arista80
30.12.14, 11:16
Zapukał do nas w pierwszy dzień świąt. Otwieram i słyszę "daj pani, poratuj biednego". Chciałam mu dać jedzenia, ale nie chciał. Chciał pieniądze. Odmówiłam i zamknęłam drzwi. No ale ta sprawa nie daje mi spokoju. Może to była jakaś próba (w końcu mówi się o tych niespodziewanych gościach w święta)? Tylko co miałabym wtedy zrobić? Teoretycznie mogłam zaprosić do środka, ale, pomijając już ryzyko, bo nie znam kompletnie gościa, na ile? Na godzinę, dwie a potem do widzenia (tym bardziej, że mieliśmy jechać do dziadków męża)? Bo przecież nie powiem mu, by się do nas wprowadził. Jeśli dałabym mu pieniądze, to by go to nie urządziło, nawet jeśli zaszalałabym i dałabym mu 100 Euro, to wydałby tę forse w pare dni i dalej tkwił w sytuacji, jakiej tkwi. Pisałam już, że proponowłam jedzenie, ale tego nie chciał. Chciał forsę, ale sorry forsy nie dam, bo ciężko na nią pracowałam (pracuję nawet w świeta) i nie stać mnie na dawanie komuś od tak. Wyszło chyba na to, że nie jestem dobra chrześcijanka, bo nie dałam wsparcia biednemu. Co ematka zrobiłaby w takiej sytuacji?