Dodaj do ulubionych

Ileż można znieść od rodziców....

22.11.14, 17:10
Koleżanki matka kocha ją nad życie. Jest typowym przykładem matki osaczającej dziecko. Jej córka ma męża, dzieci, zawód, mieszka osobno. Ale matka wciąż chce układać jej życie, choć ma już niewielki wpływ na jej wybory, to jednak zawsze jej wizyty wprowadzają koleżankę w depresję. Koleżanka przyjeżdża potem do mnie z bolącą głową, zestresowana.
Dzisiaj usłyszała, że nawet kuna czy pies nie porzuci swojego dziecka, a ona porzuciła (dała do żłobka 1,5 roczną córeczkę). Babcia miała więc wizję, że jej wnuczka w przyszłości stoi koło śmietnika goła i wesoła, uzależniona od narkotyków. Wiem, że to niedorzeczne i ona też o tym wie, ale zawsze o takich tekstach nie może przestać o tym myśleć, czuje się paskudnie i czuje niesmak. Teoria babci jest taka, że wnuczka jest rozhisteryzowana, bo potrzebuje matka, która córkę odrzuciła. I w takiej sytuacji gdy nie będzie mogła sobie ze sobą poradzić kiedyś wpadnie w nałóg!
Nie wiem już co jej radzić. Sama mam rodziców, z którymi raz mi lepiej, raz gorzej. Też czasami próbują ingerować. Ale to jednak rodzice. Matka tej koleżanki mieszka sama. Kiedyś była dobrą matką, poświęciła dla niej życie. Nie ułożyła sobie życia z innym mężczyzną, gdy rozwiodła się z mężem. Córka była najważniejsza. I faktycznie nauczyła ją wiele, wiele też przekazała. Koleżanka jest dobrą mamą, dobrym człowiekiem, jest mądra i rozsądna, wyważona. Ale jeśli chodzi o matkę, to zupełnie nie potrafi odnieść się do jej postępowania z dystansem. Ma poczucie, że trzeba jej pomagać. Nie ma dla niej czasu, bo ma swoją rodzinę, ale pomaga z doskoku i ma często wyrzuty, że powinna więcej. Matka natomiast, teraz na stare lata zachowuje się coraz gorzej. I mówi takie paskudne rzeczy. W efekcie każde ich spotkanie kończy się awanturą, niesmakiem. Koleżanka obiecuje sobie potem, że zerwie kontakty, ale po jakimś czasie, wybacza, po to przecież matka...
Obserwuj wątek
    • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 17:17
      > Koleżanka obiecuje sobie potem, że zerwie kontakty, ale po jakimś czasie, wybacza, po to przecież matka...

      No niestety, to najgorsze zapętlenie emocjonalne obok toksycznego związku.
      • majka003 Re: Mam tak samo.... :( 22.11.14, 17:24
        Obecny mąż nauczył mnie konsekwencji i zerwałam kontakt. Córkę widzi raz na jakiś czas. Potrafiła nawet młodą buntować,zatruwała życie nam wszystkim i ani słowa przepraszam. Po wyrzuceniu jej nieraz za drzwi przychodziła jakby nigdy nic bo ona czegoś potrzebuje,a jak odmawiałam to wielki foch i awantura jakie to ona nie ma dzieci... Ech...Najpierw brat się odwrócił teraz ja... Nie można znieść już... Nic tylko niech zerwie kontakty i nr tel. Ja mam dwa tel. Jeden na kartę-jeśli córka chce to dzwoni z tego po czym wyciągam kartę i jeden na abonament którego nie ma.Zrzucenie bagażu psychiczne bezcenne.
        • leokadka Re: Mam tak samo.... :( 22.11.14, 19:10
          Z tym że ta kobieta jest sama. Ma niską emeryturę, prawie 70 lat, choć sporo werwy i siły aby nękać dzieci, oczywiście w "dobrej wierze".
          Z obserwacji otoczenia widzę, że nie ma nic gorszego jak brak własnego życia. Ta kobieta nie ma własnego życia, więc żyje życiem innych.
          Koleżanka obecnie jest w domu z dziećmi, ale ma dobrego męża, duży dom, żyją na dość wysokim poziomie. Jej matka zawsze gdy przyjeżdża truje jej jak to źle w tym kraju, jak to szkoda tu życia i namawia ją by namówiła meża na wyjazd stąd.
          Przyjeżdża do nich i dosłownie zieje goryczą, straszną goryczą.
          • annajustyna Re: Mam tak samo.... :( 22.11.14, 21:41
            Tylko ze zycie corki jest JEJ zyciem. Ech, kolezanka ma chociaz jakies rodzenstwo?
          • majka003 Re: Mam tak samo.... :( 24.11.14, 11:21
            leokadka napisała:

            > Z tym że ta kobieta jest sama. Ma niską emeryturę, prawie 70 lat, choć sporo we
            > rwy i siły aby nękać dzieci, oczywiście w "dobrej wierze".
            A myślisz,że moja jaką ma emeryturę?1000 zł. Pomagaliśmy jej,ale koniec oczekiwała,że całe wypłaty jej będziemy dawać a najlepiej wziąć ją do siebie-po uprzednim wybudowaniu/kupnie domu!!! Odseparować i tyle!
    • cosmetic.wipes Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 19:24
      Matka tej koleżanki
      > mieszka sama. Kiedyś była dobrą matką, poświęciła dla niej życie. Nie ułożyła s
      > obie życia z innym mężczyzną, gdy rozwiodła się z mężem. Córka była najważniejs
      > za.


      I to niestety jest dramat obu pań.
      • saraanna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 20:11
        Kupic babci psa,wtedy bedzie miala kogos do troszczenia sie a na spacerach pozna innych psiarzy i moze nawiaze jakies znajomosci.Niestety trudno wymagac od starszej pani ,zeby zajela sie swoim zyciem ,jak ma mala emeryture.Emeryt z Niemiec czy Holendii jezdzi sobie po swiecie,a co ma zrobic polska emerytka jak jej ledwo na leki starcza,wtedy dzieci i wnuki sa dla niej jedyna rozrywka.Jezeli kolezanka tak dobrze sytuowana, to przeciez moze pomoc jakos wlasnej matce np pomoc zalatwic jakies sanatorium albo wczasy ,gdzie matka moglaby poznac troche ludzi,albo zatrudnic jakas pania,ktora by przychodzila do pomocy i do wypicia z nia kawy i pogadania.Przeraza mnie ten ematkowy standard - zerwac z matka kontakty bo jest toksyczna,bo sie wtraca tongue_out Ciekawe ,ze nikt nie zauwaza,ze to starsza samotna pani z niska emerytura,zagubiona ,ktora nie umie sie odnalezc w rzeczywistosci i chcialaby troche milosci i zainteresowania. Gdyby chodzila do kosciola ,to wedlug ematek bylaby stara ,moherowa dewotka,a ciekawe co k...a w Polsce stary ,samotny z glodowa emerytura czlowiek ma robic tongue_out
        Kolezanka zamiast plakac,powinna sie zastanowic jak realnie pomoc matce,moze kupno psa,moze uniwersytet 3 wieku,klub seniora,pani do towarzystwa,kolko rozancowe,wolontariat ,wtedy matka bedzie zyla wlasnym zyciem i nie bedzie miala czasu na wtracanie sie w zycie kolezanki.
        • sarah_black38 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 21:36
          Saraanna, mnie też ten ematkowy ,,standard " przeraża. Ktoś zwraca się z problemem małżeńskim, rodzinnym to zaraz setka rad typu: rozwiedź się, wystaw walizki za drzwi, wyrzuć z domu, zerwij kontakty. To jakby iść po linii najmniejszego oporu. Bo tak najłatwiej i forumowe byty nie ponoszą odpowiedzialności za ,,dobre" rady.
          • klamkas Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:21
            Zerwanie kontaktów z kimś bliskim, z rodzicami w szczególności nie jest łatwe i taką bzdurę może napisać tylko ktoś, kto nie musiał stawać przed takim wyborem. Inni muszą - szczęście małżeńskie, czy nieszczęśliwa matka? Zdrowe relacje z dziećmi, czy matka? Normalne życie bez matki, czy życie w toksycznym świecie i fundowanie go swojej rodzinie z matką?

            Nie zawsze da się pomóc. I myślę, że ktoś, kto rozważa zerwanie kontaktów wyczerpał już pomysły na pomoc...
            • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:24
              Ja poświęciłam normalne życie i zdrowe relacje z dziećmi, ale nie będę nikogo przekonywać do takiego wyboru.
              • klamkas Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:34
                Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Czasami warto coś poświęcić, czasami lepiej się odciąć.
          • rhaenyra Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:01
            e no jasne
            lepiej dawac po sobie jezdzic jak po burej suce
        • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 21:42
          W wieku emerytalnym to juz za pozno na takie rewolucje sad.
          • saraanna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:05
            Wcale nie jest za pozno ,o ile oczywiscie zdrowie pozwoli.Jak mojej mamie zmarl maz,to tez nie wiedziala co ze soba zrobic.Nagle zostala sama,duzo wolnego czasu,malo obowiazkow.Kupilismy jej psa,dzieki temu odzyla,poznala duzo psiarzy,miala z kim chodzic na spacery,albo posiedziec na lawce i poplotkowac.Dzieki temu wkrecila sie w prace spoldzielni mieszkaniowej i zostala lawnikiem w sadzie.Natomiast mojej cioci po smierci meza,kuzynka kupila rower.Ciocia ma 74 lata i smiga z innymi babciami i dziadkami na wycieczki rowerowe,a jak brzydka pogoda to spotykaja sie na kartach.smile
            Czasami starsza osobe trzeba potraktowac jak dziecko,wskazac kierunek,pomoc albo postawic przed faktem dokonanym.
            • 3-mamuska Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:24
              Przeraza mnie ten ematkowy standard - zerwac z matka kontakty bo jest toksyczna,bo sie wtraca tongue_out Ciekawe ,ze nikt nie zauwaza,ze to starsza samotna pani z niska emerytura,zagubiona ,ktora nie umie sie odnalezc w rzeczywistosci i chcialaby troche milosci i zainteresowania. Gdyby chodzila do kosciola ,to wedlug ematek bylaby stara ,moherowa dewotka,a ciekawe co k...a w Polsce stary ,samotny z glodowa emerytura czlowiek ma robic tongue_out
              Kolezanka zamiast plakac,powinna sie zastanowic jak realnie pomoc matce,moze kupno psa,moze uniwersytet 3 wieku,klub seniora,pani do towarzystwa,kolko rozancowe,wolontariat ,wtedy matka bedzie zyla wlasnym zyciem i nie bedzie miala czasu na wtracanie sie w zycie kolezanki.

              Wreszcie głos rozsądku , jak mozna proponować zeby kobieta zerwała kontakty z matka ktora ma 70lat ...
              Dla mnie niepojęte te ematkowe standardy.
              • paskudek1 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:44
                tylko żeby matka zainteresowala się czymkolwiek poza córką to musi tego CHCIEĆ. Niestety ludzie z mentalnością i zainteresowaniami na poziomie rozwielitki nie maja swojego zycia. I nie chcą go mieć bo to wymaga wysiłku, czasem fizycznego czasem emocjonalnego, czasem umysłowego. A im się nie chce bo mają mentalność rozwielitki. Uczepienie się najbliższej osoby jest najłatwiejsze. Pamiętam jak kiedyś patrzyłam na jednym z warszawskich osiedli widziałam klub seniora. Ludzie rozgadani, roześmiani, zajęci SOBĄ na pewno nie truli du...py swoim bliskim.
                • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:55
                  > Niestety ludzie z mentalnością i zainteresowaniami na poziomie rozwielitki nie maja swojego zycia.

                  Po prawie 30 latach pamiętam taki epizod. Byłam u znajomej rodziców, pani około 50-tki, matki dwojga dzieci w wieku 25-30 lat i 14-latka. Powiedziała wtedy: "Dobrze, że choć on mi został, przynajmniej będę mieć jakieś zajęcie."
                  • paskudek1 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:09
                    no właśnie, kwintesencja "rozwielitki" jak ja to nazywam. Nie ma zycia poza dziećmi czy mężem, nie ma własnych zainteresowań, CZEGOKOLWIEK co pozwoliłoby żyć SWOIM zżyciem. To ma głębsze korzenie, mit matki Polki, poświęcającej się, zawsze dla dzieci, domu, bez własnych pragnień. I potem sa tego skutki.
            • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:28
              Mogę się założyć, że żadna z opisanych rpzez ciebie pań nie miała w wieku młodym i dojrzałym upierdliwego, sfochowanego charakteru i miała na tyle szeroki horyzont myślowy i ciekawość świata, że z powodzeniem można je było pchnąć w kierunku nowej aktywności. Nie z każdą starszą panią taki numer przejdzie. Nie brakuje ludzi o konkretnej potrzebie jęczenia, doprowadzania bliźnich do szewskiej pasji i kręcenia dymów. Starsze panie, jeśli miały za młodu takie skłonności, na starość będą je mieć podniesione do kwadratu.
              • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:30
                I zadna z tych pan nie byla np. samotna matka...
                • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:40
                  Całkiem prawdopodobne. Chociaż znałam wiele samotnych kobiet, które nie dostały pier...ca na starość i nie stały się nagle wrednymi, niszczącymi relacje rodzinne, ludźmi. Za to znam teraz niemało młodych i dojrzałych wiekiem kobiet, o których z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że będą kiedyś nie do zniesienia wink Bo już są.
                  • agnieszka77_11 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:35
                    aandzia43 napisała:

                    > Za to znam teraz niemało młodych i dojrzałych wiekiem kobiet, o których z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że będą kiedyś nie do zniesienia wink Bo już są.

                    Ja też znam kilka.
                • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 22:56
                  Wiele niesamotnych matek w wieku emerytalnym zostaje wdowami...
                  • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 10:52
                    Jest jednak roznica, czy staly sie samotne w wieku np. 70 lat, czy np. 30, czyli od 30 borykaja sie z samotnoscia i "wisza" na corce/dzieciach.
                    • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 11:02
                      Czy ja wiem... Moja owdowiała w wieku 80 lat i te ostatnie lata były horrorem. Utrata życiowego partnera w tym wieku powoduje jednak silną depresję. Paradoksalnie znam matki samotne "od zawsze", które nie będąc w żaden sposób ograniczane związkiem i mentalnie uzależnione od męża, przez całe życie były aktywne i samodzielne. Nieszczęśliwe mężatki też potrafią tworzyć patologiczne relacje z córkami.
                      • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 12:57
                        Kochana, moja mama (cudowny czlowiek z silnym charakterem) ma przypuszczalnie nieleczona depresje od ponad 30 lat, czyli od stanu wojennego, kiedy ojciec jako polityczny musial (a potem chcial) zostac za granica, a moja mama "zaopiekowalo" sie SB. "Ciesz" sie, ze u Was tylko ostatnie lata byly horrorem sad.
                    • mamameg Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:05
                      > Jest jednak roznica, czy staly sie samotne w wieku np. 70 lat, czy np. 30, czyl
                      > i od 30 borykaja sie z samotnoscia i "wisza" na corce/dzieciach.

                      Byłabym ostrożna z osądzaniem samotnych mam- ja jestem samotną matką a moja mama była mężatką(od 10 lat jest wdową) a to ona od zawsze była "uwieszona" na mnie i moim bracie. Kocham moje dzieci ale mam też życie oprócz nich, swoje zainteresowania, przyjaciół.
                      • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:07
                        Wiec Ty nie "wisisz". Ja bylam calym zyciem mojej mamy i wciaz nim jestem, zwlaszcza ze dostala wilczy bilet po stanie wojennym i nie mogla realizowac sie zawodowo. A jest samotna od 30paru lat. To naprawde ogromne obciazenie dla dziecka, zwlaszcza jedynaka.
                        • mamameg Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:20
                          Myślę, że "wiszenie" nie zależy od tego czy się posiada partnera czy nie a od charakteru.
                          • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:26
                            Jak jest partner, to jest chociaz mniejsza samotnosc...
                            • echtom niekoniecznie... 23.11.14, 13:27
                              forum.gazeta.pl/forum/s,567,155616331.html?t=1&a=155624709&rep=1&from=6
                              • echtom Edit :) 23.11.14, 13:30
                                forum.gazeta.pl/forum/w,567,155616331,155624709,PS_.html
                                • annajustyna Re: Edit :) 23.11.14, 13:45
                                  o tak, kazdy przypadek jest indywidualny.
                                • mamameg Re: Edit :) 23.11.14, 13:59
                                  Nawet niekoniecznie z córkami, syn może być wciskany w rolę partnera.
                      • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:22
                        > Kocham moje dzieci ale mam też życie oprócz nich, swoje zainteresowania, przyjaciół.

                        "Dzieci", czyli przynajmniej dwoje. Ja mam troje i też na nich nie wiszę. Po znajomych widzę, że najbardziej patogenny jest układ samotnej matki z jednym dzieckiem.
                        • echtom PS. 23.11.14, 13:26
                          Dotyczy również, jak już wcześniej pisałam, niespełnionych mężatek, które zawiązują coś w rodzaju sojuszu z córkami przeciw mężom.
        • kkalipso Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:36
          Normalnie się podpiszę-dobrze gadasz!
          • kkalipso Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:39
            Do postu saraanna się odnoszę.
        • mamameg Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:10
          Kolezanka zamiast plakac,powinna sie zastanowic jak realnie pomoc matce,moze ku
          > pno psa,moze uniwersytet 3 wieku,klub seniora,pani do towarzystwa,kolko rozanco
          > we,wolontariat ,wtedy matka bedzie zyla wlasnym zyciem i nie bedzie miala czasu
          > na wtracanie sie w zycie kolezanki.

          Mam taką toksyczną mamę, miała całkiem spore dochody i wiesz co? ona nie chce i nie chciała żyć swoim życiem, cytuję "jej koleżanki nie są do niczego potrzebne", ona urodziła dzieci i dzieci są od tego, żeby się nią zajmować.
          • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:19
            Na takie nastawienie nic nie poradzisz sad.
        • mgla_jedwabna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 23:45
          Saraanna, ale to jest dorosła osoba i nikt nie będzie jej niańczył. Gdyby była zainteresowana kościołem, psem, sanatorium, uniwersytetem 3 wieku, kółkiem różańcowym, wolontariatem albo plotkami z sąsiadką, to by się tym zajęła bez pomocy córki. Ale ta pani najwyraźniej dotąd nie uznawała samodzielnego organizowania sobie życia, tylko "wisiała" na córce - córka była dla niej świetnym wykrętem, by zamknąć się w skorupie "poświęcenia" zamiast podjąć trud i ryzyko szukania nowego partnera, nawiązywania i podtrzymywania przyjaźni, czy chociażby rozwijania zainteresowań. Na starość okazało się, że córka chce mieć własne życie, a matka została bez niczego - bo traktowała córkę nie jak autonomicznego człowieka, tylko jak inwestycję, lokatę, sprzęt domowy do zapewnienia rozrywek i wypełniania czasu.

          Emerytka, która ma typowy polski problem niskiej emerytury i nieżyczliwej służby zdrowia, ale ma trochę charakteru, poczyta sobie książkę z biblioteki, samodzielnie wybierze się choćby na to kółko różańcowe, jeśli nie na wystawę do muzeum, a przychodząc do córki będzie okazywać radość ze spotkania z bliskimi, a nie roztaczać wizje wnuczki w narkotykach i śmietnikach. Będzie wspólne pieczenie ciasta, oglądanie filmów/zdjęć, miłe pogaduszki i koci-łapci z wnusią.

          Poza tym w poście otwierającym nigdzie nie ma napisane, jakoby rzeczona starsza pani miała problemy finansowe.
      • srebrnarybka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 02:49
        Problem polega na tym, że matka poświęciła się nie dla córki, tylko dla siebie, dla swojego wyobrażenia, jak powinna żyć dobra matka. I nie córka była dla niej najważniejsza, ale przekonanie, że jest dobrą matką. Postępowanie matki się nie zmienia, było cały czas takie samo, tylko zmieniły się potrzeby córki. Ale matki nie obchodzą potrzeby córki, tylko jej własne pragnienie bycia dobrą matką.
        • rhaenyra Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 09:42
          10/10
    • ichi51e Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:03
      Jak przeczytalam tytul pomyslalam o rodzicach co pija bija zmuszaja do kradziezy prostytucji a dzieci twardo to znosza... A tu matka sie za bardzo wtraca? Zdrowa relacja to nie tylko nie wtracajaca sie matka ale i dziecko ktore umie stawiac granice wysluchac rozwazyc i powiedziec kocham cie mamo i dziekuje za troske ale zrobie po swojemu.
      Zgadzam sie tez z powyzszym - co ma biedna emerytka ktorej corka jest calym zyciem jak nie interesowac sie i wtracac?
      • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:36
        > co ma biedna emerytka ktorej corka jest calym zyciem jak nie interesowac sie i wtracac?

        Tylko wiesz, dorastanie i odchodzenie dzieci jest jakby wliczone w macierzyństwo. I nie jest tak, że niemowlę z dnia na dzień staje się dorosłym. Ten proces trwa przynajmniej 20 lat, podczas których dziecko stopniowo się usamodzielnia, dając matce coraz więcej przestrzeni na zbudowanie własnego życia.
      • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 00:03
        > Zgadzam sie tez z powyzszym - co ma biedna emerytka ktorej corka jest calym zyc
        > iem jak nie interesowac sie i wtracac?

        Heloł, puk puk, a kuku: interesować się, nawet nadmiernie i ciut upierdliwie, to nie to samo, co wygadywać głupoty złośliwości, obrażać i wszczynać awantury. No nie? To normalne, że starsi członkowie rodziny czują się trochę obok wartkiego nurtu życia i czasem nieporadnie usiłują się w niego włączać. Kochająca rodzina patrzy przez palce i kocha dalej. Ale my chyba nie o takim przypadku.
    • burina Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:12
      Następnym razem niech odpowie, że nawet kuna czy pies nie mówi swojemu dorosłemu dziecku jak wychowywać młode. I że jeśli matka nadal będzie tak córkę dręczyć, to córka się weźmie, spakuje rodzinę i się wyprowadzą do Szwajcarii.
      • agnieszka77_11 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:33
        burina napisała:

        > Następnym razem niech odpowie, że nawet kuna czy pies nie mówi swojemu dorosłem
        > u dziecku jak wychowywać młode.

        big_grin
    • agnieszka77_11 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 22.11.14, 23:31
      Współczuję koleżance. Najgorszy typ matki. Pijawka emocjonalna. Sama bez swojego życia i pasji chce sterować życiem swojej dorosłej córki i nie akceptuje jej wyborów.
      Niech koleżanka idzie do pracy (wbrew radom swojej mamy), odetnie się od niemiłych spotkań i coś w życiu robi bo na starość będzie taką samą roszczeniową matką. Powtórzę słowa napisane już powyżej "Starsze panie, jeśli miały za młodu takie skłonności, na starość będą je mieć podniesione do kwadratu".
      A mamie niech zaproponuje jakieś zajęcie. Na prawdę jest wiele starszych kobiet na emeryturze, które potrafią się czymś zająć i nie potrzebują do tego wysokiej emerytury (chodzenie z kijkami, robótki na drutach, pichcenie w kuchni, wyłażenie z psem na spacer, działeczka, spotkania z rówieśniczkami czy czytanie książek).
      Jak matka do tej pory nie zrozumiała, że jej córka jest dorosłą osobą, która ma prawo do własnych wyborów i w sposób mało przyjemny próbuje komentować jej decyzje to ciężko będzie to zmienić. Ludzie w tym wieku się nie zmieniają. Szczególnie, gdy nie widzą i nie chcą wiedzieć, w czym tkwi problem.
      Aby było lepiej to dwie osoby muszą chcieć, a nie tylko jedna.
      Matka ma prawo do wyrażenie swojego zdania, do troski o swoją córkę, ale ma także obowiązek jej szanowania.
      Pewnie nie każda emama wie jak w praktyce wygląda ten typ matki (bo nie każda matka taka jest) i ciężko zrozumieć jak ciężko może być komuś kto ciągle musi słuchać pretensji i awantur toksycznego rodzica. Awantur dosłownie o wszystko. Fochów o każdą banalną rzecz. Trzymam kciuki za koleżankę.
      • leokadka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 02:36
        dziecko ktore umie stawiac granice wysluchac rozwazyc i powiedziec kocham cie mamo i dziekuje za troske ale zrobie po swojemu.

        To nie takie proste...

        Naprawdę stoję obok już od lat i na to patrzę. Ta dziewczyna od lat, po każdej takiej wizycie obiecuje sobie: "już nie powiem nic przykrego, dzieci to słyszą, potem paskudnie się czuję. Przecież to moje życie. Potraktuję te uwagi z przymrużeniem oka. Nie będę się denerwowała" itd...
        Wierzcie mi, nie da się. Zawsze jest to samo. Ból głowy, wyrzuty, myślenie o tym przez przynajmniej kilka dni.

        Pewnie, że zerwanie kontaktów wydaje się najprostszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem. Ale tylko z pozoru. Faktycznie zrywanie kontaktów z prawie 70 letnią, bardzo zagubioną emerytką, dla której córka zawsze była najważniejsza jest chyba niemożliwe.
        Niestety trudno też podejść z dystansem do próby układania życia przez matkę czy udawanie, że nie słyszy się takich często bolesnych, paskudnych wręcz uwag.

        Ta kobieta ma bardzo niskie dochody, szuka więc pracy, żeby też mieć zajęcie. I tak bardzo wyrzuca córce, że nie zatrudni jej jako niani. A gdy okazjonalnie opiekuje się jej dziećmi wychodzi z tego istny cyrk (lekiem na płacz dziecka jest położenie go spać albo wyjście z nim z domu nawet w samym lekkim pajacu przy +5). Oczywiście gdy koleżanka nie miała małych dzieci, to były inne do niej uwagi. A to, że źle wybrała zawód, a to, że nie robi dodatkowych kursów żeby pracować tu a tu (czego ta dziewczyna nie ma zamiaru robić), nawet że czapki nie zakłada gdy chłodno czy grubych rajstop pod spodnie, bo przecież przeziębi przydatki.
        To kobieta z tych, które nie wyrażają swych uwag delikatnie i nie przyjmują do wiadomości odpowiedzi typu: "mamo mam swoje zdanie, uważam inaczej." W razie braku reakcji jest krzyk, robienie występów na podwórku (niezależnie od tego czy sąsiedzi to słyszą), bieganie za córką, gadanie głośno i non-stop. To tak jak radio w Korei Płn, którego nie da się wyłączyć u to ustawione na cały regulator.
        Trudno wyobrazić sobie jakie to nie do zniesienia. Dotarło to do mnie dopiero, gdy byłam u koleżanki na górze, a jej matka krzątająca sie po kuchni na dole o tym nie wiedziała.

        Ta kobieta ma już zwierzę, ma dwa koty, którymi zajmuje się jak dziećmi. Ma działkę. Ale brakuje jej drugiego człowieka, któremu mogłaby nadawać non-stop. Koleżanka niestety nie ma rodzeństwa. Oj, wiele by tutaj pisać...Ja nie widzę rozwiązania. Nie wiem już co jej radzić.
        • wies-baden Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 08:07
          ...ale jak to na górze? To ta biedna koleżanka mieszka u matki w domu?
        • plater-2 der Ton macht Musik 23.11.14, 08:55
          Sorry leokadko, nie zauwazylam trzeciego postu:

          Mowic przykre rzeczy mozna, czasem trzeba. "Wszystko mozna powiedziec, tylko zalezy jakim sie to mowi tonem"...Corka ma pelne prawo organizowac swoje osobiste sprawy po swojemu. Wyrzuty sumienia po scysji z matka biora sie wlasnie z tego, ze nie ten ton.

          Po to sie ma rodzine i najblizszych przyjaciol, zeby uslyszec od nich prawde, prawdziwe ich zdanie, a nie zdawkowe, grzecznosciowe uwagi.

          Jak sie mowi odpowiednim do sytuacji tonem, nie przeszkadza, ze slysza to dzieci, znajomi i sasiedzi. Matke obowiauje ta sama zasada. Skoro wychowala corke, jak sama piszesz, na zrownowazona i odpowiedzialna osobe, to umiala sie chyba do tej pory prawidlowo komunikowac ? Z tego, co piszesz wynika, ze wizyty matki u corki sa bardzo długie, matka krzatała sie po kuchni podczas gdy ty bylas na pietrze.

          Kwestia wieku ? Mozliwe... krzyk, robienie występów na podwórku (niezależnie od tego czy sąsiedzi to słyszą), bieganie za córką, gadanie głośno i non-stop. na to wskazuja.

          Matka ma prawie 70 lat i niskie dochody. Pracy juz nie znajdzie. Jako opiekunka dzieci corki sie nie sprawdzila. Corka nie ma obowiazku jej prosic o pomoc, nie ma obowiazku jej zatrudnic tylko dlatego, zeby mama miala lepsze samopoczucie.

          Niemniej jednak, wnuki maja prawo do kontaktow z babcia i na odwrot.


          P.S. Skoro ta kolezanka nie pracuje, czemu dziecko 1,5 roku oddala do żłobka ?




          • annajustyna Re: der Ton macht Musik 23.11.14, 13:19
            Odpowiedz do ps - robi tlumaczenia w domu, musi miec moc sie skupic.
            • annajustyna Re: der Ton macht Musik 23.11.14, 13:20
              I jeszcze byla w kolejnej ciazy i musiala lezec.
        • agnieszka77_11 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 14:23
          leokadka napisała:

          > Ta kobieta ma bardzo niskie dochody, szuka więc pracy, żeby też mieć zajęcie. I
          > tak bardzo wyrzuca córce, że nie zatrudni jej jako niani.

          Najeżdżanie na córkę, że nie zatrudni jej jako niańki do dziecka jest chore. Najlepiej niech za każdą godzinę spędzoną z wnukiem bierze pieniądze. Niech koleżanka zapyta się czy jak babcia będzie potrzebowała pomocy to też ma policzyć za każdą podaną szklankę wody.
          Ona ma niską emeryturę, a jej córka prawdopodobnie nie będzie miała żadnej i powinna to wziąć pod uwagę.
    • plater-2 ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 08:10
      Matka mieszka osobno. Jak często odwiedza córkę i wnuki?
      Nie podano. Podano, że neka dzieci wizytami.

      Czy corka prosi matke o radę ? Pyta o zdanie ? Czy matka spontanicznie wypowiada swoje zdanie ? Nie podano.


      Zasadniczo nie wypowiadamy sie nieproszeni w cudzych sprawach i nie udzielamy rad niepytani na temat zycia naszych blixnich. Przyjęte jest jednak, że w najbliższej rodzinie ( maz-zona, rodzice - dzieci) mozna sie wypowiadac (z taktem !), nie bedac wyraźie poproszonym o rade. Nie jest to objaw chorobliwej chęci układania komus zycia, ale troski o najbliższych, dowód, objaw wiezi emocjonalnej zwanej potocznie miłością.

      Uwazam za normalne, ze dziecko, nawet dorosłe, jest dla rodziców najwazniejsza osoba.

      Chorobliwe byłoby, gdyby osoba dajaca porady wymagala podporzadkowania sie swoim radom. A w przeciwnym wypadku - obrazala, czynila groźby wprowadzenia sankcji np. ekonomicznych, szantazowała zerwaniem kontaktów.

      Jest tak ? Nie podano. Podano, ze corka chce zerwac kontakty...


      Dlaczego ta kolezanka "zawsze po takich tekstach nie może przestać o tym myśleć, czuje się paskudnie i czuje niesmak" ??? Dlaczego ta koleżanka tak źle przyjmuje wypowiedzi matki na tematy wlasnego zycia rodzinnego i decyzji wychowawczych ? Dlaczego kazde spotkanie konczy sie awantura.. Dlaczego koleżanka nie potrafi odnieść się do rad matki z dystansem.

      Bo problem ma nie matka a córka.


      Koleżanka jest dobrą mamą, dobrym człowiekiem, jest mądra i rozsądna, wyważona, matka nauczyła ją wiele, wiele też przekazała.. Czyli matka nie byla toksyczna ani nieudolna wychowawczo ?

      Dojrzaly emocjonalnie czlowiek nie czuje sie osaczony, gdy mu ktos robi uwagi na temat jego postepowania ! Nie uwaza, ze czyjas wypowiedz w jakiejkolwiek jego osobistej sprawie jest dowodem, ze ta osoba chce mu ukladac zycie ! Ukladnie zycia byloby dopiero, gdyby matka wymuszala podporzadkowanie sie, manipulowala corka a tego chyba nie robi ?

      Jesli kolezanka uwaza, ze zrobila slusznie oddajac do złobka 1,5 roczne dziecko, odpowiada sie, zamiast wpadac w depresje, stressy i ból głowy - "Bardzo sie ciesze, ze sie o nas tak bardzo troszczysz o Kasie, ale uwazam, ze zrobilismy slusznie. Ta decyzja to wynik rozmowy miedzy mna mezem, to nasza wspolna decyzja, tak jest najlepiej dla nas, jestesmy dorosli, to nasze pieniadze itd.".

      Przyjeżdża do nich i dosłownie zieje goryczą, straszną goryczą. Jak to sie konkretnie objawia ? Mówi, że ma małą emeryturę, a im sie lepiej powodzi ? Uważa, że powinni jej pomagac finansowo ? Jak bardzo małą, bo jest sama i mało zarabiała, to chyba powinni ?


      Gdyby ta matka była rzeczywiście uzalezniona emocjonalnie od kontaktów z dziecmi, nie namawiałaby córki i zięcia, którzy maja duzy dom i zyja na wysokim poziomie na wyjazd z Polski.

      Chyba że wymyśliła sobie, że sie z nimi zabierze wink.








      • lady-z-gaga Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 10:10
        Moj boże, wreszcie rozsądny post.
        Wyłącznie matka ma ponieśc karę za to, że corka nie nauczyła się wyznaczac granice, nie jest asertywna i nie radzi sobie emocjonalnie z krytyką?
        • klamkas Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 10:44
          Wiesz, ja umiem stawiać granice. A mimo to krytykanctwo i wieczne wyrażanie dezaprobaty za każdym razem źle wpływają na moją psychikę - nie dlatego, że rozważam, że mama ma rację, tylko dlatego, że niezmiennie mnie boli, że nigdy nie zwróci uwagi na pozytywy, a pastwi się na negatywach. Już kiedyś o tym pisałam, ale to jest nie do zniesienia, nawet dla dorosłych i asertywnych ludzi. Przykład najbardziej banalny - zrobisz jej obiad, posprzątasz po tym obiedzie, nawet jak jej smakowało to się nie zająknie, ale na koniec i tak dostaniesz ochrzan, że po umyciu źle poustawiałaś naczynia na suszarce, a garnek na półce ustawiłaś nie tak jak trzeba. I nie będzie to powiedzenie "wolałabym tak i tak" tylko wściekła awantura z tekstami w stylu "zawsze robisz mi na przekór, musisz być taka złośliwa?!". Banał? Tak. Ale tak jest w sytuacjach i prozaicznych i poważnych. Typ, który nigdy nie wypowiadał i nie wypowiada pozytywnych komunikatów, nie dziękuje, a jak bywa miły, to po to, żeby sobie lub komuś udowodnić jaką jest wspaniałą i czułą matką (zdarza się przy "obcych").
          • lady-z-gaga Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:07
            krytykanctwo i wieczne wyrażanie de
            > zaprobaty za każdym razem źle wpływają na moją psychikę - nie dlatego, że rozwa
            > żam, że mama ma rację, tylko dlatego, że niezmiennie mnie boli, że nigdy nie zw
            > róci uwagi na pozytywy, a pastwi się na negatywach

            Zgadzam się, masz rację. Ale kobieta, o ktorej mowa, nie mieszka z matką, więc sytuacje zrobisz jej obiad, posprzątasz po tym obiedzie, nawet ja
            > k jej smakowało to się nie zająknie, ale na koniec i tak dostaniesz ochrzan, że
            > po umyciu źle poustawiałaś naczynia na suszarce, a garnek na półce ustawiłaś n
            > ie tak jak trzeba.
            jej nie grożą.
            Znam takie matki, o jakich mówi post startowy, wszędzie jest to przypadek pt "córka/i dały sobie wejść na głowę". Będąc dorosłą osobą, nalezy egzekwowac szacunek dla siebie również od rodziców. Nawet kosztem paru fochow i awantur. Nie pomijac milczeniem, nie połykac łez, nie kulic ramion, nie wstydzic się, nie bac się tekstów o bolącym sercu albo "niewdzięczności".
            I wtedy jakoś te stosunki się ułożą, zerwanie kontaktow nalezy rezerwowac dla najbardziej drastycznych przypadków, bo takie zerwanie niekoniecznie jest lekarstwem dla dziecka, często trauma trwa, mimo ze na odległośc.
            • klamkas Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:19
              Nie zawsze się układają. Z moją matką się nie ułożyły. Ani prośby, ani płacze, ani krzyki, ani ignorowanie nie zmieniły jej stosunku do nas (nie chodzi tylko o mnie, a o całą rodzinę). Jak spróbujesz jej zwrócić uwagę na spokojnie, nie w trakcje "akcji", to odwróci kota ogonem tak, że wszyscy będą winni, wywlecze swoje żale do nas sprzed 20 lat i nawet nie da ci dokończyć tego co chciałaś powiedzieć. I to nie kilka fochów i awantur. To wieczne fochy i awantury. Czy coś zrobisz czy nie zrobisz i tak będzie źle. Zupełnie szczerze napiszę, że bywam w domu rodzinnym tylko ze względu na ojca a i tak wolę nocować u brata, a nie u rodziców.

              A obiad to tylko przykład - że nawet jak chcesz dobrze i zrobisz dobrze to i tak jesteś ta zła. Zawsze jesteś tą, która źle postępuje, źle wychowuje dzieci, jest złym dzieckiem, złą żoną, złym pracownikiem, złym pacjentem, źle wybrałaś pracę, męża, lekarza, przyjaciół, urodziłaś koszmarnie nieudane dziecko itp. itd.
              • plater-2 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:40
                Bo ani płacze, ani prośby ani krzyki ani ignorowanie nie sa wlasciwa droga regulowania stosunków rodzinnych. To sa zachowania typowe dla dzieci i osob niedojrzałych.

                Jedyna droga to otwarte - czyli jawne i wyraźne dla interlokutora oraz jednoznaczne wyrażanie swoich potrzeb, uczuc i opinii.

                "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego" - jestes tak samo ważna jak matka.
                Ona ma prawo do "czcij ojca swego i matke swoja" a ty do akceptacji i szacunku do wlasnej osoby.


                Człowiek asertywny swobodnie ujawnia innym siebie, wyraża otwarcie swoje myśli, uczucia, pragnienia. Czyni to w sposób uczciwy, bezpośredni, śmiało, bez paraliżującego lęku, akceptuje swoje ograniczenia, niezależnie od tego, czy w danej sytuacji udało mu się odnieść sukces, czy też nie. Potrafi odpowiedzieć nie, zażądać czegoś, co mu się należy, nie lęka się nadmiernie oceny, krytyki, odrzucenia. Pozwala sobie na błędy i potknięcia, dostrzegając swoje sukcesy i mocne strony. Akceptuje zmiany w sobie i innych. Potrafi się porozumieć z innymi, potrafi odmawiać, potrafi dochodzić swych praw i egzekwować je.

                • klamkas Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 12:14
                  W następnym zdaniu napisałam też o próbach normalnej rozmowy, więc jak już koniecznie chcesz analizować, to czytaj wszystko wink.
                  • plater-2 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 13:03
                    Jesli zamaist normalnej komunikacji czlonek rodziny serwuje krytykanctwo i ciagla dezaprobate i to jeszcze w sytuacji, gdy jest w goscinie, to trzeba sobie kupic jakis podrecznik traktujacy o prawidlowej komunikcji pomiedzy ludzmi i dokladnie przeczytac, nie zaszkodzi zrobic notatki.

                    "Opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem".

                    Z matka nie mieszkasz, nie jestes uzalezniona ekonomicznie (alimentowanie, wspolne mieszkanie). Kontakty sie zrywa w sytuacji ekstremalnej. Tu chodzi o starsza osobe, ktorej nalezy sie od dzieci szacunek - czyli właściwy stosunek, własciwe MADRE zachowanie.
                    Fochy olac, w awantury nie dac sie wciagnac...

                    Krytyke cenic, nie dopuszczac do wykorzystywania okoliczności, by matka postawila na swoim. Nie ustepowac. Nie wdawac sie w dyskusje, nie pozwolic na naginanie i przeinaczanie faktów w celu udowodnienia swoich racji.
                    Nie pozwolic na wpływanie takimi metodami na swoje poglądy i zachowanie.

                    Nie wiadomo, jakie sa kontakty tej babci z wnukami, jesli rownie toksyczne, konieczne jest dzialanie.

                    Jak otwarty (bez aluzji i pozostawiania pola do domyslu) komunikat (kilkakrotnie powtorzony) nie poskutkuje, ustalic zasady kontaktow na swoich zasadach.

                    Na przyklad spotykac sie tylko na terenie neutralnym - wspolny spacer, wspolny kosciol, restauracja, niech babcia wezmie dzieci na spacer do zoo.







                    • rozaly Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 24.11.14, 19:51
                      Generalnie tylko teoretyzujesz, nie masz pojęcia o czym piszesz.
        • leokadka Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 10:46
          Jestem obok od lat. Koleżanka jest w domu z dziećmi bo ma ich troje, ale pracuje, dorywczo. Jest tłumaczem. Dziecko w żłobku? To konieczność bo żłobek jest przewidywalny, a matka już nie. Koleżanka była wtedy w ciąży, musiała leżeć, a w domu miała pełnego energii 1,5 roczniaka. Matka nie jest w tych, którym można powiedzieć:" mam inne zdanie". Ona nie przyjmuje do wiadomości ani innego zdania, ani krytyki na swój temat. Ona ma zawsze rację. Wizję na ciążę córki też miała. Krytykowała lekarza, badania usg, nawet branie witamin. Opowiadała przy tym, że przy ingerencji medycznej dziecko na pewno urodzi się upośledzone.

          Jest coś w tym, że nieprawda powtarza w koło staje się prawdą. Tak ten mechanizm działa, że zawsze coś z głośnego gadania bez ustanku zakiełkuje. Tak też działa mechanizm propagandy. To jak radioodbiornik, którego nie da się ściszyć czy wyłączyć.

          Nie mieszkają razem. Jej matka przyjeżdża kiedy ma ochotę, nie kiedy jest zaproszona czy potrzebna. Gdy koleżanka musi coś załatwić, czy pójść do lekarza prosi o pomoc mnie albo kuzynkę. Jej matka nie może wiedzieć o wizytach u lekarzy, bo od razu ma swoją wizję na leczenie. Poza tym nie ma pewności czy przyjedzie gdy jest potrzebna. I paradoksalnie najbardziej krytykuje żłobek.
          Gdy wszyscy czekają z kolacją bo jest Wigilia mamusi gdy nie ma ochoty przyjechać przypomina się jakaś zaszłość sprzed lat i nie przyjeżdża. Podobnie z urodzinami. Zresztą strach przy niej cokolwiek powiedzieć bo potrafi to wypominać przez kolejne naście lat. Na urodziny córki postawiła warunek, że przyjedzie gdy ta zaprosi samotną ciotkę (mają świetne kontakty, bo tamta jest uległa i przytakująca).

          One (matka i córka) były kiedyś bardzo związane. Stąd może ten niesmak, te wyrzuty. To patowa sytuacja. Ja już sama nie wiem co radzić
          • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 10:52
            > One (matka i córka) były kiedyś bardzo związane.

            Jeśli nastąpił taki negatywny zwrot w relacji, to może rzeczywiście zmiany demencyjne uncertain
          • leokadka Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 10:55
            Ukladnie zycia byloby dopiero, gdyby matka wymuszala podporzadkowanie sie, manipulowala corka a tego chyba nie robi ?

            Nie zgodzę się. Jeśli ona przyjeżdża i np otwiera okna, gdy jest zimno, bo trzeba wietrzyć. W domu jest niemowlak. Koleżanka zamyka okno, za chwilę znowu jest otwarte. Nagle skądeś wieje, a to drzwi otwarte do domu bo trzeba zrobić przeciąg, wywietrzyć. To jest właśnie robienie na siłę. Koleżanka tak przez cały dzień zamyka, tamta otwiera okna. W domu zimno. Albo podaje dzieciom pić ze swojej szklanki, jeść ze swojego talerza, oblizaną łyżeczkę, bo to przecież rodzina "no przecież się mnie nie brzydzicie.." Koleżanka z całym szacunkiem, ale nie życzy sobie tego.
            Przykłady można by mnożyć. Ta kobieta robi wszystko po swojemu, na siłę, nie liczy się zupełnie ze zdaniem innych. I wnuki miesza w te niesnaski. Najstarsze już wszystko rozumie i jak się czuje to dziecko czy jego matka gdy babcia je miesza w te niesnaski, np. wypominając jak koleżanka kilka lat temu nie wytrzymała i odwiozła matkę do domu. Babcia mówi do wnuka:" spakowała mnie odwiozła do domu, wyrzuciła mnie"...
            • lady-z-gaga Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:12
              Koleżanka zamyka okno, za chwilę znowu jest
              > otwarte.
              A czy opieprzyła przy tym szanowną mamusię, mówiąc (albo w razie potrzeby wrzeszcząc), że to jej dom i że nie życzy sobie otwierania okien? smile wszystkie znane mi ofiary despotycznych matek wściekają się wyłącznie w środku i panicznie boja się głosnych scysji.
              • leokadka Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 13:35
                A czy opieprzyła przy tym szanowną mamusię, mówiąc (albo w razie potrzeby wrzeszcząc), że to jej dom i że nie życzy sobie otwierania okien? smile wszystkie znane mi ofiary despotycznych matek wściekają się wyłącznie w środku i panicznie boja się głosnych scysji.

                Opieprzyła. o to się rozchodzi, że matka wyzwala tutaj najgorsze instynkty. Są krzyczy, a nawet wyzwiska. Od niedawna i przekleństwa. Sama mówi, że czuje się jak w jakiejś patologii. Kulturalna, rozsądna osoba, wychodzi z siebie, staje obok i klnie ale nawet to jej matki nie rusza. nadal robi swoje jakby nigdy nic.

                Ktoś tu napisał, że koleżanka jest przewrażliwiona. Cóż, może faktycznie, powinna pozwolić na wyziębienie domu, na wychodzenie babci z jej dziećmi w pajacu okryte kocykiem przy +5. I tak po prawie każdej wizycie babci dzieci są przeziębione.

                Widzę, że tutaj faktycznie nie ma rozwiązania. Jest dyskusja, ale nie sposób rozwiązać problemu.
                • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 13:40
                  > Ktoś tu napisał, że koleżanka jest przewrażliwiona. Cóż, może faktycznie, powinna pozwolić na wyziębienie domu, na wychodzenie babci z jej dziećmi w pajacu okryte kocykiem przy +5. I tak po prawie każdej wizycie babci dzieci są przeziębione.

                  Ok, niech będzie. Choć to akurat mnie dziwi, bo właśnie starsi ludzie boją się przeciągów i maja skłonność do przegrzewania maluchów.
                • aandzia43 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 13:45
                  o to się rozchodzi, że matka wyzwala tutaj najgorsze instynkty. Są
                  > krzyczy, a nawet wyzwiska. Od niedawna i przekleństwa. Sama mówi, że czuje się
                  > jak w jakiejś patologii. K

                  Dobrze wiem, o czym piszesz. To okropne uczucie bezsilności, bo sytuacja jest właściwie bez wyjścia. Po którymś zastosowaniu wszelkich prawideł i reguł prawidłowej komunikacji, po morzu dobrej woli, kiedy wydaje się już, że będzie jako tako (bo na ok nikt nawet nie liczy) w jednej chwili dostaje się cios w żołądek. I wszystko zaczyna się od nowa. Jak to w każdym związku z przemocowcem i manipulantem. Kto powiedział, że dręczą nas tylko zaburzeni współmałżonkowie? Bycie rodzicem, nawet starym i schorowanym, nie chroni człowieka od bycia podłym człowiekiem.
                  • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 14:25
                    > Bycie rodzicem, nawet starym i schorowanym, nie chroni człowieka od bycia podłym człowiekiem.

                    Tylko że od starego, schorowanego rodzica bardzo trudno się odciąć, bo do uwikłania w manipulację dochodzi obiektywny niejako moralny obowiązek zatroszczenia się o niego. Jeśli nie jedyna córka, to kto?
                    • laquinta Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 14:44
                      echtom napisała:

                      A jesli taka stara matka nie chce niczyjej troski, odgania i odpycha, wyzywa i oskarza, a potem mowi, ze wszyscy maja ja w de i zaczyna się mscic, to co wtedy? Ma się ten moralny obowiązek, czy nie?
                      • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 15:00
                        Dopóki radzi sobie sama, można olać. Gorzej, gdy przestaje. To jest naprawdę trudne - odciąć się od starego, niedołężnego rodzica, który ma wredny charakter, ale generalnie jako rodzic się sprawdził. Myślę, że przychodzi to "łatwiej" w przypadku rodzica, który porzucił, bił, gwałcił, głodził czy dopuszczał się podobnych drastyczności. Subtelna przemoc psychiczna nie daje do ręki takich twardych argumentów.
                        • laquinta Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 16:57
                          Ale ponoc to nie ich wina, tylko wadliwie działającego mózgu.
                    • aandzia43 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 15:23
                      > Tylko że od starego, schorowanego rodzica bardzo trudno się odciąć, bo do uwikł
                      > ania w manipulację dochodzi obiektywny niejako moralny obowiązek zatroszczenia
                      > się o niego. Jeśli nie jedyna córka, to kto?

                      A no wlasnie. Podlego meza czy zone mozna wyrzucic ze swojego zycia, gorzej z rodzentwem, a najgorzej z dziecmi i rodzicami. Znam dramatyczne sytuacje, kiedy to rodzice zrywali kontakty z dziecmi, a nawet bronili sie przed nimi na drodze prawnej.
                      • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 15:32
                        > Znam dramatyczne sytuacje, kiedy to rodzice zrywali kontakty z dziecmi, a nawet bronili sie przed nimi na drodze prawnej.

                        Obstawiam, że rzadsze niż sytuacje, kiedy rodzice znosili przemoc ze strony dzieci i spłacali ich kredyty i grzywny.
                        • aandzia43 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 15:37
                          > Obstawiam, że rzadsze niż sytuacje, kiedy rodzice znosili przemoc ze strony dzi
                          > eci i spłacali ich kredyty i grzywny.

                          Calkiem prawdopodobne. W znanych mi przypadkach obrona nastapila dopiero po dluzszym czasie nekania i niszczenia.
                      • guderianka Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 19:38
                        Znam dramatyczne sytuacje, kiedy
                        > to rodzice zrywali kontakty z dziecmi

                        jestem dokładnie w tym punkcie..
            • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:45
              Z całym szacunkiem i zrozumieniem dla problemu, ale po przeczytaniu przykładów zaczynam podejrzewać, że koleżanka jest przewrażliwiona.
            • plater-2 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 11:59
              To sie mówi stanowczo, otwarcie i smiało bez paralizujacego leku - "Prosze, nie otwieraj okien bez porozumienia ze mna ! Nie dawaj dzieciom pić ze swojej szklanki, nie zyczę sobie tego. Jesli będziesz postepowac po swojemu, nie będziemy cię zapraszać !"

              Jak to mozliwe, że ta koleżanka dwadziescia kilka lat zyla zgodnie i bardzo zwiazana ze swoja matka, ktora jest kobieta, ktora robi wszystko po swojemu, na siłę, nie liczy się zupełnie ze zdaniem innych. ????

              • echtom Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 12:16
                Myślę, że problem się pojawił wraz z wnukami - zagrały odmienne koncepcje wychowawcze.
              • aandzia43 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 14:01

                > Jak to mozliwe, że ta koleżanka dwadziescia kilka lat zyla zgodnie i bardzo z
                > wiazana ze swoja matka, ktora jest kobieta, ktora robi wszystko po swojemu
                > , na siłę, nie liczy się zupełnie ze zdaniem innych.
                ????

                Ale co cię tak dziwi? I ktoś tu napisał, że żyła z matką w zgodzie? A silny związek matka-dziecko nie oznacza związku prawidłowego i harmonijnego. Jako dziecko i młoda, całkowicie zależna emocjonalnie od matki dziewczyna jakoś z tym żyła. Wiele dzieci tak żyje. Nie mają wyjścia. Potem dorosła, dojrzała, jest pracownikiem, członkiem rodziny, członkiem społeczeństwa, jest bytem w dużym już stopniu niezależnym od matki. I teraz właśnie jej to przeszkadza. Tym bardziej, że ma męża i dzieci, czyli rodzinę, za którą czuje się odpowiedzialna. To naturalne zjawisko, że kobieta staje bardziej asertywna i twarda, keidy zostaje matką.
          • agnieszka77_11 Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 22:56
            leokadka napisała:

            > , Ona ma zawsze rację. Wizję na ciążę córki też miała. Krytykowała lekarza, badania usg, nawet branie witamin. Opowiadała przy tym, że przy ingerencji medycznej dziecko na pewno urodzi się upośledzone.

            Masakra. Może jeszcze nie pozwalała przechodzić pod sznurkami i kablami, bo dziecko urodzi się owinięte pępowiną? big_grin
        • sanciasancia Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 24.11.14, 02:32
          No, ja miałam epizod wyznaczania granic toksycznym rodzicom, i muszę powiedzieć, że jako granice najlepiej działają akweny, np. Atlantyk. (A przerobiłam niezły kawałek, od tłumaczenia matce, że nie może mi cały czas truć czterech liter, że jestem gruba, bo mi właśnie dziecko umarło i staram się ogarnąć wstawanie rano i niepłakanie przez cały dzień, przez tłumaczenie, że nie może dzwonić do mnie z awanturą zaraz przed zajęciami ze studentami, po tłumaczenie, że nie powinna mi tłumaczyć, że nie znajdę pracy, jak obroniłam doktorat.)
          Oraz tak na serio, skąd ma się dziecko nauczyć stawiać granice, jeżeli jest wychowywane tak, żeby w ogóle nie umiało.
      • mgla_jedwabna Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 23.11.14, 23:56
        Plater, ale tak:

        "Jesli kolezanka uwaza, ze zrobila slusznie oddajac do złobka 1,5 roczne dziecko, odpowiada sie, zamiast wpadac w depresje, stressy i ból głowy - "Bardzo sie ciesze, ze sie o nas tak bardzo troszczysz o Kasie, ale uwazam, ze zrobilismy slusznie."

        ...to się rozmawia z osobą, która mówi "moim zdaniem niesłusznie oddajecie Kasię do żłobka", a nie jeździ córce po psychice orkarżycielskimi tekstami, że porzuciła swoje dziecko, i że zwierzęta lepiej się opiekują młodymi. Od takich tekstów od własnej matki każdy ma prawo dostać bólu głowy i piany na pysku, co więcej, takim osobom zdrowiej jest odpowiedzieć awanturą na tysiąc fajerek, niż w stylu dyplomatycznym, bo może wtedy dotrze, że ich wypowiedzi o psach i kunach to nie jest normalny sposób porozumiewania się w rodzinie.

        • leokadka Re: ile trzeba znieść od dzieci ... 24.11.14, 01:57
          "to się rozmawia z osobą, która mówi "moim zdaniem niesłusznie oddajecie Kasię do żłobka", a nie jeździ córce po psychice orkarżycielskimi tekstami, że porzuciła swoje dziecko, i że zwierzęta lepiej się opiekują młodymi. Od takich tekstów od własnej matki każdy ma prawo dostać bólu głowy i piany na pysku, co więcej, takim osobom zdrowiej jest odpowiedzieć awanturą na tysiąc fajerek, niż w stylu dyplomatycznym, bo może wtedy dotrze, że ich wypowiedzi o psach i kunach to nie jest normalny sposób porozumiewania się w rodzinie."

          Taka właśnie była reakcja córki, ale niestety problem w tym, że do matki nie dotrze. Ona jest święcie przekonana, że ma rację. Wszystko co robi jest właściwe. jak uważa:" ma doświadczenie i młodzi powinni się od niej uczyć"...
          Ta kobieta urodziła jedną córkę 35 lat temu, ale wie (w jej mniemaniu) "więcej" o porodzie, prowadzeniu ciąży czy wychowaniu dzieci niż niejedna położna czy matka.
    • plater-2 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 11:19
      Skoro matka manipuluje dziecmi w ten sposob ze sie obraza i nie przyjezdza na urodziny lub wigilie, wypomina jakies wydarzenia sprzed lat...

      - problem pojawil sie niedawno - odpowiedz jest prosta -matka sie starzeje. Rada typu zerwanie kontaktu nie na miejscu, zwrocilabym sie do jakijs poradni rodzinnej , bedzie coraz gorzej, corce potrzebne jest wparcie.

      - jesli trwa od lat ?

      Skoro koleżanka jest dobrą mamą, dobrym człowiekiem, jest mądra i rozsądna, wyważona, matka nauczyła ją wiele, wiele też przekazała i jednoczesnie matka nie przyjmuje do wiadomości ani innego zdania, ani krytyki na swój temat. -

      to cos sie w tej historii nie klei, masz niespojna wizje tej sytuacji.

      Czy tej koleżance nie brakuje przypadkiem tak zwanego krytycyzmu, asertywności modnie sie wyrażając - a jest nim zdolność rozsądnej i pozbawionej emocji oceny otaczających zjawisk i ludzi, a także własnego postępowania ? Prawdopodobnie nie odróznia rad i wypowiedzi wyrazajacych niepokoj, dbałość o kogoś i troskę od krytykanctwa, czyli ocen niepotrzebnych i nierzeczowych krytykowała lekarza, badania usg, nawet branie witamin. Opowiadała przy tym, że przy ingerencji medycznej dziecko na pewno urodzi się upośledzone.
      Jest pelnoletnia - ma prawo chodzic do jakiego chce lekarza z dzieckiem. Jesli matka jest lekarzem czy pielegniarka - jak najbardziej mozna zasiegnąć jej zdania, jesli nie - nie widze potrzeby ani radzenia sie, ani usprawiedliwiania ani informowania o wizycie.



      Kolezanka nie umie wyznaczac granic, nie radzi sobie emocjonalnie z sytuacja, gdy poddana jest surowszej lub negatywnej ocenie, do ktorej najblizsi maja prawo.

      Ochrzan, że po umyciu źle poustawiałaś naczynia na suszarce, a garnek na półce ustawiłaś nie tak jak trzeba i rzecz ma miejsce w moim domu, a matka jest gościem - jest jak najbardziej krytykanctwem ! Nie wolno pozwolić na wściekłe awantury z tekstami w stylu "zawsze robisz mi na przekór, musisz być taka złośliwa?!".

      Od 1990 telefon nie jest jedynym w naszym bloku, o wizycie sie uprzedza, uzgadnia termin. Nawet z matka. Matka nie ma prawa sie obrazac, ze corka prosi o pomoc sasiadke, bo tak uwaza, tak jej wygodniej.






      • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:18
        Sorry Plater, ale ile ty masz lat, że takie truizmy oznajmiasz jako prawdy objawione i nie kumasz, że często mamy do czynienia z ludźmi, do których NIE TRAFIA NIC? Nawet wypowiedziane asertywnie, spokojnie i zgodnie z regułami prawidłowego komunikowania się. Bo ja żyję na tyle długo, że zdążyłam spotkać wiele takich ludzkich egzemplarzy. W każdej grupie wiekowej i każdej płci. I po przeczytaniu wielu postów założycielki, mimo dobrych chęci nie mogę potraktować starszej pani jak ofiary nieporozumień i przy odpowiednim traktowaniu materiału na względnie współpracującego i wnoszącego pozytywne klimaty członka rodziny.
        No ale spotkać zjawisko na swojej drodze a zobaczyć go i uświadomić sobie mechanizm to dwie różne rzeczy wink Więc przestań wysnuwać z eteru te słodko-pierdzące teksty, bo w pewnym wieku już po prostu wstyd.
        • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 14:47
          aandzia43 napisała

          :często mamy do czynienia z ludźmi, do których NIE TRAFIA
          > NIC? Nawet wypowiedziane asertywnie, spokojnie i zgodnie z regułami prawidłowe
          > go komunikowania się. Bo ja żyję na tyle długo, że zdążyłam spotkać wiele takic
          > h ludzkich egzemplarzy.

          Mnie zastanawia, skad się biora tacy ludzie. Czy to kwestia zlego/nieprawidlowego wychowania?
          • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 15:17
            Wszystko wskazuje na predyspozycje w postaci odziedziczonej nieprawidlowej budowy mozgu lub nabytej we wczesnym wieku w wyniku dzialania uszkadzajacych czynnikow (wirusy, bakterie, substancje) w powiazaniu z czynnikami wychowawczymi. Ale przy ciezkich zaburzeniach osobowosci stawia sie na decydujacy wplyw przyczyn organicznych. No i jeszcze sa zmiany organiczne spowodowane demencja, choroba psychiczna lub neurologiczna w pozniejszym wieku.
            • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 16:55
              Czyli nie jest to ich winą? I tak jak znosi się nieuleczalne choroby, tak znieść trzeba chorego rodzica. Czyli co? Nie porzucac?
              • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 17:33
                > Czyli co? Nie porzucac?

                Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.
              • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 19:26
                To według mnie prywatna sprawa dziecka i jego decyzja. Mnie nie oburza i nie zaczynam się automatycznie pienić na wieść, że ktoś olał rodzica. Bo wiem, co może się kryć za taką decyzją i jak trudne są to sprawy. Sprawy bez dobrego rozwiązania - można tylko wybierać między mniejszym i większym złem.
                Liczyłaś, że ktoś ci napisze, że źli ludzie biorą się tylko ze złego wychowania? No niestety, teoria ta dawno upadła. Ale jako że życie jest podłe i nie istnieje coś takiego jak sprawiedliwość, to duża część ludzi musi odpowiedzieć (prawnie, wewnętrzną udręką czy skopanym życiem) za swoje grzechy, których przyczyną są błędy natury popełnione na ich mózgach. Nie, świadomość, że zło rodzi się w chorych mózgach i narodziny tego zła nie są decyzją złego człowieka, to nie jest usprawiedliwianie złych czynów. Zdecydowanie nie. Każdy ostatecznie odpowiada sam za swoje życie. Nawet, jeśli gó...o ma do gadania w kwestii jego kształtu.
                • leokadka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 19:42
                  Tyle, że w relacji rodzic-dziecko, a już na pewno w tym wypadku, to matka nie jest złym człowiekiem. Jest człowiekiem bardzo, bardzo trudnym, kłótliwym, szukającym dziury w całym, ale w tym wszystkim chcącym dla swojego dziecka jak najlepiej. Wg jej mniemania ma ona tak duże doświadczenie, że wie co jest najlepsze dla jej potomstwa (często używa tego określenia). Kocha córkę miłością specyficzną. I wszystko robi w dobrej wierze, dla dobra córki.

                  Oczywiście wnuki też kocha miłością bezkrytyczną, uważa że wszystko im wolno. To bardzo trudny układ. Jak na razie sprawdza się wyłącznie ograniczanie kontaktów do możliwego minimum, ale przy tym też wyrzuty, bo matka jest bardzo, bardzo samotna. A niestety każde spotkanie kończy się jak pisałam wyżej...
                  • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:42
                    Pewnie, że nie jest Kubą Rozpruwaczem tongue_out Poza tym, że jest reprezentującym normę psychiczną, wydolnym intelektualnie i społecznie człowiekiem, z pozytywnymi uczuciami i systemem wartości, ma tylko parę paskudnych cech i zero wglądu w siebie. Wystarczy, żeby zrobić piekło z relacji z bliskimi.
                    • guderianka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:44
                      oj andzia, jakbyś mi się przydała, tuż koło mnie..
                    • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:51
                      aandzia43 napisała:

                      Poza tym, że jest reprezentującym nor
                      > mę psychiczną, wydolnym intelektualnie i społecznie człowiekiem, z pozytywnymi
                      > uczuciami i systemem wartości, ma tylko parę paskudnych cech i zero wglądu w si
                      > ebie. Wystarczy, żeby zrobić piekło z relacji z bliskimi.

                      Zero wglądu w siebie, to nie jest wg mnie norma psychiczna.
                • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 20:46
                  aandzia43 napisała:

                  > Liczyłaś, że ktoś ci napisze, że źli ludzie biorą się tylko ze złego wychowania
                  > ? No niestety, teoria ta upadła.Nie, świadomość, że zło rodzi się w
                  > chorych mózgach i narodziny tego zła nie są decyzją złego człowieka, to nie je
                  > st usprawiedliwianie złych czynów. Zdecydowanie nie. Każdy ostatecznie odpowiad
                  > a sam za swoje życie. Nawet, jeśli gó...o ma do gadania w kwestii jego kształtu.

                  Wrecz przeciwnie. Liczylam, ze napiszesz to, co napisalas. Bardzo wierze, ze ludzie z natury sa dobrzy, a potwory robia z nich zle funkcjonujące mozgi.
                  Mysle, ze tak naprawdę chcemy być dobrzy, madrzy i szlachetni, ale oprócz roznych brakow w mózgu, brakuje nam tez głębszej swiadomosci. Dlatego nasze umysły tworza te straszne rzeczy, które tworza.
                  Nieswiadomy człowiek jest jak człowiek uśpiony, a we snie, wiadomo, robimy czesto bardzo głupie i straszne rzeczy.
                  Mnie na dluzsza mete trudno jest obwiniać ludzi, posadzac o zla wole, chociaż nie znaczy to, ze mnie ich zachowanie nie wkurza, czy nie boli, ale zawsze szukam dla nich usprawiedliwienia w warunkach zewnętrznych, od nich niezależnych.
                  • guderianka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 20:49
                    Nieswiadomy człowiek jest jak człowiek uśpiony, a we snie, wiadomo, robimy czes
                    > to bardzo głupie i straszne rzeczy.


                    gorzej, jak jest uświadamiany a dalej tkwi przy swoim

                    ale zawsze szuka
                    > m dla nich usprawiedliwienia w warunkach zewnętrznych, od nich niezależnych

                    jak długo ( do jakiego punktu, momentu ?)
                    • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 20:59
                      guderianka napisała:

                      > jak długo ( do jakiego punktu, momentu ?)


                      Jeżeli chcę być konsekwetna, to do końca, do mojej albo tej osoby śmierci.

                      Tak naprawdę to targają mna sprzeczne uczucia - zlosc i wspolczucie na przemian. Kiedy trace swiadomosc jest zlosc, kiedy ja odzyskuje, zaczynam wspolczuc.
                      • grrrrw Ksiega Syrach 23.11.14, 21:05
                        Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów,
                        a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził.

                        Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci,
                        a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany.

                        Kto szanuje ojca, długo żyć będzie,
                        a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce:
                        jak panom służy tym, co go zrodzili.

                        Czynem i słowem czcij ojca swego,
                        aby spoczęło na tobie jego błogosławieństwo.


                        Synu, wspomagaj swego ojca w starości,
                        nie zasmucaj go w jego życiu.

                        A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość,
                        nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił.

                        Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie,
                        w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.

                        W dzień utrapienia wspomni się o tobie,
                        jak szron w piękną pogodę, tak rozpłyną się twoje grzechy.

                        Kto porzuca ojca swego, jest jak bluźnierca,
                        a przeklęty przez Pana, kto pobudza do gniewu swą matkę.
                        • guderianka Re: Ksiega Syrach 23.11.14, 21:15
                          Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi, aby na końcu mógł się nim cieszyć. 2 Kto wychowuje swego syna, będzie miał z niego pociechę i dumny będzie z niego między znajomymi. 3 Kto kształci swego syna, budzi zazdrość u wroga, a wobec przyjaciół będzie nim się cieszył. 4 Skończył życie jego ojciec, ale jakby nie umarł, gdyż podobnego sobie zostawił. 5 W czasie życia swego widział go i doznał radości, a i przy śmierci swej nie został zasmucony. 6 Przeciwnikom zostawił mściciela, a przyjaciołom tego, który im okaże wdzięczność. 7 Rozpieszcza syna swego ten, kto opatruje każdą jego ranę i komu na każdy jego głos wzruszają się wnętrzności. 8 Koń nieujeżdżony jest narowisty, a syn zostawiony samemu sobie staje się zuchwały. 9 Pieść dziecko, a wprawi cię w osłupienie, baw się nim, a sprawi ci smutek. 10 Nie śmiej się razem z nim, abyś nie został wraz z nim zasmucony i abyś na koniec nie zgrzytał zębami. 11 W młodości nie dawaj mu zbytniej swobody, 12 okładaj razami boki jego, gdy jest jeszcze młody, aby, gdy zmężnieje, nie odmówił ci posłuchu
                          • aandzia43 OT 23.11.14, 21:32
                            Masz zarąbistą sygnaturkę big_grin Nowe spojrzenie na partenogenezę. Samica rodzi swój klon, ino że samca. A może Maryja była samcem? To by miało więcej sensu tongue_out
                            • guderianka Re: OT 23.11.14, 21:35
                              big_grin
                            • plater-2 Re: OT 24.11.14, 04:50
                              A gdyby "niepokalane poczecie" znaczylo, ze Maryja była heterogametyczna ?
                              • aandzia43 Re: OT 24.11.14, 08:10
                                Była obojnakiem? Maryja znaczy się?
                                • plater-2 Re: OT 24.11.14, 16:39
                                  Nie wiem, czy byla obojniakiem. Osoba XY moze byc kobieta.
                                  • annajustyna Re: OT 24.11.14, 17:10
                                    Obojnak homo sapiens nie moglby zaplodnic sie sam...
                                  • aandzia43 Re: OT 24.11.14, 18:11
                                    Osoba XY może być kobietą z kobiecą budową, wyglądem, kobiecą psychiką, potrzebami, tożsamością płciową i zewnętrznymi narzadami płciowymi. Jest mały problem: nie ma gonad żeńskich, czyli jajników i macicy. Ma za to szczątkowe jądra. Jak w tej sytuacji wyobrazasz sobie macierzyństwo? No fakt, można adoptować tongue_out
                                    • aandzia43 Re: OT 24.11.14, 18:15
                                      To się kiedyś nazywało zespół feminizujacych jąder, a teraz zespół braku wrażliwości na androgeny. A tak w kwestii niepokalanego: może jednak partenogeneza i Jezus był kobietą? tongue_out
                                      • guderianka Re: OT 24.11.14, 18:53
                                        ...bez jaj..
                                        (hłe hłe)
                                        • plater-2 Re: OT 26.11.14, 10:14
                                          Łk. 1.37
                  • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:09
                    > Mnie na dluzsza mete trudno jest obwiniać ludzi, posadzac o zla wole, chociaż nie znaczy to, ze mnie ich zachowanie nie wkurza, czy nie boli, ale zawsze szukam dla nich usprawiedliwienia w warunkach zewnętrznych, od nich niezależnych.

                    Tylko w takiej sytuacji należałoby znieść cały kodeks karny.
                    • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:13
                      Mysle, ze nie. Spoleczenstwo musi kierowac innymi zasadmi niż pojedynczy człowiek.
                  • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:27
                    Bardzo wierze, ze lu
                    > dzie z natury sa dobrzy, a potwory robia z nich zle funkcjonujące mozgi.

                    Ale nasze mózgi to nasza natura. "Źle funkcjonujące" to one są z punktu widzenia ludzi krzywdzonych przez właściciela takiego organu, ale są one na tyle często spotykane w naszym gatunku, że są bardziej odmianą niż błędem. Moim zdaniem ludzie są "z natury" różni. Chciałabym, żeby byli dobrzy, ale zbożne chcenie już dawno nie kształtuje mi poglądów wink


                    > Mnie na dluzsza mete trudno jest obwiniać ludzi, posadzac o zla wole, chociaż n
                    > ie znaczy to, ze mnie ich zachowanie nie wkurza, czy nie boli, ale zawsze szuka
                    > m dla nich usprawiedliwienia w warunkach zewnętrznych, od nich niezależnych.

                    Też staram nie wkurzać, bo od złych emocji zmarszczki się robią wink A przyczyn szukam w warunkach zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Wielu rzeczy nie da się wytłumaczyć warunkami zewnętrznymi. No nie da się i już.
                    • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:45
                      aandzia43 napisała:

                      > Też staram nie wkurzać, bo od złych emocji zmarszczki się robią wink A przyczyn
                      > szukam w warunkach zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Wielu rzeczy nie da
                      > się wytłumaczyć warunkami zewnętrznymi. No nie da się i już.
                      >
                      Możesz podac jakiś przykład?
                      • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 08:14
                        Przykład na co? Na to, ze nie.tylko warunki zewnętrzne kształtują nasz charakter i sprawiają, ze zachowujemy się tak czy inaczej?
                        • laquinta Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 10:49
                          To może inaczej. Co masz na myśli mowiac warunki zewnętrzne i wewnętrzne?
                          • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 19:36
                            No wiesz, jako zewnętrzne można potraktować teratogenny alkohol w życiu plodowym. Dewastuje mózg na różne sposby i trudno potem być pozbieranym czy emocjonalnie normalnym. Z silną wolą i głębią emocji bywa więc różnie. Ale taki właśnie jest ten człowiek - ze słabą wolą i ulegajacy złym wpływom, i niekoniecznie zalujacy za grzechy. Taki wchodzi w życie i między ludzi.Gotowy produkt, którego środowisko nie jest w stanie zmienić. Nie wszyscy FAS-owcy są tacy, to ekstremum.
                            Ale mnie bardziej chodziło o czynniki zewnętrzne w znaczeniu: oddziaływanie psychicznych bodźców z otoczenia, czyli tzw. wychowanie i wpływ środowiska. No i tu, jak się trafi kiepski materiał człowieczy, to trudno o dobry efekt nawet przy pozytywnych bodzcach i dobrym przykładzie. Najlepiej to widać w rodzinach wielodzietnych. Tak, wiem, każde dziecko traktuje się inaczej, każde dziecko pełni w rodzinie inną funkcję, itd. Wszystko prawda, ale nie wytłumaczysz w ten sposób wszystkich umysłowych patologii.
                            • guderianka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 19:59
                              Na teraz wiem o dwóch kobietach mających wyraźne problemy - jedna 10 z kolei ( po niej młodszy brat), druga bodajże 13 ( po niej jeszcze dwoje)..
                            • echtom Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 20:18
                              Myślę, że prawda jest pośrodku - cechy wrodzone, pomijając skrajne "umysłowe patologie", można trochę wzmacniać, osłabiać albo ukierunkowywać w procesie wychowania. I tak w zależności od wychowania dziecko z żywym temperamentem może być uroczym żywym srebrem albo nieznośnym rozwydrzonym bachorem. Nie ma natomiast opcji, by było ciche i spokojne wink
                              • aandzia43 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 23:11
                                W jakimś stopniu można ukierukować, wzmocnić lub osłabić wychowaniem i umieszczaniem w odpowiednim środowisku. W jakimś stopniu
        • plater-2 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 17:03
          Mam tyle lat, ze asertywnosc w stosunku do rodzicow a nawet doroslych dzieci zdarzylam "przerobic".

          Nie zauwazylas, ze napisalam "Prosze, nie otwieraj okien bez porozumienia ze mna ! Nie dawaj dzieciom pić ze swojej szklanki, nie zyczę sobie tego. Jesli będziesz postepowac po swojemu, nie będziemy cię zapraszać !" .

          W ekstremalnie trudnej sytuacji zwrocilabym sie o wsparcie do poradni psychologicznej.
          Nie zapraszalabym do wlasnego domu, spróbowalabym spotkań, jak to takze napisalam, na neutralnym gruncie (wspólna wycieczka, restauracja, kosciol).

          Jak i to nie pomogloby kontaktowalabym sie "w zakresie obowiazkow podstawowych".
        • guderianka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 19:39
          heh...
          andzia 100%
    • mamakasienki1 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 12:29
      współczuję serdecznie matki.
      Szkoda, że koleżanka nie może się odciąć przynajmniej na jakiś czas. Jeśli mama nie respektuje koleżanki jej wyborów i życia powinna na jakiś czas zostać sama.
      U nas pomogło.
      Z tym, że my mieszkamy kilkaset km od mojego rodzinnego domu.
      Mój przykład:
      Oddaję pierwszą córkę do przedszkola (3-latka) tekst matki "pozbawię was praw rodzicielskich bo nie umiecie się zająć tylko do przedszkola niepotrzebnie posyłacie", bolało, uświadomiłam, że ma marną wypłatę i przy naszych warunkach i dochodach to ją każdy sąd wyśmieje.
      Byłam w trzeciej ciąży, powiedziała, że jestem głupia i dziecko powinnam oddać, bo sobie nie poradzę. Najlepiej żebym oddała dziecko swojej samotnej siostrze bo ona ta biedna samotna. Uświadomiłam, że nie jestem sama tylko mam dobrego męża, pracę dobre warunki, stać mnie na dzieci i opiekunkę do nich.
      Każda jej próba pomocy to znieważanie mnie i udowadnianie jaka jestem beznadziejna, głośne komentowanie i poniżanie mnie. A później dziwi się, że jest niepożądanym gościem.
      Miesza dzieci w swoje fochy, wmawia, że matka niedobra nie chce babci, dzieci płaczą, mają do mnie żal. Po takiej akcji odcięłam się na bardzo długi czas.
      Pamiętam każde przykre słowo.
      Po latach spotykamy się na kilka godzin, dłużej bym nie wytrzymała, najgorsze jest to, że ona nie widzi, że niewłaściwie postępuje, po wyrzutach, fochach zachowuje się jakby nigdy nic się nie stało. Dla niej jej zdanie jest święte, każdy kto chce się wyłamać jest najgorszy. Ojciec też z nią nie wytrzymał i się rozwiódł.
      • leokadka Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 13:39
        Mamokasieńki, czy to nie te same kobiety? wink
        • mamakasienki1 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 21:44
          historia podobna, ale chyba nie smile
          Ja czuję, że odkąd się odcięłam,udało mi się odetchnąć z ulgą. Nie odcięłam się zupełnie, poprostu doprowadziłam do ochłodzenia relacji na tyle, że matka nie ma odwagi wtrącać się w moje życie. Nie udało się na spokojnie po dobroci trzeba było zimny prysznic, ale warto było, czuję się dobrze, mam fajną teściową, nie wtrąca się, ostatnio przyznała, że początki były trudne, ale jak patrzy na nas po 11 latach po ślubie to mówi, że warto było się nie wtrącać.
          • agnieszka77_11 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 22:51
            mamakasienki1 napisała:

            > mam fajną teściową, nie wtrąca się, ostatnio przyznała, że początki były trudne, ale jak patrzy na nas po 11 latach po ślubie to mówi, że warto było się nie wtrącać.

            U mnie tak samo. Teściowa na prawdę spoko, ale ona jest kobietą z licznymi pasjami, które wcale nie są drogie.
    • antyk-acap Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 23:00
      Duża część starszych pokoleń dziecko traktuje nie jak samodzielnego człowieka a jak przedłużenie swojej osoby. Jakikolwiek sprzeciw wprowadza je w dychotomię poznawczą. Nie ma na to sposobu - trzeba by zmienić rodzica. A tego nie da się zrobić. Sprawdzałem.
    • rosapulchra-0 Re: Ileż można znieść od rodziców.... 23.11.14, 23:50
      Można bardzo wiele. Ja zniosłam więcej niż myślałam. Byłam bita po wielokroć, poniewierana, wyśmiewana, mało tego - zawsze mi wmawiano, że dzieje się tak, dlatego że to moja wina. A jednak po tym wszystkim sprowadziłam matkę do siebie i maksymalnie poprawiłam jej byt. I co z tego? Ano to, że nie mam już matki.
      • annajustyna Re: Ileż można znieść od rodziców.... 25.11.14, 14:00
        Sorry - chyba niezajarzylam - mama sie obrazila na Ciebie na smierc i zycie za to, ze sprowadzilas ja do siebie?
    • gauad Re: Ileż można znieść od rodziców.... 24.11.14, 11:29
      Od rodzicow można znieść tyle ile... się chce.
      Nie jest latwo uwolnić się jeśli relacje z dzieciństwa były zaburzone, jednak jeśli dziecko jest dorosle to ma otwarty świat i wolną wolę.
      Nie musi do rodzicow dzwonić ani ich odwiedzać, ani przyjmowac ich odwiedzin, dopóki samo nie ogarnie swoich negatywnych emocji z nimi związanych.

      Często jednak dzieci od rodzicow (i odwrotnie) są najzwyczajniej w świecie UZALEŻNIENI emocjonalnie. To poniekąd taki sam nałog jak narkomania lub alkoholizm.

      Twoja znajoma wie, że "picie matki' jest dla niej destrukcyjne ale i tak nie zamierza z tego zrezygnować.... i w tym jej problem, w nałogu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka