mama_olenki1985
24.04.15, 18:13
Proszę o rade czy wnosić skargę i jak na panią pracującą w banku czy olać.
Sytuacja wygląda następująco:
Jestem w trakcie trudnego rozwodu (przemoc, hazard itp.), mam koszmarną sytuację finansową, więc przyznano mi zasiłek z gopsu, który co miesiąc osobiście odbieram w banku .
Mam też niezmieniony dowód osobisty - po przeprowadzce z miasta nie wymieniłam go, więc jest na nim inny adres zamieszkania niż zameldowania.
Do rzeczy: od kilku miesięcy wypłacał mi ten zasiłek w banku pan lub inna pani.
Problemu żadnego nie było, po prostu patrzyli na to, że pesel się zgadza. Możecie mnie wyśmiać ale dla mnie opłacenie głupiego fotografa żeby wyrobić nowy dowód to duży wydatek - tak wiem te kilka złotych...
Wczoraj była inna kobieta obsługująca kasę i nie chciała mi wypłacić zasiłku.
Ok jeśli to taki dla niej problem to jestem w stanie to zrozumieć ale....przecież wcześniej by mi ktoś o tym powiedział! Zabrałabym ze sobą dokument potwierdzający mój adres zameldowania i tyle!
Przyjechałam do banku z 3 letnim chorym dzieckiem, w baku auta już prawie nie było paliwa, czyli nie miałabym jak wrócić do domu bez zatankowania.
Do domu 20 kilometrów. Wcześniej nikt mi nie sugerował, że mój dowód osobisty to kłopot i trzeba go zmienić.
Na koniec gdy powiedziałam, że nikt mi nigdy w banku nie robił problemów to pani odrzekła, że na pewno nie raz mi mówili, że problem jest, pani wmawiała mi, że ją okłamuje!!!
Roztelepało mnie bo jestem nieśmiała, bezkonfliktową osobą, ale żeby zarzucać mi kłamstwo?
I o to zachowanie tej pani mi chodzi. Jestem po prostu zbulwersowana.
Pani poprosiła swojego poprzednika i on potwierdził, że zawsze mi pieniądze bez problemu wypłacał. Pieniądze otrzymałam ale co ja stresu się najadłam to moje.
Tu stękanie dziecka, tam widmo powrotu na nogach do domu...
Co zrobiłaby emama?