Dodaj do ulubionych

O popsuciu relacji z teściową, tak przed świetami

20.12.14, 14:57
Był tu już opisywany wątek jak to po x latach wyszła prawda na jaw starannie zatajona przez rodzinę pewnego pana
forum.gazeta.pl/forum/w,567,155508464,155508464,Powiedzialybyscie_prawde_w_takiej_sytuacji_.html
Sprawa ma swoje konsekwencje, ponieważ w toku "prania brudów" i wyjaśniania wszystkiego wyszło na jaw, że owa rodzina (czyli przede wszystkim teściowa) miała pełną świadomość jak to pan wolał panią nr 1 ale w sumie postanowił, że z panią nr 2 czeka go lepsze życie, no i dziecko, które chciał.
A ponieważ dla teściowej wnuk to cel nadrzędny (o czym sama otwarcie mówi, nawet pan potwierdza że ma świadomość iż matka odwiedza właściwie tylko wnuka a nie jego czy resztę rodziny), to nie widziała problemów żadnych. Urządziła u siebie pokój dla wnuczka i przy każdej możliwej okazji domagała się żeby jej dziecko zostawiać na noc, najlepiej na cały weekend a na wszelkie święta to już obowiązkowo - potem plany te się rozmyły bo syn z rodziną wyniósł się do pracy do innego miasta.

No i podczas pewnej awantury mleko się rozlało - synowa dotarła do wszystkich wypowiedzi, poznała prawdę do bólu (pomijam już szczegóły) i stwierdziła że nie chce mieć z zakłamaną teściową nic wspólnego. Gdy emocje nieco opadły nabrała stosunku neutralnego. No ale teściowa wbiła kolejny "gwóźdź do trumny" kompletnie nie widząc problemu: "Kiedy wreszcie uwierzysz że on cię tak bardzo kocha i chwali w każdej rozmowie?" (btw: synowa jest pod opieką psychologa z interwencji kryzysowej na skutek różnych manipulacji i przemocy psychicznej ze strony owego pana). Teściowa kompletnie zaślepiona chyba i nie dociera to do niej. Cały czas wybiela syna i twierdzi jak to ona się ucieszyła że on o synowej dobrze mówi...
No i podczas pewnej rozmowy, prowadzonej głośno na skypie teściowa rzuciła: to co? powiedz X że przyjeżdżam do was rano w Sylwestra a wy sobie idźcie o północy fajerwerki pooglądać (syn, synowa i wnuk mieszkają w innym mieście oddalonym od teściowej ponad 300km)
No i afera bo synowa zareagowała: jakie fajerwerki, ja nawet nie wiem czy z tym gościem chcę jeszcze związek budować - jesteśmy w trakcie terapii a jakie będą efekty nie wiadomo - a tak w ogóle to szkoda że nikt mnie nie uprzedził o tych radosnych planach.
Na co teściowa: no i po co te awantury... w rodzinie się rozmawia (taaa, w tej najwięcej) i tu najlepsze: jak będę chciała to i tak przyjadę do wnuka - nie musisz mnie gościć (dodam że teściowa nie przyjedzie bynajmniej do hotelu tylko zamieszka w salonie).

Tym samym synowej zbiera się na diametralne zerwanie kontaktów choć oczywiście nie chce żeby dziecko zostało bez babci bo ono nie jest tu niczemu winne.
Obserwuj wątek
    • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 15:21
      Dopiero jej się zbiera na to zerwanie? Cierpliwa jest ponad miarę.
    • 5justi Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 15:43
      Wiesz co?
      Dziwna jesteś.
      Nie rozumiem pretensji do teściowej i siostry, co ci miały powiedzieć?
      "Nie wychodź za maż bo pan miał kilka dziewczyn???"
      Byłaś w ciąży i miałaś parcie na ślub - myślisz, że dotarłoby to do ciebie?
      Pomyślałabyś, że obie chcą stanąć ci na drodze do szczęścia i też byś je znienawidziła.
      To, że pan okazał się palantem?
      no cóż...
      masz pecha...
      przez seksem i ewentualną ciążą mogłaś chwilę się pospotykać i poznać przyszłego tatusia - a, i to nie daje gwarancji na poznanie człowieka.

      Dalej nie rozumiem ciągnięcia problemu...
      i czemu wciąż tak nienawidzisz tej nieszczęsnej teściowej?
      kocha wnuka, chce go widywać - o co ci chodzi?
      ja bym taką teściową całowała i dziękowała niebiosom, że chce się czasem zając dzieckiem.

      Masz pretensje do całego świata, a nie do własnej głupoty złapania pierwszego lepszego pana na dziecko. Ponoś tego konsekwencje.
      I albo rzuć go w chol....rę albo przestań jęczeć.

      • heksa01 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:45
        Dokładnie 5justi.
      • 7dosia Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 20:01
        100% racji.
    • ichi51e Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 15:49
      Odtatni paragraf idealnie oddaje moje odczucia wiec nie bede die produkowac.
    • pederastwa Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 15:52
      >Był tu już opisywany wątek jak to po x latach wyszła prawda na jaw starannie zatajona przez rodzinę >pewnego pana

      Prawda byla zatajana przez samego pana,a nie jego rodzinę. Rodzinie nic do tego z kim dorosły facet chce się żenić. Na pewno nie jest rolą tesciowej uświadamianie przyszłej synowej o wszystkich przywarach synalka i o przesłankach stojących za decyzją o małżeństwie.
      Teściowa kocha wnuka, chce go widywać, nic złego nie zrobiła.
    • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 15:54
      Złapałaś faceta na dziecko, to się ciesz. Masz pretensje, że na wieść o twojej ciąży nie odkrył nagle, że tylko ciebie kocha i żyć bez ciebie nie może? Heloł lalka, tu Ziemia! Życie to nie tanie wenezuelskie romansidło. Czas dorosnąć? Nie zdawałaś sobie sprawy bidulko, że żeni się z tobą tylko dlatego, że zaszłaś?
      • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:17
        Nie zdawałam wyobraź sobie bo kłamał on i kłamała jego matka w żywe oczy! Prawda wyszła na jaw przypadkiem - po 4 latach! Dla was i dla mnie teraz to jest ewidentne a dla mnie 4 lata temu, gdy wszyscy kłamali i mydlili mi oczy jacy to są happy i jak to on mnie nie kocha NIE BYŁO! Dlatego teraz ogarnia mnie rzyg jak patrzę na niego i na jego zakłamaną mamusię która bezczelnie jeszcze twierdzi że mi się wpakuje z butami do domu nawet jak sobie tego nie życzę - i du.... z taką miłością kiedy nie widzi się nic dookoła byle tylko swoje potrzeby zaspokajać!
        • marzeka1 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:28
          Powiedz mi jedno, jak już tak zarzucasz wszelkie zło teściowej- CO zrobiłabyś, gdyby przed twoim ślubem z jej synem, gdzie głównym powodem była ciąża, ona powiedziałaby Ci, że jej syn Ciebie nie kocha, a kocha inną?
          • ixiq111 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:34
            Założyłaby wątek na forum pt. "Teściowa, jej intrygi, kłamstwa - robienie wszystkiego, żeby się ze mną nie ożenił"
          • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:43
            marzeka1 napisała:

            > Powiedz mi jedno, jak już tak zarzucasz wszelkie zło teściowej- CO zrobiłabyś,
            > gdyby przed twoim ślubem z jej synem, gdzie głównym powodem była ciąża, ona pow
            > iedziałaby Ci, że jej syn Ciebie nie kocha, a kocha inną?

            Też się zastanawiam. Cała rodzina męża była miła, pomocna, życzliwa, więc o co te pretensje? Mieli na ciebie pluć, żebyś poczuła się dobrze? Powtarzać ci co pięć minut, że na pewno zaplanowałaś tę wpadkę, żeby biednego misia usidlić?

            ---
            Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
            • marzeka1 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:45
              No i dlatego pytam, CO chciała usłyszeć od teściowej przed ślubem.
            • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 17:19
              Miła, życzliwa, pomocna i ...zakłamana, jak synalek.
              Do autorki, wiem, że łatwiej na teściową pomyje wylewać, niż na ślubnego, ale niestety, głównie to on jest świnia. Ja bym się rozwiodła na Twoim miejscu. Uczciwość i zaufanie to podstawy dobrej relacji. Bez tego lepiej być samemu.
              Do wypowiadających się w tym wątku: skąd w Was taka agresja? Trudno zrozumieć, że dziewczynie świat się zawalił? Że czuje się oszukana, zdradzona?
              Może kieruje pretensje niekoniecznie tam, gdzie trzeba i można jej to uświadomić, ale po co tak agresywnie i prześmiewczo?
              • marzeka1 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:34
                Chwila, chwila, ale na serio gdy Twój syn czy córka żeniliby się lub za maż wychodzili, to swoje wejście między nich widziałabyś w powiedzeniu coś niefajnego na temat swojej córki czy syna? Toż na bank odebrano by to jako "ohydna teściowa wtrąca się i nie życzy nam dobrze".

                Jak mieć już do kogoś pretensje, to do wybranego męża.
                • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:40
                  Toż napisałam chyba wyraźnie o mężu.
                  A gdyby mój syn był w sytuacji w/w, powiedziałabym co o tym myślę. Znam siebie na tyle, że nie siedziałabym cicho. Nawet za cenę bycia jędzą.
          • ewa_mama_jasia Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:33
            Też się zastanawiam. Po pierwsze nie wyobrażam sobie powiedzieć dziewczynie syna, ciężarnej, żeby dała sobie spokój ze ślubem. Mogłabym to powiedzieć synowi, potencjalnej synowej chyba nie. Po drugie - może ta teściowa wierzyła, że skoro pojawiła się ciąża, to syna nikt kijem do dziewczyny nie zaganiał - a więc jakoś się lubili, rozumieli, więc może wszystko się ułoży. No i nie wiem, jak wyglądały te 4 lata - może były w miarę udane, może rodzina jakoś okrzepła. A teraz młoda żona dotarła do wypowiedzi (pisemnych? wspomnieniowych?) sprzed 4 lat i poczuła się oszukana.
            • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:50
              A może teściowa naprawdę wolała "tę drugą" od "tamtej pierwszej", naprawdę cieszyła się na ślub syna, na narodziny wnuka? Tym bardziej, że opiekuje się wnukiem, proponuje pomoc, mówi dobrze o synowej i - jak wnioskuję- stara się naprawić relacje między młodymi?
        • ixiq111 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:29
          Dom jest tylko Twój?
          Kobieta może chce odwiedzić wnuka i syna.

          Ciekawe jak ta historia wygląda ze strony teściowej i męża?
        • landora Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:29
          No ale oczekiwałaś, że matka będzie lojalna wobec ciebie, a nie wobec syna?
        • totorotot Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:31
          Idz do psychologa, bo bredzisz jak potłuczona, za pozwoleniem.
        • 5justi Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:32
          No ale powiedz mi jedno:
          mianowicie: NIE MASZ SWOJEGO ROZUMU?
          No i gdzie był ten rozum przed 4-rema laty?

          Apropo - tobie miłość przed ślubem wyznawała teściowa? big_grin
          • marzeka1 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:34
            No ale tradycyjnie to w teściowej widzie się "zuo" same, a nie ma pretensji o swój wybór.
            • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 17:29
              Jaki wybór????

              Wybór to bym miała jakby chociaż jeden z tych kłamców choć zasugerował że coś jest nie tak - a oni wszyscy kłamali w żywe oczy!
              • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:51
                Teściowa mówiła Ci, że bylaś pierwszą i jedyną dziewczyną?
                • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:05
                  Mniej więcej tak - u nas bardzo źle się działo momentami, była przemoc domowa, awantury - płakałam jej, żaliłam się dlaczego on mnie tak traktuje a ona swoje: on cię kocha, tylko ty się dla niego liczysz - o to mam największy żal. W końcu trafiłam do ośrodka interwencji kryzysowej i tam mi pomogli posprzątać bałagan w życiu - na tyle skutecznie że dowiedziałam się przy okazji o prawdziwej twarzy tej rzekomej "rodziny"
                  • agaja5b Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:15
                    Lapsad a wiesz jak wyglądało małżeństwo rodziców twojego męża? Moze ona tak ci mówila bo sama podobnie miała i mimo przemocy "trwała przy mężu, bo przecież kocha". W kazdym razie to była i jest nieodpowiednia osoba do zwierzeń, nie wiń jej ze ci nie mówiła,że stawała po stronie syna bo moze ona sama do tej pory zyje złudzeniami i nie widzi problemu jaki sama miała we własnym małżeństwie? Zwierzaj sie psychologowi i podejmij dobrą dla siebie i dziecka decyzję.
                  • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 12:53
                    Sorry, ale było poznać faceta przed wskoczeniem mu do łóżka i zaciążeniem, to byś wiedziała co to za człowiek i nie musiałabyś winić teściowej, że nie uświadomiła Cię w zakresie wad Misiaczka uncertain
        • pani.jezowa Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:52
          Skoro ogrania Cię rzyg jak na niego patrzysz to czemu z nim jesteś?
          • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:57
            pani.jezowa napisał(a):

            > Skoro ogrania Cię rzyg jak na niego patrzysz to czemu z nim jesteś?

            Bo liczyła, że będzie jak w telenoweli. Wielka miłość, która się zaczęła od tego, że ona zaszła w ciążę.

            ---
            Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
            • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 17:02
              I dlaczego się nie rozwiedziesz? On cię nie kochał, jak się z tobą żenił, jego rodzina cię okłamała, ty nie możesz na nich patrzeć. Po co się tak umartwiasz? Jak cię wtedy nie kochał, teraz nie kocha, to już raczej piorun sycylijski go nie trafi.

              ---
              Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
            • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 17:21
              Wielka miłość, która się zaczęła od tego, że ona zaszła w ciążę.

              Jesteś pewna, że tak było?
              • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:34
                Nie, chociaż ona tak właśnie chyba chciała. Tymczasem on ożenić się ożenił, ale żeby od razu się zakochiwać?

                ---
                Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:42
                  chyba
    • totorotot Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:30
      Widac, ze ta tesciowa chodzi na rzęsach, zeby były dobre relacje itp. Trudno, zeby narzeczonej syna oświadczyła, że on bardziej kocha inna, no ludzie smile A ze chce przyjsc sie zajac dzieckiem po sylwestrze i w ogóle ciągnie do wnuka to chyba dobrze? I tak jej się dziwie, że jej się jeszcze chce, wiadać, ze chce jak najlepiej dla syna, widac, ze lubi synową i próbuje to co najlepsze czyli synową, zachować przy synu. Nie wiem, co Ci w niej nie pasuje, czy jej smierdzi z gęby czy przesala pomidorową, ale taka tesciowa co ciągle chwali i stara sie stworzyc dobrą atmosferę to skarb. To z Tobą jest cos nie tak. Gdyby koles wolał tamtą laskę to dziecko czy nie dziecko by z nią był. Za dużo rozkminiasz i tyle.
      • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 17:24
        Nie lubię kłamców: bez wyjątku - a dla teściowej jednym celem jest posiadanie wnuków, syna ma gdzieś i mówi o tym otwarcie
        • pani.jezowa Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:19
          Znaczy teściowa winna, że mąż Cię oszukał, tak?
          • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:53
            Źle wychowała, znaczy się. Było zachować dziecię w czystości do ślubu, to problemu by nie było.
            • cosmetic.wipes Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 09:53
              No. I znowu biedny miś niewinny.
    • azile.oli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 16:36
      Zrozum jedno - Twoja teściowa po prostu chciała, aby było dobrze, a teraz zaklina rzeczywistość. Ona by chciała, aby małżeństwo syna było udane i próbuje stworzyć pozory, że tak jest.
      Co ona Ci miała powiedzieć przed tym ślubem? Że syn się jej zwierzał,że może lepsza byłaby inna kandydatka? Przecież to on podejmował decyzję , ona nie mogła przewidzieć, jak będzie. Mógł Cię pokochać, uczynić szczęśliwą. Zresztą, zakładam, że nikt nie siedzi w drugim człowieku, więc skąd ona mogła wiedzieć, jakie uczucia dokładnie nim kierują.
      Jeśli z kimś powinna porozmawiać przed ślubem, to z synem, a nie z Tobą, skoro wogóle przyszedł do niej rozkminiać, którą pannę wybrać.
      Uważam jedynie, że bardzo źle się stało, iż dokładne szczegóły tej sprawy ujrzały światło dzienne. Nie piszesz, jak było dokładnie, ale jeśli od teściowej się dowiedziałaś, że on wolał inną, to bardzo źle się stało.
    • 5justi UWAGA :) 20.12.14, 16:56
      Dziewczyny nie podniecajmy się tak tym wątkiem big_grin
      Może laska aspiruje do konkursu
      "Najgłupszy wątek roku"

      No i się teraz dyskretnie przypomina??? big_grin big_grin big_grin
      • zuzann-a Re: UWAGA :) 21.12.14, 12:55
        Och, jak cudownie, tak całkiem bezinteresownie tuż przed świętami, komuś dokopać, nie laska?
    • agaja5b Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:22
      Dziewczyno, pretensje kierujesz nie od ten adres, bo jedynym ich adresatem jest twój mąż, jak już i ty sama. To on kłamał, ze cie kocha jesli tak mówił a nie czuł i także Twoja wina, że na tym co on mówił zaczęliscie wspólnie budować rodzine. Nikt poza wami nie mógł tu nic wskórać, pomyśl z jakich powodów uwierzyłaś w niego i w waszą wspolną przyszłość. Oczywiście może byc tak że było wam całkiem dobrze i było na czym i z czego związek budować, a teraz " prawda " wyszła na jaw i masz wrażenie, ze to on ci na spółe z teściową zycie zawiązali na swoich warunkach, ale mogłaś się nie godzic prawda? Ta " prawda" o której piszesz to wyswiechtany frazes, wystepuje w każdym związku, bo w sumie każdy może pod słowem "kocham" rozumieć ogólnie to samo a w detalach całkiem co innego. Prawdą ważną jest to co jest teraz między wami i co będzie potem, jesli postanowicie dalej iść razem, warto ją sobie wyłuszczyć i upewnić czy rozumiecie to samo. Dobrze ze chodzisz na terapię, moze pozwoli ci zobaczyc powody dla których się zgodziłaś być z tym człowiekiem, bo zakładam ze cię nikt nie zmuszał. Teściową zostaw w spokoju, nie masz jeszcze najgorszej, naprawdę
      • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:32
        Nie tylko, że nikt jej do ślubu nie zmuszał, ale to ona sama cisnęła na ślub, więc do kogo te pretensje? Cytacik z wcześniejszego wątku:

        No pojawiła się potrzeba ślubu (wybranka nieświadoma całej sytuacji chciała ślub, a i ze względów formalnych też był potrzebny).

        Jednym słowem, jak by rzekła Triss: Nie ma ofiar, są ochotnicy.

        ---
        Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
        • agaja5b Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:34
          I niesty zostało teraz przełknąc tę żabę dzielnie.
          • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:46
            agaja5b napisała:

            > I niesty zostało teraz przełknąc tę żabę dzielnie.

            Tym bardziej, że jest dziecko. A ono nie powinno wiedzieć, że było jedynym powodem, dla którego tatuś ożenił się z mamusią. Ergo - jego pojawienie się na świecie zmarnowało życie mamusi i tatusiowi.

            ---
            Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
    • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:46
      > Był tu już opisywany wątek jak to po x latach wyszła prawda na jaw starannie za
      > tajona przez rodzinę pewnego pana
      Ale jak to "przez rodzinę". Teściowa męzusiowi buzię zaszyła, żeby nie mógł powiedzieć ciężarnej o tym, że miał inną partnerkę? Mężuś dupczył na boku i mężuś powinien się z dupczenia wyspowiadać. Mężuś, nie teściowa, teść czy szwagierka.

      owa rodzina (czyli przede wszystkim teściowa) miała
      > pełną świadomość jak to pan wolał panią nr 1 ale w sumie postanowił, że z panią
      > nr 2 czeka go lepsze życie, no i dziecko, które chciał.
      Ale co teściowej do tego? Mężuś podejmował decyzje, nie teściowa. Ona mogła co najwyżej zostać poinformowana i przyjąć do wiadomości.

      Urządziła u siebi
      > e pokój dla wnuczka i przy każdej możliwej okazji domagała się żeby jej dziecko
      > zostawiać na noc, najlepiej na cały weekend
      o ale teściowa wbiła kolejny "gwóźdź do trumny" kompletni
      > e nie widząc problemu: "Kiedy wreszcie uwierzysz że on cię tak bardzo kocha i c
      > hwali w każdej rozmowie?"
      Potwór! Jak ona tak może! Powinna olewać wnuka, gnoić synową i opowiadać jej, że ta pierwsza była prawdziwą miłością i że mężuś się przy niej marnuje. Potwór powiadam!

      > No i podczas pewnej awantury mleko się rozlało - synowa dotarła do wszystkich w
      > ypowiedzi, poznała prawdę do bólu (pomijam już szczegóły) i stwierdziła że nie
      > chce mieć z zakłamaną teściową nic wspólnego.
      Ale z mężusiem, który dupczył na dwa fronty i nawet się do tego nie przyznał gania na terapie? big_grin Taaa, ale wszystko wina teściowej!

      i tu najlepsze: jak będę chciała to i tak przyjadę do wnuka - nie m
      > usisz mnie gościć
      Teściowa ma rację - przyjeżdża do syna i wnuka, Ty nie możesz jej wyrzucić.

      > Tym samym synowej zbiera się na diametralne zerwanie kontaktów choć oczywiście
      > nie chce żeby dziecko zostało bez babci bo ono nie jest tu niczemu winne.
      A czemu jest winna teściowa? Że Twój mąż bzykał dwie baby w tym samym czasie? Lepiej misiaczkiem się zajmij i kopnij go solidnie w d.pę, zamiast szukać winy w teściowej i innych członkach rodziny.
      • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:13
        Sprawa wyszła na jaw bo trafiłam na terapię jako ofiara przemocy domowej - tam pomogli mi się wzmocnić i nauczyli wielu rzeczy - przy okazji dowiedziałam się prawdy jak to kiedyś było

        Teściowa jest winna - to jej płakałam że mąż ma wirtualną kochankę z którą sobie romansuje na Skypie- to mówiła: nie martw się, przecież cię nie zdradził
        To do niej zadzwoniłam przerażona kiedy wrzeszczał i rzucił we mnie szklanką z herbatą, robiąc artystyczny rzucik na ścianie - też wtedy usłyszałam: każde małżeństwo się kłóci - on cię kocha i chwali.
        To ją poprosiłam o pomoc przy dziecku gdy po kolejnej karczemnej awanturze nie byłam w stanie funkcjonować, bo mąż postanowił powymachiwać nożem (twierdząc że chciał mi zniszczyć zasłonkę w pokoju)... też usłyszałam że rodzina i dziecko najważniejsze
        A tak naprawdę za każdym razem bała się że kopnę go w d.... a ona straci kontakt z wnusiem....
        Aż w końcu sama sobie pomogłam trafiając tam gdzie trzeba i po wielu godzinach terapii i solidnych rozmowach z "rodzinką" wyszło czemu mąż mnie źle traktował a ona się tak zachowywała.

        O mężu ten wątek nie jest bo w jego przypadku sprawa jest oczywista - w jej trochę dyskusyjna, ale swoim zachowaniem mi nie pomaga

        Co to jest za tekst: nie obchodzi mnie że wy nie chcecie iść razem na Sylwestra, jak będę chciała to i tak przyjadę (przypominam że każdy przyjazd wiąże się przynajmniej z dwoma noclegami u nas)
        To mój dom i na ten moment nie życzę sobie w nim jej obecności - przede wszystkim po takim tekście.
        • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:26
          Dla mnie jest to osoba która kłamie notorycznie i po analizie wielu "akcji" wszystko się układa w całość. Jedną z lepszych było jak zostawiła syna samego w piaskownicy przed blokiem na osiedlu (miał 3 lata) a sama poleciała do domu na 5 piętrze bo coś tam zapomniała - syn gadatliwy to wszystko opowiedział, teściowa się wyparła, ja dziecko ochrzaniłam żeby nie kłamało - syn w bek, no to teściowej się go żal zrobiło i się przyznała - taka to jest właśnie kochająca babcia - wszystko jest w stanie zrobić byleby tylko nie utracić kontaktu z wnusiem.
          A ja nie chcę żeby moje dziecko po tym wszystkim zostawało pod jej opieką i rzyg mnie ogarnia na myśl że po rozstaniu z mężem będę musiała ją gościć
          • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:28
            lapsad napisała:
            > wszystko jest w stanie zrobić byleby tylko nie utracić kontaktu z wnusiem.

            Dziwisz jej się? Skoro zioniesz taką nienawiścią za coś, co kompletnie nie było jej winą?
            • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:45
              W pewnym sensie się nie dziwię, ale może w takim razie niech też przestanie być taką mimozą jak to ktoś jej napisał - niech się nauczy rozróżniać dobro od zła i przejrzy na oczy jak jej na wnuczku zależy, bo na razie jak po tym wszystkim co wyrządził mi mąż słyszę "kiedy wreszcie uwierzysz że on chce dobrze" to sorry ale jak mam tą kobietę do domu wpuszczać i w ogóle chcieć z nią rozmawiać, nie mówiąc o przenocowaniu?

              Niedobrze mi na samą myśl.
              • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:49
                Przestań winić teściową za to co robi mąż. I przestań ją za to karać.
                • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:45
                  Ale teściowa ją okłamuje, wmawia jej coś, co nie jest prawdą. Za to należy ją nagrodzić?
                  • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:15
                    Ale co konkretnie nie jest prawdą? Która część jest kłamstwem? Teściowa radzi zgodnie ze swoimi przekonaniami: że małżeństwo musi się dotrzeć, że wszyscy się kłócą, że dobro dziecka najważniejsze itd. Jeśli teściowa całe życie żyła w jakimś modelu rodziny, to trudno, żeby teraz doradzała coś zupełnie innego.
              • claudel6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 02:18
                ale dobrze Ci na sama myśl, że głowny sprawca tej psychodramy i nieszcześć - jak rozumiem - w tym domu nocuje?
        • peonka Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:27
          Winisz tesciowa że nie powiedziała Ci o tym, co sama widziałas, a nie chciałaś przyjac do wiadomości. Jeśli chodzisz na terapie, to porusz ten temat.
          • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:37
            Jak wiedziałam? Właśnie nie wiedziałam - dowiedziałam się jak było już dawno po ślubie, jak kupiliśmy mieszkanie, jak dziecko już dawno na świecie było - taaa mogłam się domyśleć - niby po czym - wszyscy starannie to ukrywali
            • pederastwa Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:47
              A w jaki sposób się dowiedziałaś?
              • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:50
                Zrobiliśmy z mężem "pranie brudów" bo czułam się gotowa mu przeciwstawić po terapii i sam wszystko wygadał - co prawda pytając co przede mną ukrywa i czemu tak mnie traktuje spodziewałam się innej odpowiedzi ale dowiedziałam się tego co dowiedziałam, jego siostra i matka potwierdziły, jak wprost spytałam
                • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:24
                  Aha, czyli cały problem polega wyłącznie na tym, że kiedyśtam mąż umawiał się z dwiema dziewczynami, jedna zaciążyła, zdecydował się zakończyć drugi związek i poślubić pierwszą, ale miał wątpliwości, czy dobrze wybrał i dzielił się wątpliwościami z rodziną? Ostatecznie wybierając Ciebie i dziecko? I gdybyś wiedziała o tych wątpliwościach przed ślubem, to teraz mąż nie rzucałby szklanką i nie miał koleżanek na skypie? Bo sorry, ale to jest raczej najmniejszy problem. Wiele osób ma wątpliwości przed ślubem czy inną nagłą zmianą życiową, nie on pierwszy i nie ostatni. I akurat to nie czyni z niego świni.

                  A pomyślałaś o tym, że gdybyś poczekała z seksem i dzieckiem, to mogłabyś zawczasu dowiedzieć się, że nie jesteś jedyną, z którą wtedy randkował (tez pytanie jak zaawansowane były oba związki, wczesne randki nie wymagają monogamii) albo że mąż ma naturę przemocowca? I żadna teściowa nie musiałaby Cię uświadamiać? I że gdybyś poczekała ze ślubem, to też byłby czas na poznanie człowieka, który został ojcem dziecka, ale niekoniecznie musiałby zostać partnerem życiowym? Mąż ma zapewne swoje za uszami, być może zupełnie nie nadaje się do życia w związku. Ale za swoje decyzje odpowiadasz sama.
            • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:48
              lapsad napisała:

              > Jak wiedziałam? Właśnie nie wiedziałam - dowiedziałam się jak było już dawno po
              > ślubie, jak kupiliśmy mieszkanie, jak dziecko już dawno na świecie było - taaa
              > mogłam się domyśleć - niby po czym - wszyscy starannie to ukrywali

              Czego nie wiedziałaś? Że go łapiesz na dziecko? Jesteś głupia czy naiwna? Skoro musiałaś naciskać na ślub, to wiedziałaś, że gdyby nie ciąża w życiu by się z tobą nie ożenił. Masz czego chciałaś.

              ---
              Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
              • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:54
                Gwoli ścisłości - to on i jego rodzinka naciskali na ślub, ja na wieść o ciąży chciałam ją usunąć. Ale mąż i teściowa cały czas och i ach jaki to on zakochany, kwiaty, prezenty, obiadki - cuda na kiju. A na ślub naciskali bo bali się że nie podam go jako ojca dziecka do aktu albo że usunę ciążę, albo oddam dziecko po porodzie do adopcji: bo to były moje pierwsze myśli - stąd ta "potrzeba ślubu"
                • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:59
                  W poprzednim wątku było, że Ty ślubu chciałaś a teraz, że Cię zmusili big_grin
                  • przystanek_tramwajowy Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 20:09
                    araceli napisała:

                    > W poprzednim wątku było, że Ty ślubu chciałaś a teraz, że Cię zmusili big_grin
                    >

                    Zaraz się dowiemy, że to wredna teściowa zwabiła ją podstępem do łóżka syna, bo chciała mieć wnuka. big_grin

                    ---
                    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                  • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 20:41
                    W poprzednim wątku było:

                    No pojawiła się potrzeba ślubu (wybranka nieświadoma całej sytuacji chciała ślub, a i ze względów formalnych też był potrzebny).

                    Szczerze? Dziecko było jedną wielką wpadką (już nie będę się rozwodzić na temat zawodności antykoncepcji) i moja pierwsza myśl po zobaczeniu testu to: o kur.... i gorączkowe szukanie klinik w Czechach i na Słowacji.

                    Ale potem pojawił się przyszły mąż z kwiatami, rozanielona teściowa zaprosiła na rodzinny obiad, całując w progu ze łzami w oczach - toasty, uściski, propozycje wsparcia finansowego - teściowa już zaczęła listę gości sporządzać - serio - wiem że trudno w to uwierzyć ale tak właśnie było!

                    Nawet rozumiem tę jej głupią radość wtedy: córka bezpłodna, syn singiel pod 40-stkę - jakie miała perspektywy na wnuki? A jako nauczycielka i zawodowa niania na punkcie dzieci zawsze była i jest kompletnie sfiksowana (w pozytywnym znaczeniu)

                    Ale sorry - nie wmawiajcie mi że ja chciałam dziecka i ja chciałam ślubu - nigdy nie deklarowałam że chce dziecko - wprost przeciwnie. No ale stało się. Inaczej się patrzy na sprawę zza kompa i teraz po latach, a inaczej w pierwszych tygodniach niechcianej ciąży - jak w Polsce traktuje się problem aborcji, adopcji itp. to chyba wiadomo
                    • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 20:54
                      lapsad napisała:
                      > W poprzednim wątku było:
                      > No pojawiła się potrzeba ślubu (wybranka nieświadoma całej sytuacji chc
                      > iała ślub, a i ze względów formalnych też był potrzebny).
                      (...)
                      > Ale sorry - nie wmawiajcie mi że ja chciałam dziecka i ja chciałam ślubu

                      Z poprzedniego wątku wytłuściłaś słowo 'nieświadoma' ale tam jak byk jest jeszcze 'chciała'. Ciężko mi pojąć, że osoba, która nie chce dziecka i zachodzi w ciążę z przypadkowym człowiekiem godzi się na ślub tylko dlatego, że potencjalna teściowa okazuje jej wielki entuzjazm. Być może po prostu bardzo chciałaś uwierzyć w happy end tak samo jak ona.

                      W każdym razie nie cofniesz tego co się stało - on zawsze będzie ojcem Twojego dziecka a ona babcią. Od Ciebie zależy jak sobie resztę życia poukładasz - czy będziesz brnąć w ten beznadziejny związek wyżywając żal na wszystkim, czy pójdziesz dalej zamykając za sobą drzwi.
                      • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 20:57
                        A można mając dziecko zamknąć drzwi i więcej nie widzieć ani jej ani jego?

                        Podaj jak to zrobić to chętnie... bo na ten moment słabo mi na myśl że się rozstaniemy a i tak będę musiała ich oglądać- wiem inni się rozwodzą i żyją - ale jakoś nie umiem sobie teraz tych kontaktów po rozwodzie wyobrazić...
                        • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:04
                          lapsad napisała:
                          > A można mając dziecko zamknąć drzwi i więcej nie widzieć ani jej ani jego?

                          Oczywiście, że nie można - można ustalić zasady (przy rozwodzie sądownie) i się ich trzymać. Jak masz problem z wyobrażeniem sobie to polecam dalej kontynuować terapię.
                          • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:11
                            Czyli generalnie akcja ze ślubem okazała się skuteczna bo wcześniej miałam jeszcze szansę zniknąć z ich życia bez śladu, a tak to już zawsze będziemy jakoś związani.

                            Tak wiem - ojciec ma prawo też do dziecka itp. Ale ja nie jestem inkubatorem, a on po tak przedmiotowym traktowaniu ludzi nie ma żadnych praw - żałuję tylko że ta druga panna mu gęby nie obiła albo nie przyszła do mnie w akcie zemsty bo ją oczywiście poinformować o zdarzeniu musiał. Ale fakt - nie informując mnie odegrała się w sumie doskonale.
                    • heca7 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 22:09
                      Tu na forum jest niejaki Camel (chyba , że mylę historie). Sam wychowuje dziecko. Można? Można. Skoro dziecka tak bardzo nie chciałaś a facet chciał trzeba było mu oddać i wyjechać a nie pakować się w związek bez przyszłości.
                    • pani.jezowa Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:35
                      Jak byś nie chciała ślubu to byś go nie wzięła. Siłą Cię nie zmusili a w dzisiejszych czasach panna z dzieckiem to żadne dziwowisko.
                      Ja rozumiem, że mąż Cię zawiódł.
                      Ale może weź też odpowiedzialność za WŁASNE czyny.
            • landora Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 10:48
              Maz w ciebie rzucał szklanką, a ty teściową winisz, że ci nie powiedziała, że to jest nienormalne?
              • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 12:25
                landora napisała:
                > Maz w ciebie rzucał szklanką, a ty teściową winisz, że ci nie powiedziała,
                > że to jest nienormalne?

                Klasyczny schemat przerzucenia winy jak przy kochance co uwiodła biednego misia wink
        • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:12
          >
          > Teściowa jest winna
          A Ty, dziewczyno, rozumu własnego nie masz, decyzji sama nie podejmujesz? Co teściowa powie, to dla Ciebie święte? A jak opinie teściowej nie pasują do Twoich, to znaczy, że teściowa kłamczucha?Ogarnij się! Teściowa ma prawo mieć swoje tradycyjne przekonania, ma prawo uważać, że chłop jest dobry, jak jest i że rzucenie szklanką, flirtowanie na skypie i dawne dziewczyny z przeszłości nie są istotne w kontekście utrzymania trwałości małżeństwa. I ma pełne prawo dawać Ci rady zgodne z jej poglądami, szczególnie, że sama się o nie zwracasz. I wcale nie znaczy to, że teściowa kłamie, ona mówi tak, jak uważa. A że Ty łykasz to wszystko bezrefleksyjnie- to już pretensje do samej siebie.
    • agaja5b Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 18:46
      Wracając do sedna, relacji z teściowa nie zrywaj, wystarczy ze nie będzieci jej wpuszczac do swoich spraw i omawiac przy niej swoich problemów. O to warto zadbać i nie przywiązywac znaczenia do tego czy ona mówi ze cie mąż chwali, czy wprost przeciwnie. Z twoich wypowiedzi wynika ze ta kobieta chyba ci najgorzej nie zyczy, kocha wnuka. Może z tym przyjazdem cię tak próboała zaszantazowac bo sie boi ze wnuka straci? Spokojnie wytłumacz jej że to nie najlepszy moment na jej dłuższy pobyt w waszym domu.
    • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:23
      Dziecko chcesz ukarać i zakazać mu kontaktów, z babcią która go kocha, bo sama podeszłaś do małżeństwa od d... strony? Sorry, to nie te czasy gdy łapało się męża na dziecko i ciąża jest jednoznaczna z małżeństwem z ojcem dziecka. Jeśli koniecznie musisz na kogoś przekierować winę to prędzej na własną matkę, a nie matkę męża, bo to ona nie nauczyła cię, by uprawiać seksy bez zabezpieczeń po deklaracji faceta, a nie przed. Teściowa najwyraźniej sama jest mistrzynią zaklinania rzeczywistości i wmawiania sobie, że wasze małżeństwo jest idealne. Spotkały się dwie mimozy, dla których cały świat jest zły, tylko misio dobry no i jak się rozumie wasze małżeństwo musi być z definicji dobre i pełne miłości. Wyjdź z tego zaklętego kręgu i idź po rozum do głowy.
    • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 19:25
      Taaa... wszyscy winni dookoła smile Może wróć na terapię?
      • 3-mamuska a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 19:54
        Rozumiem ze czuje sie jak klacz rozpłodowa ,bo rodzinie meza zależy tylko i wyłącznie na wnuku niz na szczęściu synu/synowej.

        Co innego byle dziewczyny syna czy brata a co innego 2 rownocześnie , to mozna miec poczucie ,ze syn bedzie w przyszłości zdradzał swoją zonę z ktora jest tylko, bo rodzina chciała dziecko.

        I pewnie nie powiedziałbym obcej kobiecie nie zen sie z moim synem ,bo cie nie kocha, ale nie byłbym fałszywie miła i wniebowzięta,i nie wmawiałabym ,ze jak to on ja kocha i jak to bedzie cudownie i ze agresja to milosc.

        Wystarczy stwierdzić ze skoro on jest taki to zastanów sie nad ślubem i ze milosc nie równa sie z agresja, a ciaza to nie powód do ślubu.


        Teściowa okłamywała autorkę wątku co do swoich uczyć w stosunku do niej ,wiec nie dziwie sie ze czyje sie oszukana. Nie ważne jak jest stosunek autorki z mężem.
        • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 19:58
          -mamuska napisała:

          > Rozumiem ze czuje sie jak klacz rozpłodowa ,bo rodzinie meza zależy tylko i wył
          > ącznie na wnuku niz na szczęściu synu/synowej.
          >

          Dokładnie tak się czuję!

          I nie musiała się spowiadać z całej wiedzy, ale wystarczyło nie zachęcać, nie podskakiwać z radości, nie namawiać, nie oferować wsparcia finansowego żeby tylko szybciej ślub się odbył - sorry ale mam przekonanie że celowo mnie w to wszystko pchała bo synek już dobiegał 40-stki i bała się że nigdy się nie ożeni, bo jej córka nie może mieć dzieci i już nigdy ich mieć nie będzie.
          INKUBATOR - o to czym bylam
          • 7dosia Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:09
            Nie rozumiem. A ty chciałaś mieć z nim dziecko, chciałaś mieć to dziecko? Bo chyba siłą nikt cię na zapładniał i nie zmuszał do rodzenia?
            • 3-mamuska Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:30
              7dosia napisał(a):

              > Nie rozumiem. A ty chciałaś mieć z nim dziecko, chciałaś mieć to dziecko? Bo ch
              > yba siłą nikt cię na zapładniał i nie zmuszał do rodzenia?

              A jak wpadli? Ma wakasciwie tak było.
              I tu nie chodzi o ciąże, mogła dziecko urodzić i wychować je samotnie.

              Nie wiem ale ja bym była rozczarowana swoim dzieckiem gdyby spotykał sie z dwoma kobietami, i jeszcze by sie żalił ze kocha ta druga. A slub wziął tylko z powidu dziecka.
              To jemu bym otwarcie powiedziała nie bierz ślubu ,bo bedziesz nieszczęśliwy ,i unieszczęśliwiać dziewczynę, a dziecko możemy przeciez widywać i pomagać matce.
              Ale kobieta chciała tylko wnuka.
              • przystanek_tramwajowy Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:38
                3-mamuska napisała:

                > To jemu bym otwarcie powiedziała nie bierz ślubu ,bo bedziesz nieszczęśliwy ,i
                > unieszczęśliwiać dziewczynę, a dziecko możemy przeciez widywać i pomagać matce.

                Problem polegał na tym, że autorka wątku uciekła się do szantażu. Albo ślub, albo usunie, a w najlepszym wypadku odda do adopcji. Obrzydliwe. sad

                ---
                Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:47
                  Chyba nie umiesz czytać ze zrozumieniem - to on i jego matka chcieli ślubu, namawiali, teściowa przekonywała że lepiej przed porodem bo potem nie będzie jak... a tak naprawdę chciał sobie zagwarantować prawne ojcostwo bo nie był pewny czy mu nie zwieję i nie oddam dziecka do adopcji jak dowiem się o tej drugiej pannie - tak było!
                  • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:02
                    lapsad napisała:
                    > a tak naprawdę chciał sobie zagwarantować prawne ojcostwo bo nie był pewny
                    > czy mu nie zwieję i nie oddam dziecka do adopcji jak dowiem się o tej drugiej
                    > pannie - tak było!

                    Czyli bardzo dobrze zrobił bo dziecko było też jego a tutaj sfochana panna mogła je wyskrobać w akcie zemsty.
                    • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:07
                      No super zrobił - bzykał dwie panny naraz - dobrze że przynajmniej to laski były dwie i jeden facet jakby sytuacja była odwrotna to nawet by nie było wiadomo kto jest ojcem.
                      Jedną mu się udało zapłodnić to teraz należałoby sobie zapewnić formalnie ojcostwo a cóż gwarantuje natychmiastowe uznanie za ojca jak nie fakt bycia mężem?

                      Utwierdzasz mnie tylko w przekonaniu że rodzinka chciała wnuka i potraktowała mnie jak inkubator
                      • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:39
                        O, a Ty nie brałaś w tym udziału?
                    • 3-mamuska Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 14:39

                      > Czyli bardzo dobrze zrobił bo dziecko było też jego a tutaj sfochana panna mogł
                      > a je wyskrobać w akcie zemsty.
                      >

                      Myslalam ze na forum kobiety uważają , ze to kobieta decyduje i ma prawo wyboru a ojciec musi przyjąć decyzje kobiety co do urodzenie bądź nie.

                      Oj hipokrytki.
                      • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 14:42
                        Nie wiem jak uważają 'kobiety na tym forum' - ja tak nie uważam.
                  • claudel6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 02:27
                    ale przecież wlaśnie potwierdzasz, że zastosowałas ten szantaż. sorry, ale w całym tym wątku piszesz jak upośledzona umysłowo.
              • 7dosia Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:42
                O teściowej nie piszę, bo to inna sprawa, ale co do autorki wątku, to ona sama nie wie czego chce. Wychodzi na to, że w ogóle nie ma własnego zdania. Gdzie ją postawią, tam stoi i ma pretensje do całego świata, że jest nieszczęśliwa. Jeśli tak, to dlaczego pozwala innym podejmować za siebie decyzje? Z wątku wychodzi, że nie chciała urodzić, a urodziła, nie chciała ślubu, a wyszła za mąż, itp. Totalna dziecinada.
                • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:50
                  Wiesz co? Łatwo mówić jak znasz przebieg zdarzeń, patrzysz z perspektywy na całość - gdybym 5 lat temu miała tę wiedzę to wiedziałabym co robić - Wystarczyło jedno słowo o tej drugiej pannie a na pewno nie zobaczyliby mnie nigdy więcej - nie wiem co bym zrobiła, może usunęła, może oddała, może sama wychowywała (miałam swoje mieszkanie) - ale on się właśnie tego bał i dlatego zdecydowali z matką i siostrą że mi nie powiedzą - i to jest świństwo!
                  • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:55
                    Świństwo, bo tak pokierowali wydarzeniami, żebyś nie wyskrobała dziecka? No ludzie, zaliczyłaś wpadkę, facet odnalazł się w sytuacji, wzięliście ślub, stworzyliście rodzinę i masz wielkiego focha, że nie było jak w bajce? Trzeba było się zachowywać jak księżniczka przed zapłodnieniem, a nie oczekiwać happy ever after jak się złapało na dziecko niezdecydowanego chłopa.
                    • sengas Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:01
                      Jak księżniczka przed zajściem czyli najlepiej tkwić w dziewictwie aż po ślub... albo grób bo z tego co czytam to była para ludzi już po 30-tce a pan to nawet pod 40-stkę podchodził...

                      Niektórzy to mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem - jak można łapać faceta na dziecko jak na wieść o drugiej lasce chciało się zwiewać gdzie pieprz rośnie i jedyny problem w tym że rodzinka na wieść o wnuku fakt drugiej laski zataiła?

                      Wiem - niektórym nie mieści się w głowie że samotny facet pod 40-stkę może chcieć mieć dziecko - ale zaręczam że tak bywa
                      • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:09
                        Jak baba po 30-stce to chyba tym bardziej wie do czego służy antykoncepcja?
                      • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:22
                        A po co rodzina miała ujawniać fakt istnienia jakichś innych kobiet, które pan był uprzejmy posuwać równolegle? Trudno żeby dorosłemu facetowi życie erotyczne układali.
                        Facet zachował się w porzo, teściowa też, wnuka kocha.
                        • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:40
                          Chyba nie czytasz watku, to bylo otwarte oszukiwanie, a nie unikanie tematu.
                          To tak jakby skonczyla z chorym psychicznie, alkoholikiem, hazardzista - a potem sie okazalo, ze wszyscy o tym doskonale wiedzieli, a jej wciskali kit, bo ma im wnuka urodzic i tyle.
                          • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:44
                            Bez jaj, to inny kaliber. Jej ówczesny ff, a obecny mąż niczego pannie nie obiecywał, nie mieszkali razem, nie było planów narzeczeńsko-slubnych. Rekreacyjnie mógł stukać i dziesięć bab i jej nic do tego - wiadomo, że luźny układ nie oznacza wyłączności.
                            Że rodzina chciała by pan się ustatkował? Nosz qrde, dobrze chciała.
                            • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:52
                              Sory to jakas patologia takie "ustatkowanie".
                              • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:58
                                Ożenił się z laską, którą zapłodnił bez dyskusji i m.in dlatego że panna tego chciała, tak?
                                Rodzina się ucieszyła, teściowa wnuka kocha, oferuje pomoc, pragnie kontaktów, o synowej mówi dobrze, chce ich jakoś - być może nieudolnie - pogodzić.
                                Panna się powinna skupić na tu i teraz, a nie na rozważaniu co było 4 lata temu. Dorosła baba, po 30-tce, a nie dziewczę nieświadome.
                                • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:03
                                  "Spotykam sie z Grzeskiem, wpadlismy, Grzesiek sie oswiadcza" to jest inna baza do decyzji niz "Spotykam sie z Grzeskiem, wpadlismy, Grzesiek sie oswiadcza, ale okazuje sie, ze jednoczesnie bzykal Kasie, ktora wolal i prowadzal do rodziny, a ja bylam tylko do bzykania. Bez ciazy by tak zostalo.". Kupa luda by sie zdecydowala pobrac w sytuacji A, ale nie w sytuacji B. Wiec ja sie nie dziwie autorce, ze jest rozgoryczona, ze wmowiono jej A.
                                  • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:08
                                    cherry.coke napisała:
                                    > to jest inna baza do decyzji

                                    Do jakiej decyzji? O aborcji?
                                  • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:16
                                    Upraszczasz. W grę wchodził jeszcze konflikt interesów matka-dziecko. Takie to dziwne, że przyszłe ciotka i babka postąpiły tak, żeby dziecko się urodziło, a nie zostało abortowane?
                                    • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:20
                                      No ale ona ma prawo czuc do nich za to zal, czyz nie?
                                      Pomijajac juz falszywa dychotomie malzenstwo-aborcja.
                                      • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:25
                                        cherry.coke napisała:
                                        > No ale ona ma prawo czuc do nich za to zal, czyz nie?

                                        To czy ma prawo czuć czy nie jest nieistotne bo i tak czuje. Uczucia pojawiają się niezależnie od praw do nich.

                                        Pytanie powinno brzmieć - czy można mieć pretensje do matki, że kierowała się dobrem swojego dziecka (i wnuka) a nie dobrem obcej kobiety?
                                        • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:34
                                          Sparafrazuję:

                                          Czy nie można mieć pretensji do obcej kobiety, że kierowała się dobrem drania, który postąpił chamsko, a do tego w przyszłości okazał się sprawcą przemocy z niebieską kartą, zdradził po raz kolejny tym razem już pełnoprawną żonę i

                                          Kierowanie się dobrem wnuka w utrzymywaniu związku z takim ojcem, który jest w stanie wymachiwać przy matce nożem - też jest kwestią co najmniej dyskusyjną!

                                          Czy tak trudno to pojąć? Ukrywając fakty co naprawdę sobą prezentował jej syn wzięła na siebie odpowiedzialność niejako za jego przyszłe czyny, przekonując mnie o jego dozgonnej miłości zaświadczyła za niego - a co się okazało? że pan dalej zdradza, a to tego ma zrytą psychę i w domu jest piekło przemocy psychicznej z aktami fizycznej włącznie - a teściowa mimo sygnałów i próśb o pomoc nadal udaje ślepą - to jest w porządku?

                                          Piszę o tym bo na terapii uczę się w ogóle mówić - nie tak dawno byłam ofiarą przemocy, pod ścisłą opieką zespołu terapeutów z ośrodka interwencji kryzysowej - takie właśnie "dobro" zgotowała mi i dziecku teściowa
                                          • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:38
                                            Moim zdaniem mowisz skladnie, trzymaj sie terapii.
                                            Nie wiem, czy ematka to dobre forum na rozmyslanie nad tym, tu sie raczej dowiesz, ze rozkladalas nogi itp. Moze sa jakies fora ze wsparciem dla wychodzacych z sytuacji przemocowych?
                                          • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:38
                                            Cóż - pozostaje wierzyć, że Ty będziesz cudowną potencjalną teściową, która szczegółowo poinformuje potencjalną synową o wadach swojego dziecka.
                                        • 3-mamuska araceli 21.12.14, 14:47
                                          cherry.coke napisała:
                                          > No ale ona ma prawo czuc do nich za to zal, czyz nie?

                                          To czy ma prawo czuć czy nie jest nieistotne bo i tak czuje. Uczucia pojawiają się niezależnie od praw do nich.

                                          Pytanie powinno brzmieć - czy można mieć pretensje do matki, że kierowała się dobrem swojego dziecka (i wnuka) a nie dobrem obcej kobiety?


                                          Wiesz babka nie kierowała sie szczęściem syna, bo syn wolał druga.

                                          A wcale nie miała na uwadze szczęścia wnuka, bo ojciec uwikłany w slub w ktory nie bardzo chcial, kobieta oszukana i niekochana przez meza mize byc szczęśliwa?
                                          Do tego spore prawdopodobieństwo ze synuś bedzie zdradzał zonę, na koniec rozwód i szarpanie sie o dziecko cudna przyszłość.
                                          • araceli Re: araceli 21.12.14, 15:16
                                            3-mamuska napisała:
                                            > Wiesz babka nie kierowała sie szczęściem syna, bo syn wolał druga.

                                            Syn podjął decyzję, że chce mieć to dziecko i założyć rodzinę z jego matką. I co teściowa miała zrobić? Rozpi..rzyć wszystko na starcie?

                                            > A wcale nie miała na uwadze szczęścia wnuka,

                                            Oczywiście - szczęście wnuka to miało być wyskrobanie go. Urocza empatia jematki smile
                                  • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:39
                                    "Jest sobie pan X, który prowadzi beztroskie życie singla i tak się spotyka z dwiema naraz dziewczynami, nie mogąc do końca zadecydować którą woli."
                                    A to, że wtedy zastanawiał się, czy podjął dobrą decyzję.... Autorka też cały czas rozkminia, czy nie lepiej byłoby 5 lat temu wyabortować dziecko.
                              • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:02
                                cherry.coke napisała:
                                > Sory to jakas patologia takie "ustatkowanie".

                                Ciekawe. Facet zapładnia i nie żeni się - świnia. Zapładnia i żeni się - patologia big_grin
                                • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:07
                                  Teściowa krzywo patrzy na przyszłą synową - świnia.
                                  Teściowa chwali, docenia, mówi ciepło - patologia.
                                  • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:09
                                    Oj nie badz naiwna. Najwieksze szuje potrafia byc urocze, jak juz cie byli zrobili na szaro.
                                  • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:10
                                    Teściowa mówi, że syn woli inną - wredna sucz co chce młodych skłócić.
                                    Teściowa nie mówi, że syn woli inną - wredna sucz co zniszczyła dziewczynie życie wink
                                • bei Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 12:03
                                  Nie wiem, co zbudowaliście przez te 5 lat...domyślam się, że coś szwankowalo, a prawda o fundamentach początku dobiła Wasz związek.
                                  Nie dziwi mnie bardzo wybor Twojego faceta, bo znam takich, co żenili się, bo niespodziewanie zainicjowali ciążę. Malzeństwa trwają, uwazane za dobre, znam jedną szczęśliwą zonę i matkę.
                                  Teściowej w ogole bym nie oceniala, chciala dobrze w tym jej mniemaniu. Równie dobrze moznamiec pretensje do matki czlowieka pierwotnego, no kazda wychowuje jak tam najlepiej potrafi.
                                  Teraz jednak nie powinna wpychać się do Was. Lepiej będzie, gdy spędzicie ten czas tak jak Wy chcecie.
                                  Nie miej pretensji do niej, ze powtarza co syn mowi, powtarza to dobre.
                                  Nie masz zaufania, trudno, ona zasłuzyla na to, ale nie oceniaj jej.
                                  Stopuj, gdy wpycha się do Twego życia, oceń, czy jest dobrą babcią czy matka Twego męża.

                                  Nie mam teraz czasu przeczytać wszystkich Twoich wypowiedzi, zrobię to później. Czy w Waszym małzeństwie były dobre chwile? Jak dużo? Jesli uważasz, ze zbyt malo to czy mozna to zmienić?
                                  Wyszlas za mąż bo kochalas, tak?
                                  Czy jeszcze kochasz? Czy on moze odzyskać Twoje zaufanie?

                                  Skąd wiesz, ze wówczas klamał, moze pozowal przed grupą znajomych, moze to im klamal w durnym wygłupie?
                                  Czy chodzi Ci o to, ze w czasie narzeczeństwa byl kretyńsko nielojalny?
                                  Współczuję Ci tych przeżyć, dobrze, ze masz terapię.
                                  Jaki on teraz jest dla Ciebie?
                                  A jaki byl przez te cztery lata jak jest dziecko?
                                  Nie odpowiadaj mi na te pytania. Ale odpowiedz sobie sama.
                                  Los wiąże ludzi w różny sposób, czasami z malutkiej iskierki pożądania rozpala się wielkie ognicho milości....

                                  Wiesz, myślę, ze moj brat po licznych doswiadczeniach wybral partnerkę zachwycając sie jej walorami ( nie byla majętna!) duszy, przymiotami charakteru. Stworzyli cudnie zgodne stadlo, a milość rodzila się z czasem i trwa po teraz. Dzieci dawno dorosle a oni jak bez tleńu żyć bez siebie nie mogą. To był ich najlepszy wybor życia. Podobnie bylo u mego wujka.
                                • bei Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 12:08
                                  Ojej, przeczytalam o przemocysad
                                  Okropny facetsad Wiej od niego!!!!
                  • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:59
                    Czyli gdybyś wiedziała bez mrugnięcia okiem zrobiłabyś im świństwo (np. usunęła ciążę czy oddała dziecko), kierując się tylko tym co Ty chcesz. Trafił swój na swojego.
                    • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:04
                      Do końca nie wiem co bym zrobiła, ale przynajmniej mogłabym dziś powiedzieć że miałam wybór oparty na rzeczywistych faktach a nie kłamstwach

                      Dzisiaj z perspektywy? Żyłabym sama z dzieckiem pozwalając facetowi się starać i próbować naprawić błąd - czego pewnie by nie zrobił bo okazał się przemocowcem.

                      Wtedy? Być może bym usunęła, być może oddała dziecko, a może w rozbujałby się we mnie instynkt i jednak bym wychowywała - kto to wie
                      Ale przynajmniej bym nie miała żalu o te kłamstwa wszystkie
                      • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:34
                        Czyi jak Ty traktujesz przedmiotowo to OK - jak ktoś ciebie to nie OK big_grin Jakież to typowe big_grin
                      • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:42
                        Ale to już BYŁO, to dziecko jest już, jest w rodzinie, na którą się zdecydowałaś, to ile jeszcze chcesz się zastanawiać nad tym,że mogłaś oddać czy usunąć? Kiedy zaczniesz żyć "tu i teraz"?
                      • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:20
                        Cherie, jak dziecko jest na świecie nie od wczoraj, to rozkminy co mogłaś zrobić w czasie pierwszych tygodni ciąży są z lekka niestosowne.
                        Mogłaś, na przykład, nie sypiać z facetem nie mając pierścionka zaręczonowego na palcu albo nie zachodzić w ciążę po krótkiej znajomości.
                        Z opisów wynika, że rodzina faceta chciała jak najlepiej - żeby dziecko przyszło na świat, miało rodzinę, żeby ów syn i brat się ożenił, a Ciebie przyjęto bardzo miło.
              • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:52
                nareszcie, już sądziłam, że ten wątek to zlot meteopateksmile
          • 3-mamuska Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 20:20
            lapsad napisała:

            > -mamuska napisała:
            >
            > > Rozumiem ze czuje sie jak klacz rozpłodowa ,bo rodzinie meza zależy tylko
            > i wył
            > > ącznie na wnuku niz na szczęściu synu/synowej.
            > >
            >
            > Dokładnie tak się czuję!
            >
            > I nie musiała się spowiadać z całej wiedzy, ale wystarczyło nie zachęcać, nie p
            > odskakiwać z radości, nie namawiać, nie oferować wsparcia finansowego żeby tylk
            > o szybciej ślub się odbył - sorry ale mam przekonanie że celowo mnie w to wszys
            > tko pchała bo synek już dobiegał 40-stki i bała się że nigdy się nie ożeni, bo
            > jej córka nie może mieć dzieci i już nigdy ich mieć nie będzie.
            > INKUBATOR - o to czym bylam


            No to teraz rozumiem cie jeszcze lepiej.
            Oczywiście sama moglas podjąć decyzje ze ślubu nie bedzie, bo on nie dawał ci do końca szczęścia.
            Ale skoro jego własna natka wmawiala ci ze on tak strasznie cie kocha, to chyba matka zna swoje dziecko.
            • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:30
              Wg mnie to terapia i poukładanie sobie samej siebie jest chyba niezbędne, bo mając takie nastawienie i plany, czyli co zrobić , aby babcia i ojciec dziecka z nim kontaktu nie mieli- to planowanie krzywdy własnego dziecka, byle tylko dowalić.
              W sumie w całej tej historii piszesz tylko w pozycji osoby, która na nic nie miała wpływu i tylko inni ją skrzywdzili. Ba- problemem jest nawet to, że babcia kocha swoje wnuczę.
            • zuzi.1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:31
              Autorko. Twoje rozwazania i wracanie do przeszlosci nie ma teraz sensu, zalewasz sie niepotrzebnie negatywnymi emocjami, ktore przeszkadzaja Ci w skupieniu sie na konkretach. Teraz musisz podjac wazna decyzje co dalej, czy jest sens kontynuowac to malzenstwo, czy nalezy sie rozstac i ustalic kontakty dziecka z ojcem. To wracanie do przeszlosci tylko Cie oslabia, nie pozwala skupic sie na sprawach waznych dla Ciebie. Otrzasnij sie i przestan rozpamietywac, bo to Ci nie pozwala pojsc dalej i zrobic to co DLA CIEBIE jest teraz najlepsze !!! Skup sie na terapii i wnioskach z niej i odpedzaj od siebie natretne mysli o przeszlosci. To nic nie da, nic nie poprawi, pod wplywem takich mysli tylko sie wypalasz emocj. i nic poza tym. To Cie zatrzymuje w rozwoju. I skup sie na tym co Ty sama czujesz i czego naprawde chcesz, wsluchaj sie w siebie i swoje emocje, bo wydajesz sie byc b. zagubiona emocjonalnie, odszukaj siebie najpierw a potem podejmuj decyzje.
              • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:40
                Bo to częsty błąd: niemożność życia tu i teraz, w czasie teraźniejszym, a ciągłe tkwienie albo w przeszłości, albo ciągłe marzenie o przyszłości- to jak ma udać się coś "tu i teraz"?
                • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 21:56
                  To żaden błąd. Ona musi przejść ten etap: zalewu emocji, żalu, gniewu, buntu. Potem sobie wszystko poukłada.
                  Przecież dopiero co dowiedziała się, że mąż i jego rodzina ją oszukali. Dowiedziała się do czego miała służyć (zaspokajania czyichś zachcianek). Czy Ty Marzeko, od razu przeszłabyś nad czymś takim do porządku dziennego i bez cienia emocji rozsądnie planowałabyś swoje dalsze życie?
                  • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:14
                    Panna potrzebuje poukładać sobie w głowie - ok. Tylko po co smaruje na forum głupiego posta, w którym o wszystkie swoje niepowodzenia życiowe obwinia teściową? Mnie już to nudzi do wyrzygania - co złego to teściowa. Nie. To jest JEJ życie i SAMA je sobie spaprała.
                    Może jak przeczyta dziesięć, dwadzieścia postów takich jak mój coś w tej głowie pozostanie? Osoby postronne nie są winne, że dokonała takich, a nie innych wyborów życiowych. Im szybciej przyswoi sobie tę prawdę, tym szybciej przejdzie dalej do normalnego życia, bez ciągłego rozdrapywania przeszłości.
                    • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:17
                      O toto. Dorosła jest, niech się ogarnie.
                      • zuzi.1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:26
                        To, ze jest dorosla, nie oznacza jednoczesnie, ze jest dojrzala emocjonalnie. Gdyby byla dojrzala emocj. i w kontakcie emocj. sama ze soba nie wpakowalaby sie w ta cala sytuacje. A tak, musi ekspresowo dojrzec, zalatac w sobie kilka emocj. dziur i zaczac kontrolowac i sterowac swoim zyciem tak, aby po raz kolejny nie wpakowac sie w problemy. Terapia i jeszcze raz terapia i duzo madrych ksiazek i powrot do swojego dziecinstwa, bo to w nim tkwi przyczyna utraty kontaktu emocj. z sama soba.
                        • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:29
                          A tam... po prostu dowiedziała się, że dla faceta z którym sypiała rekreacyjnie i zaliczyła wpadę, nie była jedyną i teraz musi sobie odpłakać. Powinna się cieszyć, że ma teściową która próbuje ich jakoś godzić i której zależy na wnuku, a nie zastanawiać się jak odciąć babkę i męża od dziecka.
                    • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:26
                      Ja pierniczę, sama spaprała...Uwierzyła po prostu - żaden grzech.
                      Osoby postronne są winne, tego, co zrobiły.
                      Np. mąż jest winien przemocy, teściowa wmawiania nieprawdy.
                      Mam wrażenie, że czytacie to, co chcecie przeczytać.
                      • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:32
                        Przepraszam, że to zabrzmi brutalnie, ale jak chciała oświadczyn z fanfarami i starannego planowania następcy tronu, to mogła trzymać nogi razem i nie zaliczać wpady z facetem znanym od strony rekreacyjnej. Powinna się cieszyć, że facet zachował się dorośle, poinformował rodzinę, ślub wziął i chce utrzymania małżeństwa.
                        • wyznawczyniiwielkiegoczerwia Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 09:33
                          >Powinna się cieszyć, że facet zachował się dorośle, poinformował rodzinę, ślub wziął i chce utrzymania > małżeństwa.

                          A że ją walnie raz czy dwa na jakiś czas, to nieważne, dopóki inni nie wiedzą.
                          BTW, od kiedy branie ślubu z powodu wpadki jest dorosłym zachowaniem?
                          • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:46
                            >
                            > A że ją walnie raz czy dwa na jakiś czas, to nieważne, dopóki inni nie wiedzą.
                            No ale wiesz, to już inna sprawa. Nawet gdyby teściowa powiedziała przed ślubem, że Misio spotykał się jeszcze z Kasią, ale wybrał Madzię i to Madzię kocha, to teraz tak samo Madzia obrywałaby szklanką. A bo to raz w historii świata jakiś Misio przyprowadzał narzeczoną, a potem piorun sycylijski trafiał i stara szła w odstawkę, a przed ołtarzem lądowała nowa?
                      • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:40
                        W co miała uwierzyć? Pan jej deklarował dozgonną miłość do grobowej deski? Planował wspólną przyszłość, zamieszkanie razem? Nie, zaszła w ciążę z ff. Nie mówimy o 18 letniej niuni, która o antykoncepcji czytała cośtam w Bravo i uważa, że wspólny seks = wielka nieskończona miłość. Po kobiecie po 30-stce oczekuję większej rozwagi. Jeśli nie stosowała antykoncepcji podczas seksu z niezadeklarowanym facetem to albo jest bezdennie głupia, albo po cichu liczyła na tę wpadkę. Jeśli mówimy o bramce nr 2 to dopięła swego, miała dziecko, ślub i sama musi wypić piwo, które nawarzyła. Jeśli w grę wchodzi opcja pierwsza - najwyższa pora by w końcu zmądrzeć.
                        • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:43
                          Odwróćmy to. Pan nie wie, co to gumki? Nie wie, że jak bzyka dwie panienki to mogą nawet obie zaciążyć? Taki głupi? No to jedna zaciążyła, hajtnął się bohater, przyzwoity, jak to Verdana napisała, ekhm. Tak bardzo przyzwoity, że wyżywa się na kobiecie bo to nie ona jest "miłością jego życia".
                          Biedny misiusad
                          "Po kobiecie po 30-stce oczekuję większej rozwagi."
                          A od faceta po 40-stce już nie? Ważne, że się hajtnął, spełnił swój obowiązek. A, że rodzina jest pod opieką ośrodka..ojtam, ojtam, zdarza się.
                          • asia_i_p Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 09:00
                            On się nie wyżywa na niej, za to że nie jest miłością życia, tylko się na niej wyżywa, bo jest palantem. Na miłości życia też by się wyżywał.

                            Autorka niepotrzebnie fiksuje się na wmanewrowaniu w ślub jako na swojej głównej krzywdzie, bo główną krzywdą jest tutaj przemoc.
                            • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 11:03
                              To, że jest palantem i, że główną krzywdą jest przemoc to jest zrozumiałe samo przez się.
                              Tylko sytuacja jest świeża, autorka dopiero co dowiedziała się jak sprawy stoją czyli na czym opierało się jej małżeństwo. Skoro jest pod opieką ośrodka to znaczy, że nie ma w niej zgody na przemoc. Nie ma też zgody na kłamstwo i manipulację.
                              I dlatego sugeruję autorce, żeby z terapii za szybko nie rezygnowała.
                              Natomiast z małżeństwa...sama zdecyduje.
                              Ta zmiana, która nastąpiła w mężu najprawdopodobniej wynika ze strachu, a nie z chęci naprawy relacji, nie z refleksji, etc.
                              • wyznawczyniiwielkiegoczerwia Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 12:10
                                Wiedziałam, że ematka jest patriarchalna, ale nie wiem jak można w sytuacji, w której mąż używa przemocy fizycznej zasugerować coś innego niż rozstanie. Własnym oczom nie wierzę.
                                • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 12:23
                                  To przeczytaj wszystkie moje posty w tym wątku i wtedy będziesz wiedziała, co ja na ten temat myślę.
                          • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:48
                            Tak bardzo przyzwoity, że wyżywa s
                            > ię na kobiecie bo to nie ona jest "miłością jego życia".
                            No tamta "miłością życia" też nie była. Umawiał się z dwiema, i nie mógł się zdecydować którą woli.
                  • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:36
                    pade napisała:
                    > To żaden błąd. Ona musi przejść ten etap: zalewu emocji, żalu, gniewu, buntu. P
                    > otem sobie wszystko poukłada.
                    > Przecież dopiero co dowiedziała się, że mąż i jego rodzina ją oszukali. Dowiedz
                    > iała się do czego miała służyć (zaspokajania czyichś zachcianek).

                    No - jak będzie widzieć świat w klimacie 'byłam inkubatorem' to powodzenia w układaniu sobie życia jako Drama Queen.

                    Zaliczyli wpadkę, rodzina się ucieszyła z wnuka, pan się oświadczył, spróbowali, nie udało się. Scenariusz wieeeelu związków. A robienie dramatu z tego, że teściowa kocha wnuka i broni swojego dziecka a nie synowej to naprawdę kuriozum.
                    • triss_merigold6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:41
                      Dokładnie.
                      Od dawna twierdzę, że pop psychologia robi ludziom szambo z mózgu, autorce rozkminy na temat rodzinnej wiedzy/niewiedzy były potrzebne jak psu drugi ogon.
                      • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:29
                        Jaka pop psychologia? Co to ma wspólnego?
                        Kobieta się wreszcie dowiedziała za co mąż się na niej wyżywa (biedaczek, dwóch na raz nie mógł mieć) a Ty to nazywasz rozkminami?
                        • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:31
                          No co ty pade, nie chcesz uczestniczyc w wywozeniu na gnoj?...
                          • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:38
                            Ja nie wiem co tu się dziejesad
                            Zero współczucia dla tej dziewczyny, zero. Wszyscy święci, synalek, teściowa, wszystkiemu kobieta winna. Nie rozumiem tego..
                            • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:42
                              Ematka ma juz z 15 lat chyba, coraz wiecej tu mentalnych "tesciowych obronczyn porzadku".
                            • agaja5b Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:52
                              Ja tam jej naprawde współczuje, ale co to jej da że ją wszyscy utwierdzą w przekonaniu ze to wszyscy winni, ona została wmanewrowana? Nic. Jest na etapie wielkiej złości i żalu, że mąż jej nie kochał,okazał sie przemocowcem, że była potrzebna do konkretnego celu i ok. A w sumie czy gdyby pobral sie z wielkiej miłości to ten konkretny mąż nie byłby przemocowcem? Byłby tak samo bo to nie zalezy od tego czy kocha czy nie kocha. To jest proste obwinianie o zaistniały problem elementów drugorzędnych, które tez mają udział w tej układance ale nie są najważniejsze. Długa droga terapeutyczna przed nią
                              • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:58
                                Dużo da. Takie "przyznanie racji", pozwolenie na wypłakanie, wywalenie żalu, gniewu daje bardzo dużo. To jest realne wsparcie.
                                Resztę autorka sama sobie na terapii poukłada.
                                Tak nieśmiało wspomnę, że na górze strony ktoś napisał: tu się możesz wyżalić...
                                Może trzeba usunąć to zdanie, bo wprowadza w błąd?
                                • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:03
                                  pade napisała:
                                  > Dużo da. Takie "przyznanie racji", pozwolenie na wypłakanie, wywalenie żalu,
                                  > gniewu daje bardzo dużo. To jest realne wsparcie.

                                  Żartujesz? Po pierwsze - to żadne wsparcie, po drugie- jest prostą drogą do zgorzknienia, po trzecie - opóźnia wzięcie odpowiedzialności za własne życie.
                                  • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:07
                                    Nie żartuję. Najlepszą drogą do zgorzknienia jest udawanie, że nic się nie zdarzyło, albo tłumienie wszystkiego w sobie. Prędzej czy później albo wybuchnie, albo na zdrowiu się odbije.
                                    Najpierw trzeba wszystko wywalić, a potem poukładać i wziąć odpowiedzialność, nie odwrotnie.
                                    • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:14
                                      Ludzie! Babka pisze, że mąż jest przemocowcem i co? I rozkminia, że nie wybaczy teściowej, że go broni a nie jest 'obiektywna'. Naaaaaprawdę to jest teraz problem? Naprawdę najlepsze jest dla niej teraz babranie się w poczuciu krzywdy, że X lat temu teściowa nie powiedziała jej, że posuwał równolegle inną panienkę???
                                      • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:18
                                        Czytamy ten sam wątek?
                                        • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:20
                                          Widocznie nie.
                                          • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:23
                                            uffsmile
                              • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:00
                                A co da mężowi utwierdzanie przez teściową i siostrę w poczuciu że wszystko jest ok, że postępuje właściwie?
                                Co da przymykanie oczu na przemoc i widzenie perełek w szambie? "bo on o tobie tak dobrze mówi...on naprawdę cię kocha - kiedy w to wreszcie uwierzysz" - no nie dziwię się że tak im mówi - na niczym mu tak nie zależy jak na przekonaniu rodziny i osób postronnych że jest taaaaki super - no i po reakcji forum widzę że metoda świetnie działa.
                                Nieważne że skrzywdził dwie kobiety jednocześnie - ważne że się ożenił, nieistotne że teściowa wybielała synka który potem wymachiwał w domu nożem - ważne że wnuczka kocha i z tej miłości chce podtrzymać związek żeby kontaktu nie stracić.
                                Nieważne że dziecko sporo już rozumie i odczuwa co się w domu dzieje - ważne że babcia może wpaść z wizytą i workiem prezentów - to jest super babcia.

                                Na ten moment nie wiem czy im będę w stanie wybaczyć - z pewnością byłoby mi łatwiej gdyby wreszcie nabrała obiektywizmu i zachowywała sprawiedliwie a nie tak jak jest jej wygodniej/bezpieczniej/łatwiej
                                • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:09
                                  "Na ten moment nie wiem czy im będę w stanie wybaczyć - z pewnością byłoby mi łatwiej gdyby wreszcie nabrała obiektywizmu i zachowywała sprawiedliwie a nie tak jak jest jej wygodniej/bezpieczniej/łatwiej"
                                  Raczej niemożliwe.
                                • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:20
                                  Chcesz ratować to małżeństwo?
                                  • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:31
                                    Szczerze - nie wiem
                                    Nie tak dawno, gdy byłam zahukana, chciałam za wszelką cenę, tłumaczyłam sobie, że to już ostatni raz, że teraz będzie lepiej, bo to czy siamto
                                    A mąż szydził, wyśmiewał i robił ze mnie wariatkę, furiatkę co czepia się o pierdoły, wydzwaniał do matki jaka to ja kłótliwa jestem, jaki to on biedny a ona go głaskała po głowie współczująco i z pretensjami zawsze, co ja się czepiam, a w domu potem znów piekło i huśtawka emocji na przemian.. Potem nagle stawał się czuły, miły i obiecywał jak to już będzie super. Niby się zmieniał, niby była poprawa...
                                    Ale nie było lepiej, było coraz gorzej, aż gdzieś tam doszłam do ściany - po jednej z karczemnych awantur (mimo że następnego dnia był niby spokój) chwyciłam za telefon do ośrodka interwencji kryzysowej i zobaczyłam niepokój w jego oczach. Zaczął bardziej się pilnować, podpytywać co robię, gdzie idę - a ja mówiłam wprost: do ośrodka, do psycholog na terapię.
                                    I nastąpiła w nim zmiana - po raz pierwszy inna niż setki poprzednich - widzę że stara się kontrolować, że nie stosuje poprzednich schematów, że ustępuje dla dobra naszej rodziny, że awanturuje do upadłego, a nawet jeśli się nie opanuje i podniesie głos to za chwilę wraca i przeprasza - kiedyś tego wszystkiego nie było
                                    Nie wiem co zrobię - zmiana w nim z pewnością jest - ale psycholog powiedziałam że boję się że to znów chwilowe, że to zmiana bo on wie o moich wizytach w ośrodku itp....
                                    W głębi serca chciałabym żebym nam się jednak ułożyło, ale nie ufam mu i nie wiem ile czasu potrzeba żeby uwierzyć że zmiana jest trwała - na terapię chodzę od trzech miesięcy i tyle mniej więcej czasu jest w domu lepiej niż kiedyś - niby to dużo ale w kontekście pięciu lat związku i wszystkich krzywd to niewiele
                                    • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 01:24
                                      Rozumiem i współczuję.
                                      Bardzo sensownie myślisz, Twoje rozterki też są całkowicie naturalne.
                                      Nie rezygnuj z terapii. I nie naprawiaj małżeństwa za wszelką cenę.
                                      Trzymaj się mocnosmile
                                    • wyznawczyniiwielkiegoczerwia Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 09:31
                                      Facet Cię pierze, a Ty się zastanawiasz nad zostaniem z nim? OJP.
                                • agaja5b Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:22
                                  lapsad napisała:

                                  > A co da mężowi utwierdzanie przez teściową i siostrę w poczuciu że wszystko jes
                                  > t ok, że postępuje właściwie?
                                  > Co da przymykanie oczu na przemoc i widzenie perełek w szambie? "bo on o tobie
                                  > tak dobrze mówi...on naprawdę cię kocha - kiedy w to wreszcie uwierzysz" - no n
                                  > ie dziwię się że tak im mówi - na niczym mu tak nie zależy jak na przekonaniu r
                                  > odziny i osób postronnych że jest taaaaki super - no i po reakcji forum widzę ż
                                  > e metoda świetnie działa.
                                  Juz Ci wyżej napisałam, że nie musisz i nawet nie powinnas wierzyc i słuchac niczego co ci tesciowa czy szwagierka mówią, one same pewnie maja problem z właściwym widzeniem spraw (chociażby przemocy ) i o tym nie wiedzą, ale to nie znaczy że swoim wsparciem i przyznaniem sie do twoich zarzutów pomoga ci wygrzebac sie z twojego niemiłego położenia. Nie pomogą, choćby nawet do nóg ci padły z przeprosinami, musisz ty sama dojść do etapu kiedy stwierdzisz ze ty tez miałaś na całą sytuację ważny wpływ, wtedy bedziesz w domu, poukładasz sobie wszystko i rola teściowej i szwagierki w całej sytuacji nabiorą właściwych proporcji. Na razie jesteś na początku drogi, przytulam i zycze byś wyszła zwycięsko z tego bagna
                                  >
                                  > Na ten moment nie wiem czy im będę w stanie wybaczyć - z pewnością byłoby mi ła
                                  > twiej gdyby wreszcie nabrała obiektywizmu i zachowywała sprawiedliwie a nie tak
                                  > jak jest jej wygodniej/bezpieczniej/łatwiej
                                  Nie musisz im wybaczać, ważne byś zobaczyła w końcu ze nie ma w tej chwili znaczenia kto te bagno zrobił tylko by z niego się wygrzebać, to jest priorytet.
                                • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:25
                                  Obawiam się, że teściowa traktowała Cię jak córkę, tak? A to Ci chyba było bardzo potrzebne?
                                  • gaga-sie Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:27
                                    Boziu drogi...wy po jednych pieniądzach jesteście. Pościel już tą swoją kozetkę i idź spać.
                                    • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:31
                                      Odczep się
                                • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:56
                                  Lapsad, jeśli teściowa kilka razy w życiu w łeb szklanką dostała, to czego od niej oczekujesz? Widocznie dla niej to jest norma i trudno, żeby doradzała inaczej. Widać bardziej ceni pełną rodzinę, niż swój policzek. Jej prawo, jej decyzje. Kobieta,która całe życie brała w pysk od męża jak najbardziej moze być super babcią, choć pewnie kiepskim doradcą małżeńskim. Ale Ty masz swój rozum i podejmujesz swoje decyzje.
                              • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:02
                                agaja5b napisała:

                                > Ja tam jej naprawde współczuje, ale co to jej da że ją wszyscy utwierdzą w prze
                                > konaniu ze to wszyscy winni, ona została wmanewrowana? Nic. Jest na etapie wiel
                                > kiej złości i żalu, że mąż jej nie kochał,okazał sie przemocowcem, że była pot
                                > rzebna do konkretnego celu i ok. A w sumie czy gdyby pobral sie z wielkiej miło
                                > ści to ten konkretny mąż nie byłby przemocowcem? Byłby tak samo bo to nie zalez
                                > y od tego czy kocha czy nie kocha. To jest proste obwinianie o zaistniały probl
                                > em elementów drugorzędnych, które tez mają udział w tej układance ale nie są na
                                > jważniejsze. Długa droga terapeutyczna przed nią

                                Akurat do terapii wlasnie trzeba to rozgrzebac do dna. W trakcie moze sie okazac, ze akcenty moga byc inne, ale zeby moc sobie to w glowie poukladac trzeba miec wszystkie elementy przed soba, a nie udawac, ze ich nie bylo.
                                • agaja5b Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 00:32
                                  Prawda, ale wg mnie najważniejsze w tej chwili w jej sytuacji jest fakt że jej mąż do niej min z nożem skakał a nie to jakie były motywy jego ożenku i co myslała i mysli o ich związku jego rodzina. Pana nalezałoby odseparować bezwzględnie od niej i dziecka, nieważne czy była miłościa jego zycia czy wprost przeciwnie
                                  • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 01:05
                                    agaja5b napisała:

                                    > Prawda, ale wg mnie najważniejsze w tej chwili w jej sytuacji jest fakt że jej
                                    > mąż do niej min z nożem skakał a nie to jakie były motywy jego ożenku i co mysl
                                    > ała i mysli o ich związku jego rodzina. Pana nalezałoby odseparować bezwzględni
                                    > e od niej i dziecka, nieważne czy była miłościa jego zycia czy wprost przeciwni
                                    > e

                                    Nie wiem, sprawa wyszla zdaje sie przy okazji badania, dlaczego maz ja tak traktuje - bo wpadl z nia, a wolal tamta. Nawet jesli autorka zdecyduje sie z mezem rozstac, to takie rzeczy tez sie przepracowuje - zeby jej nie zostalo, ze przemoc wystepowala z jej winy. A jesli bedzie chciala naprawiac malzenstwo, to tym bardziej bylaby to czesc terapii.
                            • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:51
                              Nie, winny jest sprawca przemocy, czyli mąż. Autorka jest odpowiedzialna za swoje decyzje i dobrze byłoby, gdyby zaczęła je świadomie podejmować, zamiast płynąć z prądem i szukać winnych. Natomiast winna nie jest teściowa.
                    • lauren6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:46
                      W tym wszystkim najbardziej żal tego dziecka. Nie prosiło się na świat, a zostało na niego sprowadzone przez dwójkę nieodpowiedzialnych ludzi. Ma matkę, która traktuje je jako znakomite źródło do szantażu (wcześniej: aborcja albo ślub, dzisiaj: jesteś złą teściową to nie zobaczysz wnuka), ojca przemocowca i babkę, która jako jedyna w tym wszystkim chyba je kocha, ale jest od niego izolowana.

                      Czytając wątki takie jak ten zastanawiam się czy nie można go podesłać gdzieś do sądu rodzinnego. Przecież ani ta matka, ani ojciec nie powinni wychowywać dziecka. Dziecko powinno się wychowywać w atmosferze miłości, a nie w rodzinie pełnej przemocy i wzajemnej pretensji rodziców. Mąż obwinia żonę, że zmarnowała mu życie i prawdopodobnie złapała na dziecko, chociaż kochał inną, ścianę żalu matki czytamy w pierwszym poście. Mimo to tkwią ze sobą w jakimś chorym związku, a dziecko jest ofiarą wzajemnych przepychanek.

                      W takiej sytuacji, póki rodzice nie ogarną się, dziecko powinno trafić do babki, która kocha je bezinteresownie i nie żałuje, że kilka lat temu nie zostało wyskrobane.
                    • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:27
                      Tiaa, pewnie, robienie dramatu z jakiejś tam głupiej przemocy w rodzinie to też kuriozum?
                      • araceli Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:29
                        Ciekawe bo akurat (jak ktoś już słusznie zauważył) autorka wątku przeżywa głównie 'zdradę' teściowej i szwagierki a nie przemoc.
                        • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 23:36
                          Jak się czyta co trzecie zdanie autorki, to pewnie to tak wygląda.
                          • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 13:36
                            Nie, własnie w oczy rzuca się to, że dla autorki problemem jest, że teściowa wiedziała o przedślubnych rozterkach syna i nic nie powiedziała. A rzucanie szklankami łączy się jej płynnie jako konsekwencja "zdrady" teściowej. Bo gdyby powiedziała, to....? Ślubu by nie było? Przemocy by nie było? Tego już nie wiadomo.
                            • cherry.coke Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 13:39
                              Gdyby powiedziala, to slubu by nie bylo, autorka pisala, ze na wiesc o drugiej lasce okrecilaby sie na piecie i tyle.
                              O przemoc ma o tyle pretensje, ze jak juz sie zaczelo, prosila wielokrotnie o pomoc, a tu nadal robiono z pana aniolka.
                              • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:58
                                Dokładnie.
                              • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 18:01
                                Nie byłoby? Były dwie, facet nie mógł się zdecydować, wahał się, prawda, ale jednak wybrał autorkę wątku! Fanfary! Wygrała! Jest lepsza! Eeee, ten ślub byłby i tak.
                  • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 10:45
                    Nie, pewnie nie da się przejść na tym spokojnie, ale ILE można żyć, mając już kilkuletnie dziecko, tym, że się go nie wyskrobało?
                    Nie piszę, że teściowa całkiem bez winy, okropny wydaje się ten jej mąż, ALE można się rozwieść prawda? Można, ale też jak można mieć pretensje do teściowej, że kocha wnuka? No kocha, ja znam takie koleżanki, które mają z kolei problem z brakiem chęci do ich dzieci ze strony czy to rodziców, czy teściów.
                    Błędem jest bardzo długie skupienie się na przeszłości- nie znasz takich osób? Bo ja mam w rodzinie kobietę prawie 40-letnią, która w kłótni potrafi wywalić rzeczy z czasów gdy miała lat 18.I ciągle tak żyje.
                    • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 11:10
                      No jak to ile? Przecież dziewczyna pisze, że dowiedziała się niedawno.
                      Gdyby rok, dwa, trzy rozkmniała całą sprawę i obwiniała tylko teściową, sama bym do pionu stawiała. Ale sprawa jest bardzo świeża.
                      • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 12:46
                        No ale ona też żyje tym, że mając żywe i kilkuletnie dziecko- ciągle rozmyśla o tym, ze nie dokonała aborcji- dla mnie dziwne; i wiesz- jeśli nie powiedziała o przemocy na zewnątrz- to matka zwyczajnie może nie wiedzieć, do jak złego zachowania może uciekać się jej syn- w takie sytuacji staje się po stronie krzywdzonej.
                        Bo takich akcjach przemocy- to raczej sensowny jest rozwód- ale przecież to nie oznacza, ze tesciowa kochająca wnuka nie ma prawa do widywania go.
                        • lapsad Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 13:05
                          > tym, ze nie dokonała aborcji- dla mnie dziwne; i wiesz- jeśli nie powiedziała
                          > o przemocy na zewnątrz- to matka zwyczajnie może nie wiedzieć, do jak złego zac
                          > howania może uciekać się jej syn- w takie sytuacji staje się po stronie krzywdz
                          > onej.

                          Gwoli ścisłości: mówiłam wielokrotnie, o czym kilka razy też tu pisałam - a ona zawsze swoje: "kiedy wreszcie uwierzysz że on cię tak kocha?" jak rzucił we mnie kubkiem z herbatą - to jedyne na co się zdobyła, to kazała mu ścianę pomalować, a potem dalej swoje: to co, przyjeżdżam a wy sobie gdzieś jedźcie w dwoje! Co ci dziewczyno nie pasuje - on o tobie tak dobrze mówi...!
                          W końcu zrozumiałam że nikt mi nie pomoże i tak trafiłam do ośrodka interwencji.
                          • marzeka1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 13:18
                            Słuchaj, ale takie akcje pełne przemocy właśnie ze względu na dobro dziecka (gdy kobiecie brakuje brania pod uwagę swojego dobra)- to powinnaś go zostawić po pierwszej akcji, gdy była przemoc.
                            Takiego męża zostawia się, bierze rozwód, ale też nie oznacza to, ze teściowa nie będzie miała prawa do kontaktu z dzieckiem, które pokochała.
                            Nie szukaj problemu głównego w teściowej- głównym problemem jest taki mąż, na którego się zdecydowałaś. On jest do olania w życiu codziennym- co robi się z względu na Twoje dobro i dobro dziecka.
                        • pade Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 17:59
                          Marzeka, przeczytaj dokładnie wypowiedzi autorki, bo inaczej nie ma sensu dyskutować.
                • zuzi.1 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 20.12.14, 22:08
                  Dokladnie, trzeba sie skupic na tu i teraz. Ale zeby to bylo mozliwe przy takim poziomie frustracji przeszloscia nalezy znalezc jakis skuteczny sposob na to, aby tej skumulowanej frustracji na siebie, meza i jego rodzinke sie pozbyc. Mozna urzadzic sobie wieczor wk....ia i wyplakac sie, porzucac miesem, pokrzyczec i wyrzucic z siebie ta zlosc raz na zawsze, mozna mezowi wszystko wykrzyczec, skoro jest w zasiegu, tak aby ta swoja zlosc i frustracje rozladowac. Nie wiem autorko co bedzie dla Ciebie dobre, to jest troche tak, jakbys dowiedziala sie wlasnie, ze maz Cie zdradzil z inna kobieta i musisz przezyc ta zlosc i ten zal, zeby sie z tym uporac a nastepnie pozbierac sie emocj. i pojsc dalej w droge prowadzaca do Twojego dobra. I przeczytaj koniecznie ' Powrot do swego wew. domu' John Bradshaw, cos bylo nie tak w Twoim domu rodzinbym, ze stracilas kontakt emocjinalny sama ze soba i zagubilas sie. Musisz sama siebie odnalezc, a wowczas uda Ci sie takze odnalezc droge do wlasnego szczescia, trzymaj sie i powodzenia ! Dasz rade !
          • claudel6 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 02:25
            ale przecież jej reakcje były autentyczne i prawdziwe. o co ci do cholery chozi?
          • memphis90 Re: a ja rozumiem autorkę wartki... 21.12.14, 13:33
            sorry ale mam przekonanie że celowo mnie w to wszys
            > tko pchała bo synek już dobiegał 40-stki i bała się że nigdy się nie ożeni, bo
            > jej córka nie może mieć dzieci i już nigdy ich mieć nie będzie.
            I pewnie synusiowi kondomy szpilką przekłuwała! Dziewczyno, jej prawem było cieszyć się ze ślubu i narodzin potomka syna. Jej dobrą wolą było powitanie Ciebie w rodzinie. A decyzja o dziecku i ślubie była Twoją decyzją, nie teściowej.
    • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 21:48
      jesssu, przecież pisze, że antykoncepcja zawiodła
      a Ty taka święta jesteś?
      po co tak dokopujesz dziewczynie, w jakim celu?
    • cherry.coke Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 22:22
      Ja tam cie rozumiem. Twoja rodzina okazala sie oparta na klamstwie i grze na dwa fronty, a otoczenie wiedzialo i aktywnie cie oszukiwalo, w dodatku nadal nie widzi w tym nic zlego. Jak ma cos dobrego wyrosnac ze zgnilych korzeni?
      Tesciowa traktowalabym wylacznie jako babcie syna, a ze probujesz naprawic cos z mezem klamca i przemocowcem moge cie tylko podziwiac.

      Zycze udanych decyzji i spokoju ducha w nowym roku.
      • verdana Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 22:52
        Cóż, jeśli facet sypia z dwoma kobietami, żadnej nie obiecując dozgonnej miłości, to jest to nieodpowiedzialność, ale bywa. Jeśli potem żeni sie bez dyskusji z dziewczyną, która zaszła w ciążę, choć woli tę drugą, to zazwyczaj nazywa sie go przyzwoitym człowiekiem, który ma poczucie obowiązku. Oskarżanie rodziny, że w tej sytuacji nie poinformowała narzeczonej, ze nie była jedyną dziewczyną faceta jest zgoła idiotyczne.
        Przy czym jak się wydaje, dla autorki grożenie nożem jest nieistotnym drobiazgiem w porównaniu z tym, ze przed ślubem i przed oficjalnym narzeczeństwem facet sypiał z kim innym. Dlatego coś mis ię to kupy nie trzyma.
        A żal, ze się w porę nie usunęło urodzonego juz dziecka poddaje w wątpliwość posiadanie przez autorkę uczuć wyższych.
        • gaga-sie Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:07
          verdana napisała:
          > A żal, ze się w porę nie usunęło urodzonego juz dziecka poddaje w wątpliwość po
          > siadanie przez autorkę uczuć wyższych.

          Pal sześć wszystkie inne wywody, żale, oceny. W życiu bywa różnie, nie mnie oceniać.
          Ale ten kilkakrotnie powtarzany tekst o usuwaniu ciąży, czy oddawaniu dziecka (które już się posiada ) mnie zmroził.
          • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:11
            Nie ma to jak czytać bez kontekstu i wyrwane z całości...
            Takie miałam myśli - no sorry -jak się wpada mimo antykoncepcji to tak się myśli, napisałam potem że z perspektywy pewnie bym inaczej postąpiła - a ogólnie ujawnienie tych myśli (które ma każda, która zaciążyła mimo tablet anty - nie wierzę że nie!) służyło pokazaniu że nie łapałam faceta na dziecko jak większość tu twierdzi - ale ty oczywiście wiesz już co myślę o własnym dziecku! Żałosne wiesz?
            • gaga-sie Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:24
              Z którego kontekstu, bo przeczytałam twoje wypowiedzi w tym i sąsiednim wątku?
              • zuzann-a Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:41
                Widocznie niezbyt dokładnie przeczytałaś.
            • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:40
              Ty się zastanawiałaś "urodzić czy nie", mąż się zastanawiał "żenić się czy nie". Każde z Was miało swoje wątpliwości. Czy chciałabyś, żeby aktualna babcia za kilka lat poinformowała Twoje dziecko, że chciałaś je wyskrobać lub oddać? Bo przecież szczerość przede wszystkim i nie można żyć w zakłamaniu... Czy dopuszczasz, że wówczas Twoje dziecko zwątpi w to, że je kochasz- bo kiedyś rozważałaś aborcję?
          • triss_merigold6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:13
            Kolejna wrażliwa inaczej.
            • gaga-sie Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:18
              No tak, do takiego kulomiota jak ty mi daleko.
              • triss_merigold6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:21
                Heloł, jako wrażliwą inaczej oceniam autorkę wątku z jej fochami na temat prowadzenia się męża X lat wcześniej. Ja się z Tobą zgadzam (w tym wątku).
                • gaga-sie Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:23
                  Heloł, to odszczekuję. Hau.
                  • triss_merigold6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:26
                    smile
            • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:35
              No, Ty Triss na pewno stałaś w innej kolejcesmile
        • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:33
          "Oskarżanie rodziny, że w tej sytuacji nie poinformowała narzeczonej, ze nie była jedyną dziewczyną faceta jest zgoła idiotyczne".
          To oskarżanie dotyczy tego, że ona nie wiedziała, za co się facet tak na niej wyżywa.
          "A żal, ze się w porę nie usunęło urodzonego juz dziecka poddaje w wątpliwość posiadanie przez autorkę uczuć wyższych"
          Wg mnie żal jej tego, że została pozbawiona wyboru. Gdyby znała wszystkie fakty, mogłaby podjąć jakąś decyzję (nie napisała, że na pewno by abortowała). Odebrano jej prawo do podjęcia decyzji. Nic dziwnego, że rozpacza.
          • asia_i_p Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 09:13
            Nie odebrano jej prawa do podjęcia decyzji. Jedynie zafałszowano jej dane do podjęcia tej decyzji potrzebne. Do tego stopnia, do jakiego da się te dane zafałszować - bo przecież jednak przez cały czas się spotykała z tym facetem, widziała jego stopień zaangażowania, jeżeli zamiast wierzyć własnym oczom, wierzyła teściowej, to widać w jakimś stopniu chciała jej wierzyć.

            Dopóki tego nie uzna, nie poczuje swojej woli w tym, co się stało, dopóty nie będzie naprawdę wolna i silna. Dopóki będzie się uważała za bezwolną ofiarę okoliczności, to i w dalszym życiu nią będzie. Przyjęcie własnej części odpowiedzialności za tę sytuację to równocześnie uznanie, że ma się ją siłę zmienić. Uważam, że to nie przypadek, że autorka równocześnie obwinia teściową i ma wątpliwości, czy nie lepiej byłoby z gnojkiem zostać.
    • ghrtth Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 20.12.14, 23:32
      O Boże, ale żenujący post.
    • hugu Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 08:49
      Sorry, że zakłócam tak frapujący wątek, ale...
      Jeśli masz zamiar się rozwodzić a twój mąż i teściowa są zafiksowani na dziecku, być może będą walczyć o opiekę nad nim. Będą szukać dowodów na twoją nieadekwatność jako matki i niewykluczone, że dogrzebią się do tego wątku, w którym piszesz, jak nie chciałaś dziecka, jak myślałaś o aborcji itd. W sądzie nie będzie to wyglądać dobrze. Dbaj o swoje interesy i nie upubliczniaj treści, które mogą zadziałać na twoją niekorzyść. To życzliwa rada, ale oczywiście jeśli bardziej zależy ci na wylaniu emocji, to nic mi do tego.
      • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 09:42
        Jeszcze nie widziałam żeby sąd odebrał matce dziecko bo na wieść o wpadce myślała o adopcji, aborcji czy czym tam jeszcze... Nie takie patole dostają dzieciaki bo nagle odkrywają w sobie pokłady uczuć macierzyńskich, a domy dziecka pełne są dzieciaków których nikt nie może adoptować bo raz na miesiąc rodzice sobie przypominają że oni przecież to dziecko kochają i wpadają z wizytą twierdząc, że dzisiaj jeszcze nie, ale za miesiąc to oni to dziecko już na pewno zabiorą, a dziecko już x rok w placówce mieszka
      • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 09:47
        A i nie rozśmieszaj mnie, że gościu który ma niebieską kartę, który wymachuje nożem przy dziecku będzie brany pod uwagę jako główny opiekun przy rozwodzie

        To raczej on ma się czego obawiać (i babcia przy okazji też), bo jeśli do rozwodu dojdzie i wszystkie fakty wyjdą na jaw, to bardzo możliwe że gość w ogóle prawo opieki utraci, a autorka nie będzie więcej go oglądać, tak jak tego chciała (no może jakieś widzenia by dostał, ale pewnie nie bez nadzoru). A czy babcia koło 70-tki dostanie opiekę nad kilkulatkiem? no proszę cię... zwłaszcza gdy autorka udowodni, że prosiła o pomoc, informowała ją że synek nożem wymachuje a ona udawała ślepą i głuchą? Jaka jest wtedy gwarancja że będzie chronić dziecko przed takim tatuśkiem?
        • hugu Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 09:58
          Nie twierdzę, że z powodu tego wątku ktoś odbierze matce dziecko, ale że może tym wątkiem grać przeciwko niej - to fakt. Lepiej uważać. Ale to jest moje zdanie i każdy niech robi to, co uważa za sluszne.
        • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 10:52
          "A i nie rozśmieszaj mnie, że gościu który ma niebieską kartę, który wymachuje nożem przy dziecku będzie brany pod uwagę jako główny opiekun przy rozwodzie "

          Ojciec nie, ale babka jak najbardziej. IMO temu konkretnemu dziecku byłoby najlepiej właśnie z babcią, bo rodzice są siebie warci.
          • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 11:30
            Babcia która na wieść o przemocy ze strony synusia broni go i twierdzi że najważniejsze, że kocha i żeby byli razem? (czyli żeby nie miała utrudnionego dostępu do wnuka) Plizzzz

            A jaką Sąd ma gwarancje że tak niefrasobliwa babcia nie sprowadzi swojego kochanego synusia do domu żeby też miał kontakt z dzieckiem - a to że powymachuje przy okazji znów nożem to nic... ważne że on jest taaaakiii miły przecież
            • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 12:01
              Babka pewnie nie ma pojęcia o akcjach z nożem.

              Fakty są takie, że autorka jest osobą współwinną przemocy rodzinie i gdyby zyla w kraju zachodnim dziecko już dawno by było zabrane do rodziny zastępczej. Mąż lata z nożem po mieszkaniu? Pakuje się walizki i wyprowadza z dzieckiem z dala od przemocowca. Jeśli matka tego nie zrobiła, bo chce ratować związek (!!!!) tym samym daje przyzwolenie, by dziecko było świadkiem przemocy.

              Przecież ona wybielanie tego męża i cala winę próbuje zwalić na osoby trzecie. Jestem przekonana, że reszta rodziny nie ma pojeci jakie akcje tam się odbywają za zamkniętymi drzwiami.
              • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 12:32
                lauren6 napisała:

                > Babka pewnie nie ma pojęcia o akcjach z nożem.
                >

                Z tego co przeczytałam to miała doskonałe bo autorka po tej akcji poprosiła ją o pomoc przy dziecku bo nie była w stanie się nią zająć, a także wielokrotnie prosiła o interwencje i żaliła się co się w domu dzieje. Olanie tego przekreśla w moich oczach babkę jako osobę, która będzie dbać o bezpieczeństwo dziecka - babka kieruje się tylko uczuciami, owszem miło, aczkolwiek mocno ślepymi - a jakby pan tego noża użył a nie tylko machał to co? Zdziwiona by pewnie wielce była?

                > lata z nożem po mieszkaniu? Pakuje się walizki i wyprowadza z dzieckiem z dala
                > od przemocowca. Jeśli matka tego nie zrobiła, bo chce ratować związek (!!!!) t
                > ym samym daje przyzwolenie, by dziecko było świadkiem przemocy.
                >

                Ty w ogóle czytałaś wątek bo zaczynam wątpić? Przecież pisała że facet ma niebieską kartę a rodzina jest pod opieką ośrodka interwencji kryzysowej.

                > Przecież ona wybielanie tego męża i cala winę próbuje zwalić na osoby trzecie.
                > Jestem przekonana, że reszta rodziny nie ma pojeci jakie akcje tam się odbywają
                > za zamkniętymi drzwiami.

                Nie będę się powtarzać: cała rodzina od początku wiedziała co sobą prezentuje pan i nie ostrzegła przed tym. Autorka wielokrotnie prosiła o pomoc, jako ofiara przemocy zwracała się do rodziny, do tych którzy twierdzili że pan ją tak bardzo kocha - a owa rodzina nie zrobiła NIC za to nadal wychwalała pana pod niebiosa.
                Zgłoszenie pana w ośrodku interwencji kryzysowej to nie jest wybielanie - a jeśli uważasz że oderwanie kilkulatka od matki i zabranie z domu bo rodzina pana ma problem ze sprawiedliwym traktowaniem pana i przymyka oczy na przemoc, to sorry ale już mi ręce opadają...
                • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 12:56
                  sengas napisała:
                  > Z tego co przeczytałam to miała doskonałe bo autorka po tej akcji poprosiła ją
                  > o pomoc przy dziecku bo nie była w stanie się nią zająć, a także wielokrotnie p
                  > rosiła o interwencje i żaliła się co się w domu dzieje.

                  A syn żalił się na żonę. I komu miała uwierzyć?
                  • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:08
                    No jak to komu? Synowi co oczywiste, nieważne że bzykał wcześniej dwie laski naraz mając tak naprawdę głęboko w d... obie (sorry ale nie wierzę że tak kochał tą drugą skoro jednocześnie spotykał się z autorką) A po tym już można było poznać że facet nie ma uczuć wyższych, że traktuje innych przedmiotowo, że ma zaczątki na przemocowca a nawet psychopatę...
                    Ale nie - no oczywiście - jemu należy wierzyć - przecież to synek ukochany, jedyna szansa na wnuka.
                    • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:12
                      Bzykanie bez zobowiązań dwóch lasek na raz to 'brak uczuć wyższych' i 'zadatki na psychopatę'?????????????????????????? WOOOOOOW big_grin
                      • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:14
                        Nie skąd - to przecież przejaw troski o ich uczucia, dbanie o ich dobro i wyrazy miłości dla tej którą rzekomo tak kochał big_grin
                        • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:16
                          Cóż - nie był świętojebliwy jak Ty big_grin
                        • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:27
                          Czyli każda osoba w społeczeństwie, która zdradziła swojego partnera (w tym pewnie ponad połowa ematek) to psychopaci bez uczuć big_grin
                • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:38
                  "Nie będę się powtarzać: cała rodzina od początku wiedziała co sobą prezentuje pan i nie ostrzegła przed tym."

                  Czy siostra i teściowa to jest biuro składania reklamacji na męża? To, że ktoś jest złym mężem nie oznacza z definicji, że jest złym synem i bratem. Pohamuj się z tym szukaniem winy po osobach trzecich. Autorka jest dorosłą osobą i to ona, a nie inni, odpowiada za swoje relacje w rodzinie.

                  "a jeśli uważasz że oderwanie kilkulatka od matki i zabranie z domu bo rodzina pana ma problem ze sprawiedliwym traktowaniem pana i przymyka oczy na przemoc, to sorry ale już mi ręce opadają..."

                  Zabranie kilkulatka od matki, która żałuje, że go nie wyskrobała i wybiera życie w domu pełnym przemocy popieram, bo uważam, że każde dziecko ma prawo do rozwoju w spokojnej atmosferze, bez przemocy, bez obarczania go problemami dorosłych. Dziecko ma dalszą rodzinę, która może nim się zająć, dopóki matka na terapii nie ogarnie się i nie ułoży sobie życia. W tej chwili jest osobą, której absolutnie nie powinno się powierzać opieki nad dzieckiem.
                  • cherry.coke Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:41
                    A powinno sie powierzac babci, ktora zostawiala go bez opieki i zamyka oczy na noze i latajace naczynia w domu. Tam chyba wszyscy porypani sa... a ty czytasz jakis inny watek.
              • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:01
                W sumie jak teraz myślę o tym, to wychodzi mi na to że z babką też jest coś mocno nie tak - owszem kocha wnuka, ale to jest trochę egoistyczna i chora miłość- jej nie zależy na jego bezpieczeństwu, żeby był szczęśliwy w spokojnym domu, z szczęśliwą matką. Nie - jej zależy żeby mieć z nim kontakt tylko - i w imię tego jest w stanie przymknąć oko na wszystko - na podwójne życie synalka, na przemoc, na awantury - byle tylko się nie rozstali, byle tylko mogła przyjeżdżać.

                Kto normalny w sytuacji przemocy domowej, gdy rodzina jest pod opieką interwencyjnego ośrodka, w sytuacji wymachiwania nożem, awantur itd. rzuca w ogóle tekst: wpadnę na kilka dni do was, a wy sobie na randkę skoczycie, fajerwerki pooglądacie - no sorry, ale są jakieś granice zaślepienia...
                • marzeka1 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:21
                  Tyle że kobieta teściowej nie zmieni, bycie z mężem- zmienić może jak najbardziej- akcja z nożami powinna być od dawna impulsem, aby to był eks mąż- ona nie musi żyć na co dzień z nim, a z teściową tym bardziej tak nie żyje.
                • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:30
                  To autorka wątku chce kontynuować ten związek, pomimo przemocy wobec niej i dziecka. Teraz ma mieć pretensje do teściowej, że chce jej w tym planie pomóc???? Co powinna zrobić idealna teściowa w tej sytuacji, wpaść do domu i zwyzywać ją od idiotek, która na siłę stara się utrzymać związek pełen przemocy?

                  Po raz kolejny wychodzi na to, że teściowa zawsze będzie winna... bo jest teściową.
                  • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:45
                    > Co powinna zrobić idealna teściowa w tej sytuacji, wpaść do domu i zwyzywać ją
                    > od idiotek, która na siłę stara się utrzymać związek pełen przemocy?

                    Chociażby, wszystko byłoby lepsze niż przekonywanie że czepia się synka bez powodu i utrzymywanie w przekonaniu że wszystko jest ok.

                    Nie mówiąc o tym, że pan pewnie widząc zachowanie teściowej - triumfuje: żona wychodzi na furiatkę a on na pana idealnego co tak bardzo chce dobrze. Klasyczny schemat przemocy domowej

                    Przemoc nie istnieje tylko z powodu sprawcy, ale też tego że inni są obojętni/udają że jej nie widzą. Przemoc istnieje też dlatego że inni dają na nią przyzwolenie, a od ofiar nie można oczekiwać że poradzą sobie bez wsparcia z zewnątrz i pomocy najbliższej rodziny
                    • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:44
                      Z tym, że ona ma to wsparcie i pomoc. Ani razu nie pisała, że nie wyprowadzi się od męża z powodów mieszkaniowo/finansowych. Czyli ma szanse przerwać ten krąg przemocy i wyjść na prostą, ale nie chce, bo jak sama pisze chce ratować małżeństwo.
                      Teściowa winna, bo próbuje jak umie jej pomóc W JEJ zamiarze ratowania związku?
                • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:06
                  Otóż to!
                  I nie wiem jak jest z umiejętnością czytania u reszty wypowiadających się, widać kiepsko, bo jak na dłoni widać, że babunia ma w nosie bezpieczeństwo dziecka.
                  Dziewczyna dzwoni, że awantura, że syn z nożem lata, błaga o pomoc, a teściowa wmawia jej farmazony.
                  • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:17
                    pade napisała:
                    > Dziewczyna dzwoni, że awantura, że syn z nożem lata, błaga o pomoc, a
                    > teściowa wmawia jej farmazony.

                    A wcześniej syn dzwoni, że żona furiatka, ciągle awantury o byle co robi, drze się i wyzywa. I nadal rozumiem wierzyć ma obcej kobiecie a nie własnemu dziecku?
                    • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:24
                      Syn ma niebieską kartę a teściowa dalej mu wierzy. To tylko świadczy o tym, jak bardzo jest uwikłana w tę patologię.
                      • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:36
                        Nie syn ma niebieską kartę, tylko rodzina ma założoną. Znaczy ni mniej ni więcej, że w rodzinie występuje problem przemocy. To, że mąż jest głównym sprawcą to już wersja autorki wątku.

                        Po drugie, gdyby moja synowa nie dawała mi zobaczyć wnuka na święta, z powodu bzdury sprzed 5 lat (no sorry, jak laska sypiała z singlowym facetem to trudno żeby oczekiwała wyłączności na niego) to uznałabym za bardzo prawdopodobne, że jest to histeryczka, a cała historia z niebieską kartą powstała po to by w przyszłości mogła szantażować dzieckiem również jej syna. Matka nie musi wiedzieć, że jej 40 letni syn ma problemy z agresją, skoro nie mieszkają ze sobą pewnie od wielu lat i spotykają się na sympatycznych obiadkach niedzielnych.

                        Babcia nie jest doradcą małżeńskim, detektywem przemocy małżeńskiej, psychologiem, terapeutką synowej... tylko babcią. W tym wszystkim sama jest ofiarą, bo mimo swojego oddania wnukowi dziecko jest od niej izolowane.
                        • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:45
                          Aaa, rozumiem, znasz teściową i wiesz, że autorka zmyśla. No to wszystko jasne.
                          • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:18
                            pade napisała:
                            > Aaa, rozumiem, znasz teściową i wiesz, że autorka zmyśla. No to wszystko jasne.

                            Nie - nikt nie zna ani teściowej ani autorki wątku. Ty pewnie bez mrugnięcia wyrzekłabyś się własnego dziecka? I nie potrafisz zrozumieć innej matki w takiej sytuacji?
                            • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:22
                              Nie wyrzekłabym się. Na poczatku mogłabym też nie uwierzyć. Ale gdyby mi ktoś raz, drugi, trzeci opowiadał takie historie, to zainterweniowałabym na pewno. Zwłaszcza proszona o pomoc.
                              • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:27
                                pade napisała:
                                > Nie wyrzekłabym się. Na poczatku mogłabym też nie uwierzyć. Ale gdyby mi ktoś r
                                > az, drugi, trzeci opowiadał takie historie, to zainterweniowałabym na pewno. Zw
                                > łaszcza proszona o pomoc.

                                No ale przecież ona próbowała interweniować tyle, że nie tak jak chciała tego autorka wątku. Z opisu wynika też, że w tej chwili już się stara od nich obojga trzymać z daleka tylko z wnukiem nie stracić kontaktu. I co? I źle!
                                • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:34
                                  Jakby się starała od nas obojga trzymać z dala to by ten wątek nie powstał.

                                  Wątek powstał bo już mi ręce opadły gdy po tym wszystkim co przeszłam, co zdarzyło się w tej rodzinie, gdy zbieram się do kupy i jestem w trakcie pewnie jeszcze długiej terapii, słyszę jak teściowa dzwoni i ogłasza: to co - przyjeżdżam, a wy sobie idźcie na randkę fajerwerki.
                                  Na co ja odpowiadam: że nic mi nie wiadomo o planach na Sylwestra i że nie bardzo mam ochotę razem wychodzić - ja chodzę do ośrodka interwencji i jeszcze długa droga przed nami, jeśli jakaś w ogóle jest, a ona oburzona: i po co te fochy, w rodzinie się rozmawia - a ty kiedy wreszcie uwierzysz że on cię kocha. A ja się tak cieszyłam jak cię przez telefon chwalił...

                                  Na męża nie mam co pisać - jest jak jest każdy widzi - ale jej postawa mnie rozwala i sorry - nie rozumiem jej - stąd ten wątek.
                                  • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:38
                                    A jak już cytuję tę rozmowę, to może dodam jeszcze że mąż wtedy rzucił: nie wiem co mojej matce odbiło, ja nic nie planowałem - na co teściowa do niego: i tak cię kocham

                                    Dlatego zastanawiam się czy dla własnego zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa mojego i dziecka nieco jej nie odseparować w tej chwili - bo jest ślepa jak kret, od samego początku do teraz - nic się nie uczy i żadnych wniosków nie wysnuwa
                                  • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:45
                                    Czyli Ty możesz trwać przy mężu a teściowa nie może zaproponować, że zajmie się dzieckiem w Sylwestra. Jasssne big_grin Zła teściowa big_grin
                                    • lapsad Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:59
                                      A niech się zajmuje - tylko niech sobie daruje uwagi na temat tego jak to bardzo nie kocha mojego męża, niech nie ładuje się bez zaproszenia do mojego domu i niech nie wysyła mnie na randki ze swoim synkiem. O nic więcej mi nie chodzi.
                                      Niech sobie wynajmie pokój w pensjonacie i weźmie wnuczka na spacer czy do sali zabaw - czy ktoś jej tego zabrania. A uwag od takiej osoby na swój temat i tego co czuje do mnie mąż sobie nie życzę - tak trudno to pojąć?

                                      A kwestia tego czy, kiedy i dlaczego się z nim nie rozwodzę bądź kiedy się rozwiodę, nie jest tematem tego wątku i nie zamierzam się nad tym teraz rozpisywać. Wszystkie takie bogate normalnie - pięć mieszkań do dyspozycji mają, kasę na utrzymanie, opiekę do dziecka i w siłę psychiczną po latach trwania w patologii bez żadnego wsparcia w rodzinie - zazdroszczę - ja tak nie mam!
                                      • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 21:40
                                        lapsad napisała:
                                        > A kwestia tego czy, kiedy i dlaczego się z nim nie rozwodzę bądź kiedy się
                                        > rozwiodę, nie jest tematem tego wątku i nie zamierzam się nad tym teraz rozpisywać.

                                        No nie jest tematem tego wątku a spora część wypowiadających się próbuje Ci uświadomić, że skupiasz się na rzeczach nieistotnych zamiast istotnych.
                                  • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 20:53
                                    Nie widzisz tego, że wysyłasz rodzinie sprzeczne sygnały? Z jednej strony twierdzisz, że w rodzinie jest przemoc i nie chcesz z mężem spędzać sylwestra, z drugiej nie wnosisz o rozwód, bo chcesz ratować to małżeństwo. Zdecyduj się, czego oczekujesz od życia. Teściowa pewnie myśli, że faktycznie chcecie ratować związek i dlatego stara się pomóc. Zaoferowała pomoc, a ty zamiast podziękować i ją przyjąć/ podziękować i powiedzieć, że macie inne plany strzelasz focha? Piszesz, że musisz ją odseparować od dziecka ze względu na jego bezpieczeństwo? W pierwszej kolejności dla bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego twojego dziecka powinno się je odseparować od ciebie i męża, nie od teściowej.
              • zuzann-a Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:08
                Następna mądralińska, która czyta piąte przez dziesiąte. Dno.
    • asia_i_p Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 08:58
      Przede wszystkim pozbądź się myśli, że cierpiałaś przemoc, bo byłaś tą drugą, mniej kochaną. Jeżeli facet ma tendencję do takich jazd, to każda by cierpiała - miękki baranek wobec jednej i tyran wobec drugiej to widziałam raz, w "Wichrowych Wzgórzach", ale ich nie pisała mężatka. Zresztą prywatnie zgadzałam się z Izabelą, że Katarzynę też by lał, tyle, że ona by mu oddała.

      Winą teściowej jest to, że cię utwierdzała w tym związku, ale to wina, która nie wpływa na jej kompetencje w byciu babcią. Skłamała, kiedy zostawiła trzylatka samego, ale przyznała się, kiedy dostał za nią ochrzan - no tu u mnie akurat zapunktowała, widać, że wnuczek rzeczywiście się dla niej liczy, skoro potrafiła przyznać ci się do kłamstwa, byleby on nie ucierpiał. To jest akurat rzadkie.

      Jeżeli męża nie kochasz i dalej ma jazdy w stronę przemocy psychicznej, to się z nim rozstań, wtedy ona przestanie być twoją teściową - ale nie ingeruj w stosunki między nią a wnukiem, bo z tego co piszesz, to ona wnuczka rzeczywiście kocha, a życie może się różnie poukładać i każda kochająca osoba w życiu dziecka jest ważna.
    • inguszetia_2006 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 11:01
      Witam
      Lapsad, moim zdaniem tracisz czas. Jeszcze możesz ułożyć sobie życie z kimś innym. Wybacz,ale jak facet gania za tobą z nożem, to chyba czas najwyższy od niego odejść. Nie możesz wkładać całej energii w to, by się inteligentnie i skutecznie bronić przed mężem. Można inteligencję i energię skierować na inne, bardziej przyszłościowe tory. Pomyśl... do końca życia będziesz w stanie wojny podjazdowej... Nie widzę tu nic dobrego dla ciebie. No chyba że jesteś człowiekiem wojny, a nie pokoju i realizujesz się w czymś takim właśnie, pływasz w tym jak rybka. W co wątpię. Na 2015 życzę ci siły czołgu;-D
      Pzdr.
      Ing
    • 7dosia Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:47
      Ja tam Cię nie osądzam i nie krytykuję, ale przeczytałam z grubsza watek i uważam, że jesteś po prostu osobą o dość chwiejnym charakterze (sorry za szczerość). Inni to wykorzystują i manipulują tobą. Swoją drogą, twój mąż jest chyba jeszcze bardziej niestabilny i też nie wie czego chce. Jego mamusia to wykorzystuje i chce układać mu życie. Też uważam, że postępuje nie całkiem fair, ale użalanie się na nią niczego nie zmieni. Musisz się przede wszystkim wzmocnić psychicznie, sama wiedzieć czego chcesz i nie pozwolić żeby inni się wtrącali się w Twoje życie.
      • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:50
        Trudno od osoby, którą najbliżsi zrobili w ch... a mąż wymachuje nożem oczekiwać stabilności...
    • jagienka75 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 13:49
      kobieto, z tego już nic nie będzie. ratuj siebie i dzieciaka.
      na Twoim miejscu wiele kobiet wiałoby jak najdalej, gdzie oczy poniosą.
      na teściową nie licz. ona nigdy Ci nie pomoże a nie daj boże jej synalek zrobi Ci krzywdę, albo Cię zabije, w jej mniemaniu to będzie Twoja wina.
      ja bym spieprzała, gdzie pieprz rośnie i Ty też powinnaś.
      sorry, ale to, co tu opisujesz, to jedna wielka patologia. chcesz, żeby dziecko na to patrzyło i w przyszłości traktowało Cię tak samo, jak dziś Twój mąż?
      do tego to wszystko zmierza, niestety.
    • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:01
      Napiszę to jeszcze raz, bo moim zdaniem powinnaś to porządnie przemyśleć.

      Mamy panią X, która przypadkiem zachodzi w ciążę. Nie ukrywa swoich rozterek, chce dziecko wyskrobać lub oddać, wcale go nie chce. Decyduje się jednak je urodzić i przez kolejne lata zajmuje się potomkiem i wychowuje go. Czy w takim razie teściowa pani X powinna dla zasady w stosownym momencie uświadomić dziecko, że było niechciane przez własną matkę i tylko cudem nie zostało wyskrobane? Czy przemilczenie tego faktu przez teściową czyni z niej zakłamaną żmiję? Wyobraźmy sobie dalej: dziecko po kłotni z matką dzwoni wyżalić się babci. Czy babcia powinna pocieszać wnuka "twoja mama cię kocha, to tylko kłótnia" czy powinna powtarzać mantrę "jesteś niechcianym bękartem, a twoja matka to podła sucz, bo chciała cię wyskrobać 15 lat temu"? Czego oczekujesz i jak widzisz przyszłość? Czy rozterki z przeszłości zmieniają uczucia żywione w chwili obecnej?

      Inna sprawa: jeśli rzeczywiście pani X byłaby złą matką, stosowałaby wobec dziecka przemoc, to czy winna byłaby babcia dziecka, która nie powiedziała mu, że jest dzieckiem niechcianym? Czy winna byłaby babcia, starająca się załagdzić konflikt? Czy jednak przemocowa matka?

      Odpowiedz sobie na te pytania i zastanów się, czy naprawdę szukasz problemu we właściwym miejscu. I czy naprawdę życzysz sobie 100% szczerości na przyszłość - w momencie, kiedy ta informacja będzie dotyczyła Twoich rozterek w stosunku do Twojego dziecka i jego wyskrobania lub oddania?
      • cherry.coke Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:06
        Bezsensowna analogia, dziecko nie jest maltretowane przez matke, tylko kochane mimo poczatkowych rozterek. A gdyby bylo ofiara jej przemocy, to uswiadamianie tla moze byc owszem wskazane w ramach redukcji poczucia winy ofiary.
        • lauren6 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:41
          Czym objawia się ta miłość do dziecka?

          Żalem, że go nie wyskrobała?
          Przyzwoleniem, by obserwowało przemoc w rodzinie?
          Izolowaniem go od babki, która je kocha i o nie dba?
          • cherry.coke Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 14:52
            lauren6 napisała:

            > Czym objawia się ta miłość do dziecka?
            >
            > Żalem, że go nie wyskrobała?
            > Przyzwoleniem, by obserwowało przemoc w rodzinie?
            > Izolowaniem go od babki, która je kocha i o nie dba?

            Co ty czytasz w ogole? To autorka poszla po pomoc i karte, a to babcia kwituje historie z nozami "bo on tak was kocha", a nie odwrotnie.
        • agaja5b Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:00
          Ja mam wrażenie że w przykładzie memphis nie chodzi o maltretowanie i przemoc wobec dzieciaka tylko o pojecie "prawdy" i " szczerosci". "Dzika kaczekę" Ibsena czytałaś? Tam jest to dobrze pokazane, że szczerość i prawda tak rozumiene czasem rujnują życie i tak naprawde niczemu nie służą
          • cherry.coke Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:10
            W Dzikiej Kaczce prawde wyjawiano po latach; u autorki prawda mozna bylo wciaz czemus zapobiec, i te opcje jej odebrano.
            • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:17
              cherry.coke napisała:
              > u autorki prawda mozna bylo wciaz
              > czemus zapobiec, i te opcje jej odebrano.

              Odebranie autorki prawdy zapobiegło aborcji. Ten kij ma dwa końce.
              • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:32
                >
                > Odebranie autorki prawdy zapobiegło aborcji. Ten kij ma dwa końce.
                >

                Co potwierdza tylko że teściowa jest zakłamana i daje sobie prawo do decydowania o życiu innych

                A tak w ogóle jak wielkie masz klapki na oczach że z całego pakietu rozterek
                - wychować i dać panu szansę
                - wychować w samotności
                - adopcja
                - aborcja
                zapamiętałaś to ostatnie tylko? Mam wrażenie że już wbiłaś sobie do głowy własną tezę i czytasz/zapamiętujesz tylko to co ci pasuje (bo najwyraźniej nie pasuje ci że teściowa jest manipulantką i tyle)
                • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:45
                  sengas napisała:
                  > Co potwierdza tylko że teściowa jest zakłamana i daje sobie prawo do decydowani
                  > a o życiu innych

                  A powiedzenie autorce wątku, że syn ma inną to niby nie jest 'decydowanie o życiu innych'?

                  I ja mam klapki na oczach???? Piszesz o 'decydowaniu o życiu innych' a sama wymieniasz opcje, z pośród których autorka wątku wybrałaby co dla niej najlepsze i co - to nie dotyczyłoby innych?? Decyzja o adopcji czy wykopaniu tatusia z życia dziecka to nie dotyczyłaby 'innych'??
                  • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:52
                    >
                    > I ja mam klapki na oczach???? Piszesz o 'decydowaniu o życiu innych' a sama wym
                    > ieniasz opcje, z pośród których autorka wątku wybrałaby co dla niej najlepsze i
                    > co - to nie dotyczyłoby innych?? Decyzja o adopcji czy wykopaniu tatusia z życ
                    > ia dziecka to nie dotyczyłaby 'innych'??
                    >

                    Nie zauważyłam żeby wszystkie opcje go wykluczały, za to zauważyłam że jedna go uwzględniała, choć uważam , że po tym co się okazało - nie powinna, bo facet o tak zrytym berecie powinien mieć zakaz zbliżania, nie mówiąc o prawie do decydowania o czymkolwiek
                    • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:57
                      sengas napisała:
                      > Nie zauważyłam żeby wszystkie opcje go wykluczały,

                      Czytanie to jednak wielki problem. Nie chodzi o to co kogo wyklucza a co nie ale KTO DYKTUJE WARUNKI. Oburza Cię to, że ktoś zadecydował za panią a jednocześnie nie widzisz nic złego, żeby to pani zadecydowała za innych?
                      • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:04
                        Nie no idąc tropem to rzeczywiście: traktujmy wszystkie zaciążone jak bezwolne klacze rozpłodowe bez prawa do decydowania o swoim życiu
                        Potwierdzasz tylko swoimi wypowiedziami że słusznie się autorka wkurza na babkę i całą tą zakłamaną rodzinkę
                        Ty pewnie też byś szła po trupach do swojego celu nie? Nieważne jakie będą ofiary - ważne żeby babka wreszcie miała wnuka - choćby noże i szklanki miały latać po domu, a facet zdradzał na lewo i prawo - ważne żeby babka uzyskała co chce.

                        Wiesz jak autorka się wkurzy to (zwłaszcza mieszkając w innym mieście) może całkowicie uniemożliwić babce kontakty ze sobą i dzieckiem, babka oczywiście może wystąpić do sądu ale jak autorka przedstawi dowody na to, że babka zlewała fakt przemocy, nie starała się zapewnić dziecku bezpieczeństwa, nie pomogła, nie wsparła a do tego jeszcze kiedyś tam zostawiła małe dziecko samo bez opieki, to wątpię żeby sąd się jakoś przejął specjalnie, a może jeszcze osiągnęła by odwrotny skutek. Więc ja bym generalnie nie była na jej miejscu taka harda bo ona też ma sporo za uszami.
                        • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:09
                          sengas napisała:
                          > Nie no idąc tropem to rzeczywiście: traktujmy wszystkie zaciążone jak bezwolne
                          > klacze rozpłodowe bez prawa do decydowania o swoim życiu

                          A mężdzyzna to mozę być bezwolnym ogierem rozpłodowym? Jak zaliczą wpadkę i kobieta chce utrzymać to facet ma się dostosować i 'wziąć odpowiedzialność bo jak bzykał to musiał się liczyć z ciążą'. Kobiety odpowiedzialne być już nie muszą - kobiety mogą wyskrobać bo przecież 'mają prawo do decyzji'.

                          Szczere - przeraża mnie kult matki-właścicielki dziecka. Matka decyduje - czy dziecko będzie żyło, czy łaskawie dopuści do niego ojca czy babcię. Straszna przemoc wobec dziecka to jest sad
                          • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:19
                            A latanie z nożem, awantury, wyzwiska i zdradzanie to nie jest przemoc?

                            A udawanie że wszystko jest w porządku i nakłanianie do utrzymania tego stanu, a brak reakcji i twierdzenie że facet-psychopata jest ok to nie jest przemoc? również wobec dziecka?

                            Niedopuszczanie do dziecka faceta, który ma nie po kolei w głowie i jego zakłamanej mamuśki to nie jest przemoc, tylko troska i ochrona.
                            Gdyby autorka już wcześniej znała prawdę to pewnie nie musiałaby teraz po ośrodkach pomocy latać - no ale jak miała znać skoro babka i reszta z uporem twierdziły że pan jest super idealny.
                            Gdyby gościu był przynajmniej na początku w porządku to twoje rozważania miałby sens - ale nie był! I jego matka dobrze o tym wiedziała. Wiedziała za kogo ręczy, widziała jaki to miało skutek i nie zrobiła z tym kompletnie nic - w takiej sytuacji ani facet ani babka nie powinni już mieć prawa do żadnych decyzji bo jak widać mają one efekty destrukcyjne.
                            Ciekawe co na to sąd, jeśli autorka zdecyduje się wnieść teraz sprawę o rozwód - ciekawe czy to tym razem sąd nie zdecyduje że gościu razem ze swoją zakłamaną rodzinką ma dla dobra dziecka zniknąć z jego życia? Bo chyba nie da opieki facetowi który potrafi grozić nożem i babce która udaje że tego nie widzi?
                            • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:25
                              Tak, tak - teściowa 'musiała wiedzieć', że pan ma zadatki na psychopatę bo bzykał dwie panienki. Pamiętam Twoje świętojebliwe wynaturzenia big_grin
                              • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:28
                                > Tak, tak - teściowa 'musiała wiedzieć', że pan ma zadatki na psychopatę bo bzyk
                                > ał dwie panienki. Pamiętam Twoje świętojebliwe wynaturzenia big_grin
                                >

                                Po tym że bzykał to niekoniecznie, ale po tym że twierdził jak to bardzo kocha panienkę A, co jednocześnie nie przeszkadzało mu bzykać panienki B - oj, tu już bym się mocno zastanawiała czy gościu ma równo pod sufitem...
                                • 7dosia Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 17:52
                                  sengas napisała:


                                  > Po tym że bzykał to niekoniecznie, ale po tym że twierdził jak to bardzo kocha
                                  > panienkę A, co jednocześnie nie przeszkadzało mu bzykać panienki B - oj, tu już
                                  > bym się mocno zastanawiała czy gościu ma równo pod sufitem...

                                  A to czemu? Czyżbyś nigdy nie słyszała tezy, że u mężczyzn seks nie ma nic wspólnego z miłością?smile
                  • sengas Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 15:56
                    >
                    > A powiedzenie autorce wątku, że syn ma inną to niby nie jest 'decydowanie o życ
                    > iu innych'?
                    Nie.
                    Celowe ukrywanie prawdy - to jest decydowanie o życiu innych

                    Powiedzenie prawdy - to jest danie innym prawa do podjęcia decyzji w oparciu o rzeczywiste fakty
                    - czego oczywiście babka bała się zrobić, bo pewnie uważała (i słusznie zresztą), że dziewczyna nie głupia to ucieknie gdzie pieprz rośnie jak się dowie całej prawdy o przyszłym ojcu
                    • araceli Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 16:00
                      sengas napisała:
                      > Powiedzenie prawdy - to jest danie innym prawa do podjęcia decyzji w oparciu o
                      > rzeczywiste fakty

                      Nie - to jest kwestia decydowania przez kobietę. To ona by decydowała - taka różnica w stosunku do sytuacji obecnej. Ona by decydowała za niego a nie on za nią - to samo świństwo tylko w drugą stronę.
                      • pade Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 18:11
                        Czyli przyznałaś, że zrobiono jej świństwo. To czemu tego wprost nie napiszesz?
        • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 17:30
          Dla mnie analogia jest sensowna. Małżeństwo nie jest nieudane dlatego, że mąż miał wcześniej inną dziewczynę. Gdyby autorka wiedziała, że miał inną, a jednak wybrał ją i dziecko - i zdecydowała się na ślub, to teraz mieliby dokładnie te same problemy. I w dalszym ciągu nie jest to wina teściowej.
    • memphis90 Re: O popsuciu relacji z teściową, tak przed świe 21.12.14, 17:36
      Przypomnę tylko ze źródłowego wątku:
      "Jest sobie pan X, który prowadzi beztroskie życie singla i tak się spotyka z dwiema naraz dziewczynami, nie mogąc do końca zadecydować którą woli."
      Nie: kochając pierwszą, a drugą bzykając rekreacyjnie; nie: kochając pierwszą, a drugiej nie znosząc. Nie wiem więc skąd więc wątpliwości co do uczuć męża i przypisywanie teściowej kłamstwa, bo mówi "on kocha". Miał dwie baby, musiał wybrać, wątpliwościami podzielił się z matką, wyboru ostatecznie dokonał. Skąd więc tezy, że kocha pierwszą, a matka- wiedząc o tym- celowo oszukuje żonę?

      Niezależnie od tego facet może stosować przemoc, oczywiście. Ale nie ma to żadnego związku z tym, co działo się 5 lat wcześniej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka