Dowiedziałam się, że na basen w moim mieście mogę wpuszczać same dzieci gdy ukończyły 7 rok życia. Zapytałam ze zwątpieniem "a jak nie umie pływać?..." a pani uspokoiła mnie "przecież jest ratownik." No i się zastanawiam, puścić czy nie? Syn lat 7 pływać nie umie, córka lat 10 umie. On miałby bawić się tam gdzie ma grunt (do pach), używałby pływającego "makaronu" albo czegoś tam, a ja bym obserwowała to zza szyby - nie wchodzę z dziećmi bo będę miała okres, a ferie trwają i niech się dzieci pluskają czemu nie. Ale boję się czy ratownik to tak szybko zareaguje jeśli siedzi akurat po przeciwnej stronie basenu? Dzieci wygłupiają się, chlapią, czasem można nie odróżnić zachłyśnięcia się i panicznego wymachiwania rękami od zabawowego chlapania... A ja tam zza szyby będę co chwila machać rękami i pukać by zwrócić uwagę ratownika?

Pomijam już wysłanie ich samodzielnie do szatni męskiej i damskiej bo to już bogato na forum było omówione

(córka sobie poradzi, gorzej taki 7 latek; w zimowe ubrania PO kąpieli na śliskiej podłodze w szatni)