TV a napawaniem się adoracją ze strony osoby trzeciej (z punktu widzenia związku).
          Widzę też różnicę pomiędzy przyjęciem komplementu a napawaniem się adoracją ze strony osoby trzeciej (z punktu widzenia związku). W ogóle widzę różnicę pomiędzy komplementem a adoracją, wiesz?
          I jestem zszokowana, że ktoś może nie widzieć.
          A ponieważ podejrzewam, że rzeczywista przyczyna tych absurdalnych porównań nie leży w niewidzeniu, to dodam, że jestem zszokowana bardziej chyba obrażaniem inteligencji rozmówców przez dobieranie absurdalnych porównańtongue_out
          • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 17:44
            Widzę różnicę między komplementem a adoracją. Nie widzę tylko powodu, żeby jedno czy drugie wywoływało WE MNIE furię.
            • anorektycznazdzira Re: ale gdzie tam 16.10.14, 18:08
              We mnie na przykład nie wywołuje furii, tylko skrajne zniesmaczenie.
              Pytanie jest nie czy wywołuje w Tobie furię, tylko, czy wywołuje COKOLWIEK. Jeśli nie- Twoja sprawa, każdemu to, co lubi, ja się nie wchrzaniam, jak ktoś ustawia swój związek i co mu odpowiada. Ludzie lubią trójkąty, swingują, są w "otwartych" związkach i nie czują się niekomfortowo.
              Co do mnie, to najogólniej biorąc to, co mnie dotyczy zazwyczaj coś we mnie wywołuje.
              • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 18:13
                anorektycznazdzira napisała:
                > Ludzie lubią trójkąty, swingują, są w "otwatych"
                > związkach i nie czują się niekomfortowo.

                No tak - jak nie robisz dżihadu to lubisz trójkąty big_grin W sumie - nie którzy luią po prostu traktować drugą stronę związku jak szmatę albo dziecko do 'wychowania'. Ja się do nich zwyczajnie nie zaliczam big_grin
                • anorektycznazdzira Re: ale gdzie tam 16.10.14, 18:56
                  > No tak - jak nie robisz dżihadu to lubisz trójkąty
                  A to jak Ci wyszło?

                  >W sumie - nie którzy luią
                  > po prostu traktować drugą stronę związku jak szmatę albo dziecko do 'wychowani
                  > a'.

                  Ciekawi mnie Twoje przekonanie, że jeśli ktoś się nie zgadza na przekraczanie swoich granic i łamanie wewnętrznych zasad w związku, to traktuje drugą osobę "jak szmatę albo dziecko do wychowania". Brzmi dość obsesyjnie...
                  • araceli Re: ale gdzie tam 16.10.14, 22:56
                    anorektycznazdzira napisała:
                    > Ciekawi mnie Twoje przekonanie, że jeśli ktoś się nie zgadza na przekraczanie s
                    > woich granic i łamanie wewnętrznych zasad w związku, to traktuje drugą osobę "j
                    > ak szmatę albo dziecko do wychowania".

                    Nie - nie jak się 'nie zgadza na łamanie zasad' tylko jak ma te zasady tak wąziutko ustawione, że druga osoba nie może się obejrzeć bez dostania szmatą przez łeb. Ba! Nawet jak się nie obejrzy ale inna się za nim obejrzy to też jest powód do zje.ki smile
                    • paliwodaj Re: ale gdzie tam 17.10.14, 04:57
                      > Czy jest ktos na sali, kto nie lubie byc adorowany? Halo, tu ziemia!
                      normalne ze zalezy przez kogo..
                      Dla przykladu, w pracowniczym outfit przebiegalam przez ulice poza pasami. Jechal facet ze smieciami, ale to nawet nie prawdziwy smieciarz na wypasionej smieciarce, tylko taki uliczny zbieracz, no i krzyknal " Hello gorgeous! " no i wcale mi nie bylo przyjemnie uncertain A powinno?
                    • chipsi Re: ale gdzie tam 17.10.14, 09:19
                      Dlaczego usilnie spłycasz i przekręcasz? Nikt nikomu dżihadu nie robił, nie było żadnych rękoczynów mimo że sprawa była poważniejsza niż obejrzenie się za inną bo nie o tym piszemy. To tak jakbyśmy rozmawiali o więzieniu dla złodzieja a ty byś się rzucała o karę śmierci za spojrzenie na zegarek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka