leokadka
22.11.14, 17:10
Koleżanki matka kocha ją nad życie. Jest typowym przykładem matki osaczającej dziecko. Jej córka ma męża, dzieci, zawód, mieszka osobno. Ale matka wciąż chce układać jej życie, choć ma już niewielki wpływ na jej wybory, to jednak zawsze jej wizyty wprowadzają koleżankę w depresję. Koleżanka przyjeżdża potem do mnie z bolącą głową, zestresowana.
Dzisiaj usłyszała, że nawet kuna czy pies nie porzuci swojego dziecka, a ona porzuciła (dała do żłobka 1,5 roczną córeczkę). Babcia miała więc wizję, że jej wnuczka w przyszłości stoi koło śmietnika goła i wesoła, uzależniona od narkotyków. Wiem, że to niedorzeczne i ona też o tym wie, ale zawsze o takich tekstach nie może przestać o tym myśleć, czuje się paskudnie i czuje niesmak. Teoria babci jest taka, że wnuczka jest rozhisteryzowana, bo potrzebuje matka, która córkę odrzuciła. I w takiej sytuacji gdy nie będzie mogła sobie ze sobą poradzić kiedyś wpadnie w nałóg!
Nie wiem już co jej radzić. Sama mam rodziców, z którymi raz mi lepiej, raz gorzej. Też czasami próbują ingerować. Ale to jednak rodzice. Matka tej koleżanki mieszka sama. Kiedyś była dobrą matką, poświęciła dla niej życie. Nie ułożyła sobie życia z innym mężczyzną, gdy rozwiodła się z mężem. Córka była najważniejsza. I faktycznie nauczyła ją wiele, wiele też przekazała. Koleżanka jest dobrą mamą, dobrym człowiekiem, jest mądra i rozsądna, wyważona. Ale jeśli chodzi o matkę, to zupełnie nie potrafi odnieść się do jej postępowania z dystansem. Ma poczucie, że trzeba jej pomagać. Nie ma dla niej czasu, bo ma swoją rodzinę, ale pomaga z doskoku i ma często wyrzuty, że powinna więcej. Matka natomiast, teraz na stare lata zachowuje się coraz gorzej. I mówi takie paskudne rzeczy. W efekcie każde ich spotkanie kończy się awanturą, niesmakiem. Koleżanka obiecuje sobie potem, że zerwie kontakty, ale po jakimś czasie, wybacza, po to przecież matka...