triss_merigold6
05.03.15, 17:14
Po lekturze różnych artykułów, zwierzeń i wspomnień ematek i innych osób (i mężczyzn i kobiet) mam wrażenie, że najbardziej niezadowolone z funkcjonowania w rodzinach rekonstruowanych czy patchworkowych, jeśli ktoś woli tę nazwę, sa macochy.
Wszystko jest nietakie. Eksiara prymitywna, wścibska i pazerna, która albo nie pracuje i ciągnie alimenty albo pracuje dużo i wymaga współudziału ojca w wychowaniu; dzieci zaniedbane, tępe, kłótliwe brudasy; teściowa nie wiedzieć czemu wspomina eksiarę ciepło; pan mąż mało asertywny itd.
U ojczymów/mężów lub konkubentów zwykle mieszkających na co dzień z nieswoimi biologicznie dziećmi takich narzekań i fochów nie widzę. Mężczyźni albo wchodzą w układ i kupują wszystko, albo od razu zakładają, że kobieta z dziećmi jest wykluczona jako potencjalna partnerka. Prosto, klarownie. Nie spotkałam się z tym, żeby ojczym tak pogardliwie czy ze złością wyrażał się o ojcu dzieci, byłym mężu baby z którą żyje.
A te rozkminiają. Wszystko jedno czy laska dopiero zaczyna spotkać się z dzieciatym facetem, czy żyje z nim od dekady, zawsze jest jakiś PROBLEM. Logistyczny, finansowy, emocjonalny, no problem. Dorosłe kobiety, a każda chyba zachowuje się jak skrzyżowanie drama queen z tupiącą i wrzeszczącą o uwagę dziewczynką. Pretensje oczywiście zbiera mąż i ojciec tamtych dzieci, no i dzieci.