Dodaj do ulubionych

Naprawdę istnieją takie osoby?

09.02.15, 20:44
Albo przyjaciół? Zszokował mnie wątek forumki, która nie ma co zrobić z dzieckiem podczas pobytu w szpitalu. Naprawdę da się żyć samemu? Bez jakiejkolwiek babci, dziadka, cioci, siostry, kuzynki, sąsiadki, przyjaciółki itp.? Rozumiem za granicą, choć sama byłam w takiej sytuacji - w domu 7-latek a ja z zagrożoną ciążą krawiąca jadę do szpitala w UK. I zanim mąż dojechał z pracy, synka przejęła zaprzyjaźniona polska sąsiadka. Miałam też co najmniej 3 znajome Angielki, które by się nim zaopiekowały, pomimo że byłam tam zaledwie cztery miesiące, gdy doszło do takiej sytuacji.
Kim trzeba być żeby nie mieć nikogo bliskiego, zaufanego, przyjaznego, kto pomoże w takiej sytuacji? Smutne to i straszne zarazem. W PL znam co najmniej 10 osób, które by przejęły moje dzieci w razie W i nieobecności taty dzieci. A wy, macie podobną sytuację jak salamandra czy macie na kogo liczyć?
Obserwuj wątek
    • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 20:47
      Miało być na początku: bez rodziny, znajomych czy przyjaciół? Sorry, zjadło wink
      • lotta_01 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 20:53
        Ja tak mam, mimo ze rodzina męża mieszka blisko to tak jakoś wyszło ze każdy sobie żyje i nawet by mi do głowy nie przyszło zwracać się o pomoc. Na tzw w razie w mam nianie, smutne to ale tak juz jest.
        • czar_bajry Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:47
          Ale jak może nie przyjść ci do głowy prosić o pomoc rodzinę?

          Nie mam takiej sytuacji , rodzinę mam liczną i uczynną oraz sporo znajomych na których pomoc mogłabym liczyć.
    • a1ma Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 20:49
      Tez mi trudno wyobrazic sobie taka sytuacje. Moze to sa ludzie, którzy "nie chca robić nikomu kłopotu", a gdyby poszukać, to na pewno znalezliby kogoś, kto by im pomógł? Ja mam co najmniej 20 osob, ktore mogłabym bez problemu o taka pomoc poprosić i kolejne 30, ktore moze moja prośba by zaskoczyła, ale tez by pomogły.
      • andaba Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 20:59
        Wiesz, czasami są takie sytuacje, że człowiek woli jechać do szpitala z dzieckiem, niż prosić tzw. rodzinę.
        Pomijając już to, że dalsza rodzina nie będzie rzucać wszystkiego, żeby się zająć czyimś dzieckiem.
        • a1ma Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:01
          Ty byś nie rzuciła?
          • andaba Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:04
            Nie zawsze się da, jak ktoś pracuje lub ma pod opiekę chorą osobę, to wiele nie zwojuje.
            Nie dostaje się urlopu "bo tak".
            • memphis90 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:51
              Na 7-latka nie trzeba mieć urlopu. Do szkoły normalnie chodzi, w razie czego można go tymczasowo przenieść do swojej lokalnej podstawówki. Miałam taką sytuację- matka szła do szpitala, dziewczynkę przejął ojciec (rozwiedzeni) i na 2 czy 4 tygodnie chodziła do szkoły "u niego".
        • klamkas Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:33
          Ale tu właśnie nie chodzi o rodzinę - ta jest, jaka jest. Ale przyjaciół wybieramy sami. Trudno mi sobie wyobrazić, że żyje się zupełnie samotnie - tylko ja i dziecko/dzieci i z doskoku mąż. Przyjaciół mam niewielu - dokładnie: dwoje. Mąż podobnie. Powierzyłabym całej czwórce nasze dziecko bez zastanowienia, gdyby była taka potrzeba (sprawdzone w praktyce). I pomogłabym im (też sprawdzone).

          A nawet jeśli nie przyjaciele - życzliwa sąsiadka, dobrzy znajomi. Na to mamy zwykle wpływ.
        • wuika Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 07:02
          W sytuacji, kiedy ktoś jedzie do szpitala? Niedawno była taka sytuacja, że było niewykluczone, że osoba z b. małym dzieckiem (niemowlakiem 4-miesięcznym) trafi do szpitala na pilną operację. Oczywiste było to, że jeśli ojciec dziecka nie ogarnie dziecka starszego, własnej pracy, opieki okołooperacyjnej - a raczej by nie ogarnął, bo to cyborg nie jest, to biorę normalny urlop, mimo, że potem w wakacje mogłoby być z nim krucho i razem z moją mamą ogarniamy niemowlaka. Tak to wygląda w normalnych rodzinach suspicious
          • gazeta_mi_placi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 12:46
            Dziwi mnie, że Panie walczące o równouprawnienie tak spokojnie piszą o biednym ojcu "nieogarniającym" własnej rodziny w razie potrzeby. Dziwne, kobieta może być samotną matką, ale musi wszystko ogarnąć, choć cyborgiem przypuszczalnie też nie jest. Dziwni ci współcześni mężczyźni, skoro nagła opieka nad niemowlakiem i starszym dzieckiem (czyli dwójką dzieci) ich przerasta, strach pomyśleć co by się stało w gorszej życiowej sytuacji. Po co kobietom takie mięczaki? To w ogóle facet czy baba? Ja pamiętam chłopca 6 letniego który ogarniał czwórkę młodszego rodzeństwa (rodzice alkoholicy) i tak przez cztery lata nim w końcu trafili do DD. A dorosły facet nie jest w stanie ogarnąć dwójki własnych dzieci? Heh...
    • ailia Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:02
      ludzie boja sie poprosic
      boja sie narzucac
    • beataj1 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:03
      Rodzina jak rodzina. Wiadomo jest z przydziału a nie z wyboru. A czasem rożnie bywa.
      Ale żeby nie mieć przyjaciół, znajomych obok siebie to ja sobie nie wyobrażam. Jestem stadna. Musze mieć przyjaciół. Nie musi ich być wielu ale zycia bez przyjaznych dusz wokoło po prostu nie biorę pod uwagę...
      • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:10
        ale jakie narzucanie? to sytuacja wyzszej koniecznosci a nie wyjscie z mezem na randke do kina, Czy zatracilismy juz reszte czlowieczenstwa? Ja mialabym w takiej sytuacji pomoc dziadkow z mojej strony, babcie z drugiej strony, rodzenstwo moje i meza, chrzestnych dziecka, przyjaciolki dwie albo trzy, sasiadow itd.
    • beverly1985 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:09
      Nie wyobrazam sobie ne mieć nikogo. Mamy rodzinę, przyjaciół. Sami tez oczywiście zaopiekowali byśmy się dzieckiem w razie potrzeby.

      Raz miałam taka sytuacje pod Arkadia w Warszawie, ze obcy pan mnie zaczepil, czy nie moglabym się zaopiekować dziećmi, bo musi jechać z zona do szpitala. Tych dzieci nie miał przy sobie, podobno były w domu. Nie zgodzilam się, balam się iść z obcym facetem do jego obcego mieszkania. Załuję, ze mu nie powiedziałem, żeby jeszcze kogoś znalazł, to w 3-4 osoby poszlabym.
      • majenkir Re: 09.02.15, 21:34
        beverly1985 napisała:
        > Załuję, ze mu nie powiedziałem,
        > żeby jeszcze kogoś znalazł, to w 3-4 osoby poszlabym.


        Czterech osob by nie wzial. Przeciez facet chcial Cie zwyczajnie zwabic.
        • beverly1985 Re: 09.02.15, 22:15
          Na 99% chciał mnie zwabić, ale jest jakiś % szansy, ze mówił prawdę. Jakbym mu powiedziała, ze poszlabym w kilka osób, to by miał szanse udowodnić, czy nie jest oszustem. Żałuje, ze mu takiej szansy nie dalam.
          • rhaenyra Re: 10.02.15, 10:47
            ojp
          • malwa51 Re: 10.02.15, 10:54
            A jak "zwabilby" podstawiona osobe albo chociazby jeszcze ze dwie dziweczyny, a w mieszkaniu czekaloby pieciu byczastych kolegow z gazem lzawiacym? Co wtedy daloby towarzystwo?
          • gazeta_mi_placi Re: 10.02.15, 12:50
            Czemu nie zapukał do sąsiadów i czemu akurat młodą kobietę czyli Ciebie, a nie zaczepił jakiejś 40-stki? Dobrze zrobiłaś, że odmówiłaś.
            • anka_gosc Re: 10.02.15, 12:54
              źle zrobiłaś, że nie zadzwoniłaś od razu na policję
    • 3-mamuska Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:10
      W twoim przypadku to opieka trwała kilka godzin lub jedna noc.
      Bo maz dojechał z oracy i było ok.

      Tam autorka wątku nie moze liczyć ,ze maz zrezygnuje z pracy, ze weźmie wolne bo stracą czesc pieniędzy ktora jest potrzebna.
      Ja na dłuższa metę tez bym nie miała kogo.
      Kazdy ma swoje problemy rodziny, owszem na kilka godzin czy dzien czy noc ktos by sie znalazł ale perspektywa kilku dni/tygodni w szpitalu to nie sadze.

      Pewnie musiałabym sciągnąć mamę lub teściowa, gdyby to była słyszą ciężka choroba.
      • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:19
        3-mamuska
        gdybym musiala byc dluzej, maz by sie zajal to fakt ale jesli nie, to moi rodzice dolecieliby pierwszym samolotem albo syn zostalby wyslany do Polski do nich. Zawsze jest jakas opcja - ta Polka tez by go kilka dni u siebie przechowala, jestem pewna. Anglicy tez okazywali mi duzo serca choc sa niby na dystans, Wszyscy jestesmy ludzmi kaman! Tez bym pomogla bez wahania w takiej sytuacji!
        • allatatevi1 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:18
          > gdybym musiala byc dluzej, maz by sie zajal to fakt ale jesli nie, to moi rodzi
          > ce dolecieliby pierwszym samolotem albo syn zostalby wyslany do Polski do nich.

          No tak, więc wystarczy że Twoich rodziców zabraknie (a to może zdarzyć się w jednej sekundzie) i będziesz w identycznej sytuacji jak autorka tamtego wątku.

          > Zawsze jest jakas opcja - ta Polka tez by go kilka dni u siebie przechowala, j
          > estem pewna. Anglicy tez okazywali mi duzo serca choc sa niby na dystans,

          terefere. Jest takie powiedzenie - nie ma nic łatwiejszego niż odrzucić pomoc... szczególnie taką której nigdy nam nie zaoferował ( w teorii to możesz mieć nawet 500 ludzi którzy by Ci pomogli, ale jak przyjdzie co do czego...)

          Wiesz co - naprawdę istnieje coś takiego jak wypowiedzenie czegoś w złą godzinę.
          Raz czy dwa to można coś chlapnąć bez namysłu, ale to ile Ty się naprodukowałaś w tym wątku, żeby podbudować swoje lichutkie ego na tej nieszczęśliwej kobiecie...
          Naprawdę nie zdziwiłabym się gdyby nie minął nawet miesiąc, a życie tak Cię przeczołgało, że będziesz rwała włosy z głowy czytając głupoty, które tu wypisałaś.
          • konsta-is-me Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:31
            alatatebi-10/10
            Tez sie zastanawiam "kim trzeba byc" zeby produkowac takie watki jak bergamotka.
            • konsta-is-me Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:32
              allatevi -literowka.
        • raczek-nieboraczek Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 11:43
          będąc na emigracji zajmowałam się kiedyś dzieciakiem, którego mama złamała nogę:
          zawoziłam i odwoziłam ze szkoły, czasem przechowywałam u siebie czekając na tatusia, zabierałam na wycieczki weekendowe
          dzieciak grzebał mi w szafkach, wrzucał jedzenie za kanapę, chciał sikać zaraz po przystanku na siusiu, mamusie i drugie dziecko też zabieraliśmy na spacery
          ... potem dzieci dostały wysypki i to była nasza wina

          inny 6-latek, w domu rodzinnym grzeczniutki
          u nas wlazł na jedną komodę, na drugą, przewrócił meble, z półki pod sufitem zdjął pudełko z torem samochodowym, fragmenty torów rzucał i łamał ...
          - mąż zaraz odwiózł gó...arza do domu

    • zuleyka.z.talgaru Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:12
      Ja znam taką rodzinę. On jedynak skłócony z rodzicami (więcej rodziny brak) a ona z drugiego końca Polski. Ale mają nas smile - więc generalnie mają na kogo liczyć w razie W.
      My jestesmy otoczeni i teściami i rodzicami, mamy rodzeństwo, kuzynostwo, ciotki itp. do paczka zgranych przyjaciół i życzliwi sąsiedzi. Wspieramy się wzajemnie i gitara gra. Nie wyobrażamy sobie życia w odcięciu od ludzi.
    • iwoniaw Zapewne istnieją 09.02.15, 21:14
      Ja akurat do nich nie należę, bo mam w tym samym mieście rodzinę - co prawda pracującą, ale taką, która dałaby radę dzieci do szkoły odstawić i ze świetlicy odebrać oraz u siebie nocować przez te parę dni. Ale już gdyby mieszkali w innym mieście sprawa nie byłaby taka oczywista - tzn. niekoniecznie dostaliby urlop, by się zajmować cudzymi dziećmi, a gdyby je wzięli do siebie to przecież nie zostawiliby ich w domu samych? Mam też w rodzinie osoby niepracujące (np. w miarę sprawnych emerytów), które byłyby skłonne zabrać dzieci do siebie lub przyjechać do nich na ten czas, ale to też przecież nie każdy tak ma.
      Łatwo mi sobie wyobrazić, że sama nie mam możliwości zająć się czyimiś dziećmi - np. w sytuacji, gdy nie mam urlopu, dzieci nie chodzą w dzień do żadnej placówki (bo się nie dostały albo za małe) albo są z innej miejscowości - niby jak miałabym to zrobić w takiej sytuacji?
    • klubgogo Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:15
      A czy coś w tym dziwnego? Ja praktycznie nie mam nikogo, na kogo mogłabym liczyć. W teorii mam mamę, która przyjechałaby najdalej nazajutrz, choć tez nie wiadomo. Mam siostrę pod ręką, która nie raz pomagała w sytuacjach krytycznych, ale z dłuższą opieką - odpada. Na upartego mam szwagierkę z niemowlakiem, więc też nie łatwo. I może jeszcze ze 2 takie osoby znalazłabym w najbliższym otoczeniu, ale wszystkie te osoby pracują, mają jak nie niemowlaki to inne obowiązki na głowie. I o ile sytuacja byłaby krytyczna, tak nigdy nie miałabym śmiałości prosić kogoś o pomoc na dłuższy czas niż mamę. U tej forumki chodziło o opiekę na dłuższy czas, a to już jest naprawdę spory problem.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:19
        Ile to jest dłuższy czas? Tydzień, dwa? Pół roku?
        • klubgogo Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:29
          Dla mnie? Więcej niż 1 dzień w przypadku każdej innej osoby niż mama.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:10
            Chyba w przypadku niemowlaka...bo 7 latek to już całkiem ogarnięte dziecko - czy Ci się to podoba czy nie.
            • killa_bunnies Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:18
              i wystarczy do niego wpadac raz dziennie na dwie godziny? tongue_out
      • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:28
        no wlasnie nie wiemy na ile czasu...Bo salamandra nie zdradzila szczegolow ani jaka to choroba ani jak dlugi pobyt w szpitalu wchodzi w gre a to ma duze znaczenie...
    • lauren6 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:25
      W tamtym watku nie chodziło o zajęcie sie dzieckiem przez kilka h, tylko przez kilka dni. Dziecko prawdopoodobnie małe i nieprzedszkolne, wiec ktoś by musiał siedzieć z nim w domu. Zwolnilabys sie z pracy by nianczyc dziecko sasiadki w ramach przyslugi kolezenskiej?
      Na takie okazje wymyslono zwolnienie na opiekę na chorym czlonkiem rodziny. Dla pani z tamtego wątku zwolnienie nie wchodziło w gre, bo premia męża. I to jest dopiero patologiczne podejście, a nie brak sąsiadów.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:26
        Dziecko w tamtym wątku ma 7 lat...więc samodzielne....
        • akniwlam Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:59
          Dziecko nie tylko samodzielne, ale też mające - przynajmniej teoretycznie - grono kolegów z przedszkola/przynajmniej zerówki i szkoły. I to nie są pierwsze dni nauki w nowym miejscu, w obcym środowisku - pół roku szkolnego już mija. Litości. Chyba trzeba żyć w pustelni, żeby do tego stopnia nie mieć kompletnie znajomych.
          Poza tym z tego, co pamiętam, w tamtym wątku szpital pojawia się nie jako przesądzona już konieczność, tylko jako ewentualna możliwość. Nie wiadomo jeszcze, jak długi byłby pobyt poza domem, ale już wiadomo, że znikąd pomocy, człowiek człowiekowi panią z dziekanatu, nie da się nic zrobić, tylko siąść i załamać ręce.
          Ja już się w tamtym wątku wpisałam: mam (oprócz rodziny, która jest daleko lub niedostępna) grono zaprzyjaźnionych i wypróbowanych ludzi, na których mogę liczyć. Nawet, gdyby moja nieobecność miała trwać kilka dni. Sześć rodzin, do których mogę walić jak w dym i oni też mogą walić do mnie. Znamy się nawzajem, znamy ich dzieci (i one nas znają, i nasze ich znają), mamy zaufanie i niejeden raz pomagaliśmy sobie w różnych podbramkowych sytuacjach. Część z nas ma rodziny tak jak ja w innych miastach i po prostu jesteśmy zdani na tych ludzi, których tu sobie poznamy i oswoimy. Część jest miejscowa, ma tu rodzinę, ale i tak chętnie się włącza w tę "samopomoc" - bo tak wygodniej, bo dzieci się nawzajem lubią, świetnie się razem bawią itp. więc po co angażować babcię, którą boli kręgosłup, kiedy można podrzucić dzieciaki do kolegów? W ten sam sposób funkcjonowała grupa przyjaciół i dalszych krewnych moich rodziców, którzy mieli dzieci w zbliżonym wieku - wzajemna wymiana przysług, opieka nad gromadką dzieci w wakacje czy ferie, oddawanie za małych ubranek dziecięcych (szczególnie ważne w czasach, gdy trudno było kupić porządne śpioszki czy kurtkę dla przedszkolaka).
          Gdyby któreś z nas wylądowało w szpitalu, moglibyśmy liczyć na opiekę nad dziećmi przez kilka dni i nie byłoby to jakieś kosmiczne wyrzeczenie - większość z dzieciaków chodzi do tej samej szkoły, istnieje jeszcze świetlica (7-17), starsze pomagają w opiece nad młodszymi, da się to wszystko pogodzić z pracą, chociaż łatwo by nie było. Czym innym byłaby opieka nad niemowlakiem, którego rzeczywiście trudno zostawić pod opieką nawet bliskiej osoby spoza najbliższej rodziny, ale dziecko w wieku szkolnym? Na parę dni, nie całymi miesiącami przecież?
          • lauren6 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:31
            Taaak juz to widzę. Ematka nie przewiezie samochodem kolezanki dziecka, bo bardziej boi się konsekwencji przewozu bez fotelika, niz tego by cudze dziecko będzie wracalo samo skrajem szosy. Juz widzę te wszystkie matki, które z uśmiechem na ustach przyjmuja pod swoj dach na kilka dni cudze dziecko, kolege z klasy. Zaraz znalazby sie milion powodow dlaczego to kiepski pomysł. Zaczynając od najbardziej oczywistego - a gdzie szanowny tatuś i dlatego obcy ludzie mają go wyręczać w obowiazkach rodzicielskich?
            Takie bajki to nie na tym forum.
            • klamkas Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:39
              Bo np. tatuś musi być z mamusią w szpitalu - bo potrzebny jest na bieżąco ktoś decyzyjny. Przeżyłam, wiem. Jakby nie mąż, usunęli by mi nerkę (bo "bezpieczniej"). I wszczepili jakąś połówkową protezę stawu biodrowego, bo "tak lepiej". Dzięki temu, że był, a przyjaciele zajęli się dzieckiem - nie grożą mi dializy, a chodzę zupełnie normalnie - ba, jeżdżę konno, biegam, jeżdżę na biegówkach. Gdyby mąż musiał zostać z dzieckiem - byłabym jednonerką kuternogą.

              I owszem - obcego dziecka z klasy córki bym nie wzięła pod kilkudniową opiekę. Dziecko przyjaciół owszem. Bo nie szafuję słowem przyjaźń i to miano zobowiązuje.
              • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:52
                Z jedna nerka da sie sie normalnie zyc ale oczywiscie ciesze sie, ze cie to ominelo. To prawda, bliska osoba potrzebna jest tez choremu, moj maz pojechal autem prosto do szpitala bo mnie zabrala tam karetka oczywiscie szybciej a synek spedzil z kolegami, synami sasiadki, fajnie czas i nie odczul traumy...
                • klamkas Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:25
                  W moim przypadku się nie da - druga jest zdeformowana (genetycznie), nie pracuje prawidłowo. Gdyby po wypadku usunęli mi tą uszkodzoną - czekałyby mnie dializy i ostatecznie przeszczep. Mój mąż nie był mi po prostu potrzebny - uratował moją sprawność i samodzielność. A mógł to zrobić, dzięki sprawdzonym ludziom (niespokrewnionym), którzy przez kolejny rok pokazali, że słowo "przyjaciel" to nie byle co.

                  Córka pewnie nie spędziła "fajnego czasu", ale była zaopiekowana i bezpieczna.
            • akniwlam Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:49
              No akurat tak się składa, że mieszkamy - ja i większość mojego pomocowego grona - w na tyle niedużej odległości od siebie, że do dostarczenia dzieciaków do i ze szkoły nie byłby nam niezbędny samochód, więc brak fotelika by w niczym nie zaszkodził.
              Gdyby szanowny tatuś np. absolutnie musiał pracować (nie wiem, jakiś superważny projekt, wyjazd, którego absolutnie nie dałoby się przełożyć) albo dopilnowywał chorej mamusi w szpitalu, to moglibyśmy liczyć na pomoc przy dzieciach przez parę dni. Nie piszę o sytuacji "jedziemy na dwa tygodnie do Afryki na safari, zajmijcie się naszymi dzieciakami, bo to drobiazg", tylko o sytuacji podbramkowej, w której nie można by było liczyć na pomoc rodziny. Jasne, opiekę nad dzieckiem powinno pełnić drugie z rodziców. Pewnie, że podrzucanie dziecka na kilka dni do przyjaciół to nie jest idealny pomysł, sama znam jego wady, już miewałam pod opieką kłócące się dzieci, płaczące dzieci, niezadowolone z zasad w moim domu itd. Dla naszych przyjaciół i ich dzieci parę razy zrezygnowałam ze swoich planów, z jakichś przyjemności. Oni dla mnie pewnie też. Więc mogę stwierdzić, że jakoś dalibyśmy wszyscy radę. Nie byłoby łatwo i nie chciałabym nigdy nadużywać cudzej życzliwości, ale gdyby była taka konieczność, to dalibyśmy radę.
            • misterni Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:03
              Ludzie są różni. Pani, o której piszesz, została obsztorcowana za niespołeczne zachowanie i wręcz nieodpowiedzialne zachowanie. Ja jednak wierzę, że ludzie na ogół chcą pomagać.
              Nie raz, nie dwa zajmowałam się nieswoimi dziećmi kilka dni, łącznie z noclegami. Zabieraliśmy koleżanki córek nawet w sytuacjach mniej naglących życiowo, np na wakacje.
              Moje dzieci też wiele razy nocowały u znajomych.
              Nie wyobrażam sobie, żebym mogła odmówić komuś w sytuacji podbramkowej, skoro służę swoim domem i czasem w mniej ważnych okolicznościach.
              • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:14
                ja tez wierze ze ludzie sa dobrzy z natury i rozumieja wyjatkowe sytuacje. Wszyscy jestesmy w sumie tacy sami, niezaleznie w jakim kraju zyjemy...
            • laquinta Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:52
              lauren6 napisała:

              Juz widzę te wszystkie matki, które z uśmiechem
              > na ustach przyjmuja pod swoj dach na kilka dni cudze dziecko, kolege z klasy. Z
              > araz znalazby sie milion powodow dlaczego to kiepski pomysł

              Przyjelabym pod swoj dach kazde dziecko, na kazda ilosc czasu, jesli matka dziecka znalazlaby sie w trudnej sytuacji i zwrócialby sie do mnie z prosba o pomoc. Moglaby to byc zupelnie dla mnie obca osoba, znana tylko z widzenia.
            • gazeta_mi_placi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 12:53
              Albo te wątki, że kolega śmiał się zasiedzieć, a tu zostały tylko cztery kiełbaski w lodówce, więc niech spływa do domu, one nie będą się dzielić jedzeniem dla swojej rodziny, zwłaszcza że "mąż ma prawo zjeść po pracy solidną kolację" big_grin
        • mid.week Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 06:43
          zuleyka.z.talgaru napisała:

          > Dziecko w tamtym wątku ma 7 lat...więc samodzielne....

          7latek to małe dziecko, które faktycznie może sobie zrobić samo kanapkę, ale kiedy mama idzie do szpitala czuje się zagrozone. Potrzebuje bliskości i pocieszenia a nie szukania obcych do zajęcia się bo premia tacie ucieknie.
    • jematkajakichmalo Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:27
      Tak, isnieja i mysle, ze nawet sporo.
      W Polsce nie mialabym tego problemu, ale mieszkam poza granicami PL, sama, tzn rodzice, rodzenstwo, przyjaciele, wszyscy bez wyjatku zostali na miejscu - wyjechalam tylko ja. Podobnie sytuacja wyglada u mojego meza, ba tu to juz w ogole cyrk, bo wszyscy na innym kontynencie.

      Ale to nie glowny problem. Teraz pewnie moglabym poprosic sasiadke o pomoc, bo sie juz dobrze poznalysmy, ale mam tez to szczecie, ze moje dziecko jest zdrowe i jak na jej wiek bardzo samodzielne.
      A co w sytuacji, gdyby corka wymagala np. specjalnego jedzenia? Lekow itp. itd? Albo mialaby ledwie 2-3 latka i byla nieufna wobec obcych i wyla caly czas? Nie odwazylabym sie nikomu takiego dziecka zostawic.
      • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:32
        od tego jest wlasnie bliska rodzina - ojciec przede wszystkim, potem dziadkowie, rodzenstwo...Nie wierze ze wszyscy wymarli wink
        • bergamotka77 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 21:34
          zwolnic bym sie nie zwolnila ale to 7-latek - podrzucilabym do szkoly i odebrala po pracy przez kilka dni...
        • gepardzica_z_mlodymi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 06:59
          To mało doświadczyłaś. Owszem, wszyscy mogą wymrzeć, łącznie z ojcem dzieci.
        • konsta-is-me Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:38
          Co za idiotka trzeba byc, nie moge tego czytac-"nie wierze zeby wszyscy wymarli".
          Ja mam z rodziny tylko ojca,w podeszlym wieku wlasnie "wszyscy pozostali wymarli"
          I co teraz?
          "Jaka" osoba jestem????

        • raczek-nieboraczek Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 12:04
          mój teściu pracuje,
          teściowa sama wymaga opieki, czasem nawet herbaty nie umie sobie zrobić czy na wc usiąść
          tato mój z domu się nie ruszy bo zajmuje się zwierzętami (ewent. pomocnik jest po operacji i własne gospodarstwo wyprzedał)
          mama jest mobilna i w miarę potrzeby dojeżdża do brata do pomocy,
          moja przyjaciółka pracuje, nie ma dzieci i nigdy moimi dziećmi się nie zajmowała, daleko mieszka
          zaprzyjaźniona mama z osiedla, podjęła pracę w prywatnej szkole, zaczęła drugie studia, jedno dziecko ma w klasie 1, drugie w ostatniej - swoim życiem musi się zająć
          moi sąsiedzi, dzieci przechowają, bajkę im włączą, zupy naleją, ale nie codziennie bo nawet sami sobie zakupów nie zrobią
          mój młodszy brat studiuje, nawet w weekendy w labie siedzi i spieków pilnuje
    • tryggia Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:08
      Mieliśmy w zyciu taką przygodę, że mieszkaliśmy 3 lata bardzo, bardzo daleko od domu i rodziny.
      A na świecie pojawił się w międzyczasie starszy syn.
      Mieliśmy kilku kolegów z pracy (ja - bardzo krótko).
      Kiedy syn miał rok, ja już rok siedziałam z nim w domu, mąż wychodził ok.6, wracał ok.21.
      Mieliśmy jakichś sąsiadów, ale to osobne domy.
      Rodzina daleko, koledzy zbyt luźna znajomość.
      Gdyby się cokolwiek działo ze mną lub z dzieckiem szybciej dotarliby ratownicy niż ktokolwiek inny.
      Druga ciąża to była natychmiastowa decyzja o powrocie do domu.
      Tu, na szczęście, mamy szerokie grono rodzinno-przyjacielskie.
      I ta sytuacja nie była spowodowana naszymi charakterami, wspominamy sobie tamten czas jak niezrozumiałe bliżej piekło.
    • kocianna Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:13
      Kiedy za granicą trafiłam do szpitala, dopilnowano, żebym trafiła na odpowiedni oddział, przywieziono mi rzeczy, zaopiekowano się moimi kotami i podlewano mi kwiatki - dziecko na szczęście było na wakacjach w PL. Wszystkim zajęli się koledzy z pracy i sąsiedzi.

      Kiedy do mojego dziecka w szkole (za granicą) wzywano pogotowie, mama kolegi z klasy przyjechała po mnie samochodem, a potem odwiozła mnie i dziecko do domu.

      Kiedy jechałam w kilkudniową delegację, Młoda mieszkała u sąsiadów, mogła też mieszkać u koleżanki z klasy/z przedszkola albo wręcz u wychowawcy. Albo mąż przylatywał, albo moja mama.

      W PL w sytuacji krytycznej pomogłoby mi bez namysłu co najmiej 20 osób, a z lekkim zaskoczeniem - co najmniej kolejne 40, w tym trzy, które poznałam we wrześniu tego roku.
      Nie wyobrażam sobie istnienia w pustce społecznej.
    • valtho Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:18
      W razie wyższej konieczności oprócz rodziny mam jeszcze sąsiadów, znajomych i zaprzyjaźnione rodziny ze szkoły dzieci. W sumie myśle kilkadziesiąt osób, do których mogłabym zadzwonić w sytuacji kryzysowej. Pomogłabym rownież, gdyby ktokolwiek z moich znajomych/rodziny lub koledzy moich dzieci nagłej pomocy potrzebowali.
    • yuka12 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:19
      Jeszcze 5 lat temu mialam sporo znajomych i przyjaciol. Dzisiaj musialam sie mocno zastanowic, kto ewentualnie moglby mi pomoc. Z drugiej strony kiedy 2-lata temu znalazlam sie w szpitalu (maz musial jechac ze mna) dwie znajome pary owszem zajely sie naszymi dziecmi przez kilka godzin, ale jedna z nich tak to nieprzyjemnie skomentowala, ze wiem, ze nie powinnam na nich liczyc. Wiec roznie bywa smile.
    • mia_siochi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:28
      Nie licząc rodziny- miałabym przynajmniej 2 rodzny ktorym moglabym syna podrzucic na dłuższe dystanse + dodatkowo 2 na krótsze.
    • koronka2012 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:33
      Mnie też to zastanawia. Temat już mnie nie dotyczy z racji wieku dziecka, zresztą mam rodzinę na miejscu.
      Ale też wiem, że w sytuacji wyższej konieczności sama zaproponowałabym pomoc większości znajomych, nie wspominając o kimś bliskim. Problem miałabym z niemowlakiem bo pracuję, opiekę nad dziećmi przedszkolno-szkolnymi dałoby się zorganizować. Koleżankę-singielkę bez rodziny na miejscu w nocy zabrało pogotowie - i to na dłużej. I w środku nocy miała do kogo zadzwonić - znajomi się jej dzieckiem zaopiekowali.

      Inna sprawa, ze nie wiem czy w przypadku ojca na miejscu byłabym równie wyrywna, bo szczerze mówiąc nie trafiają do mnie te wyjaśnienia dlaczego on nie może.
      • manala Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:56
        Ja mam właśnie tak...Rodzina męża daleko i raczej nie kwapi się przyjechać choć w sumie by czasem mogli bo oboje nie pracują. Raz poprosiłam ich o przyjazd - miałam zabieg i chciałam by pomogli mężowi ogarnąć dwójkę...
        Moja mama na miejscu - zostawiam czasem dzieci z nią na kilka godzin ale jej stan zdrowia jest taki, że robię to z duszą na ramieniu...
        Jak jechałam rodzić syna to moja 4 letnia córka z zapaleniem oskrzeli jechała z nami (był środek nocy).
        Mam trzy zaprzyjaźnione rodziny -
        bezdzietną parę
        druga z rodzin ma półroczniaka na stanie + 6-latkę więc mają kogo ogarniać
        trzecią z rodzin chyba najszybciej poprosiłabym o pomoc ale wiadomo - wszyscy są zapracowani, korzystają z opieki babci no i trudno obcej babci jeszcze jakieś dzieci podrzucać ; )

        Z innymi ludźmi nie żyję na tyle blisko aby oczekiwać od nich pomocy.
        Kiedy muszę zostać dłużej w pracy mąż bierze urlop. Dodam, że zarobki mojego męża są uzależnione od tego ile dla firmy zarobi więc każdy urlop to urlop bezpłatny...
        • wyznawczyniiwielkiegoczerwia Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 20:35
          >Raz poprosiłam ich o przyjazd - miałam zabieg i chciałam by pomogli mężowi ogarnąć dwójkę...

          Hłe hłe hłe hłe hłe hłe
          kwiczę
    • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:41
      Miałam kogo poprosić aby posiedział z synem, który miał rozbita głowę (nie dosłownie), kiedy szłam po córkę do placówki. Na szczęście mąż nie ma wyjazdowej pracy. Z pracy ma samochodem 10-15 minut.
      • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:42
        Z pracy do domu, oczywiście.
        • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:46
          No i zawsze mogłam liczyć na moją mamę. Przyjechałaby na dłużej. Na szczęście nigdy nie musiałam o to prosić.

          Wierzę, że takie osoby istnieją. I nie ma się co unosić, że jest się w innej sytuacji. Bo jaki to ma dla nas sens?
          • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:57
            Sama też zajęłabym się jakimikolwiek znajomymi dziećmi. Nawet na dłużej.
            • mruwa9 kropka 09.02.15, 23:27
              tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono.
              Latwo sie sklada takie delaracje, majac odchowane dziecko/dzieci i bedac bezrobotna.
              Wszyscy nasi bliscy i przyjaciele maja dzieci, w tym male i absorbujace, maja swoje obowiazki zawodowe i sami gonia wlasny ogon, probujac polatac to wszystko do kupy i wyrobic sie z wlasnymi zajeciami.
              To nie kwestia braku dobrej woli, egoizmu czy niezyczliwosci, ale braku przestrzeni na ogarniecie dodatkowej dzieciarni. Czym innym jest dorazna pomoc i przygarniecie dziecka na jedno popoludnie oraz rozlanie zupy na szesc zamiast pieciu talerzy, a czym innym jest wziecie na siebie zobowiazania do bardziej dlugoczasowej, systematycznej opieki, zwlaszcza, jesli dzieci jest wiecej, niz jedno, i/lub sa bardziej absrbujace czy wymagajace, niz przecietne.
              • kropkacom Re: kropka 09.02.15, 23:29
                Dokładnie, tutaj to, że nie pracuje daje mi tą pewność, że mogłabym na miejscu pomóc.
          • akniwlam Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:59
            Może taki ma to sens, żeby taka samotna osoba wyszła ze swojej wieży z kości słoniowej i poszukała sobie przyjaciół? Skoro inni mogą, to ona też by mogła? Ja naprawdę dziewczynie szczerze współczuję, sama nie jestem jakąś duszą towarzystwa, też mi nie przychodzi łatwo nawiązywanie nowych znajomości i nie lubię się narzucać ani mieć niespłacalnych długów wdzięczności. Skoro ja mogę, to ona też by mogła, powoli, małymi kroczkami wyjść do ludzi. Tylko tyle.
            • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:04
              Mnie by takie pytanie jak to z tytułu wątku nie przekonało. Do niczego.
              • akniwlam Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:13
                Ale opisane w wątku sytuacje konkretnych osób nie dałyby Ci do myślenia, gdybyś była na jej miejscu? Nic a nic? W końcu jak napisała na forum, to spodziewa się, że ludzie mają jakieś sposoby, żeby sobie poradzić w jej sytuacji. To właśnie podajemy jej nasze sposoby na to, żeby się nie znaleźć w takiej sytuacji, jakiej ona się obawia.
                • kropkacom Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:26
                  Nie czytałam całego wątku, ale większość to zdziwienie sytuacją i jej nie zrozumienie. Jak tak można i tak dalej. Jednak sama jej napisałam, ze powinna poprosić o pomoc rodzinę.
                  • akniwlam Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 12:21
                    Salamandra opisała sytuację dość ogólnikowo i pewnie w tym problem - wiele osób zinterpretowało sobie jej wypowiedzi jako coś w rodzaju: ona musi iść do szpitala, mąż buja sobie gdzieś w delegacjach i zarabia na ekstrasy (bo na ogół premia to coś ekstra, a nie normalny comiesięczny składnik dochodu), a dziecko niezaopiekowane. Jak jest naprawdę, ona sama wie.
                    Ja jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której naprawdę nie można zrezygnować z premii, bo grozi to finansową katastrofą dla całej rodziny i naprawdę nie ma się rodziny, na której pomoc można liczyć (bo np. jest się jedynakiem, a rodzice nie żyją lub są poważnie chorzy). Wiele wypowiedzi i w tym, i w tamtym wątku, wskazywało jednak, że Salamandra mogłaby poszukać sobie przyjaciół, którzy w razie czego pomogą. Że właśnie tak wiele z nas sobie radzi w awaryjnych sytuacjach. Nikt nie jest w życiu skazany wyłącznie na więzy krwi.
                    A że niektóre wypowiedzi zbyt sympatyczne nie były... no taka specyfika forum.
    • run_away83 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:56
      Tak, ja. Rodziców mam w wieku, w którym nie bardzo ogsrniają małe dzieci, teściowie zawsze byli daleko. Dalsza rodzina i znajomi walili do mnie jak w dym, kiedy potrzebowali darmowej niani na gwałtu rety. Jak ja potrzebowałam na gwałtu rety, żeby ktoś ogarnął moje dzieci przez kilka godzin (mąż za granicą plus ciążowe komplikacje) to wszyscy okazali się zajęci Bardzo Ważnymi Sprawami, nieludzko zmęczeni, tudzież czuli się niekompetentni. Poradziłam sobie - poczołgałam się do lekarza ciągnąc dwójkę dzieci ze sobą, komplikacje na szczęście okazały się niezbyt groźne i mogłam wrócić do domu, mąż wcześniej wrócił z podróży służbowej. Dwa dni później bratowa chciała mi podrzucić swoją córkę, żeby sobie spokojnie wyskoczyć do fryzjera i była zszokowana i obrażona gdy odmówiłam.

      Podjęliśmy decyzję o emigracji, żeby uniknąć na przyszłość sytuacji że coś niespodziewanego się dzieje, a ja jestem z dziećmi sama jak palec, bo mąż akurat wyjechał. Znajomych i rodzinę, którzy próbowali nas do tego pomysłu zniechęcać strasząc, że "będziemy zdani tylko na siebie" zabiliśmy śmiechem.
      • manala Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 22:59
        Tia, ja też do lekarza z 2 dzieci ostatnio szłam...Dobrze, że to nie ginekolog był ; )
        • yuka12 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:08
          Przerabialam nieskonczona ilosc razy. Na szczescie u onkologa i na mammografii bylam sama smile.
      • yuka12 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:06
        Ja wlasnie w Polsce mam najwiecej osob, ktore moglyby sie zajac moimi dziecmi, bo oprocz rodziny (mam tu na mysli raczej naszych braci niz rodzicow), zostawilismy wielu wyprobowanych dlugoletnich przyjaciol + zaprzyjaznionych sasiadow. Tutaj wciaz sie przeprowadzamy, a aktualni sasiedzi sa chyba najmniej przyjacielscy ze wszystkich, jakich do tej pory spotkalam, a mieszkalam w bardzo wielu miejscach. I wszedzie mialam przynajmniej 1-2 zaprzyjaznione lub chocby bardziej zaznajomione sasiadki. Ale nie w obecnym miejscu zamieszkania. Jednakze jakichs tam blizszych i dalszych znajomych posiadamy i bardzo ewentualnie, w razie ogromnej potrzeby, pewnie by nam pomogli smile. Poza tym liczymy, maz i ja, tylko na siebie.
    • agjat idiotyczne pytanie 09.02.15, 22:56
      W takich okolicznościach ojciec sam moze odstawić dziecko do placówki wychowawczej lub wynajmuje opiekę płatna... Jeśli pracuje poza miejscem zamieszkania pozostaje mu tylko opcja płatna. Aczkolwiek żadna robota nie byłaby dla mnie ważniejsza niż dziecko.
      Macie jakieś inne wyjście?
      • yadrall Re: idiotyczne pytanie 09.02.15, 23:34
        My niestety tak mamy sad I to nie to,ze ja nie mam znajomych itp. To niestety efekt posiadania dwojki niepelnosprawnych dzieci,ktorych z trudem my umiemy ogarnac,a co dopiero mialby to zrobic ktos kto na codzien nie zajmuje sie moimi dziecmi... Wiec w naszym wypadku nie ma opcji,ze ktos sie zajmie moimi dziecmi ot, tak z biegu-nie wiedzac blizej nic o ich problemach (leki, sprzet ortopedyczny mlodszego czy przyzwyczajemia starszego autystyka).
        Tyle,ze moj maz wlasnie siedzi ze mna w domu,bo jestem dosc powaznie chora (nie smiertelnie,ale chorba wyklucza moja opieke nad dziecmi), ryzykujac przy tym,ze moze zostac bez pracy...

        Ps. mieszkamy za granica,a rodzice choc chetnie by przyjechali i pomogli to juz fizycznie nie ogarniaja dzieci sad Mlodszy wymaga noszenia (ma prawie 3 lata),a starszy ma swoje "lotki"...
    • burina Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 09.02.15, 23:36
      Ja w pewnym sensie rozumiem: mam spore grono znajomych, o których wiem, że proszą się bez skrupułów o różne przysługi a ja tak nie umiem. Nie umiem poprosić o coś, co wiem, że mogę sobie sama załatwić po prostu za to płacąc. Ktoś u mnie chciał w garażu przetrzymać większe graty między przeprowadzkami - nie ma sprawy, ale już ja się kryguję zapytać, czy mogłabym sobie rozłożyć przechowywaną u mnie trampolinę, bo rozważam zakup i byłaby to świetna okazja, żeby sobie wypróbować, czy to w ogóle u mnie w ogródku się sprawdzi. Bo nie w porządku, bo ktoś nie będzie mógł odmówić, skoro trzyma u mnie graty za friko, bo przeciez wiedzą, że rozważam zakup i skoro sami nie zaproponowali, to to powinien być dla mnie jasny sygnał itp.

      Gdyby ktoś z otoczenia szedł do szpitala, to bez pytania zaproponowałabym, że może na mnie liczyć i uszczegółowiła w jakim zakresie. Gdybym to ja miała iść, to byłoby mi bardzo przykro i straciłabym wiarę w świat i to, że mam jakichkolwiek przyjaciół i znajomych, gdyby pies z kulawą nogą nie zainteresował się, czy może w czymś nie trzeba pomóc.

      • klamkas Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 00:19
        Czyli, że masz problem ze sobą, a nie masz wokół siebie ludzi, na którym nie można liczyć - częste, ale uleczalne. Uleczy cię pierwsze możliwa okazja, kiedy życie zmusi cię do skorzystania z pomocy.

        Na marginesie - zawsze mam obawy przed ludźmi, którzy nigdy niczego nie potrzebują. Bo każdemu kiedyś się zdarza... a jak się nie zdarza, to albo udaje, że nie potrzebuje pomocy, albo jest cyborgiem. Obie wersje mocno niepokoją. I do takich nie idę z prośbą o pomoc, choć pewnie ja bym im pomogła...
        • burina Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 01:18
          Nie mówię, że nie mam na kogo liczyć, albo że w obliczu jakiegoś większego nieszczęścia niż trampolina bym nie zapytała. Po prostu preferuję relacje, w których rzuca się niezobowiązujące oferty nie czekając na jakieś szczególne prośby ('jadę na zakupy, przywieźć ci coś' zamiast 'o, jedziesz na zakupy, przywieziesz mi cośtam, bo zapomniałam kupić').

          A tak na marginesie, to jakie relacje my w ogole porównujemy: paczkę znajomych od przedszkola, ludzi z jednego miasta? Bo ja na przykłąd przeprowadzałam się już ileś tam razy do różnych krajów i na przykład w środowisku ekspatów, to właśnie bardziej boje się takich ludzi, którzy nie mają skrupułów prawie obcych ludzi prosić o przysługi sami nie dając nic w zamian. Tzn. w pewnym sensie podziwiam, że ledwo wysiądą z samolotu, a ktoś im już samochód pożycza, ktoś inny dzieciaki na wycieczki zabiera, żeby mogli spokojnie mieszkania poszukać, nagle się okazuje, że czyjaś babcia ma pianino do podarowania a komuś się kanapa znudziła. Ale z drugiej strony nie lubię tego poczucia, że ktoś się ze mną koleguje, bo widzi potencjalne korzyści, bo przyjaciół ma gdzie indziej, a tu i teraz potrzebuje zorganizować sobie opiekunkę do dziecka i lepiej zapytać 50 znajomych poznanych na jakimś ekspatowym evencie, bo po co przepłacać.
          • iwoniaw Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 10:04
            No ale tu akurat Klamkas ma rację - to jest Twój problem ze sobą, że masz opory prosić ludzi o przysługi (nawet takich, którym sama przysługi proponujesz, więc jakiś tam "dług wdzięczności" wobec Ciebie mają) i oczekujesz, że sami się domyślą czego być chciała/potrzebujesz. Potem jesteś rozgoryczona, bo "im się wiedzie" i nie zwracasz zupełnie uwagi na fakt, że Ty też byś tak mogła, tylko nie chcesz. No i git, nie musisz chcieć i lubić takiego załatwiania spraw, ale skoro to Twój wybór, to skąd rozżalenie, że ktoś woli inaczej i ma dobre efekty?
            Ja sama nawet Cię rozumiem, bo nie jestem przesadnie ekspansywna towarzysko, zwłaszcza w nowych i obcych środowiskach, ale nie dziwi mnie ani boli fakt, że w związku z powyższym inni mają np. intensywniejsze życie towarzyskie/sto razy więcej opcji na zagospodarowanie dzieci w razie W/chętnych do pomocy w transporcie/zakupach/remoncie etc. Każdy wybór jest dobry, jeśli konsekwencje nam pasują. Jeśli nie, to może to jest kiepski wybór?
            • burina Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 14:41
              Czekaj, czekaj, gdzie ja jestem rozżalona?

          • mia_siochi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 15:48
            U mnie na 100% mogłabym liczyć na 2 przyjaciółki, z wzajemnością. Jedna długo-, druga krótkoterminowo.
            Wśród kolegów z przedszkola 2 rodziny dałyby radę, trzecia- gdyby sytuacja była mocno podbramkowa- też.
            W sytuacjach ekstremalnych nikt z wyżej wymienionych nie miałby żadnych obiekcji.
    • eliszka25 Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 04:45
      jestesmy emigrantami, wiec do rodziny mamy daleko. bardzo mi brakuje pomocy w sytuacjach kryzysowych, bo wiem, ze rodzina by mi pomogla bez mrugniecia okiem. wystarczylby jeden telefon i juz ktos by byl. jednak nie zyjemy na pustyni i od poczatku utrzymujemy dobre kontakty z sasiadami. poza tym mamy tez kilka zaprzyjaznionych polskich rodzin i nigdy nie zdarzylo sie, zebym nie miala kompletnie do kogo zwrocic sie o pomoc. podobnie ja, tez pomagam, gdy zapuka/zadzwoni sasiadka z prosba o przejecie np. dzieci wracajacych ze szkoly, bo utknela w korku/musi do lekarza czy co tam jeszcze. zdarza mi sie tez, ze np. do lekarza jade z dziecmi, choc chora jestem ja, ale to wtedy, gdy wiem, ze moge sobie na to pozwolic. gdyby zdarzylo sie cos niespodziewanego i musialabym natychmiast znalezc kogos, kto z marszu zajalby sie dziecmi, to w tym samym bloku mam 1 sasiadke, w bloku obok druga, a w domu naprzeciwko 2 i gdyby byly w domu, to zadna nie odmowilaby przejecia dzieciakow w razie "w". podobnie wsrod rodzicow dzieci z klasy kazdego z chlopakow znajdzie sie kilku, ktorzy bez problemu by nam pomogli.

      moj maz ma taka prace, ze dosc czesto jestem z dzieciakami sama, bo albo pracuje u klienta gdzies na tyle daleko, ze wyjezdza rano i wraca wieczorem, albo od czasu do czasu wyjezdza na tydzien czy 2, wiec bez takiej siateczki wzajemnej pomocy po prostu nie bylabym w stanie normalnie funkcjonowac.
      • burina Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 06:29
        To jeszcze zależy od tego, gdzie się tymi emigrantami jest, do jakiej szkoły chodzi dziecko. Wystarczy, że jesteś gdzieś w Azji, nie znasz lokalnego języka więc krąg znajomych siłą rzeczy jest ograniczony. Do tego mieszkasz w apartamentowcu, w którym często zmieniają się lokatorzy a do tego jest 30 pięter i szansa, że weźmiesz dwa razy wspólną windą z tą samą osobą jest bliska zera. A w szkole, no bo Twoje dziecko musi chodzić do prywatnej, mało dostępnej dla lokalnej klasy średniej, jak już spotykasz, to nianie a nie rodziców.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 07:23
      Myślę, ze ja miałabym ogromny kłopot. Trójka dzieci, jedno niepełnosprawne, trudne do ogarnięcia - dzieci wymagają wożenia po mieście. Cała moja rodzina wymarła (wyżej podśmiewałaś się z takiego scenariusza, ha, ha, zabawne) a ta daleka sama goni własny ogon, mąż tez nikogo dostępnego nie ma. Jeszcze parę lat temu mieliśmy przyjaciół, wzajemnie w razie W podrzucaliśmy sobie dzieci. Wszyscy się powyprowadzali, w okolicy jest taka rotacja sąsiadów, że nie nadążam rejestrować ich twarzy. Mamy znajomych, z uwagi jednak na czas poświęcany pracy oraz rehabilitacji trudno podtrzymywać kontakty towarzyskie, oni też zresztą mają swoje problemy i się nie wyrabiają. Ostatnio, gdy szłam do szpitala nieźle musiałam się nakombinować jak to zorganizować, bo pierwszych kilka osób zapytanych miało swoje plany (udało się z pomocą dobrej koleżanki), ale gdyby problem był poważny, trzeba by było zatrudnić opiekunkę, z samochodem i wiedzą o dzieciach o specjalnych potrzebach dzieci.
      Aha, jeszcze trzy lata temu było super pod omawianym względem ale okoliczności się zmieniły.
    • mozambique Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 09:51
      mam 2 osoby z rodziny

      sąsiadki ???? to se ne vrati - praktycznie sie nie znamy , pomysl z opieką bylby zupelne niedorzeczny ( w dzisiejszych czasach) , choc mam nadzieje ze w sytuacji zupelnie awaryjnej ( jakies nagle pogotowie czy cus) moglabym zupelenie wyjatkowo poprosic o pomoc
      • mozambique Re: Naprawdę istnieją takie osoby? 10.02.15, 09:59
        aha - a co do rodziny
        najbardziej sukowato ze wszystkich znanych mi kobiet zachwoała sie moja tesciowa , ktory z uroczym usmiechem odmówiła mi zwyklej "kobiecej " pomocy gdy po urodzeniu jej wnuka ledwo żywa po CC leżalam na po-porodówce
        i reszta rodziny nie ma tu nic dorzeczy - sytuacja była wyjątkowa, poprosiłąm ją wyrażnie i bezposrednio telefonicznie o cos tam a ona rozkosznie śmiejąc sie odpowiedziala " no teraz to nie wiem , zadzwoń za pare dni , papa !", i rozłączyłą sie

        rodzina sad(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka