kto mi odda za nadgodziny, gdy będę z uczniami w tym roku na wycieczkach?

Jak policzę - jedna będzie trwać 5 dni a druga 7, razem 12 dni. Co ja mam zrobić z własnymi dziećmi przez te 12 dni (7 i 9 lat)? Kto się nimi zaopiekuje? Mąż pracuje 6:00-16:00, kto je zaprowadzi i przyprowadzi ze szkoły? Może rodzice uczniów? Ci co najbardziej krzyczą?

Nauczycieli się nikt nie pyta, czy mają opiekę nad dziećmi, gdy wyjeżdżają z uczniami.
A tak serio - czy naprawdę warto tak pluć jadem? Czy o nasza narodowa cecha? Czy to cecha ematki?